Książka z błędem tytule

Piotr bowiem zatrzymał w tym miejscu, z którego warto pójść w rozważaniach nad patriotyzmem Bobkowskiego o wiele dalej. Osobiście przemawia do mnie myśl Macieja Urbanowskiego (Szczęście po wulkanem. O Andrzeju Bobkowskim, Wydawnictwo LTW, Łomianki 2013), który wskazuje, że Bobkowski nie był anty-patriotą ani „kosmopolitą bez ojczyzny”, lecz że jego postawa była o wiele bardziej skomplikowana. Można powiedzieć, że jest to specyficzny patriotyzm, przez Bobkowskiego samego określony mianem „Kosmopolaka”. Jakże inną formę przyjmuje polskość w takim ujęciu. Uważał przecież, że jako naród jesteśmy szalenie irytujący poprzez swe wady i głupie cechy, ale jednocześnie jesteśmy zbiorem jednostek szalenie wartościowych i produktywnych. Ale warto także zauważyć, że owe przywary stanowiły w jego oczach szansę na przetrwanie złych czasów czyli – paradoksalnie ! – były zjawiskiem pozytywnym.

Urbanowski pisze:

Polskość jest bowiem dla Bobkowskiego ciężarem, ale taż powracającą od czasu do czasu pokusą, co może tłumaczyć gwałtowność i uporczywość, z jaką prowadził walkę z prześladującą go patriotyczną „chorobą”; świetnie uchwycił to Gombrowicz notując na marginesie Szkiców piórkiem „Polskę odpycha [Bobkowski] od siebie, ale, odpychając  rani sobie ręce do krwi, ja chcę się wyzwolić krzyczy… ale ten krzyk właśnie, tak namiętny, władczy, ze pępowina nie została przecięta”. Nie została przecięta chyba do końca życia, o czym świadczyły głosy wielu czytelników Bobkowskiego… (s. 161)

Można by te rozważania ciągną dalej i bez końca – wydaje się że nie sposób także zaakceptować jakie Piotr Augustyniak podaje dla tłumaczenia porzucenia przez Bobkowskiego, także Europy. Wystarczyłoby chociażby przeczytać świetny tekst o rozmowie francuskich pisarzy gdzieś głęboką nocą w Paryżu…

Bowiem właśnie w szkicu o Bobkowskim, o owym prawdziwym „dziecięciu skurwywieku”, wychodzi na jaw poważny błąd interpretacyjny, owo branie pars pro toto, zatrzymanie się a pewnych fragmentach, które autora rozważań o polskiej duszy tak zachwycają, dają takie poczucie uchwycenia myśli zawartej w lekturze, że nie czuje już potrzeby dalszych poszukiwań i rozważań. Czy Piotr prawidłowo odczytuje Szkice piórkiem? Zapewne tak, ale nie jest to prawidłowe odczytanie Bobkowskiego.

Drugim autorem, którego Piotr Augustyniak znowu odczytuje tak jednostronnie – choć tym razem krytycznie – jest Jarosław Marek Rymkiewicz. Po pierwsze widać wyraźnie, że „poetę pozwanego” Piotr odczytuje w szerszym kontekście – pisze nie tyle o jego Kinderszenen – co o nim samym i jego politycznych wyborach.

…jego próba, mimo że bliska powodzenia, musi ostatecznie pozostać nieudana. I nie dlatego, że takie spojrzenie jest niemożliwe. Jako trans apolliński znali je przecież starożytni Grecy. Nie dlatego, że nie można, ale dlatego że Rymkiewicz wolał pozostać gorącą głową, zwierzęciem politycznie uwiedzionym, doraźnie zaangażowanym, namiętnie stronniczym. Z wielką stratą dla nas wszystkich. (s. 73)

Wszystko jasne, gdyby twórca z Milanówka dokonał innego wyboru politycznego jego trans byłby iście apolliński. Dziwne to myślenie – ja zawsze uważałem, że spożywający ambrozję mieszkańcy Olimpu zbyt są pochłonięci własnymi namiętnościami by potępiać nasze.

Problem polega na tym, że w swoim szkicu Głowa Wojny  Piotr wykazuje, że zarazem rozumie i nie rozumie Rymkiewicza. Dlaczego rozumie – doskonale uchwycił te głębie pogańskiego żywiołu, jakie buzują w duszy Rymkiewicza i doskonale rozumie jego odrzucenie romantycznego paradygmatu myślenia. Ale sam nie jest w stanie pójść aż tak daleko. Zatrzymuje się na płyciźnie politycznych rozważań.

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

*