Walki z Indianami w 2. połowie XIX wieku

Pijany Auguste z konia krzyczał groźby w stronę Indian i wydawał głośne okrzyki wojenne. Grattan wszedł do obozowiska i zażądał od Niedźwiedzia Rozpraszającego Wrogów wydania winowajcy. Wódz, wraz z przywódcą Dakotów Oglala, Starym Człowiekiem, Którego Koni Się Boją odparł, że Wysokie Czoło jest gościem i nie może go wydać w ręce żołnierzy, w zamian jednak oferował kilka koni. Grattan odmówił i rozkazał żołnierzom wkroczyć i odnaleźć przestępcę.

Plan fortu Laramie Zdj. Wikimedia Commons
Plan fortu Laramie
Zdj. Wikimedia Commons

Po znalezieniu Wysokiego Czoła, który odmówił oddania się w ręce wojska bez oporu Grattan ponownie przez pijanego już tłumacza próbował się porozumieć z wodzem Siuksów. Żołnierze z kolei rozstawili się i wycelowali w stronę obozu. Atmosfera robiła się nerwowa i w trakcie burzliwych negocjacji Indianie ukradkiem szykowali broń. O tyle o ile z daleka broń Indian była mało skuteczna przeciw działom i karabinom Amerykanów to w bliskich starciach była niezwykle groźna, łuki, włócznie, tomahawki, noże i nieliczna broń palna z tipi trafiała do rąk wojowników[5]. Wojownicy gotowali konie, malowali twarze i zakładali pióropusze przeczuwając finał tej ożywionej dyskusji, tymczasem z sąsiadującego obozu Siuksów Oglala ruszył oddział wojowników z Czerwoną Chmurą[6].

Negocjacje nie doszły do skutku, a Grattan rozkazał ostrzelać Indian. Kolejne salwy z dział i karabinów trafiły również w Niedźwiedzia Rozpraszającego Wrogów. Dakotowie odpowiedzieli strzałami z łuków, spowodowało to zamieszanie wśród niezaprawionych w boju Amerykanów. Grattan zginął nim walka się zakończyła, nie zdążył nawet wystrzelić ze swoich rewolwerów. Żołnierze rozpoczęli chaotyczny odwrót w kierunku fortu Laramie, jednak zostali dogonieni i wybici do nogi. Ocalał jeden żołnierz, jednak po powrocie do obozu zmarł w wyniku ran. Po bitwie w ciele Grattana naliczono dwadzieścia cztery strzały, z czego jedna trafiła go w głowę, przebijając czaszkę i masakrując twarz[7].

Indianie tymczasem uprowadzili bydło oraz konie należące do okolicznych handlarzy i ograbili magazyny. Pospiesznie zwinęli obozy i oddalili się przy okazji urządzając polowanie na bizony. Niedługo później w wyniku odniesionych ran zmarł Niedźwiedź Rozpraszający Wrogów, co wywołało odwetowy atak na fort Laramie, w którym ranny został komendant placówki.

Wkrótce potem przybył na miejsce długo oczekiwany agent. Zmuszony był sporządzić raport na temat zaistniałej sytuacji, a uczyniwszy to było niepodważalnym, że to Grattan przekroczył swoje uprawnienia. Obecni przy tym osadnicy, żołnierze i dziennikarze okrzyknęli go zdrajcą uznając, że Grattan padł ofiarą zasadzki podstępnych Siuksów. Tę samą wersję podał sekretarz wojny Jefferson Davis, odtąd w świadomości Amerykanów potyczka ta będzie znana jako ,,masakra Grattana”. Na domiar złego jeden z wodzów Siuksów, Cętkowany Ogon wraz z Czerwonym Liściem napadli na początku 1855 roku na pocztowy dyliżans[8]. Na coś takiego tylko czekał Davis, przekonał rząd, że trzeba utemperować niebezpiecznych Siuksów siłą i już w marcu wydał formalny rozkaz rozpoczęcia działań zbrojnych. Wyprawą dowodził pułkownik William Harney, który już wcześniej miał do czynienia z Indianami Seminola i szukał zemsty na jakichkolwiek plemionach za swoje upokorzenie w trakcie poprzedniej kampanii[9].

Zebrawszy ponad tysiąc żołnierzy Harney odkrył i ruszył na obóz Indian nad Blue Water. Indianie, którym przewodził Mały Piorun, zostali ostrzeżeni przez nowego agenta do spraw Indian, jednak zignorowali ostrzeżenie. Widząc wojsko zamierzali się wycofać, jednak na widok białej flagi wystawionej na przedzie spokojnie czekali na zbliżających się żołnierzy. Dla pozoru Harney rozpoczął pertraktacje pokojowe, tymczasem jego żołnierze otaczali obóz i 3 września zaatakowali. Piechurzy z jednej strony pędzili Indian wprost na szable dragonów. Wiele Indianek na ten widok miało się rozbierać, aby pokazać, że są kobietami. Jednak to nie pomogło, żołnierze byli bezlitośni[10]. Ponad osiemdziesięciu Siuksów poniosło śmierć, a około siedemdziesięciu, głównie kobiet wzięto do niewoli jako zakładników. Mały Piorun zbiegł, Cętkowany Ogon został bohaterem odnosząc rany od kul i szabli. Amerykanie stracili dwunastu zabitych i rannych. Harney przyznał, że atak był bezpodstawny i wyraził ubolewanie, jednak te tłumaczenia nie cofnęły czasu.

Po bitwie Harney odesłał jeńców do fortu Kearny, a sam wraz z żołnierzami powrócił do fortu Laramie. Tam spotkał się z wodzami Indian i grożąc pacyfikacją nakazał trzymać im się z dala od szlaków komunikacyjnych oraz wydać sprawców ataku na dyliżans. Niedługo później Harney zerwał stosunki handlowe z Indianami i wyruszył na ich tereny wzywając ich do walki, której Siuksowie nie podjęli. Po przeczesaniu terenu  skierował się do fortu Pierre, gdzie w październiku 1856 roku zmusił wodzów do podpisania traktatu pokojowego. Traktat oparty na ciężkich warunkach i podszyty fałszywymi obietnicami nie wszedł jednak w życie, senat nie zatwierdził go uznając za bezprawny.

Zniewolony Cętkowany Ogon, który w październiku 1855 poddał się wraz z współwinnymi ataku na dyliżans przebywał w forcie do września następnego roku, widząc, że pokonanie białych nie jest możliwe stał się jednym z głównych orędowników pokoju Indiański-Amerykańskiego. Z uwagi na swą zaciekłość i okrucieństwo William Harney został okrzyknięty przez Indian Szalonym Niedźwiedziem[11].

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*