Polski Luksor i piramidy na Lubelszczyźnie. Niezwykłe ślady Egiptu w Polsce

Polski Luksor i piramidy na Lubelszczyźnie. Niezwykłe ślady Egiptu w Polsce

Piramidy, faraonowie, pseudohieroglify i egipskie grobowce kojarzą się z rozgrzanym piaskiem Gizy, a nie z lasami Lubelszczyzny czy spokojnym miasteczkiem pod Kielcami. Tymczasem niezwykłe ślady fascynacji starożytnym Egiptem od dawna rozsiane są po Polsce. Polski Luksor, ariańska piramida i egipska oranżeria pokazują, jak mocno kultura faraonów działała na wyobraźnię polskich podróżników, arystokratów i architektów.

Europejska egiptomania nie ominęła również ziem polskich. Fascynacja starożytnym Egiptem pojawiała się w pamiętnikach, poezji, kolekcjonerstwie i architekturze. Mikołaj Radziwiłł zwany Sierotką kupował mumie w Gizie, Juliusz Słowacki wspinał się na piramidę Cheopsa, a Michał Tyszkiewicz przywoził do Wilna starożytne eksponaty z własnych wykopalisk. Z czasem egipskie inspiracje zaczęły przenikać także do polskiego krajobrazu. W Końskich powstała oranżeria stylizowana na świątynię faraonów, zaś na Lubelszczyźnie do dziś stoi tajemnicza piramida ariańska sprzed ponad czterystu lat.

W kraju faraonów, czyli w Polsce. Zmyślone hieroglify, heretycka piramida oraz mumia „Młota na Kozaków”

Starożytny Egipt rozpalał polską wyobraźnię od setek lat. Już słynny pamiętnikarz Mikołaj Radziwiłł zwany Sierotką za kupił dwie mumie w Gizie, jednak w drodze powrotnej statkiem przez Morze Śródziemne, za namową towarzyszącego mu księdza Szymona Białogórskiego, wyrzucił je za burtę (zgod nie z marynarskim przesądem zwłoki przynosiły nieszczęście).

Tekst jest fragmentem książki Cuda niewidy. Alternatywne wędrówki po Polsce, która czeka na Ciebie tutaj:

Z kolei Juliusz Słowacki wspiął się na szczyt piramidy Cheopsa, za co dziś groziłyby mu nawet trzy lata więzienia. To, co zobaczył, z dokładnością geodety opisał w wierszu Na szczycie piramid:

Bliżej trzy drzewa, figa, pod nią cienia chłodnik,
A w nim stał mój osiołek i Arab przewodnik.

Wśród pierwszych polskich turystów w kraju faraonów trafił się również archeolog amator. Był nim hrabia Michał Tyszkiewicz, który w przerwie między nieudanymi polowaniami na krokodyle prowadził dla odmiany bardzo udane wykopaliska.

W latach 60. XIX wieku zdążył zgromadzić imponującą kolekcję starożytnych eksponatów: mumii, sarkofagów, mebli, posążków, biżuterii czy papirusów, które przekazał Muzeum Luwru oraz przywiózł do Wilna. Litewska część ko lekcji (notabene większa od francuskiej) zasiliła później zbiory wileńskiego Muzeum Starożytności.

Niestety władza radziecka zarządziła wywiezienie licznych eksponatów do Moskwy, a wiele z nich „zaginęło w akcji”. Jeżeli chcielibyście poczuć atmosferę Egiptu sprzed inwazji turystów i ery all inclusive, wspomniani trzej panowie pozostawili po sobie relacje z podróży. W każdej odnajdziecie inną perspektywę: szlachcica sarmaty, romantycznego poety i łowcy przygód w stylu Indiany Jonesa.

Być może niektórzy z Was zatęsknią do czasów, kiedy mumie można było kupić na bazarze, inni z kolei oburzą się na proceder nieograniczonego wywozu lokalnych zabytków do Europy. A może po prostu zapragniecie wyruszyć do kraju faraonów? W tym ostatnim przypadku przybywamy z pomocą.

Okazuje się bowiem, że egipskie świątynie można znaleźć znacznie bliżej, niż się wydaje, na przykład w Świętokrzyskiem. Istnieje również drugi Nil, nad brzegiem którego stoją egzotyczne chaty… Lasowiaków. Choć brzmi to absurdalnie, zapewniamy, że wszystko, o czym za chwilę opowiemy, jest najprawdziwszą prawdą.

Niecałą godzinę drogi od Kielc znajdziecie polski Luksor – miasto Końskie. Miejscowość stanowiła niegdyś majątek znakomitego rodu Małachowskich. A że jego przedstawicielom – intelektualistom i wolnomularzom – nie brakowało ambicji, pieniędzy ani architektonicznej fantazji, postanowili stworzyć oszałamiający pałac z parkiem.

Prace w połowie XVIII wieku rozpoczął Jan, zaś jego wnuk Stanisław zamieszkał tam na stałe i z żoną Anną zaangażował się bez reszty w kontynuację dzieła swoich przodków. Sprowadził z Włoch młodziutkiego architekta Franciszka Marię Lanciego, aby ten w otoczeniu parku w stylu angielskim nadzorował budowę osobliwych obiektów.

Najciekawszym z nich była bez wątpienia oranżeria, która miała być utrzymana w stylistyce starożytnego Egiptu (1825–1830). Jako że stopa Włocha ani razu nie stanęła na egipskiej ziemi, musiał posiłkować się dziełami rysowników i opisami badaczy, którzy towarzyszyli Napoleonowi w jego słynnej wyprawie na tamte tereny. W ten sposób Lanci wykreował własną wizję budowli z państwa faraonów.

Oranżeria egipska, służąca niegdyś do uprawy egzotycznych roślin, robi oszałamiające wrażenie – głównie dlatego, że nikt nie spodziewa się jej w takim miejscu jak Końskie. Budynek składa się z dwóch długich pawilonów połączonych wejściem z uskrzydlonym dyskiem słonecznym i pseudohieroglifami, które stanowiłyby zagadkę nawet dla najbardziej biegłych egiptologów.

Artysta nie znał bowiem pisma starożytnych, stworzył więc swoją własną wariację na temat tych znaków. Nad arkadowymi oknami zobaczycie maski bogini Hathor, zaś przy narożnikach, w niszach typowo egipskich wież (zwanych pylonami) – posągi faraonów. Władcy bliżej nieokreślonej dynastii mają oczy przeszywające duszę na wylot, co prawdopodobnie jest wynikiem zbyt swobodnych działań konserwatorskich.

 Poddani z Końskich od dawna nie czuli respektu przed faraonami, o czym świadczyły śmieci (w tym butelki po napojach wyskokowych) składowane na ich kolanach. Od dłuższego czasu stan budynku pozostawiał zresztą wiele do życzenia – w okresie PRL do budowano do niego pawilon, w którym mieściła się kawiarnia Egipcjanka, zaburzając oryginalny układ oranżerii. Na szczęście obecnie obiekt podlega renowacji – widocznie Amon-Ra czuwa nad dobrostanem tego egipskiego przybytku na święto krzyskiej ziemi.

Jeżeli ciekawią Was piramidy, nie musicie lecieć do Gizy – istnieje rozwiązanie tańsze i szybsze, bez tłoku turystów i w przyjemnym chłodku rodzimego klimatu. Być może słyszeliście o najsłynniejszym przykładzie takiego obiektu w naszym kraju, czyli XIX-wiecznej piramidzie w Rapie na Mazurach.

Kolejna opowieść będzie jednak dotyczyć znacznie starszego, ciekawszego, a przede wszystkim mało znanego grobowca szlachcica, którego z pewnego powodu nie chciano pochować na katolickim cmentarzu. Owo tajemnicze grobisko sprzed ponad 400 lat znajduje się w niepozornej wsi Krynica (powiat krasnostawski) na Lubelszczyźnie.

Po dotarciu na miejsce możecie napotkać trudności w dokładnym zlokalizowaniu zabytku. Nie obawiajcie się jednak – każdy mieszkaniec wsi, niczym starożytny bóg Anubis, wskaże Wam drogę do piramidy. Wędrując przez gęsty las, poczujecie się jak dusza w egipskiej Księdze umarłych – nieco zagubiona, czuła na każdy szelest przerywający martwą ciszę w lubelskim królestwie cieni. Być może na tym odcinku trasy bardziej racjonalne umysły nie odczują jeszcze panującej tu niezwykłej atmosfery, za to po dotarciu do celu każdego – bez wyjątku – uderzy skala i niezwykłość grobowca.

Piramida wyłania się nagle, dumnie i strzeliście – uściślij my, że jest to właściwie ostrosłup spoczywający na sześcianie. Obiekt wznosi się na ponad 20 metrów, co czyni go nie tylko najstarszą, ale i najwyższą zabytkową piramidą w Polsce (choć – przyznajmy – w tej dziedzinie nie ma wielu konkurentów).

W prostej bryle z kamienia i cegły próżno doszukiwać się barokowych ozdobników. Szlachcic, którego w niej pochowano, z pewnością wzdrygnąłby się na samą myśl o sakralnym przepychu z tłustymi amorkami. Fundator grobowca Paweł Orzechowski był bowiem arianinem, a bracia polscy (czyli wyznawcy arianizmu) gromadzili się w skromnych, prostych zborach.

Arianie negowali dogmat o Trójcy Świętej, postulowali pacyfizm, wolność chłopów oraz równość płci. Za swoje śmiałe jak na owe czasy poglądy (lub za domniemane sprzyjanie Szwedom) zapłacili wysoką cenę. Rzeczpospolita w 1658 roku postawiła im warunek – przejście na katolicyzm lub wygnanie z kraju.

Orzechowski na szczęście tego nie doczekał, choć do prześladowania arian – napadów, rabunków mienia, linczów – dochodziło już za jego życia. Nie było mowy o tym, aby arian grze bać na cmentarzu katolickim, i właśnie dlatego szlachcic przed swoją śmiercią (1612) postawił grobowiec w odosobnionym miejscu zwanym dziś Górką Ariańską.

Oryginalna forma grobowca nawiązuje do starożytnych rzymskich mauzoleów (które zresztą powstały pod wpływem egiptomanii Rzymian) i składa się z prostego pomieszczenia na planie kwadratu (jedynym, acz gustownym ozdobnikiem są łuki wsparte na arkadach) z trze ma okrągłymi otworami w ścianach oraz sporej i głębokiej pod ziemnej krypty. Oprócz wejścia głównego ma również drzwi prowadzące do podziemi.

Piramida, ze względu na osobliwą formę i związek z tajemniczym szlachcicem innowiercą, rozpalała wyobraźnię miejscowego ludu. Spekulowano na przykład, że jest połączona pod ziemnym korytarzem z pobliskim zamkiem w Krupem, którego Orzechowski był właścicielem (warto zwiedzić te malownicze ruiny). Według innej legendy w grobowcu ukryto skarby, których jednak nie należało szukać, aby nie budzić licha w owym przeklętym miejscu.

Tłumaczono też sobie, że grobisko jest kościołem ariańskim lub kaplicą postawioną w miejscu pochówku pewnego niewdzięcznego syna nękającego mieszkańców nawet po śmierci. Przez kolejne lata miejsce popadło w zapomnienie i niszczało. Do dalszych zniszczeń przyczyniła się II wojna światowa. Na szczęście – dzięki licznym pracom konserwatorskim prowadzonym w ostatnim czasie – zabytkowi przywracana jest dawna świetność.

Odwiedzający go nieliczni turyści twierdzą, że w piramidzie kumuluje się kosmiczna energia. A może to podstępna klątwa Piotra Orzechowskiego, która ma zwabić tu prześladowców arian? W każdym razie to miejsce ma w sobie… coś. Być może jeszcze mocniejsze coś poczujecie na Kujawach, gdzie podobne wrażenie zrobią na Was tak zwane polskie piramidy na Kujawach, zbudowane nawet wcześniej niż egipskie. Więcej na razie nie zdradzimy – ten fascynujący temat rozwijamy w rozdziale Ktoś był tutaj przed nami.


Aby czytać dalej o śladach Egiptu w Polsce oraz przeczytać rozdział Ktoś był tutaj przed nami i pozostałe, sięgnij po książkę Cuda niewidy. Alternatywne wędrówki po Polsce. Tekst jest jej fragmentem i powstał we współpracy z Wydawnictwem Znak.

Fot. Piramida w Krynicy, 2024, Sebastian Flak (Wikimedia Commons)

Comments are closed.