Marcin Przewoźniak, Skoki przez epoki. Osiem podróży w przeszłość
Historia dla dzieci najczęściej wpada w dwie pułapki: albo staje się lekcją z datami, albo przygodą w kostiumie z epoki. „Skoki przez epoki. Osiem podróży w przeszłość” Marcina Przewoźniaka wybierają trzecią drogę. Każdy rozdział zaczyna się od poranka, pobudki, jedzenia, obowiązków i spraw, które dla dziecięcych bohaterów są całym światem.
Książka pokazuje przeszłość przez codzienność. Przez chatę, warsztat, dwór, ulicę, fabryczne miasto, tramwaj, kiosk i współczesny pokój z telefonem przy twarzy. I to bez udawania, że dawne dzieciństwo było sielanką.
Uwaga! Spoliery dla rodziców!
Każda historia, a jest ich osiem, zaczyna się od zwykłego poranka. Dziecko wstaje, je, pracuje, pomaga, marzy, boi się, kombinuje i dopiero wtedy czytelnik widzi epokę. Nie przez pomnik, lecz przez dzień, który trzeba przeżyć. Który dziecko musi przeżyć.
O autorze i krótko o książce
Autor napisał książkę dla dzieci, która prowadzi czytelnika przez osiem historycznych odsłon codzienności, a następnie domyka całość współczesną sceną.
Marcin Przewoźniak z wykształcenia jest pedagogiem, ale zasadę łączenia nauki z zabawą wprowadził w życie poza szkolną klasą: został autorem książek dla dzieci. Debiutował w tygodniku „Pentliczek”. Napisał m.in. „Mikołaj Kopernik. Chłopak, który sięgnął do gwiazd”, „Odkrywcy grobu faraona. Howard Carter na tropie Tutanchamona”, „Wielką księgę zagadek” oraz „Daleko jeszcze?”. Mieszka w Warszawie i kolekcjonuje koty.
Książka jest kierowana do dzieci w wieku 9–12 lat. Konstrukcja jest czytelna i konsekwentna. Rozdziały otwierają pobudki, a potem autor przenosi czytelnika w kolejne światy: słowiańską osadę, średniowieczne miasto, dworską codzienność, czasy wynalazków, przemysłową Łódź, Warszawę z pierwszym tramwajem elektrycznym, PRL-owską rzeczywistość kolejek i gazet oraz współczesność dziecka żyjącego z telefonem pod ręką.
Historia zaczyna się od śniadania, nie od daty
Przewoźniak miał bardzo dobry pomysł na wejście w przeszłość. Zaczyna od ciała i rytmu dnia. Dziecko budzi się, słyszy głos dorosłych, je to, co akurat jest w domu, ubiera się, dostaje zadanie i wychodzi w świat.
W pierwszym rozdziale Sobek budzi się w półziemiance. Pojawia się dym z paleniska, słoma, kury, krowa, wspólna miska, podpłomyki, podział jedzenia według wieku i starszeństwa, postrzyżyny oraz praca przy budowie grodu. Ochna idzie do lasu po jedzenie i chrust, a jej wyprawa pokazuje, jak blisko codzienności są strach, głód, zwierzęta i ludzie mogący stanowić zagrożenie.
Autor nie unika trudniejszych elementów. W tym samym rozdziale pojawia się motyw handlu ludźmi: Ochna ukrywa się przed ludźmi pędzącymi związanych niewolnych, a tekst wprost mówi, że człowieka sprzedawano jako cenny towar. Książka pokazuje dzieciom świat obcy, czasem brutalny, ale robi to językiem dostosowanym do młodego odbiorcy.
Dzieci pracują, uciekają, marzą i się mylą
W średniowiecznym rozdziale Sobiech uczy się u bednarza, mieszka u majstra przez tydzień i wraca do rodziny w niedzielę. Paszko trafia do pracy w cegielni po nieudanej przygodzie ze szkołą. Jagata pomaga w domu. Książka opowiada o dzieciństwie jako części świata dorosłych obowiązków.
Rozdział dworski zaczyna się od Nuśki i Meli, które wstają, bo we dworze mają pojawić się goście. Od razu wiadomo, że będzie praca, pośpiech, kuchnia, służba i obserwowanie świata państwa z miejsca zależnego, ale nie niemego. Dziewczynki patrzą, komentują i próbują sobie radzić.
Zygmunt z rozdziału warszawskiego czeka na pierwszy przejazd tramwajem elektrycznym. Autor pokazuje technologiczną zmianę przez ekscytację dziecka, które chce mieć dowód dla kolegów. W tej scenie nowoczesność przychodzi jako bilet, zazdrość rówieśników, poranny pośpiech i widok elektrowni tramwajowej.
W rozdziale PRL-owskim Ulka stoi w kolejce po „Dziennik Ludowy”, bo zależy jej na plakacie zespołu Kajagoogoo. Kolejka reaguje podejrzliwie, gdy Gośka podchodzi do koleżanki, a liczba egzemplarzy gazety okazuje się ograniczona. Scena dobrze pokazuje codzienność braku, napięcia i… kolejek.
Finał z Brunem przenosi czytelnika do współczesności. Chłopak budzi się z odciśniętym na policzku smartfonem, myśli o sieci, szkole, słuchawkach i rozładowanym telefonie. Pojawia się też wzmianka o szkolnym systemie AI, którego nie chcą rodzice i nauczyciele. Ten rozdział działa jak klamra; w końcu dzisiejszy poranek także kiedyś będzie dla kogoś materiałem historycznym.
Historia bez szkolnego fartuszka
Autor nie przekonuje dzieci po prostu, że dawne dzieciństwo wyglądało inaczej. On to pokazuje: ktoś śpi na słomie, ktoś idzie do lasu po jedzenie, ktoś trafia do majstra, ktoś stoi w kolejce po gazetę, ktoś czeka na tramwaj, ktoś budzi się z telefonem przy twarzy. Przewoźniak nie wciska dziecku historii przez daty. Bierze zwykły poranek i pokazuje, że epoka siedzi w misce, ubraniu, pracy, strachu, zachwycie i obowiązku.
Każda epoka ma własny budzik: Swaroga, dzwony, tramwaj, kiosk, smartfon. Ten rytm spina książkę i daje młodemu czytelnikowi coś znajomego. Bo poranek, nawet sprzed tysiąca lat, nadal zaczyna się od tego samego dramatu: trzeba wstać (o, zgrozo!).
Ilustracje Adama Pękalskiego dobrze trzymają lekkość całości. Szczur, Ochna w lesie, lis, biały koń przy wróżbie, sceny z codzienności – wszystko ma ruch i charakter, ale nie robi z przeszłości cukierkowej dekoracji.
Trudniejsze tematy są obecne i dobrze, że są. Handel ludźmi, praca dzieci, bieda, zależność od dorosłych, przemoc, choroba, strach przed wojną – Przewoźniak ich nie omija. Nie wali nimi po głowie, ale też nie udaje, że historia była serią uroczych scenek z przebieralni muzealnej. Dla młodego czytelnika to może być jedna z ważniejszych rzeczy w tej książce: przeszłość bywała ciekawa, ale bywała też trudna.
„Skoki przez epoki” najlepiej czytać jako serię spotkań z dzieciakami z różnych czasów. Mają robotę, głód, marzenia, głupie pomysły, obowiązki i swoje małe sprawy. Dzięki temu historia robi się bliska.
Wydawnictwo Literackie
Agnieszka Cybulska