Ryszard Ćwirlej, Krwi nie odmówi nikt
Dla polskiego oficera wywiadu działającego w realiach niemieckiej okupacji zagrożenie było codziennością, a każdy błąd mógł kosztować życie. Trudno było mu nie zakładać, że jego nazwisko widnieje na liście najbardziej poszukiwanych. Gdy mimo tego decyduje się zostać na terenach włączonych do Rzeszy i prowadzić działalność na rzecz Polski, bierze na siebie zadanie na granicy jego możliwości. Antoni Fiszer musi jednak wypełnić zobowiązanie podjęte tuż przed wybuchem wojny. Z każdym dniem staje się to coraz trudniejsze. Nie wie, komu może zaufać. Granica między wsparciem a zdradą była wtedy niezwykle niestabilna i zależała od zmieniających się okoliczności.
A miało być tak pięknie
Kampania wrześniowa od pierwszych dni przybrała niekorzystny obrót dla Polski. Mimo odwagi i determinacji żołnierzy przewaga militarna Niemców była zbyt duża, a błędy niektórych dowódców, nietrafione założenia taktyczne i sowiecki atak tylko pogłębiły skalę klęski. Wciąż poruszają mnie fotografie polskich żołnierzy idących do niewoli, z podniesioną głową, w regulaminowym umundurowaniu, w postawie, która nie zdradza załamania.
Wiedzieli, jak wiele utracono, a jednak zachowywali przekonanie, że ostatecznie zwyciężą ci, którzy nie pogodzą się z okupacją. Żeby tak się stało, część oficerów musiała pozostać na zajętych terenach i prowadzić działalność ukrytą przed wzrokiem wroga. Wśród tych ludzi znalazł się Antoni Fiszer, świetnie sportretowany przez Ryszarda Ćwirleja. W zbiorowej wyobraźni urasta do rangi J-23 albo jednego z cichociemnych, choć jego codzienność pełna była upokorzeń i trudnych doświadczeń.
Okupacyjna codzienność
Tereny dzisiejszej Wielkopolski, wraz z Poznaniem, zostały decyzją Hitlera wcielone do III Rzeszy, a Polacy sprowadzeni do roli niemal niewolników we własnym kraju. Fiszer jako „granatowy policjant” w teorii wykonuje polecenia władz okupacyjnych i pomaga w utrzymaniu narzuconego porządku. Spotyka go za to społeczny ostracyzm, z pozoru zrozumiały, choć w tym przypadku całkowicie niezasłużony.
Fiszer doskonale wie, po co działa i jakie cele mu przyświecają. Godzi się na wszelkie niedogodności w imię wyższego dobra, choć każdy dzień takiego lawirowania może skończyć się jego śmiercią. Nie ma świadomości, że rok 1939 to dopiero początek sześcioletniego koszmaru, a groźba dekonspiracji pojawia się z obu stron. Niemcy mogą wpaść na trop siatki, Polacy zbyt szybko zareagować. Jego silny charakter i oswojenie ze stresem pozwalają mu zachować koncentrację na zadaniu, choć sam nie ukrywa, jak wysoką cenę za to płaci.
Karuzela zdarzeń i emocji
Autor konsekwentnie utrzymuje wysoki poziom napięcia, nie pozwalając, aby emocje osłabły choć na moment. Obok znanego nam już kapitana, poznajemy jeszcze Anatola Grubińskiego, pewnego siebie oszusta, który w tym trudnym czasie zmienia swoje nastawienie do dotychczasowego fachu, chcąc przekierować go w dobrą stronę i dlatego kradnie pewną niezwykle cenną teczkę, w której znajdują się informacje. Jakie? Słusznie zapytacie.
Odpowiedź na to pytanie odebrałoby nam wszystkim radość z lektury, a na to nie mogę pozwolić. Czytając dalej, znajdziemy jeszcze Józefa Zielonkę, człowieka o nietuzinkowym, trudnym do odkrycia charakterze. Oboje współpracują z polskim podziemnym wywiadem. Co z tego wyjdzie? Okaże się w trakcie czytania. Powiem Wam tylko, że czasami byłem zaskoczony błyskotliwością i pomysłowością pisarza. Niektóre rozwiązania poszły w kierunku, którego zupełnie się nie spodziewałem. Może właśnie dla tych zaskoczeń warto czytać książki.
Jak przystało na powieść osadzoną w realiach okupowanej Polski, pojawiają się w niej także postaci jednoznacznie negatywne. Są wśród nich Klaus Lidke, kierujący poznańskim Gestapo oraz Artur Greiser, przewodniczący Senatu Wolnego Miasta Gdańska. Obydwaj wyróżniali się bezwzględnością w realizowaniu zarządzeń płynących z Kancelarii Rzeszy. Tak uwypuklone kontrasty świetnie działają w powieści, która obejmuje szerokie spektrum wątków.
Mam na myśli zarówno sugestywnie opisane realia życia w pierwszych miesiącach okupacji, jak i znakomicie skonstruowane osobowości bohaterów funkcjonujących w świecie pełnym niepewności, napięć i niespodziewanych zwrotów. Choć z wykształcenia jestem historykiem i znam przebieg wydarzeń, czytałem tę książkę (podobnie jak poprzednią) z autentycznym przejęciem, zastanawiając się co chwila, jak daleko jeszcze. Nawet ostatnie zdanie nie przyniosło ukojenia, zaskoczyło mnie, że to już koniec.
Efekt jak marzenie
Przyznam szczerze, że nie przepadam za książkami z rozwlekłą fabułą i pozbawionymi klarownej myśli przewodniej. W Krwi rozdziały są co prawda długie i podzielone na mniejsze części, ale tworzą spójną całość. Odnoszę wrażenie, że Ryszard Ćwirlej pisał tę powieść niemal jednym tchem, jakby miał przed sobą jasną wizję i konsekwentnie za nią podążał. Zasada jedności jest tu wyraźnie widoczna, zwłaszcza w prowadzeniu głównego wątku fabularnego.
Autor nie dorzuca zbędnych ozdobników ani epizodów, tylko trzyma się ścieżki wyznaczonej przez swoich bohaterów. Momentami mam nawet wrażenie, że to oni narzucają tempo, jakby wyprzedzali jego myśli i próbowali działać na własną rękę. Najsilniej przyciąga uwagę oczywiście Fiszer, wokół niego wszystko się ogniskuje, wyznaczając zarówno początek, jak i finał opowieści.
Ryszard Ćwirlej po raz kolejny pokazuje, że doskonale panuje nad materią literacką. Po lekturze nie mam bowiem potrzeby pisać o żadnych uchybieniach, bo zwyczajnie w żadnym aspekcie ich nie dostrzegam. Wszystkie elementy układają się tu w spójną, znakomicie zharmonizowaną całość.
Warto też zwrócić uwagę na fakt, że Autor osadza akcję w niezwykle trudnej czasoprzestrzeni, ale potrafi poprowadzić wątki tak, że nabierze ona barw, stanie się w pewnym sensie przyjazna, a jednocześnie staje się łatwiejsza do udźwignięcia. Przecież nawet wojna miała swoje komiczne momenty, w których oko nabierało figlarnego blasku, a usta same wykrzywiały się w uśmiechu.
To przecież nie tylko martyrologia, to także zwykłe dni, nasycone emocjami, które pisarz oddaje z ogromnym wyczuciem Ba, nawet Fiszer czasami musi odpuścić i zrzucić z siebie twardą maskę gracza na śmierć i życie, bo nawet jego odporność ma swoje granice. On również pozostaje człowiekiem, noszącym w sobie tęsknotę za rodziną i żal po tym, co bezpowrotnie minęło. Za twardą postawą nie kryje się żaden Terminator, tylko ktoś, kto próbuje zachować siebie w nieludzkich realiach wojny.
Motto prawdę Ci powie
Trudno omawiać akcję Krwi bez odwołania do słów Broniewskiego o rachunkach krzywd, których „obca dłoń nie przekreśli”. To jeden z najbardziej rozpoznawalnych fragmentów polskiej poezji, wielokrotnie interpretowany i wciąż pozostawiający pole do rozważań. Chyba tylko sam poeta wiedział, co dokładnie miał na myśli.
Nie mam pewności, co przesądziło o wyborze tego właśnie cytatu, choć nietrudno zauważyć, że właśnie ten fragment tworzy atmosferę, bez której ta historia straciłaby wiele ze swojej siły. Niektóre wątki pozostają tajemnicą, znaną jedynie Fiszerowi i jego twórcy. Czytelnik ma pełne prawo do własnej interpretacji. A jak jest naprawdę? Możemy się tylko domyślać.
Świat wykreowany przez Ćwirleja i ożywiony przez Fiszera z pewnością jeszcze nieraz nas zaskoczy, a ja chętnie dam się temu prowadzić. Już teraz rezerwuję dla tej historii miejsce w swojej biblioteczce, bo zwyczajnie polubiłem obu panów. Zachęcam do sięgnięcia po książkę. Nuda na pewno Wam nie grozi.
Wydawnictwo Agora
Ocena recenzenta: 6/6
Dominik Majczak
Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Agora. Tekst jest subiektywną oceną autora, redakcja nie identyfikuje się z opiniami w nim zawartymi.