Przegrana bitwa pod Cecorą 1620 | Wywiad z profesorem Jerzym Urwanowiczem

Jakie znaczenie miała bitwa pod Cecorą w całej wojnie?

Była z pewnością wstrząsem, który miał zarówno negatywne, jak i pozytywne skutki. Te pierwsze, to bezprzykładna klęska, która zakończyła się zagładą wojska i śmiercią naczelnego wodza, zaś drugi z hetmanów, Koniecpolski, trafił do niewoli. Ale to spowodowało oprzytomnienie. Zwołany w listopadzie 1620 r. sejm uchwalił podatki. Zorganizowana została liczna armia państwowa, która w następnym roku skutecznie opierała się pod Chocimiem wojskom turecko-tatarskim, które przywiódł sułtan Osman II. Kampania cecorska Żółkiewskiego dała więc elitom politycznym Rzeczpospolitej czas, by przygotować państwo do obrony. I z tego względu najwyższa ofiara, ofiara życia, złożona przez uczestników tych działań nie poszła na marne.

Cała wyprawa wydawała się być dobrze przygotowana. Dlaczego więc w Pana opinii zakończyła się klęską?

Ależ jedną z przyczyn klęski było to, że wyprawa cecorska nie była dobrze przygotowana! Wspomniałem wcześnie, że brak uchwały podatkowej sejmu z 1619 r. sprawił, że nie było pieniędzy na zaciągi tzw. wojska suplementowego. Powtórzę: armię Żółkiewskiego w połowie stanowili żołnierze kwarciani, świetnie wyszkoleni i doświadczeni, lecz drugą połowę – prywatne poczty magnackie, wystawione przez magnatów często personalnie skłóconych z hetmanem. Trudno było Żółkiewskiemu utrzymać żołnierzy z prywatnych pocztów w ryzach dyscypliny wojskowej, trudno narzucić komendę. To był jeden z czynników, które przyczyniły się do klęski.

Jakie znaczenie dla bitwy przypisałby Pan Stanisławowi Żółkiewskiemu?

Z tego co już wcześnie powiedziałem wynika, że przegrana bitwa była epizodem, ważnym, ale nie najważniejszym. Oceniać należy rolę Żółkiewskiego w skali całej kampanii. W moim przekonaniu decyzja o poprowadzeniu działań wojennych z dala od granic Rzeczpospolitej była słuszna. Miał również hetman słuszność, gdy chciał stawiać opór siłom tatarsko-tureckim w warownym obozie pod Cecorą. Jazda tatarska, która liczebnie dominowała w armii Ibrahima paszy, nie nadawała się do szturmów, żołnierzy tureckich było zbyt mało. Gdy jednak jego koncepcja nie zyskała akceptacji, opracował defensywny wariant bitwy w polu (tabory ustawione na skrzydłach). Realizacja planu bitwy pozostawiała wiele do życzenia zarówno ze strony żołnierzy, jak i wodza, i dlatego zakończyła się klęską. Nie mógł przewidzieć wybuchu paniki w obozie z 20/21 września, ani jej zapobiec, ale skutecznie i z poświęceniem ją opanował. Być może błędem było nieukaranie sprawców rabunków dokonanych tej nocy jeszcze w obozie pod Cecorą? Decyzja o odwrocie niedobitków spod Cecory taborem była trafna i przeprowadzona bardzo dobrze. Skuteczny odwrót został przerwany przez tumult wzniecony przez ciurów, którzy rozerwali tabor i umożliwili atak tatarski. Wódz starał się doprowadzić w granice Rzeczpospolitej jak najwięcej spośród swych żołnierzy, dzieląc z nimi trudy tego odwrotu. A warto pamiętać, że był już – jak na tamte czasy – człowiekiem wiekowym: liczył sobie 73 lata. Poległ z bronią w ręku, jak przystało żołnierzowi, u granic Rzeczpospolitej, opodal Mohylowa. Należy o tym pamiętać, jako że nawet w poważnych opracowaniach historycznych śmierć Żółkiewskiego kwituje się nieprawdziwym zwrotem: „zginął pod Cecorą”.

Jak jednym zdaniem określiłby Pan tę bitwę?

Gloria victis, chwała zwyciężonym!

Dziękuję za wywiad.

Rozmawiała Agnieszka Popiak

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*