Pieniądz jest jak wosk, w którym odciska się zapis dziejów – rozmowa z Jakubem Wozinskim

J.T: W Historii pisanej pieniądzem, książce o manipulacjach walutą, które miały miejsce w historii Polski, podkreśla Pan negatywną rolę banku centralnego. Jak według Pana instytucja ta wpłynęła na historię naszego kraju?

J.W.: Moja książka powstała właśnie aby naświetlić ten szalenie istotny problem, jakim jest istnienie banku centralnego. Zatrważające jest, że na obecnej scenie polityczno-ideowej praktycznie nikt poza libertarianami nie postuluje zniesienia banku centralnego; dotyczy to niestety nawet partii, które określają się mianem wolnościowych.

Rzecz jasna, polskie banki centralne, zarówno te z okresu Królestwa Polskiego, II RP, jak i współczesny nam NBP nie odgrywały nigdy tak wielkiej roli jak ich odpowiedniki w innych krajach, niemniej jednak nie można lekceważyć ich negatywnego wpływu. Najważniejszą rolą banku centralnego bez względu na okoliczności czasowo-przestrzenne jest zawsze kartelizacja systemu bankowego w celu odnoszenia przez państwo i zaprzyjaźnione z nim środowiska korzyści z pobierania podatku inflacyjnego. Zadaniem Historii pisanej pieniądzem było właśnie prześledzenie historii tego, kto kogo w ten sposób wywłaszczał. Uważam, że moje wnioski w tej dziedzinie są bardzo odkrywcze.

J.T.: Czy istnieje według Pana jakaś alternatywa wobec banku centralnego? Czy historia może służyć pomocą przy jej szukaniu?

J.W.: Oczywiście, że istnieje: alternatywą jest jego brak. W większości krajów świata banki centralne powstały dopiero 100 lub 200 lat temu, a nawet o wiele później. Współcześnie mamy bardzo zły nawyk uznawania wszystkiego, co wykształciło się w epoce przemysłowej za naturalne i dobre, lecz w przypadku banku centralnego mamy do czynienia z bardzo złą i niepotrzebną instytucją.

Chciałbym, abyśmy mieli świadomość, że banki centralne stanowiły tak naprawdę przedłużenie dawnych uprawnień, które posiadały królewskie mennice. Zmianie uległy warunki gospodarczo-finansowe i dlatego współcześnie państwo musi kontrolować przy pomocy banku centralnego cały system bankowy, gdyż to on tworzy nowy pieniądz. Sedno problemu leży więc nie tyle w samym banku centralnym, lecz w istnieniu monopolu w zakresie produkcji pieniądza.

Poza tym, historia zna wiele doskonale udokomentowanych przypadków pomyślnego funkcjonowania systemu bankowego bez banku centralnego. Wielu osobom żyjącym z obecnego stanu rzeczy przypominanie o takich przypadkach i wyciąganie na światło dzienne jest jednak bardzo nie po drodze.

J.T.: Pana druga książka, To nie musi być państwowe, jest wypełniona licznymi i zróżnicowanymi przykładami historycznymi, które przedstawiają przede wszystkim dwie myśli: państwa na przestrzeni wieków nieustannie zwiększały swoją władzę i kompetencje oraz to, że rynek i własność prywatna potrafią lepiej wykonywać zawłaszczane przez państwo funkcje. Jaki jest według Pana najbardziej jaskrawy historyczny przykład tego jak państwo przejmuje i jednocześnie obniża jakość dostarczanej swoim obywatelom usługi?

J.W.: Najbardziej drastyczny w polskich realiach przykład to chyba koleje. Na ziemiach polskich pierwsze trasy powstawały już 150 lat temu, przy zdecydowanie niższym poziomie zaawansowania technologicznego. Dopóki budową nowych linii zajmowali się prywatni przedsiębiorcy, długość sieci nieustannie rosła, a prywatni producenci tworzyli coraz lepsze składy. Koleje zostały jednak stopniowo znacjonalizowane tak, iż w czasie I wojny światowej prywatnych było już niewiele. Obecnie sieć kolejowa jest w coraz gorszym stanie, jest coraz krótsza, a pociągi rozwijają prędkości mniejsze niż jeszcze przed wojną. Każdy, kto podróżuje PKP nie musi być chyba o tym dalej przekonywany.

J.T.: Chociaż To nie musi być państwowe nie jest poświęcone wyłącznie Polsce, to nie omieszkał przytoczyć Pan kilka przykładów z naszego własnego podwórka – jednocześnie dość niepochlebnie wyraził się Pan o roli polskiej szlachty. Czy uważa Pan, że to ona była główną przyczyną upadku polskiej państwowości oraz gospodarki kraju?

J.W.: Zdecydowanie tak. To ona stworzyła ideologię tzw. rzeczpospolitej, której obywatelami byli tylko rzekomo szlachetnie urodzeni. Szlachta nie tylko zabroniła samej sobie pracować, ale także kierowała środki z podatków na rozwój swoich wielkoobszarowych gospodarstw, które produkowały na ogół wyłącznie zboże, które, delikatnie mówiąc, nie stanowiło wysoko przetworzonego artykułu zdolnego podbić obce rynki zbytu. Szlachta była na tyle zepsuta, że w XVI w. absolutnie cynicznie przyjęła kalwinizm, aby tylko pozbawić duchowieństwo sporej części majątku i wpływów. Szlachta polska nie wniosła praktycznie niczego do świata idei, a na dodatek upośledziła polskie miasta. Jakby tego było mało, za jej sprawą Polska stała się awanturniczym imperium, które żywiło się kosztem cudzej wolności. Gdzie tylko mogę walczę z pojęciem rzekomej „polskiej anarchii” – to jakiś absurd, w Polsce państwo było potężne. Tak potężne, że zupełnie zdławiło wszystkie siły społeczne i dlatego upadło.

J.T.: Czy znajomość historii jest według Pana konieczna by powiększać zakres obywatelskich i gospodarczych wolności w dzisiejszym świecie?

J.W.: Jest niezwykle pomocna. Często wydaje się nam, że pewne rozwiązania instytucjonalne są uświęcone tradycją, a tak naprawdę nie mamy świadomości, że wymyślono je całkiem niedawno. Wiedza ta pomaga kwestionować to, co zastane w imię tego, co powinno być.

Na dodatek, jeśli pragniemy większych wolności obywatelskich i gospodarczych, spoczywa na nas obowiązek przedstawienia jakiegoś obrazu życia w proponowanych przez nas warunkach. Tu ponownie bardzo przydatna jest wiedza historyczna, która dodatkowo leczy nas z tworzenia wyimaginowanych konstrukcji społecznych. Nasi przodkowie znali już smak wolności, a naszym zadaniem jest wyłącznie przypomnienie wszystkim, jak dobrze byłoby odwrócić niekiedy bieg historii.

Z Jakubem Wozinskim rozmawiał Jan Tyszkiewicz

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*