Monika Raspen, Wiedźma z Sudetów

Morawy, rok 1678. Tydzień przed Wielkanocą w jednym z kościołów niedaleko miasta Szumperk podczas mszy dochodzi do skandalicznego incydentu kradzieży hostii. To wydarzenie doprowadza do zakrojonego na szeroką skalę polowania na czarownice…

Książka Moniki Raspen porusza budzący silne emocje temat polowań na czarownice w epoce nowożytnej (XVI-XVIII wieku). Powieść autorki zainspirowana jest prawdziwymi wydarzeniami…

Co naprawdę wydarzyło się na Morawach w 1678 roku?

Fabuła książki koncentruje się na autentycznych wydarzeniach z Niedzieli Palmowej 1678 roku. Wtedy to Marie Schuhe z  Vernířovic przyszła ma mszę do kościoła, w trakcie której schowała do chusteczki hostię przyjętą w trakcie komunii świętej. Została na tym przyłapana przez ministranta.

W trakcie przesłuchania wyznała, że chciała dać hostię krowie sąsiada aby ta dawała więcej mleka. Proboszcz jej parafii uznał to za profanację i pakt z szatanem. Zawiadomił o tym wszystkim właścicielkę miejscowych dóbr hrabinę Angelę z rodu Galle (w książce z rodu Żerotinów). Ta powołała trybunał mający zająć się ściganiem wszystkich domniemanych czarownic w okolicy, na którego czele stanął świecki sędzia Henryk Franciszek Boblig. W wyniku jego działalności w latach 1678-1696 życie straciło około 100 osób…

Dobra powieść, choć nie do końca zgodna z faktami historycznymi

Należy wyrazić największe pochwały dla autorki za walory literackie jej powieści. Jest ona napisana niezwykle plastycznym, barwnym, wciągającym i poruszającym językiem, zaś jej bohaterowie są postaciami bardzo dobrze skonstruowanymi pod względem psychologicznym i na długo zapadają w pamięć.

Trzeba jednak uważać z traktowaniem powieści jako rzetelnego opisu dramatycznych faktów, które miały miejsce w latach 1678-1696 w ówcześnie rządzonych przez Habsurgów Czechach. Przede wszystkim, opisywane przez autorkę pustelnica  Walpurgis oraz zielarka Anna nigdy nie istniały, są tylko i wyłącznie fikcyjnymi tworami Moniki Raspen.

Nie jest również prawdą ukazany w powieści obraz hrabiny Angeli, jako osoby, która sprowadziła sędziego Bobliga do ścigania czarownic z powodu swojej osobistej niechęci do miejscowych zielarek. W rzeczywistości zrobiła to ona tylko z powodu chęci zaprowadzenia porządku w okolicy po otrzymaniu doniesień o profanacji hostii, a nie z jakichś swoich osobistych animozji do kogokolwiek.

Sędzia Boblig natomiast, wbrew temu co ukazano w książce, nie kierował się w swojej “walce z czarownicami” pragnieniem ukrycia jakichś swoich sekretów z przeszłości przed osobami które zwalczał, gdyż nie ma na to żadnych dowodów historycznych. Swoją walkę z “czarownicami” prowadził tylko i wyłącznie w celu przejęcia majątków skazanych przez siebie osób.

Największym jednak problemem dla mnie jest lansowana przez autorkę teza, jakoby głównymi ofiarami polowań na czarownice były kobiety, zielarki i udrowicielki. Prawdą jest, że procesy zaczęły się od ubogich kobiet, ale później ich ofiarami stali się także bogaci mieszczanie oraz wpływowi w tych okolicach mężczyźni. Sędzia Boblig skazywał ich na śmierć, ponieważ na mocy ówczesnego prawa mógł dzięki temu skonfiskować ich olbrzymie majątki na swoją rzecz.

W tej kwestii zatem autorka ulega niestety rozpowszechnionej dzisiaj ideologii feministycznej, która w polowaniach na czarownice chce widzieć tylko i wyłącznie “zgubny owoc patriarchatu” oraz “męskę opresję wobec kobiet”, co nie jest zgodne z historyczną rzeczywistością.

Podsumowanie

Pomimo tych wszystkich wyżej wyrażonych zastrzeżeń uważam, że książka Moniki Raspen sama w sobie jako powieść jest bardzo ciekawa i dobra pod względem literackim, dlatego zachęcam do zapoznania się z nią, oczywiście przy założeniu, że jest to tylko powieść, a nie naukowa książka historyczna, dlatego nie można na jej podstawie tworzyć sobie obrazu rzeczywstości historycznej z 2 połowy XVII wieku.

Osobom zainteresowanym prawdą historyczną w kwestii polowań na czarownice rekomenduje natomiast ściśle naukowe książki na ten temat: Robert Thurston “Polowania na czarownice”, Brian P. Levack “Polowania na czarownice w Europie wczesnonowożytnej” oraz Małgorzata Pilaszek “Procesy o czary w Polsce w wiekach XV-XVIII”.

W tym miejscu dodam tylko, że w znacznej mierze jest fałszywa popularna zbitka na ten temat, ukazująca polowania na czarownice za pomocą zdania “Średniowiecze, Kościół katolicki, inkwizycja”.

Po pierwsze, do polowań na czarownice dochodziło w przygniatającej większości w wiekach XVI-XVIII, w średniowieczu były to tylko i wyłącznie incydenty.

Po drugie, polowania na czarownice miały przede wszystkim w krajach protestanckich, w katolickich też do nich dochodziło, ale na o wiele, wiele mniejszą skalę niż w krajach protestanckich. Najbardziej katolickie kraje Europy, czyli Włochy, Hiszpania i Portugalia odpowiadają za zaledwie około 6% wszystkich przypadków procesów o czary w całym naszym kontynencie.

Po trzecie, nie jest prawdą jakoby za polowania na czarownice odpowiadała przede wszystkim katolicka inkwizycja. W krajach protestanckich, w których doszło do najwięcej przypadków procesów o czary, katolicka inkwizycja z przyczyn oczywistych w ogóle nie istniała. Natomiast te kraje, w których inkwizycja była najbardziej obecna i najsilniejsza, czyli wspomniane już Włochy, Hiszpania i Portugalia odpowiadają jak też już wspomniano zaledwie za około 6% wszystkich przypadków o czary w całej Europie.


Wydawnictwo Replika

Ocena recenzenta: 4/6

Konrad Ruzik

Comments are closed.