Wilczyce znad Wisły│ Recenzja

J. Molenda, Wilczyce znad Wisły

„Zabójczo piękne, zdradziecko bezwzględne” tak brzmi podtytuł książki Jarosława Molendy o kobietach, które wybrały łatwiejszą ścieżkę kariery i pewny dochód, ale przede wszystkim zachowywały życie. Sześć kobiet scharakteryzowanych przez autora, o wspólnym mianowniku, każda z nich podporządkowała swoje życie pracy dla Gestapo lub UB.

Jarosław Molenda stara się dociec, jakie cechy powinna mieć kandydatka na szpiega, jakimi pobudkami się kieruje, czy szargają nią jakieś wątpliwości czy faktycznie są takie bezwzględne, a udają bezbronne i naiwne? Czy pochodzą z rodzin patriotycznych, czy w tej profesji wyniesione z domu wartości odwieszają na kołku? Pracowała dla okupanta czy jednak nie? Nic jednak nie jest takie jak się nam jawi. Osąd nie jest jednoznaczny, argumentów za niewinnością i jej przeciw jest niemal tyle samo.

Ze scharakteryzowanych kobiet na szczególną moim zdaniem uwagę, zasługuję Zofia Darecka – Beynar, druga żona historyka znanego, jako Paweł Jasienica. Dzięki współpracy z SB otrzymała lepszą pracę i nie musiała się martwić o swoje dochody. Na początku swojej kariery donosiła na studentów i profesorów. Była towarzyska, a jak przystało na kobietę szpiega urody też jej nie brakowało. Cała operacja z Jasienicą była dokładnie zaplanowana: Zofia pojawiała się na wszystkich spotkaniach z historykiem, zaznaczała swoją obecność zadając rzeczowe pytania, świadczące o znajomości tematu. Za jej przygotowanie odpowiadają historycy będący na usługach ówczesnego MSW.

Molenda otwiera przed czytelnikiem akta IPN, z których dowiadujemy się, co stanowiło przedmiot donosów – plany literackie pisarza zajmującego się historią. Jasienica oświadczył się Zofii, a po ślubie agentka nadal gorliwie donosiła na męża. „Miała poczucie, że odgrywa jakąś ważną rolę, (…) to ją bardziej interesowało niż pieniądze. Bo ona była ambitna i czuła się niedowartościowana[”. Jedni zarzucają jej brak moralnych zahamowań, inni określają ją, jako zaradną życiowo. Trzeba jej jedna przyznać, że potrafiła się odnaleźć w każdej sytuacji.

Innej bohaterce książki, Blance Kaczorowskiej autor przypisuje predyspozycje do czynienia zła, pozbycie się wszelkich oporów moralnych. Współpraca z Gestapo zaczęła się niewinnie – od zauroczenia, zaślepienia miłością. Być może stała się ofiarą manipulacji ukochanego? Podczas lektury łudziłam się, że może to jakiś błąd młodości. W powojennej rzeczywistości Blanka ponownie odnalazła się w roli konfidenta na usługach bezpieki.

Największe wątpliwości nadchodzą przy postaci „krwawej Julki”. Czy Helena Mathea – Służewska, jako młoda dziewczyna padła ofiarą pomówień, tragicznego zbiegu okoliczności czy to ona zasłużyła się, jako kat.

Często zdradę tłumaczy się torturami, zastraszaniem, ale jak rozgryźć przypadki gdzie za porcję lodów wydaje się przyjaciół. Po wykonaniu zadania, stawało się kimś niepotrzebnym, ale i na to były sposoby – wystarczyło trochę pozmyślać by przywrócić zainteresowanie UB.

Autor zostawia czytelnika z wątpliwościami, czy którejś z postaci można z czystym sumieniem przypiąć łatkę zdrajczyni? Funkcjonowanie w nowej rzeczywistości ułatwiała zmiana filozofii życiowej. Mocna książka, odkładałam i wracałam, bo trudno było na raz przełknąć taką ilość wyrządzonego zła, zwłaszcza, że sprawczynie uniknęły kary i dożyły swoich lat raczej w nienajgorszych warunkach.

Wydawnictwo: Bellona

Ocena recenzenta: 6/6

Paulina Błuszko- Nasewicz


Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*