Słodka recepta na kryzys

Rolnictwo w USA już od samego początku istnienia tego państwa uznawane było za podstawę krajowej gospodarki. Gdy nadszedł wielki kryzys zarówno politycy, jak i rolnicy byli zdeterminowani, by państwowymi regulacjami uratować nadmiernie wówczas rozrośnięte rolnictwo. Jednakże nie wszyscy producenci rolni chcieli ratować się kosztem współobywateli. Niektórym udało się nawet dzięki temu wypracować własną receptę na załamanie gospodarcze.

Stany Zjednoczone jako państwo było szczególnie przywiązane do rolnictwa – zarówno ze względów czysto gospodarczych, jak i ideowych. Potem, w początkach XX wieku, doszły do tego względy strategiczne, uzasadniane na różny sposób. W zasadzie do wojny secesyjnej USA było to państwo przede wszystkim rolnicze, a przeważająca większość Amerykanów była drobnymi farmerami. W kulturze utrwalił się właśnie ten wizerunek rolnika – heroicznego self-made mana, który sam zbudował swój dom, wydzierając plony bezlitosnemu pograniczu, by utrzymać swe rodzinne gospodarstwo i z nadwyżek wykarmić współobywateli. Był on skałą, na której miało stać społeczeństwo. Jednakże ten romantyczny obraz coraz bardziej oddalał się od rzeczywistości i, co należy podkreślić, potrzeb rynku.

Jeszcze przed wojną secesyjną zarówno na Północy jak i na Południu były widoczne pierwsze oznaki rozpoczynającej się w Ameryce rewolucji przemysłowej. Po kilkuletniej przerwie spowodowanej krwawym konfliktem industrializacja powróciła i zaczęła szybko przekształcać oblicze kraju. Rolnicy powoli schodzili na drugi plan, gdyż dla protekcjonistycznej polityki Republikańskich rządów ważniejszy był sojusz z coraz większym przemysłem chcącym uzyskać przewagę nad zagraniczną konkurencją kosztem konsumentów. Dla zrujnowanego wojną totalną i okresem „Rekonstrukcji” Południa oraz jeszcze nierozwiniętego rolniczego Zachodu protekcjonizm nie przynosił nic dobrego, jedynie wzrost cen produktów przemysłowych. Wraz z rozwojem transportu i zagospodarowywaniem kolejnych terenów rosła w rolnictwie konkurencja, której niektórzy nie wytrzymywali. Wiele gospodarstw mocno się zadłużało. W takiej sytuacji część farmerów, których zmitologizowany obraz był wśród społeczeństwa i polityków mocno ugruntowany stwierdziło, że też chce skorzystać z uroków państwowej protekcji kosztem współobywatela. Wkrótce rolnicy zaczęli się organizować i mieli niebawem powrócić na piedestał.

Wraz z coraz większą organizacją oraz rosnącą roszczeniowością rolnicy zyskiwali sobie sympatię polityków, którzy widzieli w nich ważną grupę wyborczą. I choć nie odnieśli druzgoczących sukcesów, to potrafili się zaznaczyć w krajowej polityce opowiadając się m.in. za inflacyjną polityką walutową. Znacząca zmiana w podejściu do rolnictwa nadeszła z kolejnym totalnym konfliktem, w który zaangażowały się Stany Zjednoczone – I wojną światową. W każdej wojnie trzeba jakoś wyżywić żołnierzy – w wojnie totalnej ten problem przechodzi jednakże na zupełnie nowy poziom. Gdy USA dołączyło do światowego konfliktu musiało wyżywić nie tylko swoich żołnierzy, lecz także pomóc sojusznikom. Zaczęto regulować produkcję w celu jej maksymalizacji, ustalać sztywne ceny, innymi słowy zaczęto odrywać rolnictwo od potrzeb rynkowych na rzecz potrzeb wojennych. Produkcja rolna wzrosła znacząco. Jednakże wojna i potok pieniędzy z podatków nie mógł trwać wiecznie – sztuczna prosperita rolników skończyła się wraz z końcem Wielkiej Wojny. Farmerzy mający problemy już przed wojną stanęli w obliczu wyzwania dostosowania się na powrót do potrzeb rynku. Lata 20. będące świadkiem monumentalnego wzrostu gospodarczego (częściowo sztucznie napędzanego inflacyjną polityką Rezerwy Federalnej) oraz niespotykanego dotąd dobrobytu nie były lekkie dla producentów rolnych. Szczególnie drobni rolnicy oglądali się na rząd i pożądali jakiejś formy przywilejów.

Starająca się unikać interwencjonizmu administracja prezydentów Coolidge’a i Hardinga nie powzięła w tym kierunku decydujących kroków. Jednakże gdy nadszedł kryzys roku 1929 prezydent Hoover zapoczątkował program gospodarczego interwencjonizmu, także w rolnictwie. Był on kontynuowany przez Franklina Roosevelta pod nazwą Nowego Ładu. Właśnie wtedy do wprowadzonych za Hoovera preferencyjnych kredytów czy skupu produktów rolnych dołączyły reformy jeszcze bardziej destabilizujące rolnictwo. Najwięcej złego poczyniła tu ustawa o przystosowaniu rolnictwa (Agricultural Adjustment Act, dalej AAA) ze swoim planem redukcji areału. Rolnicy mieli w zamian za finansowane z podatków subsydia ograniczać produkcję, co miało doprowadzić do wzrostu cen i zwiększenia ich zarobków. Plan zupełnie nie wypalił nie prowadząc do wzrostu dobrobytu wśród farmerów, wiele gospodarstw przyssało się za to do rządowych pieniędzy. Dodatkowo więksi rolnicy pozbywali się dzierżawców, by samemu dostawać całość subsydiów – ich praca była zastępowana przez maszyny (głównie na Zachodzie w przypadku uprawy zbóż) bądź pracą na dniówki. Pozbawieni dotychczasowego sposobu utrzymania dzierżawcy zasilali rosnącą grupę migrantów wędrujących za pracą sezonową po całych Stanach. Obok AAA rząd federalny uruchamiał programy wspierające przede wszystkim drobne, rodzinne farmy oraz inicjatywy tworzące samowystarczalne osiedla, których mieszkańcy żywność pozyskiwali z własnych upraw jednocześnie pracując w przemyśle bądź usługach (tzw. homesteading).

Pośród tego morza nieszczęść można było jednak znaleźć ocalałych opierających się sztormowi kryzysu, jednocześnie nie sięgających po betonowe koła ratunkowe rzucane przez rząd. Tymi ocalałymi były niektóre z korporacji rolniczych. Jedną z nich była młoda. działająca od 1931 roku US Sugar Corporation z Florydy.

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*