Władysław IV Waza – wojownik w czasach pokoju | część 3

Część III: Zawiedzione ambicje

Rzeczpospolita i Szwecja w 1635 roku

Opromieniony chwałą wybawcy Smoleńska, król wrócił do Rzeczpospolitej, gdzie czekały go nowe wyzwania. Rozejm zawarty ze Szwecją w Altmarku w 1629 roku w zbliżał się ku końcowi. Był to rozejm dla Rzeczpospolitej upokarzający i negatywnie wpływający na jej gospodarkę, głównie poprzez narzucenie przez Szwecję ceł pruskich. Dyktując 6 lat wcześniej państwu polsko-litewskiemu tak ciężkie warunki, Szwecja oraz jej władca Gustaw II Adolf byli u szczytu potęgi. Przez te 6 lat sporo się jednak zmieniło.

Szwedzi za sprawą Francji i polityki kardynała Richelieu zaangażowali się bezpośrednio w wojnę trzydziestoletnią, odnosząc w niej duże sukcesy. Lew Północy i jego niezwyciężona armia była postrachem dla obozu habsburskiego i dała mocno się mocno we znaki ludności Rzeszy. Załamanie przyszło 16 listopada 1632, kiedy Gustaw II Adolf zginął w krwawej bitwie pod Lützen. Następczynią Gustawa II Adolfa została jego małoletnia córka Krystyna, natomiast władzę w Szwecji de facto sprawował kanclerz Axel Oxenstierna. Po śmierci Lwa Północy, na Szwecję przyszły kolejne klęski. W 1633 roku Heinrich Matthias von Thurn został pobity pod Ścinawą, rok później Bernard Weimarski i Gustaw Horn doznali dotkliwej porażki pod Nördlingen. Działania wojenne w Rzeszy i klęski, które spadły na Szwecję przez parę lat zaangażowania jej w wojnę trzydziestoletnią miały kosztować życie 12 000 żołnierzy i utratę znacznej części artylerii. Jakby tego było mało od Szwedów zaczęli odsuwać się książęta sascy, czyli ich dotychczasowi sojusznicy.

Krystyna Wazówna
Fot. Wikimedia Commons

Podsumowując, u progu rysującego się konfliktu z Rzeczpospolitą, Szwecja była w złej sytuacji. Pozbawiona zdolnego wodza oraz osłabiona przez niedawne klęski raczej nie stanowiła takiego zagrożenia jak w latach 1626-1629, ale absolutnie nie można było jej lekceważyć.

Zupełnie inaczej przedstawiała się sytuacja Rzeczpospolitej, która miała za sobą dwie wygrane wojny. Zwycięska kampania na wschodzie oraz udana demonstracja zbrojna Koniecpolskiego wobec najazdu Abazego paszy, spowodowała, że pozycja państwa polsko-litewskiego w 1635 roku była silna. Władysław IV był wodzem energicznym, zdolnym i na pewno lepiej znającym się na rzemiośle wojennym od swojego ojca. Atutem Władysława niewątpliwie był fakt, że bardzo zależało mu na tej wojnie i odzyskaniu szwedzkiego dziedzictwa. Upór król mógł mieć jednak dwojakie konsekwencje, na pewno był on gwarancją pełnego zaangażowania osoby monarchy w działania wojenne, a co za tym idzie chęć doprowadzenia konfliktu do zwycięskiego końca. Z drugiej zaś strony, w przypadku, gdyby Szwecja okazała się za silnym przeciwnikiem dla Rzeczpospolitej, upór Władysława mógł być dla niej zgubny, w momencie, w którym chciałaby zawarcia pokoju, a król pragnął by za wszelką cenę toczyć wojnę. Ten rozdźwięk na pewno nie pomógłby w obliczu widma klęski. Uczciwie trzeba przyznać, że przez 29 lat wojen z północnym sąsiadem, społeczeństwo Rzeczpospolitej nabrało do niego należytego szacunku. Kiedy w 1600 roku Szwedzi uderzali na Inflanty, w Rzplitej mało kto traktował ich poważnie. Ot, nic nie znaczące i peryferyjne państwo próbuje zaszkodzić mocarstwu. Już działania wojenne w latach 1600-1611 pokazały, że Szwedzi są wymagającym przeciwnikiem i mimo druzgocącej klęski pod Kircholmem tanio skóry nie sprzedadzą. Potem przyszły wojny Gustawem Adolfem. Walmozja, utrata Mitawy, Parnawy, Rygi i wreszcie wojna o ujście Wisły, a na koniec przełknięcie gorzkiej pigułki w Atlmarku. Mamy tu widoczną ewolucję poglądów społeczeństwa szlacheckiego na wojnę szwedzką. Od całkowitego lekceważenia sprawy poprzez wielką niemoc, czego wyrazem był rozejm w 1629. Teraz jednak to Rzeczpospolita była w lepszej sytuacji i mogła realnie myśleć o sukcesie w walce z północnym przeciwnikiem.

Przygotowania do wojny

Szwedzi, którzy stacjonowali w Prusach oraz Inflantach zaczynali przygotowania do zbrojnego konfliktu z Rzeczpospolitą. Plany dowództwa szwedzkiego zakładały, by w Prusach wystawić 24 200-24 800 żołnierzy. Jak oszacował Michał Paradowski, ostatecznie Szwedom w Prusach udało się wystawić 19 313 wojaków, czyli parę tysięcy mniej niż zakładał plan. Największe braki zanotowano w kawalerii i dragonii. Porażki jakie spadły na Szwecję w poprzednich latach odcisnęły piętno na jej armii. Bardzo nisko jej wartość oceniał francuski dyplomata Charles Ogier, który notował m.in., że:

„Ci obdarci i bosi, po większej części głupi, chłopscy młokosi, byli to Szwedzi, których państwo siłą odrywa do wojczaki z pola i od pługa”.

W Inflantach stacjonowało wówczas 5500 żołnierzy garnizonowych, rozlokowanych w 7 miastach, wspierać ich miało 792 żołnierzy, którzy najprawdopodobniej byli rekrutami. Szwedzi zaczęli przerzucać wojska głównie z terenu Finlandii. Również i armia inflancka cierpiała na niedostatek kawalerii. Ok. 5000-6000 żołnierzy miało stanowić armię polową. W świetle wydarzeń z lat 1632-1635 i relacji Ogiera, można pokusić się o pewnie wnioski. Na pewno wartość bojowa armii szwedzkiej względem lat 1626-1629 wyraźnie spadła, tak samo jak pogorszyły się jej możliwości mobilizacyjne. Przede wszystkim jednak Szwedzi pozbawieni zostali zdolnego i charyzmatycznego wodza jakim był Gustaw Adolf. W otwartym polu armia polsko-litewska zapewne poradziłaby sobie z północnym przeciwnikiem. Problematyczny dla Rzeczpospolitej byłby na pewno wariant wojny polegający na zamknięciu się Szwedów w miastach, a znając taktykę i styl walki Skandynawów, właśnie na to się zanosiło. Władysława IV, tak jak wcześniej hetmana Koniecpolskiego, czekałaby wojna na bardzo ciężkim terenie, polegająca na próbach odbicia pruskich miast i długotrwałych oblężeniach. Szwedzi mimo wyraźnego osłabienia mogli z tej konfrontacji wyjść obronną ręką.

XVII-wieczni pikinierzy
Fot. Wikimedia Commons

Tymczasem w Rzeczpospolitej od 31 stycznia 1635 roku obradował sejm zwyczajny. Obrady przebiegały w atmosferze przychylnej królowi, bowiem regaliści podkreślali na nich ostatnie wojenne przewagi Władysława IV. Szczególnie gorliwymi mówcami okazali się kanclerz wielki koronny Jakub Zadzik oraz Krzysztof II Radziwiłł. Tydzień wcześniej Władysław wysłał swoich przedstawicieli do Pasłęku, gdzie miały zacząć się rozmowy ze Szwedami. Sprawą sporną okazały się jednak kwestie tytulatury. Przedstawiciele Rzeczpospolitej za nic w świecie nie chcieli przyznać tytułu królowej szwedzkiej młodziutkiej Krystynie, córce Gustawa II Adofla. Szwedzi natomiast nie chcieli uznać tytułu króla Szwecji przy imieniu Władysława. Trudności te król wykorzystał podczas sejmu. W propozycjach od tronu malował przed szlachtą w ciemnych barwach fakt, że Szwedzi nie chcą pokoju i wojna jest nieunikniona. Społeczeństwo Rzeczpospolitej było jednak przeciwne planom wojennym monarchy. Szlachta chciała uniknąć wojny z wymagającym przeciwnikiem, tym bardziej, że przecież niedawno zakończono zmagania z Moskwą i Imperium Osmańskim. Kiedy Zadzik, biorący udział w rozmowach w Pasłęku, poinformował jednak obradujących o zerwaniu rozmów przez Szwedów, uchwalono podatki na wojnę. Według Władysława Czaplińskiego do skarbu Rzeczpospolitej wpłynąć miało od 3 500 000 do 4 000 000 złp. Uchwalono również konstytucję „Poparcie wojny ze Szwedami”. Zapadły konkretne decyzje, co do ilości żołnierzy. Rzeczpospolita wystawić miała wg Henryka Wisnera 4000 husarzy, 1700 rajtarów, 4540 jazdy kozackiej, 11 000 piechoty 1530 dragonów. Łącznie 22 770 dobrze wyćwiczonych żołnierzy, przewidywano również powołanie pod broń Kozaków zaporoskich oraz pospolitego ruszenia jako wsparcia. Mimo tych decyzji szlachta wymogła na Władysławie IV, by ten mimo wszystko dążył do zawarcia pokoju.

Artykuł składa się z więcej niż jednej strony. Poniżej znajdziesz numerację stron.

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*