Władysław IV Waza – wojownik w czasach pokoju | część 2

Inwazja Gustawa Adolfa wymusiła ściągnięcie kwarcianych, prywatnych pocztów magnackich, a nawet Kozaków zaporoskich do Prus. Trzeba powiedzieć jasno, że wojskom koronnym w tej wojnie wybitnie nie szło. Oczywiście nasza armia w otwartym polu cały czas była dla Szwedów bardzo, ale to bardzo groźna, co pokazały bitwy pod Gniewem, Tczewem czy Trzcianą, jednak wojna toczyła się na bardzo niekorzystnym dla Polaków terenie. Szwedzi pozajmowali większość pruskich twierdz i właśnie poprzez niedobór piechoty bardzo ciężko było je oblegać. Sytuacja analogiczna do działań wojennych w Inflantach z lat poprzednich, kiedy to Litwini bili Szwedów w otwartym polu (np. pod Kircholmem), ale nie potrafili odbić zajętych zamków. Szwedzi doskonale potrafili również wykorzystać ukształtowanie terenu. Sytuację tę idealnie pokazała bitwa pod Gniewem. Wojna o ujście Wisły spowodowała, że w wojsku koronnym proporcje piechoty niemieckiej do tej narodowego zaciągu zaczęła się zmieniać. Aby zobrazować jak ten stosunek wyglądał, przytoczę dane podane przez Radosława Sikorę. Pod Gniewem na ogólną liczbę piechoty 54% stanowił zaciąg niemiecki. Pod koniec 1627 już 73% piechoty stanowił zaciąg cudzoziemski. Podczas wojny w Prusach miały miejsce dość kuriozalne sytuacje. Piechota zaciągu niemieckiego w armii koronnej w zasadzie nie różniła się niczym od piechoty Gustawa Adolfa. Obie formacje walczyły według tych samych schematów, z tym że armia szwedzka posiadała oddziały pikinierów. W armii koronnej pikinierów wówczas nie było. Dochodziło więc do takich sytuacji, że hajducy mylili koronne jednostki cudzoziemskie ze Szwedami.

Parę słów należy poświęcić uzbrojeniu jednostek piechoty niemieckiej. Początkowo oddziały te zaciągane były za granicą na zasadzie wojsk najemnych. Jak pokazuje jednak rolka sztokholmska, również i miasta uzbrajały i moderowały swoje garnizony na wzór zachodni. Zasadniczo wojska cudzoziemskie w Rzplitej wyglądem nie odbiegały od ich zachodnich odpowiedników. Muszkieterzy nosili kapelusze z szerokimi rondami, uzbrojeni byli w muszkiety o kalibrze 18-22 mm i ciężarze 6,2-6,8 kg oraz podpórkę, czyli forkiet. Muszkieterowie prowadzili ogień tzw. kontrmarszem. Pikinierzy pojawili się po raz pierwszy podobno przed kampanią smoleńską. Tak jak na zachodzie, uzbrojeni byli w piki, rapiery (lub szable), półkirysy i moriony. Jeśli zaś chodzi o organizację i zaciąg jednostek niemieckich, sprawa wyglądała następująco. Do wybranego punktu przychodził oficer werbunkowy z doboszem, który biciem w bęben ogłaszał zaciąg. Zgłaszali się wówczas ochotnicy. Wbrew pozorom, w piechocie nie służyli w większości chłopi, lecz mieszczanie lub ludzie nie należący do żadnego stanu. Regimenty piechoty niemieckiej składały się ze sztabu i kompanii. W skład sztabu wchodzili: pułkownik, podpułkownik, major, kwatermistrz, wachmistrz regimentu, sekretarz, kapelan, chirurg i profos (odpowiednik żandarmerii), sierżanci, dobosze i trębacze. Piechotę dzielono na regimenty różnej wielkości, najczęściej po 720, 900 lub 1080 ludzi. Regimenty dzielone były na kompanie. Przeciętna liczba żołnierzy w kompanii wynosiła 100-170 żołnierzy.

Rajtar w kolecie, Fot. Wikimedia Commons

Jak zatem wyglądała jazda zaciągu cudzoziemskiego? W pierwszej połowie XVII wieku jazdę zaciągu cudzoziemskiego stanowiła rajtaria i arkabuzeria. Rajtaria przywędrowała do Rzeczpospolitej z Europy Zachodniej, ponieważ to tam powstała. Na początku należy jednak naprostować pewną rzecz. Powszechnie podaje się informację, że rajtarzy, byli jednostką konną i dzielili się na rajtarię ciężką, zakutą w zbroje, hełmy oraz lżejszą służącą bez odzieży ochronnej. To co miało jednak łączyć jednostki rajtarskie, było to, że używały one broni palnej (po dwa pistolety w olstrach i dłuższy bandolet bądź arkebuz) oraz rapier. Nie do końca jest to prawda. Jak wykazał Michał „Kadrinazi” Paradowski rajtarią były nazywane wszystkie zachodnioeuropejskie jednostki konne. Samo słowo „rajtar” pochodzi od niemieckiego słowa „ritter”, które oznacza jeźdźca. Pod nazwą rajtarów zatem kryły się głównie dwie jednostki – kirasjerzy oraz arkabuzerzy. Ci pierwsi ewoluowali niejako z kopijników, którzy porzuciwszy drzewka, zaadaptowali broń palną. Kirasjerzy uzbrojeni byli w ciężkie zbroje 3/4, hełmy, broń palną oraz pałasze. Arkabuzerzy zaś uzbrojeni byli w lżejsze zbroje i hełmy, broń sieczną i przede wszystkim – arkabuzy. O ile kirasjerzy często atakowali wręcz, o tyle arkabuzerzy preferowali walkę ogniową. Nie było również czegoś takiego jak rajtaria ciężko i rajtaria lekkozbrojna. Z biegiem czasu kawaleria zachodnioeuropejska zaczęła zarzucać ciężkie zbroje na rzecz lżejszych koletów i już w drugiej połowie XVII wieku można było spotkać rajtarów walczących całkowicie bez zbroi, w kapeluszach i odzieży skórzanej. Tajemnicą pozostaje zaciąg rajtarii i arkabuzerii, jednak wszystko wskazuje na to, że były zaciągane systemem towarzyskim, tak jak jazda zaciągu narodowego, jak i systemem wolnego bębna,

Zarówno rajtaria jak i arkabuzeria brały udział we wcześniejszych wojnach prowadzonych za panowania Zygmunta III. Udział rajtarii widoczny jest szczególnie w wojnie o ujście Wisły. Rajtaria brała udział w bitwie pod Gniewem, Górznem czy Hamersztynem.

Władysław IV nie wprowadził zatem za jednym zamachem podziału armii na autorament cudzoziemski i narodowy. Wojska zaciągu niemieckiego istniały bowiem w Rzeczpospolitej już od dawna, Władysław IV na kampanię smoleńską zaciągnął żołnierzy niemieckich po prostu więcej niż jego poprzednicy. Baza rekrutacyjna obu zaciągów nadal była taka sama.Władysław nie wprowadził w armii żadnych nowych urzędów centralnych (uczynił to dopiero Jan Sobieski), nie zmieniła się organizacja armii. Owszem król inwestował we flotę, ludwisarnie, manufaktury produkujące broń palną, ustanowił nową kwartę na artylerię, reaktywował urząd starszego nad armatą, ale większych zmian, podobnie jak Batory, nie wprowadził. Była to ewolucja, która zachodziła w armii polsko-litewskiej przez cały początek XVII wieku. Władysław pod wpływem swojej wizyty w obozie Spinoli, rozumiał jednak, że silna i dobrze wyszkolona piechota, to klucz do sukcesu w prowadzeniu wojen według wzorców zachodnich. Stąd ta zmiana w przygotowywaniu armii na kampanię smoleńską, o której w następnym podrozdziale. Król wprowadził jednak artykuły wojskowe dla jednostek zaciągu cudzoziemskiego. Karol Łopatecki sugeruje, że miało to miejsce w 1633 roku, tuż przed wyruszeniem pod Smoleńsk. Artykuły były wzorowane na artykułach wojskowych wydanych przez króla Gustawa Adolfa. Sam dokument określał zasady dyscypliny czy umundurowanie jednostek. Słusznie obawiano się, by na polu bitwy koronne jednostki zaciągu cudzoziemskiego nie myliły się z wojskami cudzoziemskimi przeciwnika, jak miało to miejsce w wojnie ze Szwedami. Co ciekawe nie wszystkie jednostki cudzoziemskie w armii koronnej były nimi objęte, np. rajtaria objęta była innymi artykułami niż piechota.

Artykuł składa się z więcej niż jednej strony. Poniżej znajdziesz numerację stron.

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*