Zorganizowana pomoc instytucji katolickich

Zorganizowana pomoc instytucji katolickich – zarys historyczny

Z historii budowania zorganizowanej pomocy przez instytucje katolickie

Zorganizowana pomoc instytucji katolickich jest ściśle związana z początkami zorganizowanej opieki w ogóle. Zgromadzenia układały podwaliny pod pierwsze szpitale, fundacje pomagające najuboższym. Miały również swój wkład w powstawanie szkół. Poniższy tekst przedstawia zarys historyczny tego typu działań.

Zorganizowana pomoc instytucji katolickich – początki zgromadzeń katolickich

Początki katolickich ośrodków opiekuńczo-wychowawczych ściśle opierały się na idei tak zwanych czynów miłosiernych, które to, wedle wierzeń chrześcijan, miały stanowić podstawę zbawienia. Wśród wszechobecnych konfliktów i cierpienia dotykającego ludność, wiara dawała nadzieję, nadawała sens.

Z czasem stała się podstawą do bardziej zorganizowanej i przemyślanej działalności. Wiązała się ona z historią i przemianami, jakie działy się w samym Kościele. Jak pisze Jean-Louis Goglin w książce Nędzarze w Średniowiecznej Europie:

Człowiek miałby więc wiele powodów do popadania w rozpacz, gdyby nie był chrześcijaninem. Na niebo trzeba było zasłużyć, a przecież nie każdy mógł przyodziać się w habit zakonny dla zapewnienia sobie zbawienia. A więc dla odkupienia grzechów należało przynajmniej spełniać miłosierne uczynki. Świat chrześcijański zaczął uświadamiać sobie pojawiające się nowe problemy moralne. Niektórzy ludzie bogacili się nadmiernie, a i sam Kościół również nie był wolny od takich zarzutów. Pojawiają się one jako reakcja na reformę gregoriańską, która przywróciła Kościołowi jego wolności; ruchy plebejskie życzą sobie powrotu dawnej surowości. Głoszący wierne podążanie śladem Ewangelii eremici przyciągają tłumy, ludowi kaznodzieje poddają krytyce autorytety kościelne. Właśnie w tym burzliwym okresie narodziły się zakony żebracze św. Franciszka z Asyżu i św. Dominika. Odżegnywały się one od wszelkiej własności, a zakonnicy mieli pracować lub żebrać, aby w ten sposób nawiązywać kontakt z ludźmi. Ze wszystkimi ludźmi [1]

Jak czytamy dalej we wspomnianej publikacji, w czasach średniowiecza powoli krystalizowała się postawa wobec ubogich, na kanwie myśli chrześcijańskiej – człowiek ubogi cierpiał głód, był też zdany na łaskę ‘większych’ od siebie – cierpiał fizycznie oraz duchowo. Takim uciśnionym był również Chrystus. Pierwotny kościół żył ideą wzajemnej pomocy, wyznaczając do rozdzielania darów specjalne osoby – diakonów.

Można powiedzieć, iż były to więc początki zorganizowanego wsparcia dla potrzebujących. Za pomoc materialną ubodzy odwdzięczali się modlitwą – co było istotnym elementem całego procesu chrześcijańskiej dobroczynności. W centrum zainteresowania leżało pojęcie zbawienia – wymazania win popełnionych za życia ziemskiego i wieczny, szczęśliwy odpoczynek duszy po śmierci.

Pomoc bliźniemu i jego modlitwa ofiarowana za dobroczyńcę miała w tym pomóc – działalność charytatywna wspomagała więc komfort psychiczny w czasach, gdy śmiertelność była wysoka z powodu chociażby dotykających społeczeństwa chorób.

Instytucjonalna pomoc potrzebującym rozpoczyna się w klasztorach, które nie zostały obojętne na problem ubóstwa. Najstarszy anonimowy zbiór reguł zakonnych Regula magistri (520-525) i wywodząca się z niego reguła benedyktyńska ustanawiają, że obowiązek udzielenia gościny obejmuje wszystkich jej potrzebujących. (…) Biegnie się do nich, prowadzi na modlitwę, obdarza pocałunkiem pokoju, czyta fragment z Pisma św. I wreszcie podaje posiłek. Opieka nad gośćmi należy do zwierzchnictwa i do ściśle wyznaczonych braci, w tym szafarza [2].

Widzimy więc dalszy rozwój konkretnej organizacji opieki nad potrzebującymi: poza ogólną zasadą zakładającą konieczność pomocy ubogiemu w konkretnej instytucji (w tym wypadku klasztornej), za pomoc tą odpowiedzialne są konkretne, wyznaczone osoby. Sławne w tych kwestiach stało się opactwo w Cluny, założone w roku 909 przez Wilhelma Akwitańskiego.

Cluny zgromadziły spory majątek, więc i rozdzielać było z czego – a majątek ten rozrastał się dzięki hojności ofiarodawców. Jak pisze Goglin, pobudki ku temu były różne, zawsze jednak opierały się na chrześcijańskiej idei dobrych uczynków prowadzących ku zbawieniu. Jak tłumaczył jeden z ofiarodawców, jego dary dla Cluny i jej podopiecznych miały wymazać dawny grzech: Za zniewolonego, któremu obciąłem nogę[3]

Wspólnota posiadała odrębne budynki dla osób objętych pomocą, a codziennie rozdawano chleb dla wdów, sierot, starców i chorych. Cluny prowadziły działalność opiekuńczą nawet w najtrudniejszych czasach, gdy majątek wspólnoty uszczuplany był przez wojny, a datki wpływały już znacznie mniej hojnie niż podczas początków działalności.

Zorganizowana pomoc instytucji katolickich w obliczu klęsk

Czasy średniowiecza, w których powstawały podwaliny pod dobrze zorganizowane, świadome swoich celów ośrodki opiekuńczo wychowawcze to czasy wielu problemów społecznych i klęsk. Wiara dawała nadzieję, wyznaczała stosunek wobec nieszczęść i ludzi nimi dotkniętych – jednakże wiara wiarą, a biologia biologią.

Jak pisze Goglin, trzeba było opanować odrazę przed ropiejącymi i cuchnącymi ranami chorych (w średniowieczu rozprzestrzeniał się trąd), a odraza ta mogłaby się wydawać bardzo naturalna. Psychika człowieka każe mu trzymać się z daleka od tego, co mogłoby mu zaszkodzić. Trzeba było więc silnej motywacji i szczerzej miłości do potrzebujących, aby podjąć się takiej opieki. Taką też postawę starała się wpoić wiara chrześcijańska.

Czy zawsze się to udawało?

Autor Nędzarzy w średniowiecznej Europie opisuje przypadki wyrzucania chorych czy kalekich, przypadki używania przemocy wobec nich czy też niekoniecznie sprawiedliwego rozporządzania kościelnym majątkiem przeznaczonym na potrzebujących. Tymczasem tłumy pielgrzymujące do miejsc świętych, słynących z uzdrowień przybierają na liczebności. Każdy chory szuka skrawka nadziei na wyzdrowienie.

Wreszcie, tłumy te przemieszczają się w celu zaspokojenia typowo ‘ziemskich’ potrzeb, na wieść o wydawaniu żywności czy odzieży. Za wzór postępowania wobec takich osób, zarówno dla osób kościelnych, jak i świeckich, podaje się postawy świętych – chociażby św. Walthene z Melrose, który nakazuje podział chlebów przeznaczonych dla zakonników tak, aby w obliczu głodu móc rozdać więcej dla ubogich, czy św. Ulryka, który oddaje własne odzienie potrzebującemu.

Tymczasem wokół kościoła narastają problemy społeczne (pomimo iż wówczas jeszcze ich tak nie nazywano). Częstym widokiem są chorzy pielgrzymi pozostawieni przez swoich bliskich u celu podróży. Nie każdy mógł czekać, aż chory wyzdrowieje, nie każdy chciał czekać na cud. Jeżeli dla chorego brakowało miejsca w hospicjach, wówczas pokładało się zaufanie we wzajemną pomoc chrześcijańską, poprzez między innymi zbieranie datków pod wrotami świątyń.

Często ludzie ułomni oraz inwalidzi musieli radzić sobie w inny sposób: (…) Stawiali z konieczności małe budki i znany jest przypadek pewnej sparaliżowanej kobiety, która w takiej budce ustawionej przy kościele w Chatillon-sur-Loire przebywała przez piętnaście lat [4].

Należało więc podjąć próby zaradzenia sytuacji.

Rozwój katolickich ośrodków opiekuńczo-wychowawczych

Zdarzało się, iż pierwsze tego typu ośrodki rozwijały się wobec pojedynczych osób, szczerze zaangażowanych w pomoc potrzebującym. Takim przykładem był Robert z Arbrissel, którego nazywano ‘Bretończykiem o duszy z żelaza’.

Jego działalność opiekuńcza opierała się na typowym modelu promowanym przez średniowieczne chrześcijaństwo: troska nie tylko o dobra doczesne, lecz i rozwój duszy. Tak więc, Robert z Arbrissel opowiadał prostym ludziom o Jezusie Chrystusie, a zarówno jego przemowy jak i sama osoba tak bardzo przyciągały do niego lud, iż wkrótce przyczynił się do powstania opactwa w Fontevrault.

Z biegiem czasu do opactwa dołączały osoby z arystokracji, powiększając jego majątek. Opactwo dysponowało specjalnymi izbami przeznaczonymi dla osób trędowatych czy pokutników. Co istotne, Robert z Arbrissel interesował się również losem kobiet trudniących się prostytucją. Ciekawym zagadnieniem są tak zwane zakony żebrzące – z nimi to związana jest postać św. Franciszka, będącego synem bogatego kupca – w młodości więc nie musiał się martwić o swój stan finansowy.

Fascynacja chrystusowym ubóstwem, a następnie poświęceniem życia na rzecz pomocy chorym i ubogim doprowadziła go do założenia Zakonu Braci Mniejszych. Rekrutował on osoby z różnych warstw społecznych. Przytoczyć można również postać św. Elżbiety z Turyngii – postaci szczególnej, gdyż ówczesny Kościół nie zgadzał się, by kobieta prowadziła żywot podobny do tego, na który zdecydował się św. Franciszek – Elżbieta więc zbudowała z własnych środków szpital w Marburgu.

Pisząc o rozwoju działalności opiekuńczo-wychowawczej nie można pominąć tragicznego wydarzenia, jakim była epidemia tak zwanej Czarnej Śmierci – Dżumy. Choroba ta dręczyła mieszkańców Europy średnio co 10-15 lat. Nawracała kolejno w: 1363, 1374, 1383, 1389, 1410 roku.

Ogromne, śmiertelne plony zbierane przez Czarną Śmierć wystawiały na próbę chrześcijańskie ideały. Bowiem w poszukiwaniu źródła pojawienia się Dżumy wymyślano często bardzo kuriozalne teorie – takie jak ta, iż choroba jest wynikiem niekorzystnego ustawienia planet bądź… zatruwania studni przez Żydów.

Ta ostatnia teoria doprowadziła do pogromów, w których życie straciło wiele osób pochodzenia Żydowskiego. Wielu księży, w strachu przed zarażeniem się chorobą zrezygnowało z posługi: Tylko niewielu bardziej odważnych zakonników udzielało sakramentów świętych (…).

Swoją pomoc w usuwaniu skutków choroby ofiarowały siostry zakonne: W Hotel-Dieu [paryski szpital – przyp. aut.] w „Paryżu był tak wielki pomór, że przez długi czas każdego dnia wynoszono na wozy ponad 500 zmarłych, aby ich pogrzebać na cmentarzu Saints – Innocents.[5]

Zorganizowana pomoc instytucji katolickich – na marginesie społeczeństwa

Europa wskutek choroby wyludniła się, pustki pojawiły się również w klasztorach. Aby uzupełnić tę pustkę starano się rozbudzić nowe powołania a także obiecywano, iż nowi członkowie klasztorów będą szczególnie zadbani.

Nastał okres zmiany nastawienia do żebraków i innych osób potrzebujących wsparcia i pomocy – zaczyna się coraz głośniej mówić o nich jako o ‘chorym elemencie na zdrowej tkance społeczeństwa’ oraz ‘środowisku niebezpiecznym’ – ma to miejsce szczególnie we Francji XIV i XV wieku i wiąże się ze wzrostem bandytyzmu.

Na marginesie społeczeństwa powstają grupy rządzące się własnymi prawami oraz nieźle zorganizowane – posiadające własne przywództwo bądź język. Bandy specjalizują się w oszustwach, kradzieżach, pobiciach. Bardzo okrutnie karano członków band za ich przestępstwa. Goglin wspomina między innymi o egzekucji trzech fałszerzy utopionych w kotle.

Kościół stara się na nowo rozpalić ideę pomocy potrzebującym. We Florencji poza kazaniami kościelnymi rozpowszechnia się broszurki głoszące obowiązek pomagania. Obywatele odpowiadają pozytywnie na apel – nie brakuje zapisów na cele dobroczynne, natomiast od roku 1348 jedynymi spadkobiercami świeckich osób są instytucje charytatywne.

Stowarzyszenia kupieckie i wspólnoty religijne w posiadanych środkach mają specjalną część przeznaczoną dla ubogich. W roku 1339 Florencja może pochwalić się 30-stoma szpitalami dla ubogich oraz wędrowców.

Tak więc, pomimo pojawiających się głosów przeciw, działalność opiekuńczo-wychowawcza napędzana chrześcijańskimi wartościami wciąż się rozwija. Pojawiają się jednak oszuści i symulanci, których stara się usunąć ze środowiska potrzebujących. Po wielu problemach, jakie dotknęły ludność Europy oraz pojawieniu się wspomnianych symulantów, pojawiła się również większa nieufność wobec potrzebujących, co miało wpływ na organizację pomocy dla nich.

Ciekawym zagadnieniem są tak zwane ‘przytułki dla ubogich wstydliwych. Ośrodki te powstawały w krajach Zachodu i były przeznaczone dla osób, które przed popadnięciem w ubóstwo cieszyły się nienaganną reputacją – nie chciały więc np. publicznie żebrać.

Podsumowując, idee katolickie posiadały duży wkład w rozwój organizacji opiekuńczo-wychowawczych. Biskupi, jako ‘opiekunowie ubogich’ mieli obowiązek gromadzenia środków z comiesięcznych ofiar od wiernych, a także dysponowania nimi (z pomocą diakonów) ku poprawieniu sytuacji wdów, sierot, ubogich, chorych, wędrowców czy też więźniów. Rozwijały się pierwsze szpitale oraz fundacje.

Zorganizowana pomoc instytucji katolickich na naszych ziemiach

Tak wyglądał zarys historycznego wkładu organizacji katolickich w rozwój instytucjonalnej i zorganizowanej pomocy potrzebującym w Europie, głównie w okresie średniowiecza. A jak wkład ten prezentował się w Polsce?

Tutaj możemy się przenieść w czasy nieco bliższe współczesnym. Ciekawe informacje znajdujemy w publikacji Jolanty Białej pt. Z historii ‘naszych’ domów dziecka w latach 1944-1984 i jak wskazuje tytuł, dotyczy ona rozwoju placówek opiekuńczo-wychowawczych przeznaczonych dla dzieci: Państwowe Domy Dziecka (PDD), rodziny zastępcze od końca II wojny rozwijały się wprawdzie dość intensywnie, lecz raczej nierównomiernie. W 1945r. w kraju istniało 15 PDD, 308 społecznych – w tym przeważająca liczba zakonnych. (…) Rozwijał się nurt charytatywny, często inspirowany przez kręgi zakonne. One właśnie w tym pierwszym okresie organizowały opiekę zakładową nad dziećmi pozbawionymi rodziców i ich opieki [6].

Autorka wspomina również historię PDD im. Henryka Jordana w Kielcach. Placówka ta została prawdopodobnie założona w XVII wieku przez biskupa Teofila Kulińskiego. Po pierwszej wojnie światowej nastąpił wzrost liczebności dzieci objętych opieką placówki: od 225 wychowanków, do aż 500. Budynek wymagał remontu, na który to Kuria Diecezjalna przeznaczyła środki, aby można było kontynuować działalność opiekuńczo-wychowawczą.

Działalność tę zakłócił wybuch II wojny światowej – jak pisze autorka, dzieci znajdujące się pod opieką placówki zostały wówczas rozproszone. Wraz z zakończeniem wojny przyszedł moment reaktywacji działalności. Działania wojenne doprowadziły do zdewastowania budynku, na remont którego Kuria ponownie przeznaczyła finanse.

Dom wznowił działalność, a funkcje wychowawczyń pełniły siostry zakonne – aż do roku 1962. Po czasie tym, wskutek postulatów Ustawy o Rozwoju Systemu Oświaty i Wychowania (z 15 lipca 1961r.) kieleckie domy dziecka zostały upaństwowione. Jest to przykład jednej z placówek opiekuńczo-wychowawczych, która swoją działalność rozpoczęła właśnie od organizacji zakonnej.

O wpływie struktur związanych z katolicyzmem na rozwój opieki wspomina również Mikołaj Brenk w publikacji Od społecznika do profesjonalisty – ewolucja zawodu pracownika socjalnego w Polsce. Pisze on, iż źródeł pracy socjalnej na terenach naszego kraju szukać należy w początkach XX wieku, kiedy to dotychczasowe inicjatywy społeczników stanowiły bodziec ku uruchomieniu kursów na rzecz podniesienia kompetencji osób zajmujących się działalnością na rzecz społeczeństwa.

Poprzez kursy chciano przekazać usystematyzowaną wiedzę z zakresu pomocy i opieki nad potrzebującymi. „Kształcenie zawodowe służb społecznych na ziemiach polskich zostało zapoczątkowane jeszcze w okresie zaborów – w sierpniu 1907 r. warszawskie stowarzyszenia katolickie zorganizowały Kursa społeczne”, w których 716 uczestników poznawało podstawy teoretyczne pracy społecznej [7].

Wspomniane struktury na przestrzeni lat inicjowały i rozwijały działania związane z działalnością opiekuńczo-wychowawczą na różnych jej płaszczyznach. Niektóre z tych działań w formie konkretnej instytucji zostały przejęte przez państwo, niektóre funkcjonują do dziś jako instytucje znajdujące się pod pieczą zakonną.

Bliżej współczesności

Współcześnie katolickie ośrodki opiekuńczo-wychowawcze prowadzone są głównie przez zakony. W Polsce są to domy dziecka, czy też ogniska wychowawcze. Jak dzisiejsza działalność tego typu placówek wygląda w świetle dokumentów z kontroli przeprowadzonych przez Wydziały Polityki Społecznej?

Jako przykład posłużyć może protokół z kontroli przeprowadzonej przez WPS z Małopolskiego Urzędu Wojewódzkiego w Rodzinnym Domu Dziecka ‘Pokój i Dobro’. Kontrola została przeprowadzona 18 października 2010 roku.

Jak czytamy raporcie z kontroli, dyrektor placówki spełniała wymagania kwalifikacyjne do pełnienia tej funkcji określone w 37 ust. 2 pkt 1 rozporządzenia Ministra Pracy i Polityki Społecznej z dnia 19 października 2009r. w sprawie placówek opiekuńczo-wychowawczych (Dz. U. Nr. 201, poz. 1455): Ukończyła studia wyższe magisterskie oraz podyplomowe w zakresie pedagogiki resocjalizacyjnej (posiada więc wykształcenie wyższe).

Odbyła również szkolenie przeznaczone dla organizatorów zastępczego środowiska rodzinnego, które jednak wciąż trwało w momencie kontroli. Jak wykazała kontrola, jedna z sióstr zatrudniona na stanowisku wychowawcy, pomimo posiadania wykształcenia wyższego, nie ukończyła kierunku związanego z opieką oraz wychowaniem. Regulamin funkcjonowania placówki nie wzbudził żadnych zastrzeżeń. Rodzinny Dom Dziecka współpracuje ze stowarzyszeniem ‘Pro Familia’ z Krakowa (stowarzyszenie rodzin adopcyjnych oraz zastępczych).

Działania opiekuńczo-wychowawcze:

  • W przypadkach samowolnego opuszczenia placówki przez wychowanka, dyrekcja powiadamia odpowiednie służby.
  • Dzieci posiadają akta osobowe, zawierające mn. decyzje sądu czy też dokumentacje medyczną. Ponadto placówka opracowuje dla nich Indywidualne Plany Pracy oraz prowadzi książkę ewidencji (datę przyjęcia dziecka do placówki, podstawę do jej opuszczenia itp.).
  • Opieka oraz wychowanie: Według informacji od Siostry Dyrektor, wyżywienie dzieci dostosowane jest do ich potrzeb rozwojowych. Zapewnia się im odzież, obuwie i inne rzeczy potrzebne do codziennego funkcjonowania, dopasowując je do wieku i potrzeb indywidualnych dzieci. Wychowanków wdraża się do podstawowych czynności, jakie wykonuje się w każdym domu – sprzątanie pokoi, samodzielny zakup ubrań. Starsi wychowankowie pracują, piorą, samodzielnie załatwiają sprawy szkolne. Chłopców uczy się drobnych napraw. Dzieci starsze pomagają w opiece nad młodszymi. „Dzieci otrzymują comiesięczną kwotę do własnego dysponowania, zgodnie z § 27 ust. 1 pkt 6 rozporządzenia w sprawie placówek opiekuńczo-wychowawczych. Kwota jest zróżnicowana w zależności od wieku dzieci i wynosi od 20 do 50 zł. Odbiór kieszonkowego starsi wychowankowie potwierdzają własnoręcznym podpisem. W Placówce nie został opracowany regulamin kieszonkowego” [8]. Ponadto wspomina się organizację wspólnych wyjazdów przez placówkę, a także współpracę z rodziną biologiczną dzieci, jeżeli istnieje taka potrzeba oraz możliwości. Wychowankowie mają dostęp do opieki medycznej w Samodzielnym Publicznym Gminnym Ośrodku Zdrowia w Szaflarach, a także do edukacji – dzieci realizują obowiązek szkolny. Stan sanitarny placówki został dobrze oceniony.

Jak widzimy, katolickie placówki opiekuńczo-wychowawcze podlegają przepisom prawa oraz kontroli w takim samym stopniu, jak placówki znajdujące się poza pieczą struktur kościelnych.

Od placówek opiekuńczych do szkół

Rozwój szkolnictwa katolickiego wiązał się z ogółem działań opiekuńczo-wychowawczych podejmowanych przez zgromadzenia zakonne. Chęć bycia blisko społeczeństwa, odpowiadania na jego potrzeby, posiadania wpływu na nie – jak pisze Rafał Czupryk w publikacji Szkolnictwo katolickie, misją takich szkół było zwrócenie się ku moralności, kształtowanie postaw. Szkoła katolicka miała rozwijać ducha młodzieży, wspierać rozwój ich osobowości, z uwzględnieniem sfery duchowej – wiara miała w swoisty sposób oświetlać życie człowieka.

W wychowaniu w szkole katolickiej głównym punktem powinna być osoba, nie zaś szablon, powinno się łączyć harmonijnie przyrodzoność z nadprzyrodzonością – używać systemu wartości obiektywnych oraz tych absolutnych. Ponadto nie powinno się oddzielać procesu wychowawczego od nauczania, unikać skrajności, gdzie przez skrajność rozumie się zarówno nadmierny rygoryzm, jak i nadmierną pobłażliwość.

Wychowawca powinien stanowić autorytet, dla którego prawa moralne są takie same, jak dla wychowanka. Szkoła katolicka najpierw powinna być szkołą, dopiero późnej szkołą katolicką – stanowi instytucję o podmiotowości kościelnej, działającej jednak w systemie edukacji państwowej. Podmiotowość kościelna określa istotę i posłannictwo placówki, natomiast państwowy system edukacji określa typowe dla szkoły funkcje oraz cele.

O zasadach rozpoczynania działalności i prowadzenia placówek szkolnych o charakterze katolickim mówi Kodeks Prawa Kanonicznego. W świetle prawa mówi się o szkole katolickiej wówczas, gdy kieruje nią kompetentna władza związana z kościołem (taka jak parafia czy też zgromadzenie zakonne), lub przez prywatne stowarzyszenia wiernych kościoła.

Do szkoły takiej mogą uczęszczać wszystkie dzieci, wyznanie katolickie i światopogląd związany z katolicką wiarą nie jest elementem niezbędnym do przyjęcia ucznia – jednak zarówno wychowanek, jak i jego rodzic powinni znać charakter placówki i go akceptować. Szkoła powinna oferować równie wysoki poziom nauki, jak pozostałe szkoły. Jedną z różnic pomiędzy szkołą katolicką a placówką niekatolicką jest istotność lekcji religii, na których przekazuje się wartości rodzinne, chrześcijańskie oraz obywatelskie.

Szkoły katolickie przez cały okres swojej obecności na terenie Polski przeżywały zarówno bujny rozkwit, będący odpowiedzią na bieżące potrzeby społeczeństwa i kwestii jego edukacji, przez okresy działalności w podziemiu, okresy systematycznego likwidowania katolickich kościelnych placówek tego typu, do ponownego rozkwitu, otwierania i umacniania pozycji szkół pod pieczą organizacji zakonnych czy też diecezjalnych.

Okresem sukcesywnego niszczenia sieci katolickich szkół był okres rządów komunistycznych, kiedy to państwo socjalistyczne przejęło monopol na edukację i wychowanie – w którym ten drugi aspekt musiał posiadać charakter świecki, promować pogląd na świat zgodny z założeniami marksizmu. Powrót katolickich szkół do prężnej działalności możliwy był po przemianach społecznych oraz politycznych po roku 1989.

Wówczas to, poza państwem, szkoły mogły prowadzić osoby prawne i fizyczne. Szkoła posiada funkcję dydaktyczną (kształcącą), a także wychowawczą oraz opiekuńczą. Przekazuje wiedzę z szerokiego wachlarza dziedzin, kształtuje także ich wartości, postawy. Jak zmieniło się miejsce i wpływ kościoła i szkół katolickich w nauce i wychowaniu kolejnych pokoleń?

Można zauważyć, że dawniej w Polsce oddziaływanie rodziny, szkoły i Kościoła (parafii, klasztorów i innych instytucji katolickich) było w zasadniczych elementach ze sobą zintegrowane. Wymienione instytucje właściwie wspólnie dążyły do osiągnięcia określonych celów wychowawczych. Współcześnie więzy między tymi środowiskami nie tylko zostały rozluźnione, ale w polskiej powojennej rzeczywistości dążenia i cele tych instytucji bardzo często podążały obok siebie lub wprost rozchodziły się (…) [9].

Ta pierwsza głosi konieczność dostosowywania się do wymagań czasów, przyjęcie etyki zmiennej, zależnej od sytuacji, w celu ułatwienia życia człowieka. Posiada charakter naturalny, myśl laicka nie odwołuje się do kwestii nadprzyrodzonych.

Natomiast myśl chrześcijańska wciąż ma je na uwadze, opiera się na Dekalogu, pragnie stawiać przed istotą ludzką wymagania, jej normy moralne związane są z nadprzyrodzony autorytetem. Dawniej w domach polskich, w których większość rodzin przynależała do kościoła katolickiego, wartością związane z wiarą traktowano „jako układ odniesienia i legitymizacji dla procesów wychowawczych realizowanych w szkole”[10]

Przemiany polityczne i społeczne doprowadziły do zmian w światopoglądach, wyznawanej wierze bądź jej braku.

Pierwszym środowiskiem wychowawczym dziecka jest najbliższa rodzina – obecnie, jak pisze Roman Jusiak w analizie roli szkoły katolickiej jako instytucji pomocowej rodziny, obserwować można swego rodzaju chaos aksjologiczny. Wartości przekazywane w rodzinie mogą się skrajnie różnic od tych promowanych w szkole przez nauczycieli.

Młody człowiek ściera się z różnorodnymi grupami. Sama praca wychowawcza z młodzieżą staje się coraz trudniejsza, relacje w grupie naznaczone agresją. Jak pisze Jusiak, w najbardziej skrajnych opiniach dotyczących odnowy roli szkoły żąda się odejścia od jej wychowawczego charakteru, a skupienia jedynie na przekazywaniu wiedzy, wydajności, umiejętności.

Rola nauczyciela w takim przypadku została by sprowadzona z wychowawcy, przewodnika i wzoru do instruktora, kogoś, kto obsługuje techniczny proces nauczania. W kwestiach wychowania na linii rodzina-szkoła obserwować można skrajności. Od rodzin zarzucających szkole narzucenie zbyt liberalnej koncepcji wartościowania, do rodzin całkowicie przerzucających odpowiedzialność wychowania na instytucję szkolną, niechętną i niezdolną do współpracy w tej kwestii.

Niewątpliwie współpraca na linii rodzina (pierwsze środowisko wychowawcze) – szkoła (środowisko, w którym dziecko spędza znaczną część czasu, formuje się, styka z odmiennymi światopoglądami) jest niezwykle istotna.

Rodzice powinni widzieć szkołę w procesie wychowania jako silnego sojusznika, nie zaś wroga. Taka otwartość powinna działać w obie strony. W sytuacji w której wśród społeczeństwa wzrasta niezadowolenie szkołami publicznymi, wzrasta zainteresowanie placówkami prywatnymi. Około 70 procent szkół katolickich ma charakter właśnie niepubliczny.

Szkoły tego typu leżą w okręgu zainteresowania rodziców poszukujących alternatywy dla edukacji publicznej, w nadziei możliwości formowania przez szkołę człowieka odpowiedzialnego, dojrzałego, o silnych wartościach moralnych.

Początki szkół katolickich

Początki szkół katolickich na terenach polskich przypadają na XIII wiek. Do pierwszych pojedynczych, przyklasztornych placówek przyjmowani byli głownie wychowankowie płci męskiej, których rodzice mogli zapłacić za naukę. Uczono pisania, czytania oraz liczenia, nie zapominano o umiejętnościach praktycznych takich jak uprawa roli.

Bardziej zaawansowany poziom kształcenia oferowały szkoły przykatedralne, gdzie wychowankowie uczyli się między innymi arytmetyki, gramatyki, geometrii, retoryki, muzyki. W wartościach wpajanych uczniom skłaniano się ku religijności, zasadach etycznych oraz patriotyzmowi.

Placówki prowadzone przez jezuitów oraz pijarów kładli szczególny nacisk na zasady dobrego wychowania oraz naukę poprawnej polszczyzny. W okresie Oświecenia państwo po raz pierwszy podjęło próbę wywłaszczenia instytucji religijnych. Okres zaborów ograniczał znacznie aktywność kościoła na gruncie edukacyjnym.

Ponownie rozwijano tę aktywność po odzyskaniu niepodległości. II wojna światowa natomiast to czas zejścia do podziemia struktur katolickich zajmujących się nauczaniem i wychowaniem. Ponowną próbę wyłączenia kościoła z tego typu działalności podjęły powojenne władze komunistyczne. Po przemianach i ponownym rozkwicie, w roku 2010 Polska posiadała prawie 500 placówek szkolnych prowadzonych przez struktury kościelne. Znajdują się wśród nich katolickie szkoły podstawowe, gimnazja, technika czy też licea.

Zgromadzenia związane z religią katolicką od początku swojej działalności były ściśle związane z działaniem wśród ludzi, budowaniem i wpływaniem na struktury społeczne, wśród których funkcjonowały. Miały swój wkład w budowanie szpitali, powstawanie organizacji charytatywnych oraz szkół, z których wiele prowadzi swoją działalność do dziś.


[1] J. L. Goglin, Nędzarze w średniowiecznej Europie, Bellona, Warszawa 1998, s. 18.

[2] Tamże, s. 52.

[3] Tamże, s. 54

[4] Tamże, s. 59.

[5] Tamże, s. 84.

[6] J. Biała, Z historii ‘naszych’ domów dziecka w latach 1944-1984, Studia Pedagogiczne. Problemy Społeczne, Edukacyjne i Artystyczne 11, 13-81, 1996, s. 74

[7] M. Brenk, Od społecznika do profesjonalisty – ewolucja zawodu pracownika socjalnego w Polsce, „Kultura- Społeczeństwo – Edukacja” 2012, Nr 2, s. 136.

[8] Protokół z kontroli kompleksowej przeprowadzonej w RDD ‘Pokój i Dobro’ przez pracowników Wydziału Polityki Społecznej Małopolskiego Urzędu Wojewódzkiego w Krakowie z dnia 18 października 2010, str. 4-5.

[9] R. Jusiak, Szkoły katolickie w Polsce jako instytucje pomocowe rodziny, Pedagogika Rodziny. Nr.1(2)/2-11, s. 15-34.

[10] Tamże, s. 19.

Bibliografia:

  • J. L. Goglin, Nędzarze w średniowiecznej Europie, Bellona, Warszawa 1998.
  • J. Biała, Z historii ‘naszych’ domów dziecka w latach 1944-1984, Studia Pedagogiczne. Problemy Społeczne, Edukacyjne i Artystyczne 11, 13-81, 1996.
  • M. Brenk, Od społecznika do profesjonalisty – ewolucja zawodu pracownika socjalnego w Polsce, „Kultura- Społeczeństwo – Edukacja” 2012, Nr 2.
  • Protokół z kontroli kompleksowej przeprowadzonej w RDD ‘Pokój i Dobro’ przez pracowników Wydziału Polityki Społecznej Małopolskiego Urzędu Wojewódzkiego w Krakowie z dnia 18 października 2010.
  • R. Jusiak, Szkoły katolickie w Polsce jako instytucje pomocowe rodziny, Pedagogika Rodziny. Nr.1(2)/2-11.

Maria Rawiak

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

*