Kobieta o białych oczach

Kobieta o białych oczach |Recenzja

Sylwia Trojanowska, Kobieta o białych oczach

„Kobieta o białych oczach” to kontynuacja „Córek czarnego munduru”. To powieść o sile kobiet w czasie II wojny i tuż po jej zakończeniu, gdy musiały borykać się z wieloma problemami, a największym z nich było bestialstwo mężczyzn. To książka o wielkim bólu, takim który niszczy duszę… ale i o tym, że zawsze znaleźć można na niego lekarstwo w drugim człowieku.

„Miej serce i patrzaj w serce”

Sylwia Trojanowska snuje swoją opowieść swobodnie, finezyjnie, z wielką dozą delikatności. Dzięki temu prosta historia staje się częścią naszego świata. A tak stało się w moim przypadku. Dosłownie pokochałem dwie główne bohaterki, starą Gaję i małą Zosię.

Staruszka była doświadczona przez życie. Za swej młodości pokochała Polaka Ryszarda. A w Niemczech miłość taka była czymś niepożądanym, niemal że zdradą „germańskiej krwi”. Mimo tego, w ramionach Rysia odnalazła swoje szczęście, które przepadło, gdy on zginął. Załamana i złamana Gaja wycofała się wówczas z życia, uciekając do Wisielczej Chaty, gdzie na marginesie ludzkiej społeczności, ratowała świat. Po swojemu, nikomu nie odmawiając pomocy. I tak mijały lata, podczas których Gaja umierała emocjonalnie. I wówczas na jej drodze znalazła się ona, skrzywdzona Niemka – Sofia/Zosia.

Obie, nieoczekiwanie dla siebie, znajdują w sobie siłę, aby przetrwać, aby kochać, pomagać, istnieć w jakimś celu. I choć ich znajomość kończy się tragicznie, to ich spotkanie stało się zarodkiem większego dobra, które pójdzie w świat, by czynić go lepszym.

Ale to dopiero pierwsza część powieści – czasy wojenne. Druga, to historia Polaków, dawnych robotników przymusowych, którzy po wojnie muszą żyć pod butem ruskiego „wyzwoliciela”. Z jednej strony, wyrwani ze swego dawnego środowiska, muszą wszystko odbudowywać od nowa. Borykają się z różnymi problemami, przy których bieda jest tylko niepozornym wątkiem.

Przede wszystkim w społeczeństwie brakuje wiary – w przyszłość, w ludzi. i właśnie ten brak zaufania jest największym problemem. Bo niby jak zaufać innym ludziom, podczas gdy jeszcze nie tak dawno, człowiek człowiekowi wilkiem był?

A życia nie ułatwia jeszcze ruski mir. Rosjanie, jako zwycięzcy II wojny światowej, poczuli się panami stworzenia, i doszli do wniosku, że w „wyzwolonej” Polsce wszystko im wolno. Czują się panami, którym wszystko się należy, zwłaszcza kobiety. A przecież pozostaje jeszcze kwestia gwałtów radzickich sołdatów na tutejszych niewiastach, które traktowano jako naturalną zdobycz wojenną. I tutaj pojawia się pytanie, kto był lepszy – hitlerowcy czy ruscy? A może zamienił stryjek siekierkę na kijek?

Czy magia nadal istnieje?

W książce znaleźć można kilka wątków nadprzyrodzonych. Po pierwsze – pojawia się tutaj biała wilczyca, która symbolizuje siły niematerialne, które plotą ludzkie losy w taki sposób, aby nadać wszystkiemu głębszy sens. Pojawia się ona przed tymi, którym chce pomóc, lub w czymś ich przestrzec. Jest ona również symbolem głębszej logiki, jakiegoś boskiego planu dla naszej kruchej rzeczywistości. Niesie ze sobą jakby powiew nadziei, ukojenia, spokoju.

Po drugie – sama Gaja posiada zdolności „magiczne”. A może tylko świetnie rozbudowany instynkt? Tak, czy inaczej, dostrzega przyszłość – miewa przeczucia, prorocze sny, widzi znaki. A do tego pełni rolę szeptuchy, która leczy, zarówno ludzi, jak i zwierzęta. Wszystkim niesie pomoc, nie bacząc na język, nację, stronę konfliktu w czasie wojny. Wszak dawno temu przyrzekła pomagać wszystkim… nawet jeśli ta pomoc przywiodła ją do śmierci.

I po trzecie – najważniejsze – magia miłości. Ta dziwna moc nie zna granic, żadnych. Najpierw połączyła samotną szeptuchę Gaję, tytułową kobietę o białych oczach, z małą Niemką, która straciła wszystko. Po śmierci staruszki Zosia trafiła do polskiej rodziny, Hanny i Romana, którzy w czasie wojny stracili własną córkę. Pokochali małą Niemkę niemal od razu. Zdali się zapomnieć, że przedstawiciele jej nacji byli ich oprawcami. Pokochali dziewczynkę dla niej samej, bezgranicznie, jakby była ich naturalnym dzieckiem. Miłość – cóż to za niezwykła potężna siła, która potrafi przekraczać wszelkie ludzkie granice.

Emocje, których nie wolno się wstydzić

Przyznam, że powieść mocno mnie rozczuliła. Dawno nie spotkałem się z tak świetną książką, która w tak prosty sposób opisywałaby to, co w życiu najważniejsze. Subtelność i prawdziwość przekazu Autorki mocno wryły mi się w duszę. Ta książka zostanie ze mną już na zawsze. I mam nadzieję, że moje córki, kiedy już podrosną, dojrzą w niej tą głębię, ten wielki sens naszego istnienia, jaki widzę ja.

Były tutaj fragmenty, gdy moja twarz mocno się uśmiechała. Z tyłu głowy słyszałem śmiech Gai i Zosi, które bawiły się z psem Piorunem. Ale i czułem ogromny strach, gdy radzieccy żołnierze przyszli do Wisielczej Chaty, by wziąć to, co w ich mniemaniu, było im przynależne. Śmierć Gai, tu już nie wytrzymałem i łza zakręciła się w oku. Później bałem się po raz kolejny, czy nasza Zosia przetrwa w nowym świecie, gdzie Niemcy byli ludźmi niechcianymi, uważanymi za zło wcielone. A później były gwałty… Kogo coś takiego nie ruszy?

Podsumowując – „Kobieta o białych oczach” była dla mnie naprawdę emocjonalną i budującą przygodą. To książka, której fragmenty pozostaną ze mną do końca życia. Nauka, która z niej wypływa, nie tylko leczy moje własne rany, ale i daje nadzieję, że niezależnie od wszystkiego, choćby zło pukało do nas co chwilę, warto żyć, warto kochać. Bo dobro jest nawet tam, gdzie mrok zdaje się najmroczniejszy, najgłębszy, najbardziej niszczycielski.\

Powieść ogromnie mi „smakowała” – literacko, duchowo, merytorycznie. Jestem gotów uwierzyć, że ta historia mogła wydarzyć się w rzeczywistości. I jestem świadom, że wydarzyła się w żywotach tysięcy ludzi tamtych czasów. A może dzieje się gdzieś obecnie – na Ukrainie, w Jemenie, Sudanie, czy w Strefie Gazy.

Książka zawiera się na 304 stronach. Gorąco wam polecam. Sylwia Trojanowska rozgrzeje wasze serca w ten ponury, smutny czas.


Wydawnictwo Marginesy
Ocena recenzenta: 6/6
Ryszard Hałas


Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Marginesy. Tekst jest subiektywną oceną autora, redakcja nie identyfikuje się z opiniami w nim zawartymi.

Comments are closed.