Wojny i wojskowość w czasach Stefana Batorego cz. 2

Na zamek w Sokole uderzył hetman Mikołaj Mielecki na czele 3200 ludzi i kilku działami. Broniący Sokoła Szeremietiew dysponował garnizonem w liczbie 5 tys. ludzi. Szeremietiew nie wydał jednak Mieleckiemu bitwy w otwartym polu, przez co hetman 10 września rozpoczął oblężenie, które zakończył się już 2 dni później poddaniem twierdzy. Oblężenie Sokoła zakończyło się rzezią, bowiem żołnierze z rot niemieckich wzięli odwet na załodze za pomordowanych w Połocku rodaków. W masakrze paść trupem miał podobno 4 tys. żołnierzy carskich, spalono też do szczętu niemal cały zamek. 6 października padła Susza, a 13 grudnia Nieszczerdy, wyprawa połocka zakończyła się wielkim sukcesem Batorego. D. Kupisz tak podsumował kampanię połocką: „W kampanii połockiej uwidoczniły się wszystkie talenty Stefana Batorego jako wodza i stratega. Wyprawa poprzedzona została starannymi i metodycznymi przygotowaniami. Nigdy dotąd w dziejach Rzeczypospolitej nie wykorzystano tak znacznych ilości żołnierzy zaciężnych. Włożono znaczny wysiłek w zaopatrzenie wojska w broń, amunicję, żywność i furaż. Zorganizowano efektywnie działające służby pomocnicze, w tym zespół lekarzy i kartografów”. Warto dodać również, że świetnie swoją rolę spełniła propaganda wojenna oraz artykuły dla wojska, drukowane w polowej drukarni. Pierwszy raz w historii polskiej wojskowości dowódcy mieli na piśmie jasno określone zadania i wiedzieli dokładnie, co mają robić. Wyprawa połocka pokazała, że Rzeczpospolita nie jest tylko przysłowiowym „chłopcem do bicia” i kiedy trzeba, potrafi pokazać pazur. 

Batory nie spoczywał jednak na laurach i już szykował się do kolejnej wyprawy.

Iść za ciosem – Wielkie Łuki 

Przed drugą wyprawą zmarł wierny i odważny Kasper Bekiesz. Dla króla była to bardzo smutna wiadomość, bowiem dawny wróg stał się jego wiernym przyjacielem i zdolnym dowódcą. Miejsce Kaspra miał zająć jego syn – Gabriel. Przygotowania do kolejnej wyprawy król rozpoczął podczas sejmu obradującego w Warszawie od 23 listopada 1579 do 9 stycznia 1580 roku. Wielkim admiratorem planów królewskich był Jan Zamoyski, który wygłosił płomienną mowę popierającą ideę drugiej wyprawy przeciw carowi. Król i kanclerz osiągnęli wielki sukces, bowiem szlachta zgodziła się uchwalić takie same pobory jak rok temu, ponadto dzierżawcy królewszczyzn postanowili wspomóc króla podwójną kwartą, natomiast duchowieństwo uchwaliło specjalne subsidium charitativum – jak widać, pieniądze na wojnę się znalazły. Nie obyło się jednak bez problemów. Król po raz kolejny chciał mianować hetmanem wielkim koronnym Mikołaja Mieleckiego, jednak ten tradycyjnie obraził się na władcę, twierdząc, że Batory niedostatecznie nagrodził go po kampanii połockiej i odmówił przyjęcia urzędu. Ponadto Mielecki twierdził, że Batory faworyzuje Radziwiłłów oraz Zamoyskiego. Na takie dictum Batory odpowiedział, oddając część prerogatyw Mieleckiego Zamoyskiemu. Drugim problemem był człowiek o nazwisku Grzegorz Ościk, który okazał się carskim szpiegiem. Król z całą surowością potraktował zdrajcę i kazał go ściąć. Jako że w Rzeczpospolitej głowy nie spadały zbyt często, na króla posypała się krytyka. Przyszłość pokazała jednak, że głowa Ościka nie była jedyną, która miała spaść z rozkazu Batorego.

Stefan Batory pędzla Marcina Kobera
Fot. Wikimedia Commons

Na drugą wyprawę Rzeczpospolita wystawiła 58 tys. żołnierzy, czyli mniej więcej tyle samo, co na wyprawę połocką. Podobnie jak rok wcześniej, części żołnierzy z tej liczby wyznaczono inne zadania, toteż w pole prowadzono 48 tys. ludzi. Co ciekawe 23 tys. żołnierzy było żołnierzami zawodowymi, natomiast 25 tys. stanowili żołnierze z zaciągów prywatnych. Znowu przeważała jazda, której Batory prowadził 34 400 i 13 900 piechoty, a także 70 dział. Jako miejsce koncentracji wojska wyznaczono Czaśniki. Tym razem przygotowania czyniono z jeszcze większym rozmachem niż rok wcześniej. Kupowano wszystkiego więcej, szykowano mapy, nad którymi nadzór sprawował niejaki Sulimowski. Królowi nie udało się jednak zaatakować na przełomie czerwca i lipca, bowiem wojsko zbierało się opieszale. Czekając na oddziały, Batory zwołał radę wojenną. Niemal wszyscy historycy wojskowości twierdzą, że Batory od samego początku zdecydowany był na marsz pod Wielkie Łuki, jednak chciał poznać zdanie otoczenia – był to normalny zwyczaj praktykowany podczas kampanii wojennych. Wyprawa na Wielkie Łuki dawała jednak Batoremu największe możliwości, bowiem pojawiała się szansa pogłębienia owego „klina” rozdzielającego Inflanty i resztę ziem Państwa Moskiewskiego. Batory liczył, że spotka się wreszcie z Iwanem w otwartym polu, ponadto zdobycie Wielkich Łuk dawało podstawę do dalszej ekspansji w głąb ziem moskiewskich. 28 lipca armia doszła wreszcie do Witebska. Batory nie chciał popełnić błędu z poprzedniej kampanii i postanowił, że tym razem nie zostawi za sobą obstawionych mniejszych zamków moskiewskich. W tym celu król oddał Zamoyskiemu pod komendę korpus w sile 7200 ludzi, aby zdobyli zamek w Wieliżu. Zamoyski wziął się do roboty z całą energią, ale nie zdobył zamku z zaskoczenia i musiał zacząć regularne oblężenie. W czasie kiedy kanclerz oblegał Wieliż, król z resztą armii zbliżał się do położonego na granicy litewsko-moskiewskiej Suraża. 6 sierpnia Wieliż padł, a Batory mógł iść dalej. Podobnie jak rok wcześniej, pochód odbywał się wśród bagien, mokradeł i gęstych borów. 27 sierpnia król stanął pod Wielkimi Łukami.

Twierdza położona była na stromym przesmyku pomiędzy jeziorami Uświeckim i Uźmieńskim. Wojska Batorego zaczęły rozkładać się pod twierdzą i dokonywać pierwszych prac oblężniczych, toteż przez główną bramę miejską wypadli Moskale i zaatakowali ludzi Zamoyskiego. Po krótkiej walce odparto napastników i zaczął się ostrzał artylerii obrońców, jednak wojska królewskie były ustawione na tyle daleko, że nie dosięgły ich kule armatnie. 1 września rozpoczął się regularny ostrzał twierdzy. Podobnie jak pod Połockiem, wyznaczono ochotników, aby podpalili drewniano-ziemne fortyfikacje. Batory objeżdżający jeszcze raz twierdzę, powiedział: „widząc, że tak grubej, świeżej darni kule nie przebijają, zrobił uwagę Zamoyskiemu, żeby się strzelaniem darmo do niej nie bawił. Węgrzy przeto skierowali ogień na blanki, z których wyglądały łoża armat porozstawianych na wale i wzniecili zaraz pożar”. Gdy zobaczyli to carscy posłowie, chcieli wznowić z Batorym rokowania pokojowe, o które poprosili króla, jeszcze zanim zaczęło się regularne oblężenie. Od 2 września płomienie objęły większość umocnieni, w dodatku Węgrzy podłożyli prochy i uszkodzili jedną z baszt. Piechota prowadziła wzmożone prace oblężnicze, toteż Wielkie Łuki otaczała powoli sieć tuneli, transzei oraz aproszy. Znaleziono również ochotnika z roty piechoty wybranieckiej, Łukasza Sernego, któremu udało się podłożyć ogień pod jedną z baszt. Pożar próbowali ugasić Moskale. Hedierstein zanotował wówczas, że: „Nie potracili głów w tych opałach Moskale i mokremi skórami, tudzież wszystkimi możliwymi sposoby gasili ogień”. 5 września Batory zdecydował o szturmie generalnym. Widząc ustawione do ataku wojska królewskie, obrońcy zdecydowali o kapitulacji. Wczesnym rankiem obrońcy wychodzili z twierdzy i właśnie wtedy zdarzył się incydent. Rozjuszeni żołnierze królewscy ruszyli na bezbronnych Moskali i wyrżnęli podobno 4 tys. ludzi. W ferworze rzezi zapomniano w ogóle o gaszeniu wznieconego podczas oblężenia pożaru, co bardziej pazerni rzucili się również na łupy i jak barwnie zanotował historyk Jerzy Besala: „Opatrzność jednak tego dnia wyjątkowo nie spała: sprawiedliwości, choć po części, stało się zadość. Najbardziej pazerni rabusie zapomnieli, bo zapomnieć chcieli o pożarze. Kilkuset poszukiwaczy bezbronnych głów i złota zostało na zamku. Ogień dotarł wreszcie do prochów; olbrzymi wybuch wstrząsnął twierdzą grzebiąc katów i ich nieszczęsne ofiary, a nade wszystko nadzieje króla, iż zdoła przejąć uzbrojenie, skarby i twierdzę całą, niemal nie naruszon”. Car zarzucał potem Batoremu w listach, że nie zdołał zapobiec masakrze. Królowi chyba też zrobiło się dość głupio, bowiem już dzień później kazał wydrukować po polsku i łacinie Edykt Stefana Batorego z dnia 6 września 1580 roku spod Wielkich Łuk do szlachty polskiej przesłany, gdzie dokładnie zrelacjonowano nowy sukces króla, ale słowem nie wspomniano o wydarzeniach z dnia poprzedniego, napisano tylko lakonicznie, że zamek strawił pożar.

Artykuł składa się z więcej niż jednej strony

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*