Westerplatte

Westerplatte – 7 dni grozy 

Obrona Westerplatte 1-7 września 1939 roku

1 września przypada 83. rocznica początku obrony Westerplatte. Niewielki oddział broniący Wojskowej Składnicy Tranzytowej zdołał utrzymać placówkę przez 7 dni. Obrońcy nie tylko zmagali się z wrogiem, ale także z napływającymi informacjami o sukcesach Niemców. Prześledźmy zmagania obrońców z hitlerowskim najeźdźcą dzień po dniu. 

Zjedź niżej i kontynuuj czytanie lub kliknij to, co Cię interesuje:

  1. Powstanie Wojskowej Składnicy Tranzytowej i jej przygotowanie do obrony
  2. Wojna nerwów
  3. Początek. 1 września 1939 roku
  4. Nalot grozy. 2 września 1939 roku
  5. 3 września 1939 roku
  6. 4 września 1939 roku
  7. 5 września 1939 roku
  8. Cysterna i próba podpalenia. 6 września 1939 roku
  9. Kapitulacja. 7 września 1939 roku
  10. Straty
  11. Podsumowanie 

Powstanie Wojskowej Składnicy Tranzytowej i jej przygotowanie do obrony

W 1924 roku Liga Narodów podjęła decyzję o przyznaniu Polsce półwyspu Westerplatte. Na jej terenie powstała składnica, której zadaniem było zabezpieczanie transportu broni i amunicji przez port gdański. Jednakże, decyzją Rady Ligii Narodów z 9 grudnia 1925 roku, w skład załogi miało wejść tylko 88 żołnierzy.

Stan osobowy był od samego początku kwestionowany przez Polaków. Wojsko polskie zdawało sobie sprawę, że w razie ewentualnej wojny, przewidziane siły będą zdecydowanie zbyt małe do skutecznej obrony. Toteż, za zgodą Sztabu Generalnego w Warszawie podjęto decyzje o potajemnym wzmacnianiu składnicy.

Wiązało się to z polityką II RP, polegającą na niezaostrzaniu sytuacji dyplomatycznej z Gdańskiem. Dla Niemców składnica była istną solą w oku. Dlatego już od drugiej połowy lat 20. była ona kontrolowana przez prezydenta gdańskiej policji lub jego zastępców.  

Nie przeszkodziło to jednak w rozbudowie składnicy w latach 30. Powstały wówczas nowe umocnienia. Były one budowane najczęściej w nocy, co miało uniemożliwić Niemcom rozpoznanie realnej siły stacjonującej tam jednostki. Do sierpnia 1939 roku zakończono prace budowlane, takie jak przerzedzanie lasu, tworzenie przeszkód snajperskich czy stawianiu zasieków. Wartownie oraz placówki były w znacznym rozproszeniu od siebie. Dzięki temu utrata danej placówki nie wiązała się z załamaniem całego systemu obrony.

SMS Schleswig-Holstein w czasie „kurtuazyjnej” wizyty w Gdańsku

Pomimo tego, wielką bolączką majora Henryka Sucharskiego jako komendanta składnicy, był niewielki stan osobowy, liczący 171 żołnierzy. Jeszcze gorzej prezentowała się kwestia uzbrojenia. Obrona dysponowała tylko 22 ciężkimi i ręcznymi karabinami maszynowymi kalibru 7.9 mm, 1 działem polowym kalibru 75 mm, 2 działka przeciwpancerne kalibru 37 mm, 4 moździerze kalibru 81 mm oraz pewną liczbą karabinów ręcznych. 

Wojna nerwów 

Apogeum nieufności względem Niemców nastąpiło w drugiej połowie sierpnia. 23 sierpnia 1939 roku hitlerowcy zatrzymali wagon z wyposażeniem wojskowym dla polskiej jednostki na Westerplatte. Takie działanie w dużym stopniu zdezorganizowało oddział. Jawne łamanie ustalonych zasad umacniało w obrońcach składnicy przekonanie o nieuchronności nadchodzących wydarzeń.

Informacja o przybyciu pancernika „Schleswig-Holstein” do Gdańska została przyjęta z niepokojem przez Polaków. Od początku okręt był obserwowany przez płk. Sobocińskiego oraz kpt. Dąbrowskiego. Nie mogli jednak wiedzieć, iż na statku znajduje się kompania szturmowa Kriegsmarine. W momencie wybuchu II wojny światowej, pancernik pamiętający jeszcze czasy Kaisera, nie nadawał się do walnych bitew morskich. Toteż planowano wykorzystać go do wsparcia uderzenia na Westerplatte.

Bez wątpienia artyleria polska nie miała wystarczającego sprzętu, by przeciwstawić się pancernikowi. Niemcy byli pewni swojej przewagi. Potrzebowali tylko pretekstu, by uzasadnić planowaną inwazję. Jedna z prowokacji odbyła się 29 sierpnia 1939 roku przed godziną 16:00. Samolot Lufthansy został, według słów Franciszka Dąbrowskiego, „obramowany” wybuchami pocisków. Niemcy liczyli na przyłączenie się Polaków do ostrzału samolotu.

Jednakże, nie udało im się sprowokować załogi. Z jednej strony dzięki rozkazom z góry, by nie ulegać hitlerowskim prowokacjom. Z drugiej strony, polska nie dysponowała typowym sprzętem przeciwlotniczym. Ten zbieg okoliczności, jak i karność polskiego żołnierza, przesądziły o porażce prowokacji.

Obejrzyj także: Gdzie i kiedy rozpoczęła się II wojna światowa 

Początek. 1 września 1939 roku

Niestety, polska odporność na niemieckie prowokacje nie mogła zmienić biegu wydarzeń. 1 września o godzinie 2:00 w nocy zakończono wyokrętowanie kompanii szturmowej z pancernika „Schleswig-Holstein”, a o godzinie 4:00 oddział zajął pozycję do ataku. O godzinie 4:17 padł strzał z broni ręcznej.

W tej sytuacji, zastępca dowódcy placówki „Prom”, Jan Gryczman, rozkazał zająć pozycje.

Takie sytuacje nie były odosobnione. Dlatego oficer dyżurny nakazał ściągnąć oddział do koszar. O godzinie 4:47 pancernik rozpoczął ostrzał Westerplatte. W tym czasie załoga placówki „Prom” przygotowywała broń i sprzęt. W wyniku ostrzału w wielu miejscach konstrukcja muru została naruszona. Dla wielu obrońców był to chrzest bojowy. Dlatego początkowy ostrzał wywołał przerażenie.

Szkic Oborny Westerplatte
Fot. Wikimedia Commons

Jednocześnie, sami Niemcy nie byli w stanie przeprowadzić udanego ataku, bowiem ugrzęźli w zasiekach z drutu kolczastego. O godzinie 5:00 natarcie utknęło pod ogniem cekaemu. Na atak odpowiedziała również załoga palcówki „Przystań”. O godzinie 6:22 pierwszy niemiecki atak został odparty.  

Hitlerowcy tłumaczyli się, iż Polacy przekształcili składnicę w twierdzę. Sformułowanie, choć mocno mijające się z prawdą, dużo mówiło o lekceważącym stosunku Niemców do umiejętności żołnierza polskiego. Nie była to z resztą odosobniona opinia. Przed godziną 7:00 prezydent Senatu Gdańska, Arthur Greiser, w odświętnym mundurze SS, chciał przespacerować się po zdobytej składnicy. Przyszłego polakożercę miała niezwykle zaboleć wiadomość o niemożności wykonania swojego pomysłu.

O godzinie 7:40 pancernik „Schleswig-Holstein” wznowił ostrzał. Ogień okrętu połamał wiele drzew, tworząc doskonałe zasłony. Nawała artyleryjska trwała ponad godzinę. Do drugiego ataku ruszyła już poprzednio atakująca kompania wsparta plutonem SS „Danziger Heimwehr”.  

Atak rozpoczęty o godzinie 8:55 doprowadził do zdobycia placówki „Prom”. Obrońcy wycofali się do Wartowni numer 1, skąd później prowadzili dalszą walkę. Tymczasem natarcie zaczęło powoli tracić impet. Najprędzej wycofał się pluton SS. Wynikało to z racji, że esesmani dostali rozkaz ataku od strony plaży.

Atak w otwartym terenie nie miał większych szans powodzenia. Lepiej radzili sobie żołnierze z kompanii Kriegsmarine. Lecz po zajęciu placówki „Prom”, znaleźli się pod huraganowym ogniem z trzech wartowni. Ponadto, do walki dołączył polski pluton moździerzy. W czasie walk śmiertelnie ranny został dowódca kompanii, porucznik Wilhelm Henningsen. Ponadto, na pancernik zaczęły spływać meldunki o walce ze strzelcami na drzewach. Owi strzelcy, ukryci w koronach drzew, mieli otworzyć ogień na tyłach kompanii.

Nie była to prawda. Meldunki o rzekomych strzelcach były wyrazem prób tłumaczenia własnych wysokich strat. Niewykluczone również, iż kompania była ostrzeliwana przez strzelających po drugiej stronie kanału Niemców.

O godzinie 12:45 kompania szturmowa wycofała się.   

Reszta dnia upłynęła na niewielkiej wymianie ognia, bez strat po obu stronach. Niepowodzenie kolejnego szturmu, jak i poważne straty, zmusiły dowódcę pancernika „Schleswig-Holstein” do zażądania od gauleitera Alberta Forstera przysłania posiłków. Na nieszczęście dla tego pierwszego, Niemcy nie dysponowali takowymi siłami. Niesprawdzenie się artylerii okrętowej zrodziło nowy pomysł – bombardowania lotniczego.

Wynikało to z faktu, iż płaskotorowe działa okrętu nie mogły skutecznie zwalczać rozproszonych, niewielkich i, przede wszystkim, ukrytych punktów oporu. Prośba kmdr. Gustava Kleikampa dotycząca bombardowania, przekazana Albrechtowi Kesselringowi, miała zostać spełniona 2 września. 

Po pierwszym dniu walk morale niemieckiej kompanii szturmowej sięgnęły dna. Tego dnia zginęło 13 hitlerowców, a 98 zostało rannych. Straty polskie były zaskakująco niskie – 4 zabitych i 4 rannych. Wszystko to doprowadziło do ogromnego entuzjazmu wśród Polaków. Udana obrona oraz zapewnienia kapitana Franciszka Dąbrowskiego dawały nadzieję na zwycięstwo i odsiecz. Jedyną osobą, rozumiejącą fatalną sytuację, był komendant Henryk Sucharski.

Nalot grozy. 2 września 1939 roku

Tego dnia trwał ostrzał artylerii. Ponadto, ściągnięto posiłki z Królewca. W porze obiadowej, Adolf Hitler nakazał zdobyć Westerplatte jeszcze tego samego dnia. Wódz oczekiwał, iż będzie to wielki sukces propagandowy. Niemiecka propaganda przed wojną podkreślała jedność III Rzeszy z Gdańskiem. Zdobycie Westerplatte dałoby nowe paliwo nazistowskiej propagandzie o powrocie i zjednoczeniu tego miasta z Niemcami.

Płonące Warsztaty Portowe Rady Portu i Dróg Wodnych na Westerplatte
Fot. Wikimedia Commons

O godzinie 18:05 rozpoczął się nalot Ju-87B. Nieznana jest dokładna liczba samolotów. Major Sucharski wspominał o liczbie 47 egzemplarzy. Nalot zniszczył całkowicie wartownie numer 5, masakrując prawie całą jej załogę.

Polacy rozpoczęli palenie dokumentów i szyfrów. Działania obrońców wynikały z przekonania o nadciągającym natarciu Niemców. W relacjach kpt. Franciszka Dąbrowskiego można zauważyć, ogromne zdziwienie związane z zaistniałą sytuacją. Tym razem hitlerowcy przecenili polskie siły.  

Uznali oni, że nalot nie złamie Polaków.

Generał Friedrich-Georg Eberhardt uznał, iż nie dysponuje wystarczającymi siłami do ataku. Poprosił o przesunięcie daty ataku na 3 września. Wobec braku decyzji, atak nie nastąpił. Sam nalot okazał się sukcesem. Zniszczenia były duże i nie brak opinii, iż gdyby atak odbył się 2 września, to mógłby okazać się rozstrzygający.  Kilku żołnierzy próbowało nawet uciec, na szczęście dla nich, zostali oni powstrzymani.

Henryk Sucharski stwierdził, iż po nalocie ziemia przypominała powierzchnie księżyca z kraterami. Jednocześnie major nie przekazywał podwładnym komunikatów wojennych, napływających z reszty kraju. Prawdopodobnie nie chciał podkopywać morale żołnierzy. Tego tragicznego dnia, major zaproponował kapitulację. Została ona jednak szybko odrzucona przez pozostałych oficerów. Henryk Sucharski jako weteran walk uważał, iż wykonał powierzone mu zadanie.

Wytrzymał 12 godzin, a dalszą walkę uważał za niepotrzebne przelewanie krwi. Dla młodszych oficerów, wychowanych w duchu patriotyzmu oraz powstań narodowych, walka miała trwać do ostatniego naboju. 

3 września 1939 roku

Niemcy rozpoczęli ostrzał Westerplatte już przed godziną 5:00. Pomimo niemieckiej przewagi, dowódcy byli podzieleni. Przekonani o sile wojsk polskich, przełożyli atak na dzień 4 września. Uznali bowiem, że składnica musi mieć mocny system obronny. Padały nawet twierdzenia o podziemnej sieci tuneli. Dlatego chcieli poczekać na nowe posiłki. 

Ostatecznie sam Hitler wyjaśnił sytuację. Odwołał planowany na 4 września atak. Prawdopodobnie przywódca III Rzeszy uznał, że wobec zwycięstw na pozostałych odcinkach frontu, nie potrzebuje nagłego sukcesu w postaci zajęcia Westerplatte.

Wieczorem Polacy dowiedzieli się o wypowiedzeniu wojny Niemcom przez Francję i Wielką Brytanię. Euforii nie było końca. Właśnie ta wiadomość umocniła morale obrońców. Wyjątkiem był tutaj major Hneryk Sucharski, który po załamaniu psychicznym, nie był w najlepszej kondycji. 

4 września 1939 roku

Tego dnia, baterie lądowe około godziny 4:40 rozpoczęły ostrzał całego Westerplatte. Jego celem było wymęczenie polskiej załogi. Sytuacja zaczynała się pogarszać. Nie wydawano już ciepłych posiłków, a produktami deficytowymi stały się herbata i wino. Podczas codziennych bombardowań mnożyła się ilość rannych. Brakowało środków opatrunkowych, a wieści z kraju przybijały obrońców.

Tego dnia Henryk Sucharski zarządził odprawę. Major chciał skapitulować, zaznaczając brak jakichkolwiek szans na odsiecz i zwycięstwo. Wywołało to podział. Wydaje się, że większość zebranych chciała kontynuacji walk. Sytuacja była zła, ale nie krytyczna. Ostro przeciwko kapitulacji wystąpił kpt. Franciszek Dąbrowski oraz por. Stefan Grodecki.

Ten drugi posunął się nawet do twierdzenia, iż w razie poddania, Niemcy rozstrzelają jeńców. Stefan Grodecki, jako student Politechniki Gdańskiej, pamiętał zachowanie niemieckiej młodzieży nieprzychylnej Polakom. Nie była to jednostkowa opinia, wielu obrońców przekonanych było o nieuchronnej śmierci. Pamiętali nienawiść Niemców do Polaków w ostatnich miesiącach. Właśnie ta świadomość wywoływała w obrońcach poczucie walki do końca. 

Ostrzał niemieckich haubic nie ustawał. Wieczorem w koszarach nastąpiła odprawa, na której Sucharski przedstawił sytuację i ponownie zaproponował kapitulację. Katastrofalne wieści z frontu, zła sytuacja z rannymi. Ponadto obrońcy byli brudni oraz wycieńczeni fizycznie, jak i psychicznie. Brakowało wody pitnej.

5 września 1939 roku

Zimne wrześniowe noce dawały o sobie znać. Dlatego żołnierze z placówki kpr. Eugeniusza Grabowskiego raczyli się alkoholem. Jednak i on zaczynał się kończyć. Natomiast w dalszym stopniu załodze nie brakowało amunicji. Zmotywowani oficerowie nie chcieli jednak kapitulować, a ich zdanie podzielała duża część żołnierzy. Dlatego major ostatecznie podporządkował się i kontynuował walkę, choć sam w jej sens nie wierzył. 

Cysterna i próba podpalenia. 6 września 1939 roku

Około godziny 3:00 nad ranem Niemcy spróbowali za pomocą lokomotywy przeholować cysternę i wprowadzić ją na teren składnicy. Jednakże cysterna z benzolem eksplodowała przedwcześnie. Użycie miotaczy ognia w celu podpalenia lasu również okazało się nieskuteczne. Jednocześnie niemieccy pionierzy prowadzili rozpoznanie. Niemcy starali się jak najdokładniej przeprowadzić rozpoznanie terenu przed decydującym ciosem.

Tymczasem Gestapo rozpoczęło poszukiwanie osób znających teren Westerplatte. Znaleziono starszego bosmana o nazwisku Sikorski. Miał on już od 1934 roku współpracować z niemieckim wywiadem. Poinformował Niemców, że system obrony nie opiera się na podziemnych umocnieniach, lecz betonowych stanowiskach. Tego samego dnia podjęto decyzję o ataku generalnym w dniu 8 września. Natomiast 7 września miał nastąpić atak rozpoznawczy.

Niemcy ponownie spróbowali wtoczyć na Westerplatte cysterny z benzolem. Polacy uznali owe cysterny za czołgi. Podjęto decyzję o użyciu broni przeciwpancernej. Dwie cysterny zostały kolejny raz zniszczone. Nie wiadomo, dlaczego znów przedwcześnie eksplodowały. Wieczorem Henryk Sucharski znowu przeprowadził odprawę.  Ponownie zaproponował kapitulację. Wobec silnej opozycji, major ugiął się. Jednakże miał jeden punkt przewagi nad pozostałymi.

31 sierpnia 1939 roku otrzymał w tajemnicy informację od ppłk. Wincentego Sobocińskiego, że żadnej odsieczy nie będzie. Nie wiadomo, dlaczego major zachowywał tę wiedzę dla siebie, pozwalając swojemu oddziałowi wierzyć w domniemaną odsiecz.

Jeszcze 6 września porucznik Stefan Grodecki na podstawie wieści z radia twierdził, że następnego dnia Gdańsk zostanie zdobyty przez wojsko polskie. Pokazuje to jego zupełne oderwanie od rzeczywistości. Każdego dnia słyszał o kolejnych klęskach. Mimo to wierzył w możliwość zdobycia Gdańska. 

Kapitulacja. 7 września 1939 roku

O godzinie 4:26 Niemcy przeprowadzili huraganowy ostrzał artyleryjski. Kolejny raz próbowali bezskutecznie podpalić las. O godzinie 5:00 rozpoczęto natarcie. Było ono wspierane przez działa kalibru 280 mm z pancernika „Schleswig-Holstein”. Dzięki temu, udało się unieszkodliwić Wartownię numer 2. Wartownia numer 1 odpierała atak. O godzinie 7:00 hitlerowcy wycofali się. Podjęto kolejną nieudaną próbę podpalenia za pomocą cysterny. Henryk Sucharski zdawał sobie sprawę, że to dopiero początek. Ponadto, dwie wartownie były zniszczone, a dwie kolejne wyłączone z systemu obrony. Przybywało rannych, a w ich rany wdawała się gangrena. Major uznał więc za konieczne poddać się, niezależnie od zdania pozostałych.  

Dokładnie o godzinie 9:45 wywieszono białą flagę. Opinie wśród żołnierzy były podzielone. Niektórzy dowódcy z trudem przekonywali swoich podopiecznych do kapitulacji. Panowało przekonanie o możliwości kontynuacji walk. Ostatecznie jednak udało się przekonać żołnierzy do poddania się. Rozpoczęło się niszczenie broni.

Gen. Friedrich Eberhardt salutuje przed mjr. Henrykiem Sucharskim podczas rozmów o poddaniu Westerplatte

Przyjmując polską kapitulację, gen. Friedrich Eberhardt w dowód uznania, zwrócił szablę Henrykowi Sucharskiemu. Major miał wówczas powiedzieć Dąbrowskiemu, iż to jemu należy się szabla. Następnie miał powiedzieć, że po wojnie to wyjaśni. Słowa major nie dotrzymał. Podobno przed śmiercią miał powiedzieć:

a jednak Dąbrowski miał rację. On miał rację, nie ja.

Słowa te miał wyznać kapelanowi Janowi Mercie, tuż przed swoją śmiercią. Sama zaś relacja pochodzi ze wspomnień Zdzisława Kręgielskiego.

Tego samego dnia przewieziono ich do Gdańska, gdzie niemieccy żołnierze musieli chronić Polaków przed linczem ze strony Gdańszczan. W tym samym miesiącu przewieziono oficerów do oflagów, a pozostałych żołnierzy do stalagów. Komendant do końca życia nie był pewien swojej decyzji. We Włoszech Henryk Sucharski miał się spotkać z porucznikiem Leonem Pająkiem. Podczas rozmowy major roztrząsał temat słuszności swojej decyzji o kapitulacji.

Dręczony moralnie i niepewny oceny historii, major Henryk Sucharski zmarł w 1946 we Włoszech. 

Straty

Niemcy w czasie walk o Westerplatte dysponowali co najmniej 543 ludźmi. Z tej liczby 50 zginęło, 150 było rannych i kontuzjowanych. W czasie bohaterskiej obrony zginęło 15 Polaków, a 39 uznaje się za rannych i kontuzjowanych. Należy nadmienić, iż polska obrona liczyła 171 żołnierzy. 

8

Podsumowanie 

Obrona Westerplatte bez wątpienia zapisała się złotymi głoskami w historii kampanii wrześniowej. Obrońcy wobec całkowitej przewagi zdołali wytrzymać napór Niemców, zmuszając przy tym nieprzyjaciela do angażowania wręcz nieproporcjonalnych sił, w stosunku do polskiej obrony. Zapisała się także dzielna postawa kadry dowódczej, w tym kpt. Dąbrowskiego, ale również komendanta Henryka Sucharskiego. To jego decyzje były wiążące i to on poddał składnice. Nie ulega wątpliwości, iż decyzja uratowała życie wielu obrońców.

8 września potężny atak niemiecki najpewniej zmiótłby polską obronę.  

Żołnierz broniący Westerplatte stał się wzorem godnym naśladowania. Jego wyszkolenie, jak i niesamowita odwaga, umożliwiła mu równorzędną walkę ze znacznie liczniejszym przeciwnikiem. Wszystko to sprawiło, że pamięć o bohaterskiej batalii przetrwała po dziś dzień w pamięci zbiorowej. 

Adam Mazurkiewicz


Bibliografia

Borowiak Mariusz, Westerplatte w obronie prawdy, Gdańsk 2001.

Dąbrowski Franciszek, Wspomnienia z obrony Westerplatte, Gdańsk 1957.

Drzycimski Andrzej, Major Henryk Sucharski, Wrocław 1990.

Flisowski Zbigniew, Westerplatte, Warszawa 1989.

Tuliszka Jarosław, Westerplatte 1926-1939 Dzieje Wojskowej Składnicy Tranzytowej w Wolnym Mieście Gdańsku, Toruń 2003.

Żebrowski Jacek, Dziennik działań bojowych pancernika „Schleswig-Holstein”, Freiburg 2003.

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

*