W polskiej Wandei | Recenzja

M. Jurek, W polskiej Wandei. Komunistyczna Partia Polski w województwie poznańskim
w czasach II Rzeczypospolitej

Komunistyczna Partia Polski raczej nie budzi w społeczeństwie pozytywnych skojarzeń. Wręcz przeciwnie, niemal automatycznie pojawiają się nam przed oczami obrazy partyjnych dygnitarzy, katowni UB, więzień, prześladowań opozycji, a w końcu czołgów na ulicach miast. Po części to uproszczenie jest zrozumiałe, choć z drugiej strony KPP to absolutnie nie to samo, co PZPR. Partia ta w czasach odrodzonej Polski była jedną z najliczniejszych sił politycznych i miała swoją dość sporą reprezentację parlamentarną, a jej ośrodki powstawały i tam, gdzie teoretycznie nie miały najmniejszych szans powodzenia.

Na samym początku chciałem pochwalić Autora za intrygujący tytuł książki. No bo skąd niby wzięła się w Polsce Wandea? Odpowiedź pojawia się sama, lecz dopiero po lekturze, i bardzo dobrze, bo w przeciwnym miałby ułatwione zadanie. To miasto we Francji stało się symbolem brutalnej pacyfikacji przeciwników Rewolucji Francuskiej i pewnego bastionu oporu przeciw niej. Podobnie sprawa ma się tutaj. Wielkopolska (a więc i Poznań) uchodziła za ostoję konserwatyzmu i przywiązania do wiary i Kościoła. Przecież to właśnie tutaj po dziś dzień mieszczą się siedziby dwóch najstarszych polskich – gnieźnieńskiej i poznańskiej, a co za tym idzie także siedziba Prymasa. Mogłoby się więc wydawać, że instalacja struktur partii odwołującej się do ateizmu będzie tutaj niemal niemożliwa. Okazało się, że to błędne założenie, bowiem i w województwie poznańskim KPP działała dość prężnie i posiadała struktury zarówno te lokalne, jak i wojewódzko-miejskie. Słowem już dzięki okładce, czytelnik zostaje zaintrygowany, szukając odpowiedzi.
Do tego dochodzi jeszcze ciemnoczerwony kolor okładki, co przywodzi na myśl „czerwony sztandar”, ale to może tylko moje skojarzenie. Nie mogłem mu się jednak oprzeć. To świetny pomysł na całą konstrukcję lektury w  je wewnętrznych i zewnętrznych wymiarach.

 W warstwie merytorycznej widać doskonale przeprowadzoną kwerendę źródłową
i przygotowanie bibliograficzne. Autor okazał się być bardzo dobrze przygotowany do tego,
aby wszystko, to co wynikło z materiałów archiwalnych przelać na papier w taki sposób, aby „nie zamęczyć” odbiorcy masą faktografii i dat. W sumie przecież nie o to chodzi. Książka przyjęła kształt monografii, nie podręcznika a więc z założenia nie może być zbyt dokładna. Przedstawia tematykę dokładnie i wiernie, ale niezbyt szczegółowo, co jest zaletą. Dodatkowo, w toku rozważań Autor stawia bardzo ciekawe hipotezy, a następnie odpowiada na nie, obalając je lub potwierdzając przy użyciu całego zestawu argumentów. Świadczy to o doskonałym obyciu Autora z tematem oraz, że tematyka ta nie została przez niego wybrana przypadkowo, czy co gorsza narzucona. Od dawna przecież wiadomo, że lepiej pisze się, o tym, co się lubi, a z biegiem czasu nawet darzy się bohatera, czy własny temat pewną sympatią. Trudno oprzeć się wrażeniu, że tak jest i w tym przypadku. Mimo to, w książce widać przede wszystkim bezstronność i rzetelność, co przy tej tematyce jest niezaprzeczalnie bardzo istotne i ważne.  Odwołania do  realiów polityki pojawiają się wyłącznie tam, gdzie jest to jest to naprawdę konieczne.

Chciałbym zwrócić uwagę także na jeszcze jeden aspekt – mianowicie świetny balans języka. Fakty, o których należy wspomnieć na poważnie, są podane właśnie w taki sposób, bez niepotrzebnych ozdobników czy dygresji – ale jest coś bardzo rzadko spotykano w pozycjach – poczucie humoru. Widać to na przykład w tytułach rozdziałów. – „Nasi miejscowi Lenin i Trocki”, „Wilcza skóra
i owczy kożuch”. Są to oczywiście pewne parafrazy, czy uproszczenia poruszanych w kolejnych częściach wątków, ale bardzo trafne. Do tego wszystkiego dochodzi także umiejętne wplatanie cytatów w połączeniu z fragmentami innych tekstów źródłowych, które świetnie uzupełniają narrację, a przede wszystkim pasują do aktualnie przedstawianych wątków.

Kolejnym aspektem nakładającym się na bardzo dobrą ocenę recenzowanej pozycji jest część biograficzna. Przecież niemożliwe jest przedstawienie tak dużej, ogólnopolskiej partii, nawet
w wycinku lokalnym bez przedstawienia jej najważniejszych postaci. Stąd na kartach pojawiają się nazwiska Alfreda Bema, Edwarda Ochaba, Władysława Nowickiego, czy Adama Suwarta. Dobrze, że tak jest, bowiem, co by nie mówić, partia nie istnieje bez swoich członków, a w z nich działał
w niej pewnie w pewnym poczuciu misji, przekonania ideowego i chęci poprawy życia społeczeństwa. Każdy ma jakieś przekonania, nawet członkowie KPP i należy to uszanować, a nie odkładać ich na półki. Szkoda jedynie, że cała ta warstwa ilustracyjna, obecna jest w formie aneksu, na końcu, a nie na przestrzeni całej książki. Wydaje mi się, że wówczas wartość literacka
i obrazowa byłby rozłożone równomiernie. To w zasadzie moja jedyna uwaga krytyczna.

Ogólnie rzecz biorąc pracę oceniam bardzo pozytywnie. Przez pryzmat poruszanej materii trzeba powiedzieć, że Autor miał bardzo trudne zadanie, ale sprostał mu wyśmienicie. Nie jest przecież sztuką posiadać materiał – sztuka to umieć go wykorzystać, a w przypadku tej książki, nie mam co do tego wątpliwości. Po raz kolejny okazało się, że w naszej historii są tematy trudne, których nie można unikać, trzeba tylko wiedzieć jak je przedstawić w prawdziwie ciekawy sposób.

Wydawnictwo: Instytut Pamięci Narodowe

Ocena recenzenta: 5/6

Dominik Majczak

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

*