Na królewskim dworze cisza i woda zamiast wina, a kilka dekad później – nocne eskapady, pijackie kluby i hasło „carpe diem” traktowane śmiertelnie poważnie. Granica między polityką a biesiadą była cienka, a władza łatwo przechodziła w rozpasanie. Jedni pili z lęku przed trucizną, inni dla czystej przyjemności i bez hamulców. Efekt? Historia, w której alkohol staje się cichym bohaterem. I czasem całkiem głośnym problemem.
Od podejrzliwego abstynenta Jagiełły po rozpasane biesiady renesansowej szlachty – fragment książki „Pijana historia świata” autorstwa Andrzeja Fiedoruka pokazuje, jak alkohol potrafił kształtować obyczaje, politykę i reputacje władców.
Jagiełło – tak samo jak Witold –
nigdy nie brał do ust wina, piwa ani miodu,
pijał tylko czystą wodę[1].
Czy Jagiełło był abstynentem? Częściowo tak, gdyż jedynie od wielkiego dzwonu wypijał nieco zmieszanego z wodą wina. Pragnienie zaspokajał, prawdopodobnie sprowadzaną na Wawel aż z Litwy, źródlaną wodą.
Tekst jest fragmentem książki Pijana historia świata, która czeka na Ciebie tutaj:
Jednak jego abstynencja swoje źródło miała w obawie przed otruciem. W młodości Władysław był świadkiem, jak wytruto mu pół rodziny. Rachunki dworu Jagiełły i jego syna Kazimierza świadczą o wręcz minimalnych, jak na królewski dwór, zakupach wina i piwa. Gorzej rzecz się miała z jego bratem Skirgiełłą, który trzeźwy był do rany przyłóż, natomiast pijany – zdolny rzucić się z mieczem na najbliższą osobę, którą jeśli ranił, następnego dnia opatrywał z największą troską.
W kwestii pijaństwa i innych bezeceństw popis dał syn Kazimierza Jagiellończyka (1427–1492), a wychowanek Kallimacha, Jan Olbracht (1459–1501): „W Prusiech oprócz mięsa jadał codziennie ryby, pił piwo bydgoskie, wino i miody, popłukując nimi rarytasy – figi i migdały”[2]. Po pijaku miał chęć na wszystko, co na drzewo nie uciekało. Kiedy na Wawelu nie znalazł odpowiedniego obiektu pożądania, wypuszczał się nocą na miasto. Podczas jednej z anonimowych eskapad opryszkowie dotkliwie obili go po pysku.
Jego brat, późniejszy król Zygmunt Stary (1467–1548), młodość przeżył w dość skromnych jak na króla warunkach. Tak więc i jego stosunek do alkoholu był umiarkowany. Jego późniejsze osiągnięcia tak oceniają współcześni mu obserwatorzy:
Uczty i pijatyki wyprawiane do tej pory teraz urządzali
z większym umiarkowaniem. Na wzór króla wielu wyrzekło
się zupełnie pijaństwa, bardzo ceniono trzeźwość i w krótkim
przeciągu czasu nastąpiła wielka przemiana w zwyczajach
i obejściu Sarmatów. Po tych początkach wszystkie prawie inne
zalety zaczęły się upowszechniać i wzrastać, co pociągnęło za
sobą uznanie dla Polaków u innych narodów[3].
Znacznie gorzej przez potomnych oceniony został ostatni król z rodu Jagiellonów, syn Zygmunta Starego, Zygmunt II August (1520–1572), którego bezpotomna śmierć została uznana za karę boską za jego rozpustne życie[4].
W schyłkowych czasach Jagiellonów na królewski dwór docierają pierwsze jaskółki renesansu. Wraz z bogaceniem się mieszczaństwa i szlachty wino staje się coraz popularniejszym trunkiem. Z królewskich i książęcych stołów przenosi się do karczm, gdzie zaspokaja gusta plebsu. W Polsce zaczyna się epoka świętych krów, które chroniła szlachecka zasada nietykalności osobistej bez wyroku sądowego, ale przede wszystkim przyzwolenie społeczne. Piją wszyscy, magnateria, szlachta, duchowieństwo. Co bardziej dokształceni pijacy uważali, że ze względu na sakralną użyteczność, pochodzenie, prestiż, a zapewne też i pomroczne właściwości, wino wymaga konsekracji w starorzymskim stylu. Powstają, najpierw przy dworach królewskich, towarzystwa pielęgnujące tradycje greckich sympozjonów i rzymskich conviviów. Ich główną zasadą jest: „Nic nie może być dokonane bez wina kojącej przyjemności”[5].
W Krakowie powstał klub towarzyski, którego mottem było carpe diem – bracia i siostry łączyli się w dążeniu do pijackiej rozwiązłości. Co ważniejsze, w podobnych klubach uczestniczyli znamienici obywatele ówczesnej Rzeczypospolitej: Jan Krzycki (późniejszy prymas) czy Jan Dantyszek (pierwszy ambasador polski na dworze cesarskim). Członek towarzystwa, Jan Zambocki, pisał w 1527 roku do wspomnianego Dantyszka: „Używamy naszych rozkoszy krakowskich, które znasz, niech zginie, kto troszczy się o przyszłość”[6]. Wkrótce powstaje Klub ożralców i opilców założony przez Korybuta Kosztyrskiego. Wydaje się, że przepił on swój talent, gdyż był niezłym medykiem z muzycznymi inklinacjami i uzdolnieniami prawniczymi.
Kwintesencją tych wszystkich towarzystw jest powstanie w połowie XVI wieku towarzystwa biesiadno-literackiego Rzeczpospolita Babińska. Nie zakwitło ono na dworze królewskim czy magnackim, ale we włościach szlachciury Stanisława Pszonki, we wsi Babin w Lubelskiem. Dewizą tego dziwnego tworu społeczno-kulturowego było: Omnis homo mendax – każdy człowiek jest kłamcą. Potencjalnym kłamcą mógł być zarówno w miarę uzdolniony szlachcic, jak i magnat, a kłamano i pijano w Babinie obficie. Członkostwo w towarzystwie wymagało opowiedzenia żartu lub też przedniej facecji.
Parodiując ustrój Polski, babińczycy wybierali spośród siebie króla, senat, kanclerzy, hetmanów, wojewodów, kasztelanów, arcybiskupów, biskupów, sekretarzy i innych urzędników. Przy tym obowiązywała zasada, by na stanowiska te desygnować ludzi najmniej się do tego nadających. […] Dostawali oni z całą powagą opieczętowane pisma z nominacjami, za którymi kryło się często obśmianie ich wynaturzonych ambicji. Pomimo to obdarowani przyjmowali te pisma z szacunkiem[7].
Otwarta, przystępna, a co najważniejsze obficie zakrapiana alkoholem formuła Rzeczypospolitej Babińskiej szybko przeniosła się do szlacheckich dworków i dworów, a z czasem i do kolejnych domostw. Mieszczanie nie mieli zamiaru pozostawać w tyle za szlachtą i w Gdańsku na Długim Targu amatorzy zakrapianych spotkań zorganizowali własny lokal:
Po lewej stronie placu znajduje się piękna sala na parterze, ozdobiona wdzięcznymi obrazami i posągami. Tutaj ma siedzibę korporacja pijaków zwanych opojami, którzy wstępując do niej, płaca tam z góry za rok cały po dziesięć groszy dziennie. […] za co mogą tam pić, ile zechcą, przez rok cały, trzy razy dziennie, bez dodatkowej opłaty[8].
[1] P. Jasienica, Polska Piastów, Wrocław 1960.
[2] F. Papée, Jan Olbracht, Kraków 1997, s. 87, p. 193, cytat za: J. Besala, Alkoholowe
dzieje Polski. Czasy Piastów…, dz. cyt., s. 84.
[3] J.L. Decjusz, Księga o czasach króla Zygmunta, przekład zespołowy pod kierunkiem
K. Kumanieckiego, Warszawa 1960.
[4] J. Besala, Alkoholowe dzieje Polski. Czasy Piastów…, dz. cyt., s. 113.
[5] Celtis, Epigramaty, cytat za: J. Besala, Alkoholowe dzieje Polski. Czasy Piastów…,
dz. cyt., s. 114.
[6] J. Besala, Alkoholowe dzieje Polski. Czasy Piastów…, dz. cyt., s. 115.
[7] Tamże.
[8] G. Fantuzzi, Diariusz podróży po Europie (1652), tłum. W. Tygielski, Warszawa 1990, s. 40.
Tekst jest fragmentem książki Pijana historia świata, i powstał we współpracy z Wydawnictwem RM.
Fot. poglądowa, Romans Lancelota, Francja, XV wiek
