Most nad piekłem ꘡ Recenzja

S. Plokhy, Most nad piekłem. Amerykańskie bombowce na polskim niebie

Naloty wahadłowe – o tym jak Amerykanie bili nazistów z dwóch stron

Książka Most nad piekłem opowiada o bardzo ważnym momencie w historii II wojny światowej, choć nieco zapomnianym. Został on zepchnięty w strefę zapomnienia przez otwarcie drugiego frontu w Europie podczas walk w Normandii. Serhii Plokhy w swym dziele ukazuje nam tzw. naloty wahadłowe, których celem było zniszczenie zaplecza Wehrmachtu nie tylko od strony zachodniej, ale również od strony Europy Środkowo-Wschodniej (w przybliżeniu chodzi o ziemie Czechosłowacji, Polski i ZSRR).

Książka „Most nad piekłem” opisuje perypetie powstania tego pomysłu, trudności w jego zrealizowaniu, oraz przebieg działań wojennych. Jak wiadomo, ówczesna technologia nie była aż tak zaawansowana jak współcześnie, toteż alianckie samoloty miały ograniczony zasięg lotów. Amerykańskie dowództwo wpadło więc na pomysł, aby amerykańsko-brytyjskie samoloty lecące znad Wielkiej Brytanii i Włoch, mogły lądować w bazach na terenie Związku Sowieckiego. W drodze powrotnej mogliby bombardować niemieckie ośrodki przemysłu zbrojeniowego, pozycje wojskowe i inne cele strategiczne, co zmusiłoby Niemców do odwołania części swych sił lotniczych z Zachodu. Dzięki temu, aliantom byłoby łatwiej doprowadzić do lądowania swych wojsk na plażach Normandii, co w dalszej konsekwencji przyczyniłoby się do zwiększania szans powodzenia tego przedsięwzięcia. Bez tego, Brytyjczycy i Amerykanie ponosiliby nadal ogromne straty w walkach powietrznych z Luftwaffe. Wbrew pozorom organizacja całego przedsięwzięcia, mimo swej głębokiej logiki i prawideł wojny, wcale nie była taka łatwa. Na swej drodze Amerykanie co rusz napotykali przeciwności, które tylko dzięki stanowczości ich dowódców, doprowadziły do szczęśliwej finalizacji. Swoją drogą, szkoda, że tak mało się o tym pisze.

W świetny sposób Autor zamieścił różnice pomiędzy mentalnością sowieckich urzędników i wojskowych, a personelem amerykańsko-brytyjskim. Podczas gdy Amerykanie i Brytyjczycy mieli na względzie „dobro” ogółu, Sowieci starali się ugrać dla siebie jak najwięcej, co rusz rzucając swym zachodnim sojusznikom kłody pod nogi. To, co wydawało się pewne, u Sowietów takim nie było. Nie potrafili oni również dotrzymywać słowa, co wprowadzało zamęt i narastanie coraz większych konfliktów pomiędzy aliantami. Oczywiście, nie należy tutaj tylko stygmatyzować Rosjan, bowiem i Amerykanie mieli swoje za uszami, co nie zmienia faktu, że stosunki pomiędzy sojusznikami stawały się coraz bardziej napięte, i były, niejako wprowadzeniem do ustanowienia żelaznej kurtyny tuż po zwycięstwie nad Hitlerem. Bardzo interesujące są również fragmenty opisujące umizgi amerykańsko-brytyjskich żołnierzy wobec kobiet z Ukrainy i Białorusi. Oczywiście z przymrużeniem oka.

W pozycji tej znajdziecie ciekawe opisy sylwetek kilku znaczących polityków i dowódców. Jednak Autor na tym nie poprzestał kreśląc historie mniej znanych osobistości okresu II wojny światowej, często pomijanych w większych opracowaniach dotyczących II wojny światowej. Mnie najbardziej spodobały się przedstawienia sylwetek sowieckich dygnitarzy, począwszy od Mołotowa, Józefa Stalina czy Aleksandra Nikitina. Bardzo dosadnie ukazał również radziecki system władzy, który można podsumować w następujący sposób – wszystko i tak było podporządkowane Stalinowi. Każda decyzja musiała mieć jego akceptację, w przeciwnym razie nic nie można było skutecznie załatwić. Co więcej ów system powodował, że Stalin zawsze mógł wyjść na tego ugodowego (jeśli było to mu na rękę, umizgiwał się do zachodnich aliantów), a gdy nie chciał czegoś zrobić, odpowiedzialność zrzucał na swych podwładnych, ich niekompetencję czy warunki polityczno-prawne radzieckiego systemu. Sprytne, skuteczne i ogromnie bezduszne…

Jednak trochę odniosłem wrażenie, że Plokhy starał się nieco wybielić zachodnich aliantów. Dowódcy amerykańscy stają się niemal wyrazicielami „czystego” Zachodu, nieskażonego fałszem, gierkami politycznymi, a przecież tak nie było. Co rusz ukazuje dumnych jankeskich dowódców, którzy pomrukują o sowieckiej niesprawiedliwości, lecz piją z „ruskimi” równo, grając w grę pozorów równie skutecznie, co ich „przyjaciele” z Rosji.

Bardzo podobały mi się również zamieszczone w książce cytaty, doskonale oddające motywację poszczególnych bohaterów książki. Jest ich naprawdę sporo. Podobnie będzie z różnego rodzaju anegdotami, niektórymi naprawdę zabawnymi, choć nieco złośliwymi. Słowem książka warta uwagi. Wnosi naprawdę bardzo dużo w rozwój naszej wiedzy o konflikcie, który w tak mocny sposób zniweczył tyle ludzkich istnień.

Wydawnictwo: Znak Horyzont

Ocena recenzenta: 5/6

Ryszard Hałas

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

*