Mieszko. Na krwawym szlaku

Mieszko. Na krwawym szlaku |Recenzja

Daniel Komorowski, Mieszko. Na krwawym szlaku

Mieszkowi udało się zdobyć władze w Gnieźnie. Jednak jeszcze nie pokonał swych dawnych wrogów, a i obejmując władzę, zyskał nowych, równie zajadłych, ale trudniejszych do zwyciężenia, bo działających z ukrycia. Spiski, trudne wybory, walka z chęcią zemsty, a poczuciem godności i honoru… W powieści dzieje się wiele, a każdy ma coś do ukrycia. Czy młody kniaź poradzi sobie z zarządzaniem wielkim państwem? Sprawdźcie sami.

Władza głupcze!

Autor zadbał o to, aby czytelnikowi pokazać mechanizmy władzy. Mieszko nie tylko musi nauczyć się poskramiać własne pasje, żądze czy własne emocje, ale i jak mądrze podejmować decyzje. A wcale nie jest to łatwe, bowiem wielu kwestionuje jego zalety, jego decyzje. Książe musi nauczyć innych posłuchu, a jednocześnie pilnować, by nie stracić ich poparcia (przynajmniej dotąd, aż nie umocni swej władzy).

Jednocześnie musi nauczyć się zachowania równowagi pomiędzy byciem władcą, wodzem, wojownikiem, bratem, przyjacielem. Jeśli gdzieś postąpi nieroztropnie, jeśli komuś na zbyt wiele pozwoli, może to obrócić się przeciwko niemu. W drugą stronę również – zbytnie dbanie o swój prestiż i wizerunek, mogą doprowadzić do buntu.

Nic więc dziwnego, że musi borykać się z różnej maści dylematami. Czy zaufać młodszym braciom, którzy oddali mu władzę? Czy trzymać przy sobie Sulimira, niedawnego buntownika, którym wszyscy inni gardzą? Kogo rady posłuchać, czyją radę zbyć? Jak zachować umiar w operowaniu władzą? Jak rozprząc nić wielu intryg, spisków i przypadkowych zdarzeń, które zaczynają oplatać gnieźnieński stolec?

Czyli klasyczny problem z utrzymaniem władzy. Jak znaleźć ścieżkę środka? Fajnie czyta się o tych problemach z którymi musi borykać się władca Polan. Co z tego wyniknie? Warto sprawdzić.

Średniowiecze nie takie szare jak piszą

Komorowski świetnie orientuje się w zawiłościach historycznych, i choć popuścił wodze fantazji, czytelnik zaczyna sądzić, że tak właśnie mogłyby wyglądać początki rządów Mieszka. W środku znajdziemy wiele anachronizmów, ale tak dobranych, że nie sprawiają trudności z ich odbiorem. Choć pewne sformułowania są nader często używane.

Łatwo jest sobie również wyobrazić życie w grodzie, w obozie wojskowym czy chłopskiej chacie. Życie było prostsze – jeść, pić, kochać, bić się, umierać… Wszystkiego po trochu, ale bez pewności, czy dany dzień nie jest aby twoim ostatnim. O czymś takim naprawdę fajnie się czyta. I czasem człowiek zaczyna żałować, że wszystko ma jakby ustalone z góry.

Kolejnym plusem jest rozbudowa postaci. Jedni przechodzą metamorfozę, i ze złych, nielubianych, stają się ludźmi oddanymi, takimi, których moglibyśmy polubić. Inni wręcz przeciwnie – z ludzi lubianych, poważanych, stają się intrygantami, pełnymi żądzy zemsty, którzy dążą już tylko do jednego – aby wyrównać rachunki. Za każdą cenę, za każde życie.

Dlatego też nie nudzimy się wcale. Co więcej, mamy możliwość „zobaczenia” wewnętrznych rozterek, myśli, uczuć targających konkretnymi postaciami. I tylko myśli księcia stają się być nieprzeniknione… Ale to chyba dobrze. Jest ciekawiej.

Ciekawym aspektem jest również kwestia poczucia honoru. Może nie jest to honor tożsamy z opowieściami kręgu arturiańskiego, ale honoru, który jest częścią tożsamości, niemal jak imię. Podlega on pewnym fluktuacją – łatwo go zranić, łatwo doprowadzić do starcia, konfliktu… A jednak ma on w sobie coś niemal magicznego – trzyma człowieka w ryzach. Mocniej niż prawo, mocniej niż wola bogów. Ale ludzie jak to ludzie, różni bywają, i ostatecznie honor nie zawsze jest zachowany…

Autor w świetny sposób lawiruje pomiędzy prawdziwą historią a swoja fantazją. Dookoła mamy dosyć plastyczne tło – puszcze, grody, chaty, od których aż bije woń klimatycznej historii. Pewne fragmenty książki zdają się być nieco toporne, by za chwilę przyoblec się w pełnokrwistą strugę zdarzeń. Bo w świecie, gdzie najważniejszą rzeczą jest własna pasja, ciężko jest się opanować. Wewnętrzne zatargi, waśnie czy oczekiwania mają większą moc od książęcego prawa, boskich zarządzeń, i wykraczają daleko nawet poza prawo krwi. Tak, jest ciekawie, na każdym kroku.

Kolejny plus za żeńskie kreacje. Tutejsze niewiasty, choć czasem bywają charakterne, podporządkowane są konwenansom. I nawet wtedy nie są do końca szczęśliwe. Świetnym przykładem jest Lutosława, która jest pogardzana zarówno przez ojca, snującego sny o przejęciu władzy, ani przez swego męża, Czcibora, który kocha inną. I pal licho, że do jej urody wszyscy inni mężczyźni wzdychają. Bardzo jest mi jej szkoda, życzyłbym jej więcej szczęścia, takiego, na jakie zasługuje kobieta, która kocha całą sobą.

I jeszcze ta Liszka, famme fatale powieści, która niczym Morgana lub Alexis czyni to, czego uczynić nie mogą mężczyźni. Zupełnie jak w życiu. Ciekawa postać, przebiegła i mimo wszystko, bardzo ją polubiłem.

Podsumowanie

Książka liczy 336 stron. Moim zdaniem to ciekawa postać, która zainteresuje nie tylko pasjonatów tajemniczych początków Polski. Ja bawiłem się przednio, i sądzę, że i wam przypadnie powieść do gustu. Gorąco polecam.


Wydawnictwo Skarpa Warszawska
Ocena recenzenta: 5/6
Ryszard Hałas


Egzemplarz recenzencki otrzymany od Wydawnictwa Skarpa Warszawska. Tekst jest subiektywną oceną autora, redakcja nie identyfikuje się z opiniami w nim zawartymi.

Comments are closed.