Wino na średniowiecznym Śląsku było czymś znacznie więcej niż napojem. Było narzędziem prestiżu, walutą relacji i elementem miejskiej gry o władzę. Rozmowa z prof. Dagmarą Adamską, laureatką nagrody „Klio” 2025, odsłania zapomniany krajobraz winnych wzgórz, archiwalnych śladów i praktyk, które kształtowały codzienność miast i ich elit.
Historia wina ma to do siebie, że łatwo wpada w dwie pułapki: anegdotę albo folklor. Tymczasem średniowieczne winiarstwo było precyzyjnie wpięte w gospodarkę, prawo i przestrzeń miasta. Ta rozmowa nie jest więc o „klimacie sprzyjającym winorośli” ani o romantycznych wizjach dawnych winnic. Jest o żmudnej kwerendzie, rozproszonych źródłach, miejskich rachunkach, mapach i drobnych detalach, które nagle składają się w spójny obraz świata sprzed wieków. To także opowieść o tym, jak badania naukowe mogą realnie pracować dziś – w kulturze, turystyce i narracji miejsca.
Magdalena Opęchowska: Średniowieczna uprawa winorośli i produkcji wina na terenie Śląska jest stosunkowo mało przebadana. Na pewno zgromadzenie materiału źródłowego było nie lada wyzwaniem, zwłaszcza że jest Pani aktywnym nauczycielem akademickim na Uniwersytecie Wrocławskim. Czy w związku z tym trudne jest pozyskanie informacji na ten temat, skoro źródła są rozproszone po różnych zespołach archiwalnych?
Prof. Dagmara Adamska: To prawda, źródła są bardzo rozproszone, ale nie powiedziałabym, że było to wyzwanie w sensie zniechęcającym. Raczej proces długofalowy. Kwerendę prowadziłam przez wiele lat, korzystając z doświadczenia i coraz lepszej orientacji w zasobach archiwalnych – wiedzy o tym, gdzie i czegomożna się spodziewać w poszczególnych zespołach. Początkowo te poszukiwania były niejako „przy okazji” innych projektów, zwłaszcza pracy nad „Słownikiem wsi śląskich” czy śląską serią „Atlasu Historycznego Miast Polskich”. Informacje o winorośli i winie po prostu się pojawiały – i zostawały w folderze. Momentem przełomowym była decyzja o napisaniu książki. Wtedy kwerenda stała się już w pełni ukierunkowana, bardzo świadoma. Ja to zresztą naprawdę lubię – jako historyk mam w sobie duszę zbieracza, kolekcjonera. Mam zresztą od lat gromadzone kolekcje pewnych przedmiotów z zakresu sztuki użytkowej PRL, więc ten sposób myślenia – gromadzenie drobnych elementów i radość z każdego – jest mi bardzo bliski. Samo pisanie było już właściwie finałem tej wieloletniej pracy, i muszę przyznać, że była to pierwsza książka, której pisanie sprawiło mi tylko frajdę, bez chwil zniechęcenia. Do tego stopnia, że kiedy ją skończyłam, było mi po prostu trochę przykro.
Jest Pani mediewistką, specjalizuje się w badaniach nad średniowiecznym osadnictwem, szczególnie historycznego Śląska. Ile zatem trwały przygotowania do tej konkretnej publikacji?
Jeśli liczyć je uczciwie, to przygotowania trwały właściwie dekadę. Oczywiście, po drodze były inne projekty badawcze i książka habilitacyjna, więc nie był to proces linearny, ani wyłącznie podporządkowany temu jednemu tematowi. Ale decyzja o monografii dojrzewała stopniowo. Już dwa moje drobne teksty poświęcone średniowiecznej winorośli z lat 2017 i 2021[1] można dziś czytać jako zapowiedź tej książki – wtedy też pojawiły się pierwsze kontakty z winiarzami. Natomiast w pełni świadomie, z jasno postawionym celem, zaczęłam porządkować materiał, dokańczać kwerendę i pisać książkę w 2023 roku. Samo pisanie zajęło nieco ponad rok. Trzeba jednak dodać, że wiele fragmentów, całych zdań, a nawet sposobów opowiadania tej historii nosiłam w sobie znacznie dłużej. W tym sensie był to tekst długo „przeżywany”, zanim został zapisany.
Dzisiejsze lokalizacje winnic często pokrywają się z historycznymi miejscami uprawy winorośli. Ciekawi mnie czy prowadziła Pani kiedyś jakieś rozmowy na te tematy z obecnymi właścicielami plantacji?
Tak, zdecydowanie. Kontakty z współczesnymi winiarzami są dla mnie bardzo ważne i naprawdę je cenię. Z częścią z nich łączą mnie świetne relacje – mogę zawsze liczyć na ich pomoc, praktyczne podpowiedzi czy konfrontację źródłowych ustaleń z ich doświadczeniem. To bardzo inspirujące spotkanie dwóch perspektyw: archiwalnej i żywej, współczesnej. Ten dialog działa zresztą w obie strony. Ja również chętnie wspieram winiarzy wynikami swoich badań, pokazując historyczną głębię miejsc, w których dziś funkcjonują winnice. Bardzo bym chciała, aby w przyszłości tego typu badania były szerzej wykorzystywane instytucjonalnie – na przykład w promocji enoturystyki – i realnie wzmacniały potencjał kulturowy i turystyczny ziem historycznego Śląska. A prywatnie mam nawet małe marzenie: wyobrażam sobie, że kiedyś wino – najlepiej riesling – uprawiane w okolicach Świdnicy nosiłoby nazwę Bernwald. Na cześć Jana Bernwalda, piętnastowiecznego burmistrza Świdnicy, który próbował uruchamiać winnice pod miastem. Widzę nawet oczami wyobraźni etykietę.
Do przygotowania publikacji wykorzystała Pani różne typy źródeł. Które z nich będą głównym trzonem badań?
Przede wszystkim jestem historykiem, więc punktem wyjścia zawsze pozostaje dla mnie źródło pisane. To ono wyznacza podstawowy trzon badań i porządkuje narrację. Jednocześnie badania nad dawną gospodarką czy osadnictwem nie mogą funkcjonować w oderwaniu od wyników innych dyscyplin.
Od lat bardzo świadomie integruję ustalenia archeologów, językoznawców czy geografów historycznych. Pozwalają one uzupełnić przekaz źródłowy, czasem go skorygować, a przede wszystkim osadzić w realnym krajobrazie i przestrzeni. Istotne znaczenie ma dla mnie także fakt, że z wykształcenia jestem również historykiem sztuki. Dzięki temu potrafię spojrzeć na dawny Śląsk – jego strukturę krajobrazową, układ przestrzenny i materialne ślady przeszłości – z użyciem szerszego, interdyscyplinarnego warsztatu.
Co najbardziej zaskoczyło Panią w trackie zbierania materiałów do tego tematu? Czy było coś takiego, co zmieniło Pani spojrzenie na produkcję wina na Śląsku?
Zaskoczyło mnie wiele rzeczy, ale chyba najbardziej skala i znaczenie, jakie wino miało w życiu miejskim, a zwłaszcza w funkcjonowaniu samorządu. Nie było ono wyłącznie oznaką prestiżu czy elementem codziennej konsumpcji. Wino pełniło funkcje honorowe i reprezentacyjne, było ważnym narzędziem komunikacji politycznej i elementem swoistego „performance” rajców miejskich. Towarzyszyło oficjalnym spotkaniom, negocjacjom, przyjęciom, a także służyło ostentacyjnemu podkreślaniu statusu.
Szczególnie wyraźnie widać to w praktyce obdarowywania. Dobre wino było jednym z najlepszych prezentów – podtrzymującym relacje polityczne, budującym sieci kontaktów, a czasem wręcz zastępującym inne formy gratyfikacji. Kultura dawania i przyjmowania darów w średniowiecznych miastach na prawie niemieckim jest zresztą zjawiskiem fascynującym sama w sobie. Bardzo inspirujące są tu badania Sebastiana von Birgelena nad praktykami obdarowywania w późnośredniowiecznej Turyngii, i co ciekawe, dokładnie te same mechanizmy można zaobserwować na średniowiecznym Śląsku.
Oprawa graficzna książki idealnie pasuje do tematyki, oprócz tego ma artystyczne elementy. Jest Pani także historykiem sztuki. Czy wybór ikonografii i okładki był podyktowany wiedzą w zakresie sztuki?
Mam nadzieję, że moja wiedza z zakresu historii sztuki nie przeszkadzała. Za stworzeniem tej naprawdę uroczej oprawy graficznej stoją przede wszystkim panie z Wydawnictwa Uniwersytetu Wrocławskiego – Aleksandra Hajduk-Wojas i Małgorzata Szałyga. Ja dostarczyłam im materiały, ikonografię i kilka luźnych myśli, a cała reszta była już ich wrażliwością i profesjonalizmem.
Kiedy przyszłam do Wydawnictwa z maszynopisem, poprosiłam tylko o jedno: żeby to była książka „do czytania w pociągu”. Sama bardzo lubię podróże koleją i lekturę w drodze, więc zależało mi, aby książka była miękka, delikatna, wręcz aksamitna w dotyku – taka, którą chce się wziąć do ręki i mieć ze sobą. Oczywiście duże znaczenie ma dla mnie typografia i strona ilustracyjna, dlatego zgromadziłam sporo materiału ikonograficznego z muzeów i archiwów. Natomiast moje uwagi do gotowych projektów były już naprawdę drobne – bardzo szybko się zrozumiałyśmy i właściwie od razu wiedziałyśmy, w którą stronę chcemy iść.
Ogromną rolę odgrywa również mapa zamieszczona w książce, przygotowana przez mojego wieloletniego kolegę, Marcina Siehankiewicza. Jest on rekonstruktorem kartograficznym z wyjątkowym wyczuciem terenowym, które od lat podziwiam. Ta mapa nie jest jedynie dodatkiem ilustracyjnym – ona realnie pomaga „zobaczyć” średniowieczny krajobraz winiarski Śląska i jego związek z dorzeczem Odry oraz z zaawansowaniem urbanizacji i osadnictwa prawego i lewego brzegu rzeki.
Biorąc pod uwagę dzisiejszy podział administracyjny obejmujący tereny historycznego Śląska, jak zmieniły się warunki naturalne do uprawy winorośli? Jakie są największe różnice?
Największa zmiana dotyczy samej przestrzeni. W średniowieczu winnice zakładano przede wszystkim na przedmieściach miast oraz na wsiach podmiejskich, czyli w strefach, które dziś są w dużej mierze zurbanizowane i zupełnie wyłączone z użytkowania ogrodniczego. To zasadnicza różnica między krajobrazem dawnym a współczesnym. Jednocześnie są elementy, które niemal się nie zmieniły. Procesy glebotwórcze trwają tysiące lat i zachodzą bardzo powoli, dlatego pod tym względem warunki są w dużej mierze porównywalne z tymi średniowiecznymi. To zresztą tłumaczy, dlaczego część dawnych „winnych wzgórz” bywa dziś ponownie adaptowana pod winnice, często nawet bez świadomości ich historycznej funkcji. Znacznie większym przekształceniom uległy natomiast rzeki, stopień i typ zalesienia oraz liczba i rozmieszczenie użytków zielonych. Te czynniki realnie zmieniają lokalny mikroklimat i układ krajobrazu. Osobnym, bardzo ciekawym zagadnieniem jest klimat. Dzisiejsze warunki bywają niekiedy porównywane do tzw. średniowiecznej anomalii klimatycznej, kiedy sprzyjające warunki umożliwiały uprawę winorośli w regionach wcześniej dla niej marginalnych, jak ziemie polskie. Zresztą nie dotyczyło to tylko Śląska. W tym XIII-XIV wieku możliwa była uprawa roślin ciepłolubnych – luksusowych ziół na północ od Alp czy drzew figowych w okolicach Kolonii. To dobrze pokazuje, że średniowieczna mapa upraw była znacznie bardziej dynamiczna, elastyczna, a nawet eksperymentalna, niż często sobie wyobrażamy.
W ostatnim czasie Dolnośląski Szlak Piwa i Wina cieszy się naprawdę dużym zainteresowaniem miejscowych i turystów. Region ma ok. 85 winnic i 130 hektarów upraw winorośli. Czy myśli Pani, że tego typu badania mogą pomóc jeszcze bardziej wpłynąć na rozwój i przyszłość winiarstwa na Dolnym Śląsku?
Bardzo bym chciała, aby tego typu badania mogły się do tego choć trochę przyczynić: czy to do rozwoju samego winiarstwa, czy szerzej: do turystyki opartej na ciekawości przeszłości miejsc, dawnych krajobrazów i historycznych praktyk ogrodniczych. Inicjatywy takie jak Dolnośląski Szlak Piwa i Wina pokazują, że odbiorcy są gotowi na opowieści, które sięgają głębiej niż tylko współczesna oferta. Historia może tu działać jako wartość dodana, budować narrację miejsca, jego ciągłości i specyfiki. Śląsk był regionem niezwykle różnorodnym także pod względem upraw. Oprócz winorośli spotykamy tu wiele dziś zapomnianych roślin przemysłowych i leczniczych, takich jak szczeć pospolita, urzet barwierski czy marzana. To fascynujący fragment średniowiecznego krajobrazu gospodarczego. Byłoby wspaniale, gdyby część tych roślin – obok winorośli – wróciła do naszych ogrodów. Wtedy badania historyczne naprawdę zaczynałyby „pracować”: nie tylko opowiadając o przeszłości, ale inspirując teraźniejszość.
Czy planuje Pani kolejne książki w tej tematyce, czy na chwilę obecną temat został już wyczerpany?
Nie powiedziałabym, że temat został wyczerpany. Mogę nawet zdradzić, że obecnie pracuję nad edycją piętnastowiecznego rejestru piwnicy ratuszowej w Świdnicy. To źródło wyjątkowo wymagające – zachowało się w formie brulionowych notatek, pełnych skrótów, niestarannych zapisów i doraźnych dopisków, więc sama transkrypcja jest dużym wyzwaniem edytorskim. Mam jednak nadzieję, że poza samą edycją źródła powstanie z tego także nieco dłuższa opowieść o piwnicach ratuszowych jako specyficznych średniowiecznych przedsiębiorstwach miejskich. Były to miejsca, w których rady miejskie miały monopol na obrót i transport alkoholi pochodzących z zewnątrz, nadzorowały ceny i jakość trunków oraz kontrolowały dostawców. Jednocześnie były to przestrzenie magazynowania i konsumpcji, a więc także ważny element reprezentacji i prestiżu władzy miejskiej. W tym sensie temat wina i piwnic miejskich wciąż się dla mnie rozwija, tylko przesuwa akcent: z krajobrazu upraw w stronę miejskiej gospodarki i kultury konsumpcji. I to jest kierunek, który bardzo mnie teraz ciekawi.
Podsumowując już naszą rozmowę, czy jest coś, co najbardziej utkwiło Pani w pamięci podczas całej kwerendy i przygotowań do publikacji?
Trudno mi wskazać jedną rzecz, bo jestem przywiązana właściwie do każdej informacji, na którą natrafiłam, i mam wrażenie, że ciągle je w sobie noszę. A ponieważ mentalnie jestem już dziś trochę gdzie indziej, to znaczy w piwnicach ratuszowych, to m.in. zajmuje mnie obecnie średniowieczna rachunkowość. Wiedziałam oczywiście, jak bardzo była ona skomplikowana i jednocześnie niezwykle utylitarna. Znałam zasady prowadzenia dokumentacji miejskiej, wiedziałam, że rachunki zapisywano czasem na skrawkach papieru, znałam też rabosze – nacinane listewki rozdzielane między dłużnika i wierzyciela, tak aby każda ze stron miała materialny dowód zawartej transakcji. Nie potrafiłam jednak wyobrazić sobie, jak w praktyce wyglądała codzienna deska obrachunkowa w piwnicy miejskiej, którą znałam ze źródeł pisanych. I nagle – od kilku dni – już to wiem. Okazuje się, że do II wojny światowej w Piwnicy Świdnickiej we Wrocławiu istniała średniowieczna deska obrachunkowa, zachowały się zdjęcia: taca z rantem i zamykanym pojemnikiem, do którego zsypywano drobne, wcześniej przeliczone na powierzchni deski. To drobiazg, pozornie mało spektakularny, ale pozwalający niemal dotknąć codziennej praktyki średniowiecznego miasta. I właśnie takie szczegóły potrafią zajmować mi wiele godzin poszukiwań, a jednocześnie dają ogromną satysfakcję, bo pozwalają lepiej zrozumieć średniowiecze nie jako abstrakcyjny system, lecz jako świat bardzo konkretnych ludzi, gestów i przedmiotów.
[1] D. Adamska, Winnice na Przedgórzu Sudeckim. W sprawie uprawy winorośli na średniowiecznym Śląsku, [w:] Cum gratia et amicitia, red. D. Adamska, K. Chrzan, A. Pankiewicz, Wrocław 2017, s. 253-267; Eadem, Uprawa winorośli na średniowiecznym Śląsku – stan badań, źródła i metody, [w:] Winnice i wino. Studia z historii wina w Polsce, red. D. Dias-Lewandowska, G. Kurczewski, t. 3, Warszawa 2021, s. 10-41.