Lebensborn – organizacja do „odnowienia krwi niemieckiej”

Trudno dziś winić niemieckie pary, które z różnych względów pozbawione własnego potomstwa decydowały się na adopcje jednego z podopiecznych Lebensbornu. Ludzi pragnących bowiem przygarnąć pod swój dach sierotę nie informowano o nielegalnych okolicznościach w jakich dzieci pojawiły się w ośrodku, a tym bardziej o ich polskim pochodzeniu. Szczęśliwe pary odchodziły z głębokim przeświadczeniem, że z dobroci serca zapewniły dom niemieckiemu dziecku, którego rodzice zmarli lub którzy z różnych powodów nie mogli się nim opiekować. W ten sposób wiele Polskich dzieci zabrano do nowych domów. Straciły obywatelstwo, tradycję i własne korzenie, ale przede wszystkim straciły biologicznych rodziców. Wiele z nich jednak zyskało w to miejsce nowych, kochających rodziców, dobre domy, bezpieczną przyszłość, a przede wszystkim otrzymały miłość i rodzinę. W tym miejscu wyraźnie widać kontrast między rozpaczą polskiej rodziny, a szczęściem niemieckiej strony, która otrzymywała upragnione dziecko.

Dopiero zakończenie wojny zmieniło sytuacje polskich dzieci wywiezionych do Niemiec. Rodziny zaczęły masowo zgłaszać, że ich dzieci zostały zabrane przez Niemców. Każdy, komu udało się przeżyć wojnę pragnął odzyskać swoje biologiczne dziecko. A dla Hrabara odnalezienie i sprowadzenie do domu uprowadzonych nieletnich stało się niemal świętą misją. Dziś szacuje się, że mecenasowi udało się sprowadzić do kraju około 33 tys. polskich dzieci. To zarówno bardzo dużo jak i bardzo mało. Uważa się, że wspomniane 33 tys. to tylko ok. 15% wywiezionych.  Mimo to dla Hrabara był to olbrzymi sukces. Nigdy nie odmawiał pomocy zrozpaczonym rodzinom szukającym swoich krewnych. To dzięki niemu jeszcze wiele, wiele lat po wojnie matki spotykały się ze swoimi dziećmi, odnajdywały się rozdzielone przez Lebensborn rodzeństwa, a każdy, któremu nie udało się odzyskać swoich korzeni otrzymywał ciepłe słowo od coraz starszego specjalisty od Lebensbornu. Dla wielu prawnik z Katowic na zawsze pozostał prawdziwym bohaterem.

Chrzest dziecka z Lebensborn przed portretem Adolfa Hitlera Fot: Wikimedia Commons
Chrzest dziecka z Lebensborn przed portretem Adolfa Hitlera
Fot: Wikimedia Commons

Dziś, kiedy słyszymy o odzyskanych dzieciach w większości przypadków wyobrażamy sobie wzruszające sceny rodem z Hollywoodzkich filmów. Z pociągu wysiada niebieskookie, blondwłose dziecko z torbą na ramieniu. Zagubione rozgląda się, szukając w tłumie kogoś, kto przyszedł aby je odebrać. W tym samym czasie, na tym samym peronie stoi para dorosłych ludzi. Oni także gorączkowo rozglądają się w poszukiwaniu kogoś specjalnego. Kogoś, dla kogo od wielu lat gotowi byli poświęcić wszystko i kogo powrotu z niecierpliwością wyczekiwali. W pewnym momencie tłum zaczyna powoli się przerzedzać. Ludzie rozchodzą się do swoich spraw, a oczy dziecka i pary spotykają się. Stęskniona matka natychmiast rozpoznaje ukochane dziecko i zaczyna biec w jego stronę. Już po chwili para trzyma w ramionach utracone przed laty maleństwo. Dziecko szybko przypomina sobie biologicznych rodziców i zapomina o swojej tragedii. Ponownie połączona rodzina wraca do swojego domu, by żyć długo i szczęśliwie, z dala od koszmaru wojny.

Niestety w rzeczywistym świecie nic nie jest czarne i białe, a historie nie zawsze mają szczęśliwe zakończenie. Dziś, by dokładniej zrozumieć sytuacje uprowadzonych dzieci, a także pojąć tragedię obu rodzin – polskiej i niemieckiej, trzeba odrzucić na bok własne wyobrażenia i wysłuchać świadectw samych dzieci Lebensbornu.

Basia Gajzler pamięta rodziców. To Maria i Wilhelm Rossmannowie, którzy stracili swoją rodzoną córkę i zdecydowali się przygarnąć porzucone dziecko, aby ukoić ból. Dzięki nim ona – Barbel Geisler ma nowy dom, rodziców, starszych braci i babcie. Ma też piękny dom, własny pokój, ma miłą i kochającą rodzinę i spokój. Na początku 1948r. Barbel widzi płaczącą matkę i wie już, że niedługo stanie się coś niedobrego. W styczniu 1948r. Barbel zostaje zabrana od rodziców, opuszcza rozpaczającą rodzinę, dowiadując się, że jej prawdziwi rodzice to Polacy. Niestety matka zmarła w pierwszych dniach wojny na zawał serca, ojciec krótko po niej zginął w kampanii wrześniowej. Niemcy zabrali dziewczynkę spod opieki babci. W tym miejscu zaczyna się tułaczka dziecka, Najpierw zamieszkuje u ciotki, później ta oddaje ją do babci, a ta znów do kolejnej ciotki. W 1952r. jej tułaczka wreszcie się kończy. Znajduje stały dom – dom dziecka. Po latach udaje jej się wyjechać do Niemiec, do swojej Mutti[10], a niemiecka rodzina po raz drugi przyjmuje ją z miłością[11].

Alodia i Daria Witaszek także trafiły do niemieckich domów. Zostały rozdzielone, ale obie trafiły do dobrych, skromnych rodzin. Dora zapamiętała niemiecką matkę jako dobrą kobietę. Alodia wspomina piękne sukienki, lekcje pływania i baletu, a także miłość swojej Mutti. Po odnalezieniu przez Hrabara, ich polska matka Halina pisze wzruszające podziękowania i przesyła je katowickiemu mecenasowi. Dziewczynki zaczynają uczyć się polskiego. Po latach Alodia doprowadza do spotkania swoich dwóch matek, polskiej oraz niemieckiej, które bardzo się zaprzyjaźniły. Mówi, że nie czuje się Niemką i nie wyobraża sobie swojego życia bez polskiej matki i powrotu do ojczyzny[12].

One Comment

  1. Bardzo rozległy opis radości rodziców niemieckich, jedno zdanie na temat tragedii rodziców polskich. Tekst na zamówienie polityczne?

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*