Roosevelt kontra Sąd Najwyższy

Dla Roosevelta liczył się czas, dlatego wybrał opcję najszybszą, a zarazem najbardziej toporną. Oficjalnym uzasadnieniem reformy miał być fakt, że część sędziów była już w dość podeszłym wieku. Na każdego sędziego powyżej 70 roku życia miał być przydzielony nowy „do pomocy z nawałem pracy”. Prezydent oczekiwał, że reforma pójdzie gładko, ponieważ liczba sędziów Sądu Najwyższego zmieniała się już niejednokrotnie, a konstytucja nic nie mówiła o ich konkretnej liczbie. Co więcej, Demokraci, mający większość w obu izbach Kongresu, nigdy nie zawiedli prezydenta przy wprowadzaniu nowych ustaw i zawsze popierali jego inicjatywy. Tym razem jednak Roosevelt nie mógł się bardziej mylić w swym osądzie sytuacji.

Zarówno w Izbie Reprezentantów, jak i w Senacie zawrzało. Republikanów rozwścieczył projekt nowej ustawy i natychmiast zaczęli organizować silną opozycję. Było to dla nich nic innego jak krok w stronę dyktatury podobnej do tych, które rodziły się wówczas w Europie. Demokraci, choć osobiście deklarowali przed prezydentem poparcie planu reformy Sądu, byli zaskoczeni jej nagłym pojawieniem się. Wielu z nich było także oburzonych tym, że prezydent przedłożył im do zatwierdzenia nową legislację, bez ostrzeżenia i bez konsultacji. Nawet część poddańczo wiernej administracji Roosevelta niechętnie patrzyła na nowy pomysł swojego zwierzchnika. W końcu wyraźnie naciągany pretekst dokooptowania sześciu nowych sędziów był dla wielu obrazą samą w sobie. Carter Glass, zasłużony weteran Partii Demokratycznej pamiętający jeszcze czasy Woodrowa Wilsona, określił plan prezydenta jako „kompletnie pozbawiony jakiegokolwiek moralnego uzasadnienia”. Wysoko postawieni Demokraci, m.in. Harry Byrd, Millard Tydings oraz Burton K. Wheeler, zdecydowali się organizować twardą opozycję wewnątrz partii pod przewodnictwem tego ostatniego. Nie tylko konserwatyści, lecz nawet liberałowie (którzy już wtedy w Ameryce mieli coraz mniej wspólnego z klasycznym liberalizmem) zaczęli współpracować w Kongresie, by nie dopuścić do wejścia reformy Sądu w życie. Nawet wiceprezydent Garner podszedł do projektu prezydenta dość chłodno – później Roosevelt właśnie swego zastępcę oskarżał o doprowadzenie do niepowodzenia swojego planu. Co więcej, kolejne dwa wydarzenia wpłynęły na dalszy spadek poparcia dla reformy sądownictwa. Pierwszym z nich był list otwarty Prezesa Sądu Najwyższego, Charlesa Evansa Hughesa, w którym punkt po punkcie wyłożył bezsens proponowanych zmian. Wśród licznych podpisów pod tym listem znalazła się też sygnatura najbardziej liberalnego sędziego Sądu Najwyższego, stojącego do tej pory za prezydentem, Louisa Brandeisa. Drugim ciosem był fakt, że Sąd zrewidował niektóre ze swoich wyroków dotyczących części legislacji Nowego Ładu, co sprawiło, że plan Roosevelta jeszcze bardziej przypominał autorytarną próbę podporządkowania sądownictwa egzekutywie.

Ostatecznie zarówno senacka komisja sądownictwa, jak i cały Senat odrzuciły projekt ustawy. Judical Procedures Reform Act był pierwszą tak wielką wizerunkową i polityczną porażką prezydenta. Opozycja po raz pierwszy od czasu wyboru Roosevelta na głowę państwa zdołała zorganizować silny opór wobec jego polityki. Co więcej, w jej skład wchodzili nie tylko Republikanie, lecz także spora liczba Demokratów, szczególnie tych z Zachodu i Południa. Roosevelt, postępując z wyjątkową arogancją i brakiem namysłu, wyraźnie się przeliczył. Nawet jego charyzma i popularność wśród wyborców nie były w stanie uratować go z tej sytuacji. Czasy potulnego Kongresu, będącego na każde jego skinienie, bezpowrotnie minęły. Od tej pory nawet wewnątrz własnej partii musiał ścierać się z oporem wobec nowych pomysłów i dalszego rozwoju Nowego Ładu.

Burton K. Wheeler, senator Partii Demokratów z Montany, jeden z czołowych przeciwników reorganizacji Sądu Najwyższego Wikimedia Commons
Burton K. Wheeler, senator Partii Demokratów z Montany, jeden z czołowych przeciwników reorganizacji Sądu Najwyższego
Wikimedia Commons

Po tej porażce wzrost popularności Roosevelta nie tyle zatrzymał się, co wręcz spadał. Kolejne wydarzenia jedynie pogłębiały ten trend. Rok 1937 był czasem tzw. kryzysu w czasie kryzysu, kolejnego załamania gospodarczego jasno pokazującego nieskuteczność gospodarczych reform Nowego Ładu. Jednym z najbardziej widocznych dowodów na to był fakt, że bezrobocie w 1938 roku przebiło najwyższe bezrobocie za prezydentury Herberta Hoovera, w czasie której wielki kryzys rozszalał się na dobre. W roku 1938 Roosevelt popełnił kolejny błąd, tym razem na łonie własnej partii. Widząc rosnący opór ze strony Demokratów z Zachodu i Południa, prezydent zdecydował się zainterweniować w partyjne prawybory, z których zamierzał wyeliminować bardziej konserwatywnych i opornych wobec Nowego Ładu kandydatów, by zastąpić ich swoimi zaufanymi ludźmi. Wielu konserwatywnych Demokratów zostało otwarcie nazwanych zdrajcami, a ci z nich, którzy pracowali w administracji publicznej, spotykali się z groźbami pozbawienia urzędu, jeśli nie poprą zmian. Roosevelt jednak znów się przeliczył i plan ustawienia do pionu Partii Demokratycznej okazał się kolejnym strzałem w stopę. Znów posypały się oskarżenia o próbę ustanowienia dyktatury oraz czystki w partii. Ostatecznie niemal wszyscy konserwatywni kandydaci wygrali prawybory. Reforma egzekutywy podjęta nieco później została także odrzucona pośród okrzyków o dalszych autorytarnych próbach przejęcia władzy przez Roosevelta. Niekwestionowany zwycięzca ostatnich wyborów wydawał się być politycznym trupem.

Na szczęście dla Roosevelta uwaga większości była coraz bardziej odrywana od spraw wewnętrznych. Sytuacja na świecie i marsz ku światowej wojnie uratował jego prezydenturę. Rewizja neutralności, selektywne embargo wobec krajów, takich jak Niemcy, Włochy czy Japonia (Neutrality Revision, 1939), oraz wprowadzenie pierwszego w historii USA poboru w czasie pokoju (Selective Service Act), a ostatecznie także Lend-Lease (1941) wyraźnie wskazywały kierunek, w jakim podążą Stany Zjednoczone. O ile popularne stwierdzenie, że wojna zbawiła Amerykę od wielkiego kryzysu, jest oczywiście nieprawdziwe, to jak najbardziej prawdziwe jest to, że zabezpieczyła ona dotychczasową pozycję Franklina Delano Roosevelta.

Jan Jakub Tyszkiewicz – absolwent historii, z przekonania libertarianin i wolnorynkowiec. Szczególnym zainteresowaniem darzy historię USA oraz kryzysów, mechanizmy gospodarki i ekonomię.

Bibliografia

  1. Flynn John T., The Roosevelt Myth, The Devin-Adair Company, Nowy Jork 1949.

  2. Higgs Robert, Depression, War, and Cold War, Studies in Political Economy, Oxford University Press, Inc., Nowy Jork 2006.

  3. Moser J. E., Presidents from Hoover Through Truman, 1929-1953, Westport 2002.

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*