Z dala od Gretchen

Z dala od Gretchen |Recenzja

Susanne Abel, Z dala od Gretchen. Historia miłości, która nie miała prawa się wydarzyć

Choroba zawsze jest przekleństwem – dla chorego, a później i jego rodziny. Jednak czasem choroba może stać się początkiem drogi, która zaprowadzi nas do mrocznych sekretów, wielkich dramatów, które nigdy nie miały wyjść na światło dzienne. I właśnie taką sytuację mamy w przypadku powieści Z dala od Gretchen Susanne Abel.

Tytułowa Gretchen to dzielna kobieta, z ogromnym bagażem doświadczeń, która zaczyna popadać w coraz większe otępienie – zapomina o tym, co dzieje się wokół niej, coraz częściej myślami powraca do tego, co przeżyła jako mała dziewczynka, a później kobieta.

Niezwykle dramatyczne przeżycia Gretchen stają się również częścią codzienności jej syna Toma, który nie tylko odkrywa prawdę o swej rodzinie i przeszłości, ale i odnajduje to, co ważne w życiu. To naprawdę niezwykła książka.

Czym jest demencja?

Każdemu z nas zdarza się o czymś zapomnieć, co zazwyczaj jest wynikiem przemęczenia, stresu, albo zagonienia. Jednak u osób starszych objawy te mogą świadczyć o rozwoju groźnej degeneracji struktur w mózgu. Jedną z tego typu chorób jest demencja. To swoista choroba mózgu, powodująca, że ten organ zaczyna się kurczyć.

Demencja ma swoich kilka odmian, a najczęstszymi są choroba Alzheimera (objawia się problemem z przyswajaniem nowych informacji, ale przy zachowaniu w świetnym stopniu wspomnień z dawnych lat), demencja naczyniowa (konsekwencja mikroudarów lub jednego większego, co wpływa na różnice w dostępności zasobów w pamięci) czy demencja czołowo-skroniowa (u osób dotkniętych tym schorzeniem pojawiają się wulgaryzmy, impulsywność oraz zapominanie o swych codziennych obowiązkach).

Właśnie na tę ostatnią chorobę cierpi główna bohaterka powieści. Początkowo udawało się jej oszukiwać swoich bliskich karteczkami na lodówce, które pomagały jej w miarę normalnie funkcjonować. Jednak w miarę postępu choroby, przestało to wystarczać.

Nasza Gretchen coraz bardziej traci kontakt z rzeczywistością, mimo usilnych prób zaprzeczania temu stanowi, czasem okraszonemu gniewem wobec tych, którzy chcą pomóc. Niestety, jej stan szybko się pogarsza, a coraz większą część jej życia stanowią wydarzenia sprzed lat, które wpływają na odbiór rzeczywistości. Można rzec, że Gretchen żyje dwutorowo – w teraźniejszości i przeszłości, która coraz bardziej wdziera się w tu i teraz.

Życie dawne

Gretchen poznajemy w momencie, gdy ma 8 lat. U szczytu władzy i powodzenia stoi Adolf Hitler, a w Niemczech krzewi się kult tego polityka. Wszyscy, no prawie wszyscy, wielbią tego człowieka, popadając w skrajny dewotyzm i fanatyzm. Nasza mała bohaterka również uległa temu systemowi, i nie zmienia tego nic, nawet utrata ukochanego tatusia na wojnie.

Gretchen zdaje się nawet nie zauważać coraz bardziej pogarszającej się sytuacji życiowej swojej rodziny. Przez wojnę zaczyna brakować opału, w kraju coraz bardziej szerzy się donosicielstwo oraz głód. I choć coraz bardziej głoduje, nadal kocha swego Wodza. I pal licho, że w wyniku niedożywienia jej kobiecość stanęła w miejscu. Koniec końców, wyjdzie jej to na dobre. Przynajmniej na początku.

Gdy do Niemiec wkraczają Rosjanie, dziewczynka musi uciekać ze swej rodzinnej miejscowości. W trakcie ucieczki została rozdzielona z matką, i w przebraniu chłopca (co pozwoliło jej ustrzec się przed zbiorowym gwałtem), wespół z kalekim dziadkiem, szuka swego miejsca w nowej niemieckiej rzeczywistości. A ta, wcale nie jest wcale lepsza niż w trakcie wojny…

Niemiecki kłopot z emigrantami

W 2015 roku mieliśmy szczyt (jak dotychczas) migracji ludności z Bliskiego Wschodu do Europy. Do samych Niemiec dotarło 685 tysięcy ludzi – uchodźców wojennych z Syrii, Iraku, Afganistanu i innych równie umęczonych krajów. Ich wędrówka niejednokrotnie trwała całymi miesiącami, w głodzie, poniżeniu, strachu, a w przypadku kobiet – również gwałtach. Ich gehenna zdaje się być wyrzutem sumienia dla Europejczyków, którzy jednak w sporej mierze nie chcieli przyjąć uchodźców na swe ziemie.

Wyjątkiem były Niemcy rządzone ówcześnie przez Angele Merkel. Nie wnikając w jej motywacje polityczne czy ekonomiczne, przyjmijmy, że przyczyniła się do przyjęcia migrantów na łono niemieckiej społeczności. I właśnie Susanne Abel opisuje nam wszystkie mechanizmy towarzyszące temu wydarzeniu. Mamy więc opór części niemieckiej opinii publicznej, która obawiała się obcych, grabieży, przemocy…

Aby było nam łatwiej zrozumieć ten problem, Autorka przytacza historię Gretchen, również migrantki, tylko że wewnętrznej, ofiary II wojny światowej. Czy będzie nam łatwiej pojąć co spotyka ludzi wyrwanych ze swej ojczyzny, bez perspektyw, bez nadziei na poprawę losu? A przecież i u nas w Polsce przedstawiciele prawicy podnoszą te same zarzuty, jakie miały miejsce w Niemczech dziesięć lat temu. Czy ci obrońcy ojczyzny zapomnieli, że los ofiar wojen był udziałem i naszych dziadków i babć? Gdzie więc chrześcijańskie współczucie, chęć pomocy?

Wczoraj i dziś – wspólne dziedzictwo

Powieść Susanne Abel dotyka bardzo ważnych kwestii, ale przede wszystkim faktu, iż wojna tak naprawdę nigdy się nie kończy. W ludzkich głowach pozostają koszmary, traumy, ślady na ciałach, a w przypadku kobiet – również dzieci, zwłaszcza z gwałtów. I nawet jeśli mężczyźni walczą na froncie, to zawsze największą cenę wojny ponoszą kobiety, których nie ma kto chronić. Wszak w czasie wojny milczą prawa. A czasem i ludzie.

Drugim ważnym wątkiem są przemilczenia, chęć wymazania najdramatyczniejszych wydarzeń. Bo przecież zawsze jest czego się wstydzić… Czasem to nawet się udaje, przez długi szmat czasu. Ale zawsze pozostaje poczucie stygmatyzacji, zniewolenia i strachu, że skrywany sekret się wyda w najmniej oczekiwanym momencie.

Trzecia kwestia dotyczy (w Polsce w zasadzie całkowicie zapomnianej) kwestii losów zwykłych Niemców, którzy stali się ofiarą aliantów pod koniec II wojny światowej i wkrótce po jej zakończeniu. Mam tu n myśli zwłaszcza Rosjan, (choć oczywiście nie tylko ich), którzy postanowili wyrównać rachunki ze swym wrogiem. Pobicia, poniżenia, mordy, a przede wszystkim gwałty na Niemkach, niezależnie od wieku, były czymś na porządku dziennym. Stały się taką nową codziennością w Niemczech, które w zasadzie od wojny 30-letniej nie doznały tylu cierpień.

Sprawa czwarta – migracje ludności z Bliskiego Wschodu i państw afrykańskich. Od momentu wybuchu wojny w Iraku, a później w wojny domowej w Syrii, do Europy ruszył strumień setek tysięcy ludzi, jeśli nie milinów, którzy chcieliby znaleźć tutaj spokojną przystań. Jednak w trakcie ich podróży „do lepszego świata”, stali się ofiarami nie tylko przemocy – cierpią głód, poniżenie, strach. Niejednokrotnie widzą śmierć swoich bliskich – z głodu, w wyniku pobicia, albo od utonięcia w morzu… I nic to dla nas, wygodnych Europejczyków, którzy przeszło 80 lat temu przeżywali to samo.

Nam tu dobrze, spokojnie, więc ci, którzy zaburzają nasz dobrostan są niepożądani. i gdzież jest nasz chrześcijański obowiązek pomocy? Buchalteria, nonszalancja, a może czysta hipokryzja? A co się stanie, jeśli jakaś katastrofa dotknie Europę? Kto nas przyjmie, skoro my nie chcemy pomagać innym?

Z dala od Gretchen – podsumowanie

Książka, pod przykrywką rzeczy prozaicznych, kreśli nam głęboką refleksję nad tym, co już było, nad tym co właśnie się dzieje, i być może – stanie się jutro. Gdzie jest nasze miejsce? Jakimi jesteśmy ludźmi? Co nami kieruje? I czy ideologia, jakakolwiek, jest tym, co potrzebujemy w momencie, gdy zagrożone jest człowieczeństwo – nie ważne czy nasze własne, czy cudze.

W powieści poruszono jeszcze wiele innych ciekawych kwestii, które z chęci bym poruszył, ale muszę poprzestać n tej krótkiej formie, co wymusiło ich selekcję. Dlatego warto sięgnąć po tę pozycję, by przekonać się, że coś prostego, może zwierać w sobie spor dawkę głębi, pytań i odpowiedzi o ludzką egzystencję i los.

Choć Autorka nie daje jednoznacznej odpowiedzi, to popycha nas w stronę empatii, zrozumienia, do poznawania historii, która rezonuje na nas i przyszłe pokolenia. Bo jeśli nie znamy własnej historii, nigdy nie będziemy w stanie zrozumieć innych ludzi. i co nam wtedy pozostanie?

Książka zawiera się na 572 stronach.


Wydawnictwo Relacja
Ocena recenzenta: 5/6
Ryszard Hałas


Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Relacja. Tekst jest subiektywną oceną autora, redakcja nie identyfikuje się z opiniami w nim zawartymi.

Comments are closed.