Ostatni proces Niemieckie rozliczenia z nazistowską przeszłością

Ostatni proces. Niemieckie rozliczenia z nazistowską przeszłością |Recenzja

Tobias Buck, Ostatni proces. Niemieckie rozliczenia z nazistowską przeszłością

Jak powszechnie wiadomo, po II wojnie światowej alianci narzucili pokonanym Niemcom politykę denazyfikacji. W teorii sprawa była prosta – chodziło o to, aby zidentyfikować tych którzy popierali reżim Hitlera i móc ich ukarać. Jednak rzeczywistość okazała się o wiele bardziej skomplikowana.

Dość powiedzieć, że sprawy sądowe przeciwko byłym nazistowskim funkcjonariuszom toczą się przed niemieckimi sądami aż do tej pory.

Właśnie o jednym z takich procesów opowiada recenzowana książka. Ukazała się ona nakładem wydawnictwa Czarne w znakomitej serii „Reportaż”. Jej autorem jest dziennikarz urodzony w Niemczech.

Treść

Tytuł książki bardzo trafnie zapowiada jej treść. Zabrakło mi jedynie jeszcze dwóch słów dopowiedzenia: studium przypadku. Autor bowiem opowiada o niemieckich rozliczeniach z nazistowską przeszłością na kanwie procesu Bruno Deya. Kim był Bruno Dey? Otóż był zwykłym chłopakiem, zwykłym Niemcem. Był człowiekiem zupełnie przeciętnym. Z powodu złego stanu zdrowia nie trafił na front. Nie znaczy to jednak, że nie brał udziału w II wojnie światowej. Dey był strażnikiem w KL Stutthof. Pełnił służbę na wieży wartowniczej. Nie ma dowodów na to, że sam kiedykolwiek kogoś zabił. Jednak był tam. Służył w obozie zagłady. Widział krematoria. Widział tysiące przywożonych do obozu ludzi, którzy „potem” znikali.

Wojna się skończyła i Brudno Dey wiódł spokojne życie. Nie wchodził w konflikt z prawem. Był po prostu zwykłym, przeciętnym obywatelem. Jak to się zatem stało, że 17 października 2019 roku trafił przed sąd w Hamburgu? Jak doszło do tego historycznego procesu? Dlaczego dopiero tak późno po zakończeniu wojny obozowego strażnika oskarżono o zamordowanie ponad pięciu tysięcy więźniów? Kiedy Dey rozpoczął służbę w obozie koncentracyjnym miał siedemnaście lat. Został członkiem SS odpowiedzialnym za pilnowanie więźniów. Jego służba była nienaganna. Wykonywał rozkazy. Przełożeni nie skarżyli się na niego. Dey był „porządnym” Niemcem, wykonującym po prostu swoje obowiązki.

Kilkadziesiąt lat po zakończeniu wojny staje przed niemieckim sądem w Niemczech. Miał spojrzeć w twarz byłym więźniom obozu, tym nielicznym ocalałym. To oni po raz kolejny sięgali pamięcią do najtragiczniejszych dni swojego życia. Przybywali z najdalszych zakątków świata, starzy i schorowani. Przybywali w jednym celu. Aby dać świadectwo. Uznawali to za coś absolutnie najważniejszego, co mogli jeszcze zrobić.

Wymowa książki

Jednak recenzowany reportaż nie jest po prostu opowieścią o tym konkretnym procesie sądowym. Prawdę mówiąc nieco się tego obawiałem. Tymczasem Tobias Buck postawił sobie ambitne zadanie. Chciał pokazać cały skomplikowany proces niemieckich rozliczeń z nazistowską przeszłością. Wszyscy wiemy, jak trudne i skomplikowane jest to zagadnienie. Dla autora w podwójny sposób – ze względu na jego biografię. Odważnie dzieli się w książce wątkami autobiograficznymi, które nie pozostają bez wpływu na jego dziennikarskie zainteresowania.

Wielką zaletą książki jest styl prowadzenia narracji. Relacje z procesu Bruno Deya są przerywane długimi dygresjami autora. Opisuje, jak zmieniało się postrzeganie winy i kary w Niemczech na przestrzeni dziesiątków lat. W jaki sposób od uznania, że winni są tylko nazistowscy przywódcy, Niemcy przeszły do sądzenia takich ludzi jak Bruno Dey. Wywody te są często bardzo szczegółowe i pisane precyzyjnym prawniczym językiem. Jest to jednak konieczne, abyśmy zrozumieli mentalność niemieckich prawników, sądów i obywateli.

Podsumowanie i ocena książki

Książka jest podzielona na szesnaście rozdziałów. Każdy z nich jest zdecydowanie na swoim miejscu. Tytuły niektórych z nich pokazują wagę tematyki, z jaką mierzył się autor. Mimo to Tobias Buck nie ucieka ani w tanie moralizatorstwo ani „święte oburzenie”. Wydaje się, że dziś takie powierzchowne oceny byłyby przeciw skuteczne. Autor stara się zgłębić poruszaną problematykę na wielu płaszczyznach.

Świadczy o tym chociażby historia z fałszywym świadectwem ocalonego.

„Ostatni proces. Niemieckie rozliczenia z nazistowską przeszłością” to świetnie napisany reportaż. Autor porusza w nim niezwykle ważny temat. Jak zmieniało się podejście Niemiec do nazistowskiej przeszłości? Czy Niemcy na pewno się już z nią uporały? Czy to koniec wielkiej narodowej dyskusji o winie, sprawcach i ofiarach? Dlaczego w centrum Berlina stoi pomnik poświęcony żydowskim ofiarom? Dlaczego nie wspomina on w ogóle o sprawcach, zupełnie jakby II wojna światowa była jakąś katastrofą przyrodniczą? Co z innymi ofiarami nazizmu – Polakami, Romami, Ukraińcami itp.?

„Ostatni proces” to książka, którą zdecydowanie polecam. Jej lektura uświadamia nam wiele rzeczy, z których na co dzień nie zdajemy sobie sprawy. To nie tylko świetnie napisany reportaż o procesie sądowym strażnika z obozu koncentracyjnego. To prawdziwe studium niemieckiej pamięci, które nie tylko rekonstruuje przeszłość, ale stawia ważne pytania na przyszłość.

Świetny tytuł.


Wydawnictwo Czarne
Ocena recenzenta: 6/6
Wojciech Sobański


Egzemplarz recenzencki otrzymany od Wydawnictwa Czarne. Tekst jest subiektywną oceną autora, redakcja nie identyfikuje się z opiniami w nim zawartymi.

Comments are closed.