Władysław IV Waza – wojownik w czasach pokoju | część 2

Po tym zimnym prysznicu Władysław wrócił do Hułszczycy, gdzie czekał na spóźnione oddziały, działa i Kozaków. Tych ostatnich spotkał nieopodal Pińska kanclerz Albyrcht Stanisław Radziwiłł „tak dalece opitych okowitą, a raczej rodzimą gorzałką, że mijając karocę, napełnili ją wstrętnym smrodem”. 12 000 Zaporożców przyprowadził ataman Tymosz Ordenarenko. Władysław wzmocniony przez Kozaków, spóźnione oddziały i artylerię postanowił podjąć kolejne działania przeciwko Moskalom. 20 września ponownie podzielono armię na dwie kolumny. Pierwsza pod dowództwem króla znowu miała przypuścić na pozycję Matissona na Górze Pokorowskiej, druga, którą dowodził Radziwiłł, miała uderzyć na Prozorowskiego oraz reduty znajdujące się na prawym brzegu Dniepru. 21 września przed Władysławem ukazały się naprawione umocnienia obozu Moskiewskiego.

Na lewym skrzydle stanął hetman polny koronny Marcin Kazanowski, na prawym Gosiewski, a za nimi jako odwód stanął Piaseczyński. Żołnierze Gosiewskiego uderzyli pierwsi i po zaciętej walce zdobyli szańce, jednak nie ruszyli dalej, a zaczęli naprędce składać umocnienia, aby ochronić się przed salwami muszkietów z reduty, w której stała moskiewska piechota, czekano na artylerię. Matissonowi w sukurs szli Jakub Butler i Lesley. Ten drugi uderzył na roty Kazanowskiego. Trwała bardzo zacięta walka oddziałów piechoty, przez co Władysław IV musiał posłać do boju regimenty stojące w odwodzie. Jak widać król nie zapomniał o żelaznej zasadzie staropolskiej sztuki wojennej, czyli o utworzeniu odwodu.

Bitwa o wschodnie stoki Góry Pokrowskiej trwała 4 godziny, piechota polska zużyła w niej 60 000 kul! Krwawe zmagania przyniosły jednak królowi poważne sukcesy. Na zdobyte przed redutą szańce zatoczono działa, z których rażono żołnierzy Matissona. Ponadto smoleńszczanie uderzyli na szaniec, który blokował most miejski i opanowawszy go, nawiązali kontakt armią odsieczową.

Kolumna Radziwiłła uderzała wówczas na warowną cerkiew św. Piotra i Pawła. Szturmy Litwinów rozbijały się jednak o gęsty ogień moskiewskich muszkietów. W końcu Radziwiłła wsparł płk Krzysztof Arciszewski, obieżyświat, admirał armii holenderskiej, głównodowodzący wojsk holenderskich w Brazylii, kartograf i dawny podkomendny Radziwiłła. Arciszewski wrócił do kraju na specjalną prośbę Władysława IV, któremu zależało na ściągnięciu zdolnych wojskowych. Arciszewski w młodości musiał uciekać z Rzplitej, bowiem zabił człowieka, który doprowadził do ruiny finansowej jego rodziny. Teraz jednak jego doświadczenie nabyte w służbie zagranicznym monarchom było bezcenne i jako żołnierz Rzeczypospolitej oraz wierny oficer królewski zmywał hańbę czynu popełnionego za młodu. Prozorowski organizował kontrnatarcie i na czele 6000. jazdy uderzył na atakujących cerkiew Kozaków, którzy mimo wsparcia Arciszewskiego zaczęli się wycofywać. Widząc to, Radziwiłł rzucił na pomoc Kozakom swoją jazdę. W nocy z 21 na 22 września Moskale opuścili redutę.

Smoleńsk był już prawie oswobodzony. Kiedy kniaź Drucki-Sokoliński spotykał się z Władysławem IV i dziękował mu za zorganizowanie odsieczy, Szein wpadł na kolejny pomysł. Pchnął oddziały na wzniesienie zwane Górą Pieczarską skąd można było wesprzeć Matissona. Na Moskali uderzył Madliński i Radziwiłł. Husaria niemal zmiotła z powierzchni ziemi piechotę moskiewską. I ten plan się Szeinowi nie udał. Matisson zagrożony blokadą za pomocą fortelu zdołał wymknąć się z saku i podążył z resztą swoich sił w stronę obozu Szeina. 23 września Smoleńsk był wolny, ale Szein nadal stał w głównym obozie. „I tak za szczęściem JKM i błogosławieństwem Bożym za półtora dnia prawie, jakieśmy przyszli, wojsko tylko komunikiem przywiedzione, ledwie nie zupełną odsiecz dało miastu temu […]”. Do 4 października rozprawiono się z pomniejszymi obozami moskiewskimi stojącymi wokół Smoleńska. Teraz pozostało rozbić jeszcze główny obóz Szeina i dokończyć zaczętą robotę.

Walka o Żaworonkowe Wzgórza i kapitulacja Szeina

Zgromadziwszy swoje siły w jednym obozie, Szein liczył, że doczeka się posiłków i będzie mógł kontynuować działania. Nie były to nadzieje bezpodstawne, bowiem Polacy przechwycili informacje o 10 000-14 000 żołnierzy mających wspomóc niefortunnego wodza. Dowództwo polskie zdecydowało również, że należy odciąć Szeina od dostaw żywności. Zadanie to powierzono kasztelanowi Piaseczyńskiemu, który na czele jazdy ruszył do Dorohobuża, gdzie znajdowały się magazyny. Piaseczyński po drodze zniósł nieprzyjacielską jazdę, dotarł do miasta i po krótkim szturmie wykonał swoje zadanie, puszczając magazyny jaki i cały Dorohobuż z dymem.

Władysław IV w tym samym czasie wydawał uniwersały do szlachty, by ta wsparła wojsko, aby można było kontynuować kampanię. W połowie października armia królewska liczyła ok. 20 000 żołnierzy wspieranych przez 12 000 Kozaków. Pod Smoleńsk dotarły, bowiem kolejne spóźnione oddziały maszerujące z Litwy. Siły Szeina zmalały do 20 000 ludzi, jednak był on dobrze okopany w naddnieprzańskim obozie i mógł w nim czekać na dotarcie posiłków, toteż Władysław IV musiał działać bardzo szybko. Wzmocnienie Szeina posiłkami bardzo skomplikowałoby sytuację armii polsko-litewskiej jak i samego Smoleńska. Na radzie wojennej zdecydowano, że zdobywanie obozu moskiewskiego poprzez regularne szturmy nie ma sensu z uwagi na możliwość dużych strat. Zdecydowano, że armia polsko-litewska założy obóz w okolicy Żaworonkowych Wzgórz, które dawały dobrą pozycję do blokowania poczynań Szeina. Uradzono również, że pod Smoleńskiem zostanie Aleksander Gosiewski z wydzielonym korpusem 6000 ludzi.

Z obozu wyruszono 16 października. W drugim dniu marszu po raz kolejny podzielono armię na 2 kolumny. Pierwszą kolumną dowodził król, natomiast drugą Radziwiłł. Manewr ten zaskoczył żołnierzy moskiewskich, którzy nie potrafili oszacować z jaką liczbą żołnierzy królewskich mają do czynienia. Moskale sądzili bowiem na początku, że pod ich obóz wysłano tylko kilka rot, potem okazało się, że pozycje Szeina zostały otoczone przez całą armię odsieczową. Żołnierze Radziwiłła zaczęli okopywać się na Żaworonkowych Wzgórzach. Przemoczeni i zziębnięci wojacy byli już bardzo zmęczeni trudami kampanii. Widząc to Władysław pojechał na wzgórza, by dodać armii otuchy. W tym czasie z szeinowego obozu huknęły armaty i jeden z pocisków wybuchł nieopodal króla. Szein nie czekał na to aż piechota Radziwiłła okopie się na wzgórzach i kazał uderzyć swoim żołnierzom. Radziwiłł czekał na żołnierzy królewskich, którzy dopiero maszerowali na wzgórza, hetman dysponował 5000 ludzi. Moskale uderzyli z wielką furią i zaczęli spędzać Litwinów ze stoków wzgórz na ich szczyty. Tam ukryta była część piechoty, która salwą z muszkietów powstrzymała nacierających Moskali. Litwini mieli dużo szczęścia, w momencie, gdy zaczęło brakować im amunicji, z odsieczą przybyli żołnierze królewscy, którzy ruszyli na Moskali.

Tymczasem, nad Kołodną, król rozstawiał swoją część wojska, które musiało zająć pozycję pod ostrzałem moskiewskiej artylerii. Moskale skoncentrowali tam znaczne siły, Zanotowano wówczas, że: „Kule jako grad leciały, ogromne ze wszystkich stron trzaskanie, imperia ducum [rozkazy wodzów] zagłuszały a prospekt gęstym dymem i kurzawą odjęty”. Po walce piechoty, do doliny Kołodnej przerzucono kilka chorągwi jazdy pod Piaseczyńskim. Husarze pod wodzą kasztelana kamienieckiego rozbili siły moskiewskie, ale zapędzili się pod sam obóz Szeina, ponosząc dość ciężkie straty. Po kilku godzinach boju o Żaworonkowe Wzgórza i dolinę Kołodnej. armii królewskiej udało się odeprzeć siły moskiewskie i wznieść wały, na które zaciągnięto artylerię. Szein przegrał walkę o tę ważne strategicznie pozycje i w każdej chwili mógł zostać zasypany gradem kul królewskiej artylerii. Walka kosztowała Moskali 300 zabitych.

Siły królewskie nadal kontynuowały umacnianie swoich pozycji, czyniąc zaawansowane prace ziemne i zacieśniając pierścień wokół moskiewskiego obozu. Mijały kolejne tygodnie, zimna stawała się coraz cięższa i obie armie były wyczerpane kampanią. Kupisz szacuje, że w grudniu 1633 roku armia Władysława IV stopniała ok. 35-40% względem stanu pierwotnego. Największe ubytki zanotowano wśród oddziałów cudzoziemskich, szczególnie piechoty, której ubyło 50% stanu. Zaczęły się długie i żmudne dni blokady Szeina. Dni te upływały na regularnej kanonadzie armatniej z obydwu stron, czasami miały miejsce mniejsze potyczki. Polskie dowództwo obawiało się, że Szein może doczekać się posiłków. Faktycznie, w Moskwie organizowano armię odsieczową. Przygotowania szły jednak bardzo mozolnie, albowiem strona moskiewska była już bardzo zmęczona wojną. Żołnierze wchodzący w skład korpusu odsieczowego nie przedstawiali większej wartości bojowej, bowiem w większości byli to Kozacy dońscy, ludzie luźni, a nawet Tatarzy. O tym król jednak nie wiedział. Władysław IV przygotował akcję dywersyjną, aby uniemożliwić zasilenie obozu Szeina nowymi siłami. Wojska polsko-litewskie uderzyły na Kaługę, Wiaźmę oraz Dorohobuż.

7 stycznia 1634 roku Szein podjął próbę wybadania sytuacji i uderzył na siły polsko-litewskie, poniósł jednak ciężkie straty. Strona polsko-litewska zaproponowała negocjacje i chciała nakłonić upartego Szeina do kapitulacji. Ostatecznie podpisano ją 25 lutego, po ciężkich walkach i wyniszczającym ostrzale królewskiej artylerii. Armia Szeina mogła udać się do Moskwy, biorąc ze sobą lżejsze działka oraz po 20 kul na każdego muszkietera. Resztę amunicji i artylerii Moskale zobowiązali się oddać w ręce króla. Żołnierze Szeina przez 3 miesiące nie mogli występować przeciwko armii Władysława IV oraz stacjonować w miastach będących na szlaku przemarszu armii polsko-litewskiej. W obozie moskiewskim przejęto tysiące kul, muszkietów, pancerzy, szpad i innego oręża oraz dział. W dniu kapitulacji armia Szeina liczyła 12 107 ludzi, w obozie pozostawiono ponad 2000 rannych i chorych.

Sukces był kompletny. Smoleńsk został uratowany, a Szein rozbity. Nie oznaczało to bynajmniej końca wojny.

Artykuł składa się z więcej niż jednej strony. Poniżej znajdziesz numerację stron.

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*