Zaleszczyki | Recenzja

J. Skłodowski  Zaleszczyki. Riwiera przedwojennej Polski

Urbanistyka odrodzonej Polski była powodem do chluby i dumy nie tylko w ówczesnej Europie ale i świecie. Budowa Gdyni, czy inwestycja w Centralny Okręg Przemysłowy sprawiły, że krajowa myśl architektoniczna stała się rozpoznawalna. Nie można też zapominać o rozbudowie takich miast jak Katowice czy Łódź. Dodatkowo, przecież tak wielki wysiłek związany z odbudową kraju oraz innymi okolicznościami wywoływał naturalną konieczność odpoczynku i wytchnienia. Ze względu na klimat idealnie nadawały się do tego Zaleszczyki – niewielka miejscowość na Kresach, o dużych walorach estetycznych.

Obecnie miasto o którym mowa znajduje się już za granicą Polski, na terytorium Ukrainy, ale wielu sympatyków międzywojnia otacza je wielkim sentymentem i sympatią. Gdyby zastosować porównanie do współczesności Zaleszczyki były mniej więcej tak popularne, jak dzisiaj Ciechocinek, Kudowa Zdrój czy Krynica Górska. Wpłynęło na to wiele czynników takich jak położenie geograficzne na styku kultur, bezpośrednie połączenie kolejowe – najdłuższe w Polsce, bo liczące 1314 kilometrów, względna taniość pobytu, a przy tym poczucie luksusu i komfort.
Nie trzeba było wyjeżdżać z kraju, aby poczuć się jak na tytułowej Riwierze. W końcu można było tutaj zażyć zarówno słonecznych promieni jak i skosztować bardzo drogich owoców, jak choćby brzoskwinie lub winogrona. Odbywało się tam również wielkie winobranie, wydarzenie corocznie powodujące przypływ wielu turystów i koneserów. Zwykli Polacy w tamtym czasie dość rzadko wyjeżdżali za granicę, a zatem Zaleszczyki były dla nich pewnego rodzaju ersatzem tego, co dziś wydaje się takie proste. Stąd też w zasadzie trudno było znaleźć kogoś, kto przed wojną nie odwiedził opisywanego kurortu choćby raz, przynajmniej przejazdem, choćby na chwilę.

Duszę oraz ducha Zaleszczyk, i w ogóle polskiego skrawka Podola, postanowił przybliżyć czytelnikowi Jan Skłodowski, naukowiec, fotografik, podróżnik, pisarz, a przede wszystkim badacz polskich Kresów. Czy można sobie wyobrazić lepszą podróż w przeszłość, niż nad zakole Dniestru, w miejsce gdzie spotykali się intelektualiści, finansiści, politycy i artyści? Do miejsca spokojnego, lecz przesiąkniętego dzikością, a jednocześnie leżącego pobliżu miejsc chwały polskiego oręża. Okolice były zatem piękne i tajemnicze. Przygraniczne położenie, jak to zwykle bywa w takich wypadkach miało z kolei swoje mocne i słabe strony, o czym przekonała nas późniejsza historia.

Książka o której mowa nie jest zwykłym przewodnikiem turystycznym. To piękna, bogato i solidnie przygotowana opowieść o miejscu, którego już w takim kształcie nie ma.  Kanwą tego albumu są duże, wyraźne fotografie, splatające się z powiązaną tematycznie narracją. Wyraźnie zaznaczono jednak historyczne wprowadzenie i pewien rys kulturowo-społeczny. Sama publikacja podzielona jest na rozdziały, przez co jest uporządkowana.

W dużej mierze zasługą wspomnianych wcześniej zdjęć jest to, że wpływają na klimat i estetykę publikacji. One są jej kołem zamachowym. Przybliżają bowiem prawie wszystkie aspekty Zaleszczyk i okolic – społeczeństwo, kulturę, język, walory przyrodnicze, dzieje i inne. Wszystko to wzajemnie w albumie się przenika i wywołuje kolorowe, radosne skojarzenia. Nie bez kozery przecież Kresy były i są uznawane za najpiękniejsze i najbardziej ciekawe strony II Rzeczypospolitej – jasne, że pełne sprzeczności, ale dzięki temu właśnie tak inspirujące. Tę mieszankę Autor
w bardzo umiejętny sposób przelał na papier. Ważne, że tekst, który przecież jest immanentną częścią opowieści nie przysłania ilustracji, lecz z nim współgra, będąc krótkim uzupełnieniem tego, czego na zdjęciu nie widać lub też nie da się zobaczyć.

Znamienne jest, że wykorzystane w pracy zdjęcia przedstawiają uzdrowisko niemal zawsze tylko latem, kiedy tętniło ono życiem i krzyżowały się tam wszelkie szlaki turystyczne, kolejowe, samochodowe, harcerskie i inne. Uderza w nich jedna rzecz – beztroska i swoboda.
Kiedy jednak, przeniesiemy się w naszej opowieści do sierpnia 1939 roku, mamy świadomość,
że to ostatnie takie lato, że Polska w takim kształcie odchodzi w przeszłość i zostaną po niej tylko wspomnienia.

W pracach takich jak ta, w zasadzie bardzo trudno jest znaleźć jakieś niedociągnięcia. Ocenia się bowiem raczej ogólny zamysł Autora i poziom wykonania. W tym aspekcie nie mam nic do zarzucenia. Drobna uwaga dotyczy jedynie podpisywania pochodzenia źródłowego poniektórych ilustracji. Sądzę bowiem, że zapis źródło: internet może okazać się zbyt mało dokładny.

Dużą zaletą publikacji jest również jej rozmiar – w zupełności odpowiedni do ilości informacji oraz tego, aby materiał w niej zawarty mógł okazać swoją wartość w pełnej krasie. Musimy przecież zdawać sobie sprawę, że fotografie wykonywane w latach 20. i 30. ubiegłego stulecia nie miały takiej jakości jak te współczesne, ale to właśnie nadszarpnięcie ich zębem czasu stanowi o ich wyjątkowości. Co więcej, album świetnie prezentuje się w biblioteczce

Piękno polskich Kresów jest niepowtarzalne i jedyne w swoim rodzaju. Choć Zaleszczyki znajdują się już poza naszymi granicami to wciąż odnajdziemy w tam pierwiastek tego, co bezpowrotnie minęło, ale wciąż budzi tęsknotę. W końcu była to nasza własna „Riwiera”, nasz kawałek egzotyki.

Wydawnictwo: Dom Wydawniczy Księży Młyn

Ocena recenzenta: 5/6

Dominik Majczak

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

*