Zapomniana historia nauki│Recenzja

K. Rejmer, Zapomniana historia nauki. Panny apteczkowe, znachorzy, kołtuny

Czy o ważnych i trudnych sprawach naukowych można napisać prostym językiem? Można! Tego już dowiodło naprawdę wielu autorów w wielu książkach. A czy da się w prosty i czasem żartobliwy sposób napisać o matematyce, fizyce, medycynie i innych naukach ścisłych? Też się da. To udowodnił Krzysztof Rejmer w kontynuacji swojej „Zapomnianej historii nauki” I wyszło mu to dobrze. Jest tylko parę, ale…

„Zapomniana historia nauki. Panny apteczkowe…” i tak dalej, będąca kontynuacją pierwszej „Zapomnianej historii nauki” spod pióra tego samego autora, ukazała się nakładem wydawnictwa PWN w świetnej formie materialnej– tak jak osobiście lubię najbardziej, w kolorowej, ale miękkiej okładce, na papierze makulaturowym. Niestety przez to i wszystkie ryciny oraz ilustracje są czarno- białe, co czasem skutecznie zmniejsza ich czytelność. Ale nie samą formą człowiek żyje! W tej książce (jak w każdej innej) niewątpliwie najważniejsza jest treść. A ta wyszła autorowi dobrze, choć bez szału i owacji.

„Zapomniana historia nauki…” jest zbiorem prawie sześćdziesięciu esejów, z których każdy mógłby stanowić oddzielny byt literacki. Sam blurb określa je mianem „przewrotne” i właśnie takie w istocie są. Traktują o rzeczach poważnych, ważnych i czasem trudnych w żartobliwy sposób (czasem ten żart niestety jest bardzo płytki), momentami zgryźliwy. Już od samego początku lektury zaskakuje fakt, iż nie do końca tytuł zgodny jest z treścią, a przynajmniej lekko się rozmijają. Nie wszystkie opisane wydarzenia mają, bowiem związek z nauką a inne wcale nie są zapomniane.

Osobiście bardzo rzucił mi się w czy także nadmiar, bo chyba inaczej nie sposób go określić, matematyki w tej książce. Pojawia się ona bardzo często– począwszy od rozdziału o Pitagorasie, a skończywszy właściwie na zakończeniu. Pojawia się albo, jako główna bohaterka, albo tło opisywanych wydarzeń, albo przynajmniej bohaterka drugiego planu. Tak jest na przykład w esejach o logarytmach, końcu świata, epidemiach i Apokalipsie, które według autora mają sporo wspólnego. Prawdą jest, że dla nie jednego „matematołka” logarytmy są końcem świata.

W treści książki Rejmera uderza także chaos, matematyce przecie przeciwny całkowicie. Jest on szczególnie widoczny w konstrukcji całości. Rozdziały rozmieszczone są jakby na siłę, ale wierzę, iż była w tym jakaś logika.  Po za tym autor bardzo często podpiera się cytatami i odwołuje do źródeł oraz innych specjalistycznych opracowań. Mnie osobiście ujęło to bardzo i dla mnie jest jedną z mocniejszych stron książki. Mimo to cały czas– aż do ostatniej strony– miałem wrażenie, że formuła tej książki nie do końca jest udana. Można to było zrobić lepiej.

Na koniec uderza czytelnika jeszcze jedno. Autor w kilku końcowych tekstach wyraża dziwaczną i niczym nieuzasadnioną niechęć do literatury popularnej i beletrystyki, szczególnie mocno krytykując a wręcz wyśmiewając literaturę fantasy. Dlaczego? Na to pytania nie nalazłem odpowiedzi. Czyżby zazdrość o liczbę czytelników? Liczbę sprzedających się egzemplarzy?  Czyżby autor czuł się lepszy, z tego tylko powodu, iż woli czytać o logarytmach i kwantach niż elfach i smokach? Oj niebezpieczną postawę panie Rejmer zauważam!

Tak czy inaczej, „Zapomniana historia nauki…” jest pozycją dobrą i nic więcej. Można sięgnąć, można poczytać. Chyba, że w kolejce jest jakaś powieść fantasy!

Wydawnictwo: PWN

Ocena recenzenta: 4/6

Dawid Siuta

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*