Ostatnie wydarzenia z kalendarium historycznego

Włoski sen o potędze – analiza udziału Królestwa Włoch w II wojnie światowej

Włoski sen o potędze – analiza udziału Królestwa Włoch w II wojnie światowej

Włoski pancernik Littoro Veneto, 1940 rok Fot: Wikimedia Commons

Włoski pancernik Littoro Veneto, 1940 rok
Fot: Wikimedia Commons

Mimo licznych modernizacji i renowacji, jakie przeszły ich wartość bojowa pozostawiała wiele do życzenia. Niedostosowane do nowej wojny, bez nowoczesnych rozwiązań i konstrukcji nie mogły odegrać realnego wpływu w nadchodzącym konflikcie. Warto tutaj również zwrócić uwagę na to, że ten jeden lotniskowiec jaki posiadała Royal Navy miał się okazać solą w oku Regia Marina. W każdej potyczce z udziałem lotniskowca przewaga, jaką zapewniał okazywała się na tyle duża, aby pobić czasami nawet silniejsze eskadry włoskie. Kolejnym bardzo ważnym czynnikiem, jakiego nie można pominąć, jest ogólnie rozumiane doświadczenie. Włochy, mimo bardzo rozległej granicy brzegowej, jako zjednoczone państwo nigdy nie rozwijały silnych tradycji morskich a flota w trakcie I wojny światowej była raczej siłą drugorzędną. Z kolei przeciwnikiem Królestwa była, od setek lat niepodzielnie panująca na morzu, Royal Navy. Bagaż doświadczeń, jakie posiadali Brytyjczycy w dowodzeniu flotą z pewnością zarówno z I wojny światowej, jak i z faktu, że ich rozległe imperium kolonialne musiało posiadać flotę na najwyższym możliwym poziomie, wielokrotnie zapewniał im zdolność wypracowania przewagi taktycznej – nawet w obliczu teoretycznie silniejszego wroga. Ostatnim, bardzo często zapominanym czynnikiem, jaki miał wpływ na wydajność włoskiej floty, jest paliwo. Otóż Włosi już od początku wojny mieli spore problemy z zapewnianiem paliwa dla okrętów. Do końca wojny wszelkie śmielsze akcje czy działania pozostawały blokowane przez braki w paliwie. Tłumaczy to, dlaczego Włosi nieczęsto opuszczali porty macierzyste albo nie podejmowali bardziej agresywnych działań, nawet posiadając przez pewien okres dużą przewagę nad Brytyjczykami.

Teoretycznie stosunek sił włoskich do brytyjskich wynosił 5:1. Należy jednak pamiętać, że z chwilą dołączenia do wojny, Francja nadal brała w niej czynny udział, co zmuszało Włochy do ustawienia piątej Armii (silniejszej) na froncie tunezyjskim a dziesiątej – na egipskim. Co znamienne – armia Włoch była tylko w małym stopniu zmotoryzowana, przez co wraz z podjęciem ofensywy na Egipt liczne manewry włoskie spełzły na niczym, tylko wyczerpując armię. O wiele mniejsza, ale jednocześnie bardziej zmotoryzowana armia brytyjska wodziła za nos Włochów, a następnie wycofała w głąb swojego terytorium. Kolejnym ważnym aspektem jest teren, na którym przystało walczyć obu armiom. Z racji swojego ukształtowania, poważniejsze manewry oskrzydlające nie wchodziły w grę. Armie niejako zamknięte w „tunelu” od północy ograniczonym Morzem Śródziemnym a od południa przez pustynię, zostały zdane na ewentualne przełamanie w bezpośredniej linii frontu. W takiej sytuacji przewaga liczebna armii włoskiej nie zdawała się na nic.[3]

„Zniszczenie” włoskiej floty w Tarencie

Charakter toczonej wojny w Afryce oraz samo ukształtowanie geograficzne Włoch powodowały, że skuteczność wszelkich operacji prowadzonych poza własną metropolią, była w znaczącej mierze podyktowana przez sukcesy na morzu. Jak wspomniałem na początku, po wykluczeniu Francji i jej marynarki wojennej Regia Marina stała się (przynajmniej w teorii) główną siłą na Morzu Śródziemnym. Doktryna przyjęta przez włoską admiralicję, czyli Fleet in being, z samej swej natury zakładała raczej pasywność lub też asekuracyjność działań floty. Opierała się ona na założeniu, że flota z samego faktu swego istnienia oraz wynikającego z tego zagrożenia, jakie stanowi, będzie szachować i powstrzymywać przeciwnika przed poważniejszymi akcjami ofensywnymi.

Uproszczona mapa ataku na flotę włoską w Tarencie Fot: Wikimedia Commons

Uproszczona mapa ataku na flotę włoską w Tarencie
Fot: Wikimedia Commons

Rajd brytyjskiej floty na Tarent powszechnie uznaje się za ogromny sukces, który pozwolił Brytyjczykom na wczesnym etapie wojny zlikwidować zagrożenie ze strony Włoch. Tarent był bazą włoskiej marynarki wojennej, znajdujący się na południu kontynentu. Stanowił idealne miejsce wypadowe floty w rejony Morza Śródziemnego.

  • kurakba

    Przed przeczytaniem tego artykułu nie miałem określonego zdania na ten temat, ale
    po jego lekturze muszę zgodzić się ze stereotypami o włoskiej armii z 2 wojny światowej. Z artykułu jasno wynika, że włoskie lotnictwo było przestarzałe i nie odgrywało ono większej roli w wojnie. Flota choć na papierze potężna była przestarzała i ciągle brakowało jej paliwa co uniemożliwiało działania operacyjne, czyli była bezużyteczna i spełniała jedynie funkcje straszaka zresztą nie udolnie. Wojska lądowe choć liczne jak cała włoska „potęga” militarna była przestarzała i miały potężne braki w wyposażeniu. Była też źle dowodzona o czym świadczy choćby wojna z Grecją, w której włosi z uporem maniaka atakowali umocnione pozycje greków zamiast je ominąć, czy to przez Bułgarię (jak zrobili to Niemcy), czy też spróbować desantu za linie wroga. Podsumowując wojsko włoskie choć niewątpliwie waleczne to ciągle brakowało im sprzętu który zresztą i tak był przestarzały, co utrudniało im skuteczną walkę przez co zostali słusznie zapamiętani jako beznadziejni i ułomni. Bo bądźmy szczerzy armia która nie jest w stanie pokonać mniej licznego wroga jest beznadziejna.

Partnerzy



Przewiń do góry