Bożena Mirosława Dołęgowska-Wysocka, Masonka

Masonka |Recenzja

Bożena Mirosława Dołęgowska-Wysocka, Masonka

Spiskowcy, intryganci, szare eminencje świata – w ten sposób, wielu ludzi – błędnie – nadal postrzega masonów. W świecie cyfrowej kultury, mają coraz gorszą prasę – wszak dezinformacja nie zna żadnych granic. Dlatego „Masonka” Bożeny Mirosławy Dołęgowskiej-Wysockiej jest świetnym wstępem do zapoznania się z tym, jak „ugryźć” masoński wątek.

Książka pisana jest prostym językiem, choć – w moim odczuciu – nie zawsze na tyle jasnym, by wszystko należycie rozświetlić. Znajdziecie tutaj coś z dziejów ogólnych (historia akadyjskiej księżniczki, jedną z tajemnic Dekalogu), czy z dziejów polskich – jak choćby o zakonie mopsów i czynach kilku bardziej znanych masonów i masonek na przestrzeni kilkuset lat. Jest ciekawie – ale dla mnie nieco za szybko. Jednak lepiej oceńcie sami.

Pierwsza kobieta…

Enheduanna to pod wieloma względami pierwsza kobieta. Pierwsza, której imię znamy. Pierwsza, która pozostawiła po sobie słowo pisane. Pierwsza znana ofiara gwałtu… A przecież należała do akadyjskiej rodziny panującej! Stojąc u szczytu powodzenia, ta księżniczka-arcykapłanka boga księżyca Nanny/Sina, stała się ofiarą najazdu Lugal-Anego, podczas którego złupiono jej miasto, a ją – najpewniej – pohańbiono. Mimo tych dramatycznych przeżyć, zdołała wrócić i silniejsza zdobyła sobie miejsce w historii – jako pierwsza kobieta.

Czytając jej wspomnienia w bardzo emocjonalnych hymnach, nie sposób nie zauważyć, i jej wielkości, bólu, ale i szlachetności, którą natura obdarzyła wszystkie kobiety. Przyznam, że trzeba mieć wiele odwagi i samozaparcia, aby opisać tak drastyczne zdarzenie, jakim jest gwałt. Jej słowa, napisane 4000 lat temu, nadal poruszają i wzbudzają w nas wzruszenie, ból, czasem wstyd. Bo ileż kobiet doświadczyło, a co gorsza, nadal doświadcza takiego nędznego losu? A przecież Enheduanna była kobietą z samego szczytu, córką Sargona, twórcy pierwszego światowego imperium (w naszym rozumieniu supermocarstwa), zresztą jego ulubioną córką. Do tego chronił ją blask i sacrum piastowanego w Ur stanowiska. A jednak – dla barbarzyńskich mężczyzn nie ma żadnych świętości…

Zakon Mopsa

To dosyć dziwna konstrukcja, o której co nieco słyszałem, ale uważałem to bardziej za żart, niż prawdę historyczną. A jednak Autorka „Masonki” ukazuje nam nieco z prawdy historycznej. No więc, Zakon Mopsa, będący stowarzyszeniem parawolnomularskim, istniał naprawdę i jako pierwsze tego typu stowarzyszenie, w swoje szeregi przyjmował również kobiety. Można powiedzieć, że Mopsy i Mopsice byli prekursorami równouprawnienia kobiet i mężczyzn. Zakon powstał najpewniej w Niemczech (ok. 1740 roku), ale funkcjonował również w Rzeczypospolitej w XVIII stuleciu.

Podobno podczas inicjacji trzeba było pocałować mopsa w pupę (pod ogon). Ale uwaga – była to tylko figurka. Niemniej przed dokonaniem tej czynności było się prowadzonym na prawdziwym łańcuchu i obszczekiwanym przez współbraci i siostry w zakonie. Wszyscy członkowie zakonu, wzorem mopsów, symboli oddania, przywiązania i wierności, mieli celować w swym postępowaniu właśnie w te cechy. Być może była to arystokratyczna parodia masonów, niemniej wywarła pewien wpływ na kształtowanie się innych lóż wolnomularskich. Ale ja więcej nie wiem – musicie doczytać sami.

Masoni oswojeni

Jakoś nigdy nie interesowałem się masonami, czy jak wolą inni – wolnomularzami. Być może jest to wynik lektury Dana Browna, który wiele z informacji o ich stowarzyszeniach przekształcił, czyniąc z nich inspiratorów ustalonego biegu zdarzeń (teorie spiskowe), z założeniem Stanów Zjednoczonych na czele. Przyznam, że to ciekawa teza, ale z informacji, które posiadam, nie przeceniałbym aż tak bardzo ich roli. No, ale może się mylę.

Do „Masonki” podszedłem z pewną rezerwą. Wynika to z kilku faktów – mam nikłą wiedzę w tym temacie, a wiele z dostępnych źródeł, nie wydaje się być obiektywnymi. Nie mam również szerszego dostępu do publikacji samych zainteresowanych, a to, co znajduje, rzadko kiedy jest rozszerzane (przynajmniej w sieci).

Tym, co spodobało mi się w tej publikacji, jest pewien utylitaryzm wolnomularstwa, dążenie do uszlachetnienia samego siebie, jak i innych. Stąd też dbałość o wysoką postawę moralną, ciągłe doskonalenie się, zarówno w sferze intelektualnej, moralnej, jak i fizycznej. Czyli taka droga środka, którą – w moim odczuciu – wszyscy ludzie powinni się kierować. Jakże byłoby na świecie łatwiej.

Wiele z tego, co znalazłem w „Masonce”, jak dla mnie, opisane jest nieco zbyt lakonicznie. Mam wrażenie, że teksty zamieszczone w środku, skierowane są bardziej dla „braci i sióstr” w wolnomularskim fachu, niż dla „nieoświeconego” czytelnika. Jak dla mnie jest tutaj wiele słów-kodów, słów-zaklęć, które mają głębsze znaczenie, a ja nie do końca jestem w stanie je zrozumieć. Jednak, podkreślę to jeszcze raz, nie jestem znawcą tematu, i ciężko jest mi być obiektywnym w swej ocenie.

Pomimo tego, dowiedziałem się o ruchu wolnomularskim sporo ciekawych rzeczy. O jego korzeniach, o tym, w jaki sposób masoni byli postrzegani na świecie i na naszym polskim podwórku. Ponadto Autorka pokazuje, że jest taką samą kobietą i człowiekiem, jak wszyscy inni przedstawiciele ludzkości. To, w czym uczestniczy, nie czyni jej kimś gorszym, kimś bardziej tajemniczym, czy nawet wrogim. Czuje, myśli i działa, w podobny sposób jak my. A że w życiu towarzyszą jej elementy masońskiej etyki, to przecież nic złego. Wszak, każdy w coś wierzy, i działa – zasadniczo – w zgodzie z własnym sumieniem. Dlatego też sądzę, że jest to dobra książka dla tych, którzy rozpoczynają swoją przygodę z masonami.

Podsumowanie

Książka zawiera się w 240 stronach małego formatu. Czyta się ją niezwykle szybko, choć jeśli nie posiada się odpowiedniej wiedzy z zakresu wolnomularstwa, nie wszystko jest takie oczywiste, jak można byłoby sądzić na pierwszy rzut oka. Niemniej polecam, tym, którzy pragną poznawać głębszy sens pewnych zagadnień – historycznych czy etycznych.


Wydawnictwo Fosforos
Ocena recenzenta: 4/6
Ryszard Hałas


Egzemplarz recenzencki otrzymany od Wydawnictwa Fosforos. Tekst jest subiektywną oceną autora, redakcja nie identyfikuje się z opiniami w nim zawartymi.

Czytaj również:

Comments are closed.