Jan III Sobieski i Marysieńka przez lata pisali do siebie listy szyfrem. Marysieńkę wydano za mąż za innego, przez co zakochani musieli ukrywać łączące ich uczucie. Wypracowali własny język, którym potajemnie przesyłali sobie wyrazy miłości. Ich listy to jeden z największych zabytków polskiej epistolografii.
Początek romansu
Jan III Sobieski i Marysieńka to bodaj najsłynniejsza para zakochanych w historii Polski. Poznali się w 1655 roku na zabawie dworskiej. Jan miał wówczas 26 lat i był już zasłużonym żołnierzem. Z miejsca zakochał się w 15-letniej dwórce królowej. Z wzajemnością.
Sobieski stale oddalony od ukochanej z powodu przedłużających się kampanii wojennych, pisał do niej listy.
Niestety trzy lata później, w 1658 roku, królowa Maria Ludwika Gonzaga zdecydowała o wydaniu Marysieńki za Jana ,,Sobiepana” Zamoyskiego. Małżeństwo było motywowane politycznie. Królowej zależało na pozyskaniu możnego magnata w czasie wciąż trwających wojen.
Szyfrowane słowa miłości
Małżeństwo Marysieńki nie przerwało romansu. Sobieski był głęboko nieszczęśliwy, ale o swej ukochanej nie zapomniał.
Dalsze jawne spotkania i korespondencja groziłoby jednak skandalem. Marysieńka naraziłaby się na niesławę, a Sobieski ryzykował swoją karierę. Co prawda ich romans był tzw. tajemnicą poliszynela, niemniej zakochani musieli zachować pozory.
Zaczęli więc w swojej korespondencji unikać jasnych zwrotów, zastępując je różnymi metaforami. Gdy Sobieski kończąc list chciał przekazać słowa miłości, pisał, że ,,przesyła pomarańcze”.
Sobieski i Marysieńka – przezwiska i kryptonimy
Kochankowie zmienili z czasem swoją korespondencję w intelektualną grę aluzji i nawiązań. Pomysły czerpali często z popularnej w tym czasie literatury. Dawali przy tym często wyraz swojemu poczuciu humoru.
Sobieski nazywał się Celadonem, a Marysieńka – Astreą. Oba imiona pochodziły z ,,Astrei”, niezwykle popularnego w epoce francuskiego romansu pasterskiego. Celadon i tytułowa Astrea to główni bohaterowie, nieszczęśliwi kochankowie. Pseudonimów było więcej. Sobieski bywał także Sylwandrem czy Jesienią, a Marysieńka Różą i Jutrzenką.
Zakochani mieli również zestaw kryptonimów dla różnych osób i miejsc, o których nie chcieli pisać wprost. ,,Boisko” oznaczało dwór warszawski, ,,Ptaki Morskie” były rodzicami Marysieńki a Jan Zamoyski został ,,Fujarą” i ,,Makrelą”.
Wielu kryptonimów obecnych w korespondencji Sobieskiego i Marysieńki historycy nie rozszyfrowali do dzisiaj.
Ciąg dalszy korespondencji
W 1665 roku zmarła ,,Fujara” – Jan Zamoyski. Raptem kilka tygodni potem zakochani wzięli potajemny ślub, a niedługo potem jawny. Nie oznaczało to jednak końca korespondencji.
Sobieski jeszcze długo będzie spędzał tygodnie i miesiące z dala od domu, zwłaszcza po 1673 roku, gdy zostanie królem. Z podróży i kampanii wojennych słał żonie niezmiennie tęskne listy, w których dalej nazywał ją ,,Astreą” i ,,Jutrzenką”.
Sobiescy zachowali część dawnego szyfru, który nabrał dla nich najpewniej wartości sentymentalnej. Pieszczotliwe pseudonimy zaczęli nadawać swoim dzieciom: najstarszy Jakub był Fanfanikiem, Kontanty Murmurkiem a Tereska – Pupusieńką.
W późniejszym latach Sobiescy większość roku spędzali w pałacu w Wilanowie. Król ściśle nadzorował architektów i artystów dekorujących pokoje. Dzięki niemu zapewne w wystroju wnętrz znaleźć można nawiązania do listownego szyfru kochanków. Jutrzenka na plafonie nad łożem króla ma twarz Marysieńki, zaś sufit w Antykamerze Królowej zdobią wyrazy miłości – pomarańcze.
Fot. Scena intymna w pokojach pałacowych – król zaleca się do królowej i całuje ją w rękę. Obraz Wandalina Strzałeckiego, zbiory Muzeum Pałacu Króla Jana III w Wilanowie.