Stany Zjednoczone nie weszły do I wojny światowej z dnia na dzień ani pod wpływem jednego wydarzenia. Proces ten był długi, pełen złudzeń, półśrodków i dyplomatycznych prób, które coraz wyraźniej rozmijały się z realiami wojny totalnej. Dlaczego USA weszły do wojny dopiero wtedy, gdy neutralność przestała być możliwa?
Amerykańska neutralność była projektem ambitnym, ale kruchym. Opierała się na przekonaniu, że globalny konflikt można utrzymać na dystans, nawet gdy staje się on wojną na wyniszczenie całych społeczeństw. Im dłużej trwała wojna w Europie, tym bardziej Stany Zjednoczone stawały się jej częścią – choć wciąż bez formalnego udziału.
Neutralność, która miała wystarczyć wszystkim
Prezydent Stanów Zjednoczonych, Woodrow Wilson, od początku wojny naciskał na strony konfliktu, by zawarły pokój. Amerykańska opinia publiczna ze względów ideologicznych raczej wspierała aliantów, co wzmacniały powiązania między dominującą na wschodnim wybrzeżu grupą białych anglosaskich protestantów a brytyjskimi kołami decyzyjnymi. Były prezydent Theodore Roosevelt opowiadał się za natychmiastową interwencją po stronie demokracji i cieszył się dużym poparciem.
Tekst jest fragmentem książki I wojna światowa, która czeka na Ciebie tutaj:
Sympatia dla państw centralnych była niewielka, a nie wzmacniał jej wspierany przez aliancką propagandę wizerunek Niemiec jako militarystycznego potwora, na który za służyły sobie w Belgii, a potem dołożyły jeszcze użycie gazów bojowych i bezwzględną wojnę na morzu. Brytyjczycy jednak też nie byli szczególnie lubiani.
Oczywiście nie mogli liczyć na sympatię Irlandczyków w miastach położonych na wschodzie czy niemieckich społeczności mieszkających dalej na zachodzie, ale też wielu Amerykanów uważało Wielką Brytanię nie za naturalnego sojusznika, lecz tradycyjnego wroga, przeciw ko któremu Stany Zjednoczone toczyły już dwie duże wojny, a możliwe, że jakieś jeszcze będą, jeśli Stany chciałyby umocnić się w roli światowej potęgi.
Pokój możliwy tylko dla jednej strony
W każdym razie większość Amerykanów wolała trzymać się od wojny z daleka, bo ta ich nie dotyczyła. A jednak jej przebieg sprawił, że dotyczyła ich coraz bardziej, bowiem powiększała się skala zaopatrywania aliantów. Nie wynikało to z sympatii ideologicznej, lecz raczej z braku możliwości dotarcia do Niemiec. Gdyby handel został teraz zakłócony, wojna zdecydowanie stałaby się sprawą Stanów Zjednoczonych – czy tego chciały, czy nie.
Aż do końca 1916 roku główną troską prezydenta Woodrowa Wilsona było trzymanie kraju z dala od wojny. Im jednak dłużej trwała, tym było to trudniejsze. Problemu nie stanowiło przekonanie do pokoju aliantów, całkowicie już zależnych od dostaw – dałoby się to zrobić w każdej chwili, zakręcając kurek z zaopatrzeniem, do czego Wilson był zdolny w razie konieczności.
Problemem pozostawało to, jak przekonać zwycięskich Niemców, którzy takich dostaw nie otrzymywali. Na przestrzeni lat 1915 i 1916 osobisty emisariusz Wilsona, pułkownik Edward House, anglofil, badał możliwości porozumienia, ale wojska niemieckie wciąż były zbyt skuteczne, a alianci zbyt zadufani w sobie, by którakolwiek strona traktowała go poważnie.
Pod koniec 1916 roku sytuacja uległa zmianie. W listopadzie Wilson został wybrany na drugą kadencję. Chociaż zarówno on, jak i jego rząd oficjalnie chcieli trzymać kraj z dala od wojny, zyskał mocniejszą pozycję wobec izolacjonistów. W Europie naciski na zawarcie pokoju były zbyt silne, by rządy mogły je dalej ignorować.
Warunki, których nikt nie mógł przyjąć
Nawet Ludendorff musiał wziąć pod uwagę trudności austriackiego sojusznika i nastroje w Reichstagu na rzecz pokoju na gruncie „braku zysków terytorialnych i odszkodowań”. Krótko po reelekcji Wilson zaprosił wojujące strony, by wyłuszczyły swoje warunki. Alianci zrobili to chętnie, bo wiedzieli, że zaskarbi im to życzliwość Amerykanów. Po pierwsze i naj ważniejsze, zażądali przywrócenia niepodległych Belgii i Serbii wraz z rekompensatą za zniszczenia dokonane przez okupantów.
Ponadto żądali „przywrócenia prowincji i terytoriów odebranych aliantom przy użyciu siły”, czyli oczywiście Alzacji i Lotaryngii, ale może też innych ziem. Włosi, Słowianie, Rumuni, Czesi i Słowacy mieli zostać wyzwoleni spod obcego panowania (zignorowano fakt, że w traktacie londyńskim Włochom obieca no znaczne terytoria zamieszkane przez Słowian). Polska miała odzyskać niepodległość. Pod silnym naciskiem aliantów car zgodził się na takie ustępstwo w odniesieniu do ziem polskich należących do Rosji. Wreszcie, Imperium Osmańskie miało zostać podzielone, ale nie sprecyzowano, według jakich granic.
Warunki postawione przez niemieckie Najwyższe Dowództwo były jednak tak skrajne, że Bethmann Hollweg nie odważył się ich upublicznić w obawie przed tym, jaki mogą odnieść skutek – nie w Ameryce, ale w Reichstagu. Po cichu przekazał Wilsonowi złagodzoną wersję, wyjaśniając, że zrobił co w jego mocy, ale były to minimalne warunki, na jakie zgadzali się jego koledzy. Belgia nie miała więc być anektowana, ale jej niepodległość za leżałaby od politycznych, gospodarczych i wojskowych gwarancji, co czyniłoby z niej w zasadzie protektorat Niemiec.
Alzacja i Lotaryngia pozostałaby w niemieckich rękach, ponadto Francja musiałaby oddać także sąsiednie rudonośne tereny wokół Briey. Na wschodzie Niemcy utworzyliby protektoraty nad Polską i prowincjami bałtyckimi, które prawdopodobnie zostałyby pod dane germanizacji. Żądano przywrócenia austriackiej dominacji na Bałkanach i kolonii utraconych w Afryce.
Takich warunków mogli spodziewać się alianci, gdyby Niemcy wygrali wojnę. Podobne byłyby warunki zwycięskich aliantów dla pokonanych Niemiec. Żadna strona nie została jednak pokonana. Pomimo zmęczenia wojną, rządy były bardziej gotowe walczyć dalej niż przyjąć takie warunki pokoju.
Nota pokojowa jako alibi dla wojny
Aby spacyfikować Reichstag, rząd niemiecki 12 grudnia wy stosował „notę pokojową”. Chociaż deklarował w niej ogólną gotowość do zawarcia pokoju, nie podawał żadnych konkretnych celów wojny, a jej agresywny ton sprawił, że alianci od razu ją od rzucili.
To natomiast dało Najwyższemu Dowództwu potrzebną wymówkę. Decyzja została podjęta 9 stycznia, a 31 stycznia niemiecki ambasador w Waszyngtonie poinformował rząd Stanów Zjednoczonych o rozpoczęciu w dniu kolejnym nieograniczonej wojny na morzu, z zastosowaniem łodzi podwodnych przeciwko wszelkim jednostkom płynącym na Wyspy Brytyjskie.
Wilson natychmiast zerwał relacje z Niemcami, ale nie wy powiedział im wojny. „Zbrojna neutralność”, w której Stany Zjednoczone uzbrajały własne transporty i ich broniły, wciąż wydawała się możliwa. A jednak rząd niemiecki przyjął, że woj na jest nieunikniona.
Telegram, który zamknął drzwi
Na tej podstawie niemiecki minister spraw zagranicznych, Arthur Zimmermann, 16 stycznia zwrócił się do rządu meksykańskiego, od dawna wrogo nastawionego do Stanów, z propozycją sojuszu, na podstawie którego mieli „wojować razem, zawierać pokój razem, wspierać hojnie finansowo i uznać, że Meksyk powinien odbić ziemie w Teksasie, Nowym Meksyku i Arizonie”.
Brytyjczycy przechwycili i rozszyfrowali rzeczony dokument w chwili jego wysłania, ale nie ujawnili go Wilsonowi aż do 24 lutego. Wątpliwości co do jego autentyczności i podejrzenie brytyjskiej manipulacji szybko zostały rozwiane przez samego Zimmermanna, który szczerze przyznał się do jego autorstwa.
Koniec „pokoju bez zwycięstwa”
Reakcja społeczeństwa amerykańskiego, zwłaszcza na izolacjonistycznym dotąd zachodzie, była jak lawina. Kilka za topień później Wilson był już przekonany, że nie ma wyjścia i musi poprosić Kongres o poparcie wypowiedzenia wojny. Stało się to 5 kwietnia 1917 roku. Nie było już mowy o „pokoju bez zwycięstwa”, co sugerował wcześniej prezydent.
Wojna ta, we dług jego słów, toczyła się „o demokrację, o prawo jednostek do głosu w swoich rządach, o prawo i wolność małych narodów, o powszechne panowanie prawa, uznane przez »koncert« wolnych nacji, który przyniesie pokój i bezpieczeństwo wszystkim narodom i uczyni świat wolnym”. Szczytne to były intencje, ale różniły się znacznie od tych, które przyświecały Europejczykom w czasie wybuchu wojny trzy lata wcześniej.
Fot. Prezydent Woodrow Wilson prosi Kongres o wypowiedzenie wojny Niemcom, 2 kwietnia 1917
Tekst jest fragmentem książki I wojna światowa. Krótkie Wprowadzenie 49 i powstał we współpracy z Wydawnictwem Uniwersytetu Łodzkiego. Opracowanie, wstęp i śródtytuły: Agnieszka Cybulska.
