Powstanie listopadowe – „powstanie, które nie zdołało pozbawić carów władzy” | Wywiad z prof. Anną Barańską

Armia rosyjska wkroczyła na teren Królestwa Polskiego dopiero w lutym 1831 roku. Trochę czasu więc minęło od listopada 1830 roku. Dlaczego Chłopicki, który był pierwszym przywódcą powstańców, działał tak opieszale i nie zdecydował się na przeprowadzenie bardziej ofensywnych działań militarnych?

Gen. Józef Chłopicki, który po utworzeniu Królestwa Polskiego popadł w konflikt z wielkim księciem Konstantym, uważany był przez opinię publiczną za patriotę i opozycjonistę. W rzeczywistości był przeciwny jakimkolwiek próbom zmiany politycznego status quo. Po wybuchu powstania Rząd Tymczasowy, znając poglądy Chłopickiego, powierzył mu naczelne dowództwo nad wojskiem. Chodziło przede wszystkim o to, aby energiczny i cieszący się w Warszawie olbrzymią popularnością generał opanował sytuację i zapobiegł dalszej radykalizacji nastrojów. Wkrótce – możliwe, że z inspiracji ministra skarbu Ksawerego Druckiego-Lubeckiego lub innych osób – Chłopicki ogłosił się dyktatorem. Jako zdecydowany przeciwnik „zbrojnej ruchawki” pragnął doprowadzić do jak najszybszego porozumienia z Mikołajem I. W tym celu wysłał do Petersburga dwóch negocjatorów, ministra Lubeckiego i posła Jana Jezierskiego. Nie spieszył się natomiast z mobilizacją, a ofensywy wojskowej w ogóle nie brał pod uwagę. Patriotyczna opinia publiczna, uznając dyktatora za niekwestionowany autorytet, długo brała jego działania za dobrą monetę. Kiedy po zebraniu się sejmu (18 grudnia) Chłopicki złożył dymisję, posłowie ponownie powierzyli mu dyktaturę. Z czasem na łamach radykalnych dzienników zaczęły pojawiać się artykuły krytykujące generała. Ten nie zamierzał jednak zmienić swojego programu, a kiedy okazało się, że car odmówił jakichkolwiek rozmów z „buntownikami”, definitywnie zrzekł się urzędu.

Reputację gen. Chłopickiego poprawił w pewnym stopniu jego udział w bitwie o Olszynkę Grochowską. Objął tam faktyczne dowództwo nad siłami polskimi, mimo że stanowisko naczelnego wodza zajmował od kilku dni gen. Michał Radziwiłł. W trakcie bitwy okazał zarówno zdolności dowódcze, jak i osobistą odwagę, a odniesione rany pozwoliły mu z honorem zakończyć kampanię i wyjechać do Krakowa.

Spekulacje, że pod Grochowem w gen. Chłopickim obudził się duch bojowy i że gdyby nie został ranny, mógłby okazać się dużo szczęśliwszym wodzem niż Jan Skrzynecki, należą oczywiście do dziedziny historii alternatywnej. Historycy wojskowości zgadzają się jednak, że pod względem doświadczenia i zdolności wojskowych Chłopicki stał zdecydowanie wyżej od Skrzyneckiego.

Po upadku powstania listopadowego francuski minister spraw zagranicznych Horace Sébastiani miał powiedzieć „Porządek panuje w Warszawie”. Również ówczesny papież Grzegorz XVI miał potępić zbrojne wystąpienie Polaków. Jak XIX-wieczna Europa reagowała na wystąpienia na terenie Królestwa Polskiego?

Przede wszystkim, trzeba rozróżnić „Europę gabinetów” i „Europę ludów”, czyli, inaczej mówiąc, stanowisko rządów i reakcję opinii publicznej. Rządy europejskie patrzyły na wydarzenia w Królestwie Polskim przez pryzmat własnych interesów. Na wybuchu powstania najbardziej skorzystały Francja Ludwika Filipa oraz nowo powstająca Belgia, ponieważ uniemożliwiło ono Rosji ingerencję w sprawy tego regionu i spowodowało złagodzenie jej stanowiska co do Belgii na konferencji londyńskiej. Także Metternichowska Austria, która już od paru lat nie była w najlepszych stosunkach z Rosją, obserwowała kłopoty swego sąsiada z pewną satysfakcją. Państwa te nie miały jednak żadnego powodu, aby drażnić Mikołaja I, okazując przychylność Polakom lub podejmując w ich sprawie konkretne kroki dyplomatyczne. Z perspektywy Austrii, polskie sukcesy byłyby na dłuższą metę bardzo niebezpieczne. Powstańczej dyplomacji nie udało się uzyskać oficjalnego uznania Polaków za stronę wojującą przez żaden z rządów europejskich. Jeśli chodzi o papieża, wbrew wersji rozpropagowanej przez Wielką Emigrację i powtarzanej przez część historyków, nie wydał on encykliki Cum primum pod naciskiem dyplomacji rosyjskiej, ale z własnego przekonania. Powstanie listopadowe było w jego oczach ruchem rewolucyjnym, buntem przeciw legalnej władzy. Argumenty odwołujące się do tradycyjnej nauki Kościoła o wojnie sprawiedliwej i prawie do buntu przeciw tyranowi nie wchodziły w tym wypadku w grę, ponieważ do takiej kategorii zaliczano jedynie wystąpienia o realnych szansach na zwycięstwo – a w możliwość pokonania Rosji przez Polaków nikt w Rzymie nie wierzył.

Z powściągliwą lub wrogą reakcją rządów kontrastowało spontaniczne poparcie, jakie okazywały sprawie polskiej środowiska liberalne i opozycyjne w wielu krajach Europy. Prasa różnych odcieni krytykowała politykę swoich gabinetów wobec Rosji, z radością witała sukcesy militarne Polaków podczas ofensywy wiosennej, publikowała wiersze znanych lub anonimowych twórców na cześć bohaterskich powstańców. Opozycyjni posłowie brytyjscy i francuscy zgłaszali w parlamencie interpelacje dotyczące stanowiska rządu wobec działań rosyjskich w Królestwie. W wielu miastach, zwłaszcza na terenie Francji, Belgii i krajów niemieckich, powstawały komitety społeczne zbierające pieniądze, leki, środki opatrunkowe i inne dary materialne na rzecz powstania. Najbardziej ofiarni przyjaciele sprawy polskiej wyruszali nad Wisłę, by wstąpić do naszej armii lub do wojskowej służby medycznej. W tej ostatniej obok Francuzów, których przybyło aż sześćdziesięciu, znaleźli się Niemcy, Anglicy, Węgrzy, Czesi, Włosi, a nawet pojedynczy Duńczycy i Szwedzi. Wypowiedź francuskiego ministra spraw zagranicznych Sébastianiego o „porządku w Warszawie”, wygłoszona po upadku powstania, sprowokowała w Paryżu antyrządowe rozruchy uliczne. Warto też przypomnieć, że autorem tekstu jednej z najbardziej znanych pieśni patriotycznych z okresu powstania listopadowego, Warszawianki, był francuski poeta Casimir Delavigne.

3 komentarze

  1. Adam Kwiecień

    Cyt: „Bez pomocy mieszkańców stolicy, którzy spontanicznie odpowiedzieli na apel Podchorążych „Do broni!”, ich wystąpienie zakończyłoby się w ciągu kilku godzin lub najwyżej kilku dni. Bez oddolnej akceptacji powstania w różnych kręgach społeczeństwa polskiego, wśród żołnierzy i oficerów, prowincjonalnej szlachty, mieszkańców miast, przedstawicieli inteligencji, urzędników i studentów, ograniczyłoby się ono do niefortunnej próby politycznego przewrotu.” – i to najlepiej dowodzi, że powstanie 1830 było sprawą narodową, a nie burdą garstki młokosów, o czym tak lubi bredzić garść ówczesnych i współczesnych kacapofili.

  2. Adam Kwiecień

    Cyt: „Zwolennicy tezy o „straconych szansach” zapominają zazwyczaj, że potencjał mobilizacyjny Rosji był bez porównania większy od potencjału niespełna 4-milionowego Królestwa, które w dodatku nie dysponowało fabrykami broni.” Dlaczego zatem Mikołaj nie rzucił przeciwko powstaniu więcej wojska po bitwie grochowskiej niż rzucił, skoro miał „większy potencjał”? Dlaczego desperacko musial szukać nowego rekruta wśród ludzi kalekich (ukaz z 9 marca 1831)? Czy armia rosyjska byłaby liczniejsza od polskiej, gdyby rząd uwałaszczył chłopów i zmobilizował masy chłopskie? Czy czytała Pani opracowanie Mochnaciego pt. „O sile narodowego powstania”? Wiem, że nie, bo nie mówiłaby Pani tego, co mówi. Dlatego polecam to opracowanie do wglądu.

  3. Adam Kwiecień

    Cyt: „z pomocą Mikołajowi I przyszłyby z całą pewnością Berlin i Wiedeń” – nieprawda, Pani mówi nieprawdę. Proszę zapoznać się z książkami Henryka Kocoja, ktory pisał o stosunku Niemiec/Prus do powstania listopadowego i ich rzekomej gotowości do włączenia się czynnego do walki z Polską.

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*