Wojny i wojskowość w czasach Stefana Batorego cz. 2

Jan Zamoyski
Fot. Wikimedia Commons

Po oblężeniu król nakazał niezwłocznie odbudować zamek i postanowił rozprawić się z załogą pobliskiego Toporca, którego bronił kniaź Wasyl Chiłkow. Jak donosił wywiad, Toporca bronić miało 10 tys. żołnierzy. Wysłano więc liczący 2500 żołnierzy korpus pod dowództwem Janusza Zbaraskiego, a wraz z nim pociągnęli tacy zdolni dowódcy jak Stanisław Stadnicki, Stanisław Żółkiewski oraz Andrzej i Mikołaj Zebrzydowscy. Wszyscy oni 25 lat później mieli znaleźć się po przeciwnej stronie barykady w trakcie rokoszu sandomierskiego. Prócz Toporca zdobyto również zamek w Zawłóczu. Podobnie jak przed rokiem, triumf Batorego był kompletny, a Rzeczpospolita powiększyła swój stan posiadania kosztem cara.

            Dla króla było to jednak za mało.

Koniec dobrej passy – wyprawa na Psków

Historia zataczała koło i wszystko trzeba było zaczynać od nowa. Tym razem Batoremu odmówiono dostatecznej ilości pieniędzy na trzecią kampanię. Zacznijmy jednak od początku. Król wrócił do Rzeczpospolitej opromieniony chwałą zwycięzcy, zbierał gratulacje nie tylko od państwowych dygnitarzy, ale także od zagranicznych władców. Rzeczpospolita i jej władca przeżywali prawdziwe chwile chwały. Pojawiły się jednak pierwsze rozdźwięki, albowiem izba poselska zaczęła zdradzać nastroje pacyfistyczne i nie chciała uchwalić aż tak dużych wypadków. Posłowie chcieli uchwalić pobór na rok, a nie 3 lata z góry, jak chciał król. Wtedy Batory za pomocą różnych chwytów, tj. mów Zamoyskiego oraz przedstawieniu stanowiska posłów moskiewskich, wypracował kompromis, w myśl którego uchwalono podatki w wymiarze 2 lat. Posłowie zastrzegli jednak, że tym razem Batory za uzyskane pieniądze ma zakończyć wojnę. Na początku przygotowań zaszła tymczasem okoliczność, która znacząco wpłynęła na przebieg całej kampanii.

Iwan IV, który nie był w ciemię bity, zaczął teraz grać skruszonego władcę i oferował pokój. Co więcej, car zaczął przedstawiać dyplomacji papieskiej plany, jakoby miał przejść na katolicyzm. W tym celu Stolica Apostolska wysłała do Moskwy swego emisariusza, jezuitę Antonio Possevino, który miał nawiązać z carem rokowania. W czasie gdy Batory dokonywał zakupów prochu, żywności i broni oraz słał rotmistrzom listy przypowiednie, Possevino zjawił się w Rzeczpospolitej. Przybycie jezuity nie było w smak monarsze, bowiem i tak już sceptycznie nastawiona do wojny szlachta zaczęła myśleć, że Possevino na serio wytarguje z Iwanem pokój. Całe przygotowania zostały opóźnione. Misja Possevina miała też inny cel. Papież miał podobno poprosić swego posła, aby Batory zaprzestał wojny z carem i skierował się przeciw Turcji. 13 czerwca 1581 roku Batory i Possevino rozmawiali ze sobą na temat ewentualnego pokoju. Sekretarz króla, ks. Jan Piotrowski, z niejaką ironią komentował, że Possevino chce: „podobno nawracać samego kniazia. Dziwy to nielada jakie będą, jeśli go nawróci”. Sytuację rozwiązał sam Iwan, który mniej więcej w tym samym czasie zerwał zawieszenie broni, a jego wojska wtargnęły w granice Rzeczpospolitej. Zaczęła się również listowna wymiana „uprzejmości” między carem a królem. W jednym z listów na samym końcu Batory wyzwał nawet Groźnego na pojedynek. Przygotowania znowu ruszyły z kopyta, a Possevino, pożegnawszy króla, wyruszył do Moskwy.

Tym razem postanowiono uderzyć na Psków. Uderzenie na to miasto pojawiało się w planach operacyjnych przy okazji 2 poprzednich kampanii. Zdobycie Połocka i Wielkich Łuk sprawiło, że atak na Psków mógł dojść do skutku. Był to plan bardzo śmiały, bowiem Psków należał do jednej z najlepiej ufortyfikowanych twierdz w regionie. Na radzie wojennej z 10 lipca 1581 roku, która odbyła się na zamku w Dziśnie, ostatecznie zatwierdzono królewskie plany, ponadto postanowiono wysłać przeciw wojskom carskim zagon kawalerii pod dowództwem Krzysztofa Radziwiłła, który poprzez swoje śmiałe rajdy dorobił się przydomku „Piorun”. Na wyprawę pskowską Rzeczpospolita wystawiła 55 tys. żołnierzy, na główny teatr działań udało się jednak 47 tys. Urząd hetmana wielkiego koronnego powędrował już oficjalnie do Jana Zamoyskiego, który w swych rękach dzierżył tym samym władzę niemal absolutną, będąc hetmanem wielkim i kanclerzem jednocześnie. Batory był strasznie zdenerwowany, ponieważ był już sierpień, a wojsko zbierało się bardzo opieszale. W końcu 13 sierpnia wyruszono ze zdobytego uprzednio Worońca w kierunku Pskowa. Marsz pod Psków tradycyjnie odbywać się miał wśród deszczu, lasów oraz mokradeł. Po drodze wojska Batorego zdobyły zamek Ostrów. 26 sierpnia główne siły królewskie stanęły pod Pskowem. Oj, nie były to już Wielkie Łuki czy Połock! Psków zrobił na wszystkich wielkie wrażenie, a ks. Piotrowski zanotował z zachwytem: „O Jezu toć wielkiego coś, by drugi Paryż”. Fortyfikacje Pskowa nie były drewniano-ziemne, a murowane i okalały 5 części, z których składała się cała metropolia. Pskowa broniła też ogromna załoga wyposażona w 40 armat, podczas gdy Batory miał ich tylko 20. Wojskom królewskim brakowało również prochu.

Batory pod Pskowem
Fot. Wikimedia Commons

Pierwsze działania zaczęły się już 25 sierpnia. W chwili gdy Zamoyski przybył pod miasto, jeszcze przed głównymi siłami, atakujący zrozumieli, że szykuje się bardzo długie i nużące oblężenie. Kilka następnych dni Batory rozlokował swych żołnierzy na ustalonych pozycjach. Niestety 47 tys. ludzi wystarczyło na zdobywanie Połocka czy Wielkich Łuków, na Psków ta liczba okazała się niewystarczająca i nie udało się otoczyć miasta pierścieniem. W nocy z 1 na 2 września w pełnej ciszy trwało kopanie szańców. Robiono to tak dyskretnie, że załoga miasta dopiero po pewnym czasie zorientowała się, że wojska króla zabrały się do pracy. 5 dni później zaciągnięto wreszcie działa i zaczęto regularny ostrzał twierdzy. 8 września zebrano się na naradzie wojennej, bowiem krewcy Madziarzy bardzo rwali się do walki i proponowali przeprowadzenie szturmu. Przed południem ruszyło 70 żołnierzy w celu rekonesansu i rozpoznania, czy atak ma jakiekolwiek szanse powodzenia. Gorąca krew jednak wzięła górę nad rozsądkiem i reszta żołnierzy ruszyła do ataku bez żadnych rozkazów. Dzielni Węgrzy bez większych przeszkód opanowali wieżę Pokrowską, a paręnaście minut później w sukurs przyszli im Polacy, prowadzeni przez szaleńczo odważnego Stanisława Stadnickiego. Po opanowaniu przez Polaków baszty Świnuskiej ani żołnierze węgierscy, ani polscy nie mogli dostać się dalej do miasta. W końcu obrońcy dokonali kontrataku i z furią odparli szturmujących. Straty były potężne, bowiem w ataku zginęło prawie 500 żołnierzy Batorego.

9 września kronikarz zanotował dramatyczne słowa: „jenośmy dwa dni strzelali, a już nie mamy prochu”. Sytuacja robiła się bardzo poważna, bowiem zapowiadało się, że król zabawi pod Pskowem nie parę dni, a nawet parę miesięcy. Posłano więc do Rygi, gdzie poproszono o przywiezienie amunicji i kul. Transport dotarł pod Psków dopiero 17 października, a i tak okazało się, że przysłano za mało. W czasie oczekiwania zamilkły działa atakujących i ograniczono się tylko do robienia podkopów oraz prób wysadzania poszczególnych partii murów. I tutaj zauważyć można, że Batory, mimo swych niewątpliwych talentów, po prostu źle zmierzył siły na zamiary. 19 października król zebrał naradę wojenną, na której ścierały się różne koncepcje. Jedni krzyczeli, żeby czym prędzej szturmować mury, drudzy, aby kontynuować blokadę miasta, a jeszcze inni, by w ogóle odstąpić od oblężenia. Wielokrotnie cytowany ks. Piotrowski notował: „krótko mówiąc, atoliśmy w opały popadli, dobywać Pskowa nie mamy czem… Jazda i piechota w szańcach od głodu i zimna zdycha…[…]. Gdzieżby szturm miał być, wielka by klęska była”. Niestety po ulewnym lecie zima przyszła bardzo szybko i zaczęła dawać się we znaki atakującym. Od 27 października zaczęto kanonadę na mury, która trwała parę dni. W czasie ostrzału pod mury przedostawała się piechota, która próbowała wybijać wyłomy. Na mury Pskowa szturmowała też husaria, która zeskoczywszy z koni, biegła z tarczą w jednej ręce, a szablami i koncerzami w drugiej. 3 listopada udało się rozwalić kawałek muru i zrobić wyłom, w który runęła piechota węgierska, jednak i ten atak odparto. 4 listopada zebrano się na naradę u Zamoyskiego. Buntowało się wojsko, które nie otrzymało żołdu. Tylko część rot niemieckich i węgierskich zostało opłaconych. Król postanowił postawić wszystko na jedną kartę i zdecydował się pozostać pod Pskowem. 

Rozejm w Jamie Zapolskim

W czasie gdy Batory wykrwawiał się pod Pskowem, na Inflanty ruszyli się Szwedzi, którzy zdobyli Narwę i wiele innych twierdz. Jeden z kronikarzy z przekąsem zanotował: „my gryziem łyszczyny, a Szwed jądra je”. Wielkie trudności pod Pskowem skłoniły Batorego do rokowań. Z pomocą przyszedł królowi wracający z Moskwy Possevino, który zobowiązał się pośredniczyć pomiędzy carem a królem. Jezuita już od października przebywał w obozie królewskim. Pokój był jak najbardziej pożądany, bowiem pod murami Pskowa padło niemal 40% królewskiej armii. Ze strony Rzeczpospolitej do Jama Zapolskiego, gdzie miały odbywać się rozmowy pokojowe, udali się książę Janusz Zbaraski, Albrycht Radziwiłł, Maciej Haraburda i Jan Zamoyski. Za cenę oddania Wielkich Łuk, Newla, Worońca i innych nabytków z poprzednich wypraw Rzeczpospolita odzyskiwała Połock, całe województwo połockie oraz Inflanty. Pokój zawarto na 10 lat, a zaprzysiężono go 15 stycznia 1582 roku.

Batory, mimo niewątpliwego sukcesu, wypijał jednak czarę goryczy. Co prawda odzyskano Połock, odzyskano Inflanty, ale na wojnie Iwana ze Stefanem ostatecznie najlepiej wyszli Szwedzi, którzy działali w myśl zasady „gdzie dwóch się bije, tam trzeci korzysta”. Przyszłość miała pokazać, że walka Batorego nie była daremna, bowiem ekspansja Moskwy została zatrzymana na prawie 100 lat, jego następca Zygmunt III Waza dokończył dzieła Węgra i odzyskał Smoleńsk. Batory doskonale wiedział, że 10-letni rozejm zostawia furtkę do dalszych działań przeciwko Moskwie. Na horyzoncie rysowała się jednak wojna z nowym wrogiem, a była to Szwecja i jej król, Jan III Waza. Nieskoordynowane działania Rzeczpospolitej i Szwedów prowadziły te kraje do niechybnej kolizji. Przyszłość miała jednak pokazać, że nie nastąpi ona jeszcze za panowania Batorego. Rzeczpospolita udowodniła carowi, że jest krajem silnym, zwartym i gotowym oraz potrafi upomnieć się o swoje. Sam Iwan Groźny pozostał w swym państwie, a w Rzeczpospolitej mówiono o nim Iwan Tchórzliwy. Car zaczął wpadać w coraz większy obłęd, czego ukoronowaniem było zabicie rodzonego syna. Po śmierci Iwana IV Moskwa wkroczyła w czas tzw. Wielkiej Smuty.

Jakub Jędrzejski

Bibliografia

Augustyniak U., Historia Polski 1572-1795, Warszawa 2008

Besala J., Stefan Batory, Warszawa 1992

Głubisz B., Jazda kozacka w armii koronnej 1549-1696, Poznań 2016

Góralska-Wójcik D., Król Niemalowany, Warszawa 1983

Grzybowski S., Jan Zamoyski, Warszawa 1994

Grzybowski S., Król i kanclerz, Kraków 1988

Kupisz D., Połock 1579, Warszawa 2003

Kupisz D., Psków 1581-1582, Warszawa, 2005

Łopatecki K., Oblężenie i zdobycie warownej twierdzy połockiej przez najjaśniejszego króla Polski Stefana – analiza założeń taktycznych w świetle źródeł kartograficznych, Terminus, t. 19 (2017), z. 4 (45), s. 705–758

Olejnik K., Stefan Batory 1533-1586, Warszawa 1988

Plewczyński M., Wojny i wojskowość polska w XVI wieku, t. III, Zabrze 2013

Wimmer J., Historia piechoty polskiej do 1864 roku, Warszawa 1978

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*