Sierpień to czas, kiedy w całej Polsce odbywają się uroczystości upamiętniające Powstanie Warszawskie. Jednak akcja „Burza” to nie tylko walki w stolicy. W 1944 roku dziesiątki tysięcy partyzantów na wschód od Wisły ruszyło do boju. Ich celem było wyparcie Niemców z terenów etnicznie polskich i przejęcie administracji państwowej przez przedstawicieli Polskiego Państwa Podziemnego. Tak przygotowani, jako legalni gospodarze tego miejsca, mieli oczekiwać na pojawienie się Rosjan. Niestety, Armia Czerwona i NKWD udaremniły te plany.
W skrócie:
- Geneza Akcji „Burza”
- Wilno i operacja „Ostra Brama”
- Lwów
- Działania zbrojne w innych Okręgach
- Maciej Kalenkiewicz „Kotwicz” i bitwa pod Surkontami
- Powstanie Warszawskie jako zryw wolności
- Narodowe Siły Zbrojne wobec Akcji „Burza”
Geneza Akcji „Burza”
1943 rok przyniósł zmiany na arenach walk II Wojny Światowej. Niezwyciężone Niemcy, które na wschodzie dotarły aż pod Moskwę i Stalingrad, teraz były w odwrocie. Dla Polskiego Państwa Podziemnego coraz bardziej rysował się scenariusz, w którym Armia Czerwona, zmierzająca w kierunku na Berlin, wkroczy w dawne granice II RP. Do tego doszło zerwanie przez Rosjan stosunków dyplomatycznych z Rządem Londyńskim, a także zmiany na najwyższych szczeblach polskiej władzy.
Gen. Władysław Sikorski, Naczelny Wódz i premier RP, zginął w katastrofie gibraltarskiej (4 lipca 1943 roku), natomiast gen. Stefan Rowecki „Grot” został aresztowany przez Niemców (30 czerwca 1943 roku). Miejsce tego drugiego zajął gen. Tadeusz Komorowski “Bór”, który jeszcze w tym samym roku wydał rozkaz dotyczący Akcji „Burza”:
Wobec wkraczającej na ziemie nasze regularnej armii rosyjskiej wystąpić w roli gospodarza. Należy dążyć do tego, aby naprzeciw wkraczającym oddziałom sowieckim wyszedł polski dowódca mający za sobą bój z Niemcami i wskutek tego najlepsze prawo gospodarza. Miejscowy dowódca polski winien się zgłosić wraz z mającym się ujawnić przedstawicielem cywilnej władzy administracyjnej u dowódcy oddziałów sowieckich i stosować się do jego życzeń.
20 listopada 1943 roku
Pierwotnie akcja „Burza” miała omijać największe ośrodki miejskie. Pierwsze walki odbyły się na Wołyniu, gdzie powołana została 27 Wołyńska Dywizja Piechoty. W akcji wzięło tam udział 6,5 tysiąca żołnierzy Armii Krajowej. Polacy stoczyli około 100 potyczek z Niemcami, w których stracili 600 żołnierzy. Przy ogromnej przewadze liczebnej przeciwnika i braku zgody sowieckiego dowództwa na wkroczenie do strefy działania wojsk sowieckich, Dywizja została wyprowadzona na Lubelszczyznę, gdzie kontynuowała działania w ramach „Burzy”.
Jak można przeczytać w pamiętniku Zbigniewa Brońskiego „Uskoka”:
Widzieliśmy w nich (żołnierzach 27. [WDP AK]) Polskę kresową., wschodnią, nieugięcie o swe prawa wolności walczącą. Deptaną i szarpaną już w tej wojnie przez Sowietów, Niemców, Ukraińców i [znów] przez Sowietów zagrożoną.
Na podstawie doświadczeń z Wołynia i Podola, Armia Krajowa zmodyfikowała założenia Akcji „Burza”. Uznano, że jedyną możliwością na wys tępowanie Polskiego Państwa Podziemnego wobec sowietów jest zajęcie dużych ośrodków miejskich, które pierwotnie miały być wyłączone z walki. W tym miejscu wyraźnie można zaobserwować wpływ doświadczeń z okresu I Wojny Światowej.
Większe ośrodki miejskie były zajmowane bez walki, a kolejne garnizony niemieckie stosunkowo prosto rozbrajane. Granice nowopowstałego państwa polskiego ustalane były przez możn ych tego świata, na konferencjach na zachodzie. Od tego czasu minęło jedynie ćwierć wieku. W historii to niewiele. Dowódcy Armii Krajowej z 1944 roku, brali czynny udział w odzyskiwaniu przez Polskę niepodległości 26 lat wcześniej. Na podstawie swoich doświadczeń mogli się łudzić, że walka i manifestowanie polskości tych ziem będzie miało wpływ podczas ustalania granic. Tliła się nadzieja, że zachód nie odda Polski Stalinowi.
Wilno i operacja „Ostra Brama”
Według planu dowództwa Armii Krajowej, oddziały partyzanckie z Wileńszczyzny miały bez większych problemów zająć miasto. Przesłankami dla tak optymistycznych założeń taktycznych były wydarzenia pierwszej połowy 1944 roku. Na szosie oszmiańskiej, prowadzącej z Mińska do Wilna, trwał bezładny odwrót wojsk niemieckich pobitych w ramach sowieckiej ofensywy.
Kolumny wojskowe raz za razem były atakowane przez akowskie oddziały. Oprócz tego celem ataku partyzantów były ośrodki administracyjne regionu. W lutym 3 Brygada Gracjana Froga „Szczerbca” zdobyła Troki, następnie poszczególne oddziały AK odbijały z rąk hitlerowskich Krewo, Ostrowiec, Murowaną Oszmiankę, Dziewieniszki czy Turgiele.
Wydarzenia te pokazały, że Armia Krajowa dysponuje na Wileńszczyźnie ogromną siłą, a niemieckie morale z tygodnia na tydzień były coraz słabsze. Pozwalały też mieć nadzieję, że zdobycie Wilna w ramach operacji „Ostra Brama” nie będzie stanowiło większej przeszkody, a zbliżające się oddziały Armii Czerwonej zostaną powitane przez biało-czerwone flagi oraz polskie władze cywilne i wojskowe.
Działania zbrojne podjęte zostały na początku lipca. 2 lipca oddział 1 Brygady Wileńskiej Czesława Grombczewskiego „Juranda” nie dopuścił do wysadzenia przez Niemców mostu pod Michaliszkami.
Walki o Wilno rozpoczęły się o świcie 7 lipca. Nie przebiegły tak gładko, jak spodziewało się dowództwo. Podstawowym problemem, z którego nie zdawano sobie sprawy przed rozpoczęciem walk, było stworzenie przez Niemców fortecy przygotowanej do długotrwałej obrony. Na mocy Fuhrerbefehl nr 11 Adolfa Hitlera z 8 marca 1944 roku Wilno miało stać się miastem nie do zdobycia. Dowództwo AK tej informacji jednak nie posiadało.
Zdobycie miasta miało być przysłowiowym spacerkiem, jednak trwało aż 6 dni. Żołnierze Armii Krajowej oraz Armii Czerwonej wspólnie zdobyły Wilno. 13 lipca na wzgórzu zamkowym zatknięta została biało-czerwona flaga. Polacy nie mogli czuć się jednak gospodarzami tego miejsca. Oddziały AK zostały wyprowadzone poza miasto i rozbrojone, a 5 tysięcy żołnierzy zostało internowanych. Ocenia się, że około 6 tysięcy akowców bez dowództwa trafiło do lasu. Dowodzący operacją „Ostra Brama” Aleksander Krzyżanowski „Wilk” został aresztowany przez sowietów.
Lwów
Wraz z rozwojem sytuacji na froncie wschodnim, zachowanie Niemców na okupowanych terenach zaczęło się zmieniać. Jak można przeczytać w raportach lwowskiego okręgu Armii Krajowej:
20 II 43. „Nastroje wśród Niemców z powodu klęsk panikarskie. Wielu zamożnych Niemców opuszcza Lwów. Pozostali usiłują nawiązać kontakt z Polakami. […] Charakterystyczne jest zachowanie volksdeutcherów, którzy coraz częściej starają się usprawiedliwiać przed społeczeństwem polskim.”
Warto zwrócić uwagę, że był to dopiero początek 1943 roku, wojska bolszewickie miały dotrzeć pod Lwów za 17 miesięcy. Jednocześnie gestapo wzmocniło swoją aktywność w rozpracowywaniu siatek wywiadowczych. Do tego doszły łapanki uliczne. Podczas jednej z nich, trwającej dwa dni, ujęto 5 tysięcy Polaków. Ta brutalność, a także czystki etniczne dokonywane przez członków UPA i ukraińskiej SS Galizien, doprowadziły do nasilenia się napięcia wśród żyjących tam Polaków.
Kiedy w lipcu 1944 roku Sowieci podeszli pod Lwów, Niemcy chcieli pertraktować z przedstawicielami Polskiego Państwa Podziemnego. Nikt jednak nie myślał o kolaboracji z wrogiem, który przez ostatnie trzy lata mocno dał się we znaki, jednocześnie podsycając nienawiść ukraińskich nacjonalistów wobec ludności etnicznie polskiej i ormiańskiej.
22 lipca oddziały Armii Krajowej pod dowództwem pułkownika Władysława Filipkowskiego „Janki” chwyciły za broń. W zdobywaniu miasta walczyły wspólnie z 29. Brygadą Zmotoryzowaną Armii Czerwonej. Tym samym plan przywitania czerwonoarmistów w roli gospodarza nie powiódł się. Dla sowietów planujących włączyć te tereny w skład ukraińskiej republiki radzieckiej nie było miejsca dla polskich patriotów.
Kilkanaście tysięcy osób, oficerowie Armii Krajowej działający w „kontrrewolucyjnej grupie przestępczej”, żołnierze oraz cywilni mieszkańcy miasta, zostali wysłani do łagrów.
Działania zbrojne w innych Okręgach
„Burza” w Okręgu AK Polesie rozpoczęła się 15 lipca i trwała 2 tygodnie. W tym czasie partyzanci 30 Dywizji Piechoty Armii Krajowej stoczyli walkę z Niemcami pod Wyżarami. Dowództwo sowieckie planowało włączyć Dywizję w skład Armii Berlinga, jednak nie podporządkowano się tym planom. 1000-osobowa grupa wyruszyła na pomoc Warszawie, ale pod Otwockiem została otoczona przez wojska sowieckie i rozbrojona.
6-7 tysięcy partyzantów AK Okręgu Białystok wzięło udział w około 200 akcjach zbrojnych skierowanym przeciwko Niemcom. Część z nich odbyła się we współpracy z Armią Czerwoną. 6 sierpnia wszystkie oddziały rozformowały się, oprócz oddziału Stefana Koski „Jastrzębia” (ok. 180 ludzi) i oddziału „Zaremby” (124 ludzi).
Na Lubelszczyźnie w Akcji „Burza” wzięły udział 3 Dywizja Piechoty, 9 Dywizja Piechoty i 15 Pułk Piechoty. Oprócz tego 27 Dywizja Piechoty, która wcześniej walczyła na Wołyniu. Do współpracy włączyły się też oddziały Batalionów Chłopskich i Państwowego Korpusu Bezpieczeństwa. Liczbę żołnierzy szacuje się na około 20 tysięcy osób. Akowcy brali udział w zdobyciu m.in. Tomaszowa Lubelskiego, Ryków czy Końskowoli. Obroniono również mosty w Bondyrzu i Kaczórkach. Partyzanci samodzielnie wyzwolili również Zamość, gdzie jednak zostali później rozbrojeni przez NKWD.
Kielecki Korpus Armii Krajowej, liczący 6430 żołnierzy, składający się z partyzantów z Okręgów Radom-Kielce i Łodź, 14 sierpnia ruszył na pomoc Warszawie. 23 sierpnia dowodzący Korpusem Jan Zientarski „Mieczysław” uznał, że dotarcie tam jest jednak niemożliwe i zarządził rozwiązanie jednostki.
Poszczególne jej oddziały prowadziły samodzielne akcje zbrojne. W Okręgu Radom-Kielce planowano wyzwolić m.in. Kielce, Radom i Częstochowę. Oddziały swoją gotowość bojową zachowały do stycznia 1945 roku, kiedy to Armia Krajowa została rozwiązana. 25 Pułk Piechoty Armii Krajowej Okręgu Łódź brał udział w walkach z Niemcami we wrześniu 1944 roku w rejonie Huta-Gałki-Mechlin-Stefanów. Śmierć poniosło ok. 130 polskich żołnierzy. Pułk rozwiązano w listopadzie, a poszczególne jednostki, podobnie jak na Kielecczyźnie, walczyły jeszcze dwa miesiące, do stycznia 1945 roku.
W Okręgu Kraków Armia Krajowa brała udział w zdobyciu Przemyśla, Rzeszowa, Przeworska i Łańcuta. 106 Dywizja Piechoty AK Bolesława Nieczui-Ostrowskiego „Tysiąca” oraz Krakowska Brygada Kawalerii Edwarda Kleszczyńskiego „Dzika” wyzwoliły obszar o powierzchni około 1000 km kwadratowych.
Teren ten nazwano Republiką Pińczowską i podjęto na nim próby odbudowania polskiej administracji. Planowano także wywołać powstanie w Krakowie, jednak ze względu na gigantyczną łapankę (około 15 tysięcy osób) zaniechano tych planów. Jednostki Armii Krajowej ze zgrupowania „Żelbet” (20 pułk piechoty AK) pomogły sowietom zdobyć Kraków, zabezpieczając wcześniej strategiczne punkty na terenie miasta. Podobnie jak w innych miejscach, akowcy zostali później rozbrojeni.
Maciej Kalenkiewicz „Kotwicz” i bitwa pod Surkontami
Nie wszyscy żołnierze wpadli w ręce Sowietów. Jednym ze sztandarowych przykładów są oddziały Armii Krajowej na Nowogródczyźnie. Maciej Kalenkiewicz „Kotwicz” był cichociemnym, zrzuconym do kraju w 1941 roku, by walczyć o jego niepodległość. Od marca 1944 był dowódcą 1. i 4. Batalionu 77. pułku piechoty Zgrupowania Nadniemeńskiego Armii Krajowej. Nie brał udziału w walce o Wilno. W tym czasie zmagał się z gangreną, która dosięgnęła go w wyniku zranienia prawej ręki.
Dla wyrównania szans, uczył się strzelać z lewej. Był jednym z kilkudziesięciu dowódców, którzy uniknęli kapitulacji względem sowietów. „Kotwicz”, podobnie jak półtora tysięcy innych żołnierzy Armii Krajowej. zdecydował się walczyć do końca w obronie polskiej ludności cywilnej zamieszkałej te tereny. Mimo ofiarności żołnierzy, ich liczba topniała z dnia na dzień. Ze względu na małą siłę bojową (oddział Kalenkiewicza liczył niecałe 200 osób) zrezygnowano z akcji zaczepnych.
Jak mówił „Kotwicz” swoim żołnierzom:
„Nie chcę sam zginąć i nie chcę, żeby zginął którykolwiek z was. Chcę, żebyście wrócili do swoich i mieli po sześcioro dzieci”
Jednak pierścień wokół Akowców zacieśniał się. Już 19 sierpnia oddział kapitana Bolesława Wasilewskiego „Bustromiaka” wdał się w walkę z obławą sowiecką, tracąc 6 ludzi. 4 kolejnych zostało rannych. 21 sierpnia NKWD, zaalarmowane o obecności polskich partyzantów w okolicy, w 10-sięciokrotnej przewadze liczebnej zaatakowało Surkonty. Oddział AK został rozbity. Zginęło 36 żołnierzy, w tym „Kotwicz”, „Ostryga”, „Hartak” i „Jary”, brat „Bustromiaka”.
Otoczony Kalenkiewicz wydał Marianowi Markiewiczowi „Marylowi” rozkaz wyprowadzenia z oblężenia „Bustromiaka” i jego rannych ludzi. „Maryl”, przechodząc w nocy przez bagna, znakomicie wywiązał się ze swojego zadania. Po wojnie 7 lat spędził w sowieckich więzieniach. Obecnie mieszka w Głubczycach w województwie opolskim. Jest niezwykle skromny, lecz lokalne środowiska patriotyczne dbają o niego. 22 lipca 2018 roku odebrał zasłużone odznaczenia państwowe z lat 1944 i 1945. Otrzymał także awans na stopień kapitana. Mimo 93 lat, wciąż stara się zarażać młodzież patriotyzmem.
Powstanie Warszawskie jako zryw wolności
Powstanie Warszawskie było zrywem wymierzonym w dwa cele: militarnie w Niemców, natomiast politycznie w sowietów i polskich komunistów. Założenia były podobne, jak w innych miastach objętych akcją „Burza”. Warszawa miała zostać uwolniona z rąk jednego okupanta i uchroniona przed okupantem drugim.
Lipiec 1944 roku dla mieszkańców stolicy to przede wszystkim słabnący z dnia na dzień Niemcy. Podobnie jak na Wileńszczyźnie, ulicami miasta ciągnęły niezliczone tabuny żołnierzy walczących na froncie wschodnim. III Rzesza nie wydawała się groźna. To już nie byli butni najeźdźcy, demony wojny. Cywilni Niemcy także zaczęli wyjeżdżać z miasta, opuszczane były fabryki i urzędy.
Warszawę opuściły władze okupacyjne: gubernator Ludwig Fischer oraz starosta Ludwig Leist. Przestała ukazywać się prasa gadzinowa. Jednocześnie do miasta dotarły informacje o zamachu na życie Hitlera 20 lipca Wilczym Szańcu.
21 lipca w Moskwie ogłoszono powstanie Polskiego Komitetu Wyzwolenia Narodowego – rządu Marionetkowego podporządkowanego ZSRR. 29 lipca na terenie stolicy pojawiać się zaczęły odezwy komunistów do wywołania powstania.
Z perspektywy władz Armii Krajowej wydawać się mogło, że nie ma lepszego momentu na uderzenie i wyrwanie miasta z rąk okupanta. Niemcy były już dostatecznie słabe, a Armia Czerwona podeszła już pod Warszawę – każdego dnia słychać było kanonadę artylerii zza Wisły. 1 sierpnia 1944 wybuchła długo wyczekiwana godzina W. Warszawa ruszyła do walki.
28 tysięcy żołnierzy – członków Armii Krajowej, Narodowych Sił Zbrojnych i innych organizacji zbrojnych ruszyło w krwawy bój. Jednak Powstanie Warszawskiego to nie tylko walki zbrojne, barykady i walki o każdy budynek. To przede wszystkim świetnie funkcjonujące Państwo Podziemne, z władzami samorządowymi, sądami, policją, prasą i Harcerską Pocztę Polową. To także kultura: kina, teatry i galerie sztuki.

Dzisiaj Powstanie to przede wszystkim pamięć współczesnych pokoleń o wydarzeniach sprzed 74 lat. W wielu polskich miastach organizowane są uroczystości.
Powstają filmy, spektakle, utwory muzyczne. Wydawane są książki i komiksy. Kibice robią oprawy na meczach. Kombatanci potrzebujący pomocy otrzymują paczki żywnościowe. Organizowane są spotkania kombatantów z dziećmi. Świadectwo tamtych dni przekazywane jest kolejnym pokoleniom.
Jednak Powstanie Warszawskie, oprócz pamięci o chwalebnych czynach i poczuciu wolności, rodzi wiele pytań dotyczących jego wybuchu. Niestety, często ograniczają się one do płytkiego hasła „Powstanie było bezsensowne” albo „tyle osób zginęło na marne”. Mało jest w naszej literaturze źródeł, które rzeczywiście dogłębnie starałyby się zrozumieć wydarzenia rozegrane między 1 sierpnia a 2 października 1944 roku w Warszawie.
Powstanie, podobnie jak przebieg akcji „Burza” w innych miejscach, zakończyło się niepowodzeniem. Plan wyparcia wojsk niemieckich i wystąpienie przed sowietami w roli gospodarza, nie powiódł się.
Narodowe Siły Zbrojne wobec Akcji „Burza”
W styczniu 1944 roku dowództwo NSZ przyjęło dwa możliwe scenariusze, W zależności od sytuacji na froncie i stosunku sowietów do państwa polskiego. Przy założeniu, że Niemcy będą wycofywać się przed Armią Czerwoną zachowując dyscyplinę oddziałów, a zachodni alianci będą na tyle daleko, że nie będą w stanie wspomóc powstania, „wówczas powstanie nie ma widoków powodzenia, a pomoc któremukolwiek okupantowi jest wręcz szkodliwa”.
W takim przypadku NSZ-owcy mieli przeczekać zmianę okupanta (jak na Kresach w 1941 roku) i przejść do jeszcze głębszej konspiracji. Założenie to sprawdziło się, Niemcy wycofywali się, jednak jak widać na przykładzie Wołynia czy Wilna, wciąż byli niezwykle doświadczoną i groźną armią. Żołnierze Narodowych Sił Zbrojnych-owcy nie podejmowali działań zaczepnych, jednak wtedy wybuchła akcja „Burza”. Jak wspominał rozpoczęcie Powstania Warszawskiego jeden z żołnierzy NSZ (pisownia w oryginale):
„1.VIII.1944 r. wybuch Powstania był dla mnie całkowitym zaskoczeniem. Wczoraj rozmawiałem z naszym dowódcą. Nie będzie żadnej akcji zapewniał ppor. Prawdzica i mnie. (…) Wiedzieliśmy już o projektach powstania i znaliśmy przebieg pierwszej mobilizacji. Ale ja nie bardzo wierzyłem, że jakikolwiek polski przywódca może się zdobyć na taką okropność. Poza tym od trzech dni gorączkowo usiłowaliśmy nawiązać zerwany kontakt z naszym oddziałem leśnym z Wołomina. Wiedzieliśmy, że Niemcy opanowują sytuację”.
Większość NSZ-owców, ze względu na brak możliwości dotarcia do własnych jednostek, walczyło do końca wojny w oddziałach AK. Część jednak, od razu po pojawieniu się takiej możliwości, trafiła do jednostek NSZ-AK i NSZ-ZJ. Największymi i najbardziej znanymi jednostkami związanymi z Narodowymi Siłami Zbrojnymi były Zgrupowanie „Chrobry II”, Pułk im. gen. W. Sikorskiego czy Pułk im. gen. J. H. Dąbrowskiego.
Gdyby jednak, według założeń ze stycznia 1944 roku, Niemcy załamali się i nastąpił rozkład ich armii, wówczas należało podjąć działania, zależne od towarzyszących okoliczności. To znaczy, że w przypadku uznania przez Rosjan granicy wschodniej sprzed 17 września 1939 roku można było podjąć działania zbrojne. Gdyby jednak sowieci wciąż nie uznawali państwa polskiego i zachowywali „wrogie stanowisko wobec Polski”, należało przejść do głębszej konspiracji. Ten przypadek pozostanie jednak na zawsze w sferze political fiction.
Krzysztof Marcinkiewicz
Bibliografia:
Budzyński W., Miasto Lwów. Warszawa 2012.
Broński Z. „Uskok”, Lublin-Warszawa 2015.
Davies N., Powstanie ’44. Kraków 2004.
Erdman J., Droga do Ostrej Bramy. Warszawa 1987.
Gniadek-Zieliński M., Narodowe Siły Zbrojne 1942-1947. Warszawa 2017.
Jankowski S. M., Dawaj czasy! Czyli wyzwolenie po sowiecku. Poznań 2017.
Korab-Żebryk R., Operacja wileńska AK. Warszawa 1985.
Rutkowski G., Żuczkowski M., Polska Walcząca. Tom 45. Akcja „Burza”. Warszawa 2018.




