Przysięgnij, że przeżyjesz ꘡ Recenzja

R. Roth , „Przysięgnij, że przeżyjesz. Majdanek – Auschwitz – Bergen-Belsen”

Wspomnienia z piekła

Czasem można dojść do wniosku, iż temat holokaustu jest już nieco oklepany, że już wiadomo prawie wszystko. A jednak tak łatwo się pomylić. Książka Rachel Roth właśnie dokłada swoją cegiełkę do nakreślenia opisu zagłady europejskich Żydów. Jest ona świetnie skomponowana, wyważona, pisana z perspektywy bezstronnego świadka tych strasznych wydarzeń. Pewnie brzmi to dosyć kuriozalnie, biorąc pod uwagę fakt, iż główna bohaterka sama przeżyła ten straszny czas. A jednak opisy pełne są wyważenia, wyzbyte są niemal emocji. Co więcej, czytając tę książkę miałem wrażenie, iż wypowiedzi Rachel Roth są niemal identyczne z tym, co opowiadała moja babcia. Przypadek? A może ten sam tragizm przeżyć?

Najokrutniejszy los Hitler i naziści przeznaczyli dla europejskich Żydów. W ich planach Żydzi mieli ulec całkowitej zagładzie, choć początkowo nie posiadali szczegółowych planów, jak tego dokonać. Nie przeszkodziło im to jednak w stwarzaniu coraz to nowszych przeszkód, które niczym kłody rzucane pod nogi, miały złamać ich ducha, zniszczyć poczucie bezpieczeństwa, wykorzenić poczucie przynależności do rasy ludzkiej. Początkowo kazano im „tylko” nosić opaski z gwiazdą Dawida, które miały za zadanie odróżnić ich od całej reszty społeczeństwa.

W 1940 roku Niemcy nakazali przesiedlanie Żydów do gett – zamkniętych dzielnic, gdzie poddawano ich kolejnym torturom – głodzeniu, biciu, masowemu grabieniu i mordowaniu. Jak pewnie wiecie z lekcji historii, Hitler jeszcze wtedy zastanawiał się, czy kwestii żydowskiej nie rozwiązać w inny sposób. Rozważano mianowicie przesiedlenie ich albo na Madagaskar albo za Ural. Jak się jednak okazało, wojna na wielu frontach uniemożliwiła wykonanie tego „humanitarnego” zamiaru. Wówczas przystąpiono do planowego, masowego eksterminowania ludności żydowskiej. Ostateczną decyzję w tej sprawie – tzw. „ostateczne rozwiązanie kwestii żydowskiej” – podjęto jesienią 1941 roku. 20 stycznia 1942 roku miała miejsce konferencja w Wannsee nieopodal Berlina, na której dopracowano konkretne rozwiązania, które miały usprawnić i przyspieszyć proces masowego mordowania Żydów. Na czele realizacji tego planu stanął Adolf Eichmann oraz podległe mu jednostki SS.

I w ten sposób rozpoczęto Holocaust. Pierwotnie terminem tym określano składanie ofiary całopalnej, czyli miało ono charakter religijny. Jednak już w połowie 1941 roku termin ten nabrał negatywnego znaczenia, bowiem przyjęto nim określać masowe likwidowanie Żydów (jak się miało okazać, ofiarą nazistowskiego ludobójstwa miało paść aż 6 milionów Żydów!). Sami prześladowani posługiwali się również terminem „Szoah” oznaczającym z hebrajskiego – dosłownie – „całkowitą zagładę”.

Po napaści Niemiec na ZSRR w 1941 roku tuż za regularną armią niemiecką podążały specjalne oddziały Einsatzgruppen, których zadaniem było mordowanie Żydów (tych wymordowano około pół miliona), Romów i jeńców wojennych. Początkowo zabijano ich przy pomocy karabinów maszynowych, pozyskując wsparcie Ukraińców, Białorusinów czy Litwinów. Jednak nie był to efektywny sposób mordowania. Stworzono wówczas specjalne obozy zagłady, gdzie uśmiercano przy pomocy gazowania. Takie obozy utworzono w Kulmhofie (Chełmno nad Nerem), Bełżcu, Sobiborze, Treblince, Auschwitz-Birkenau czy w Majdanku. W tych dwóch ostatnich przebywała bohaterka naszej książki.

Opowiada ona m.in. o natychmiastowej segregacji więźniów przybyłych do obozu w Oświęcimiu. Na tamtejszej rampie kolejowej dokonywano podziału ludzi według kryteriów płciowych oraz cech fizycznych. Starzy, chorzy, ułomni oraz dzieci klasyfikowano jako bezużyteczne. Ich los był okrutny – byli oni kierowani bezpośrednio do komór gazowych. Mnie jednak najbardziej przejął obraz tego, gdy polscy Żydzi zostali zamknięci w gettach. Nieludzkie warunki ich bytności (ciasnota, kolejne pobicia i poniżanie, kolejne nieludzkie zarządzenia władz niemieckich), wszędobylski głód, epidemie (tyfus, dur brzuszny i plamisty), i stopniowe odbieranie im człowieczeństwa mrożą krew w żyłach. Obraz jest tym straszniejszy, iż nasza bohaterka o wszystkim opowiada tak prosto, jakby się oglądało pocztówki. Momentami miałem wrażenie, iż ona albo wyparła wszystkie swoje uczucia, emocje i myśli, albo z upływem lat nabrała takiego dystansu do tragedii, której była świadkiem, jakby się z tym już pogodziła. Tak czy inaczej, książka jest naprawdę cudowna. (oczywiście literacko, bo przecież nie opowiada o czymś przyjemnym) Strasznie spodobały mi się również fragmenty wierszy i utworów ówczesnych piosenek, świetnie oddających nastrój tamtych okrutnych chwil.

W obozach zagłady wymordowano większość polskich, ukraińskich i ogólnie rzecz ujmując europejskich Żydów. Uśmiercania dokonywano przy pomocy cyklonu B w specjalnych komorach gazowych, bądź też przy pomocy specjalnych samochodów, w których zabijano przy pomocy spalin. W wyniku tych bestialskich metod wymordowano 6 milionów Żydów, w tym przeszło milion dzieci. Wraz z ludźmi zniknęła żydowska kultura, zanikł język jidysz używany przez Żydów z Europy Środkowo-Wschodniej.

Książkę polecam właśnie za to wyważenie, swobodne nie naznaczone gniewem do oprawców i tych, którzy nie chcieli pomagać Żydom. To książka o nadziei (już sam tytuł zdaje się o tym świadczyć), w czasie beznadziei, o miłości, która potrafi pokonać wszelkie granice ludzkiej wytrzymałości. I jednego jestem pewien – bardzo chciałbym spotkać tę kobietę, o tak wielkim harcie ducha, wielkiej pokorze i mądrości. Jaka szkoda, że tacy ludzie jak ona mają tak nikły wpływ na to, co dzieje się na świecie.

Wydawnictwo RM

Ocena recenzenta: 5/6

Ryszard Hałas

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

*