Księga czołgów. Ilustrowana historia pancernych wozów bojowych

Księga czołgów |Recenzja

David Willey, Księga czołgów. Ilustrowana historia pancernych wozów bojowych

Historia „rydwanów wojny”, jak to kiedyś, gdzieś przeczytałem o czołgach, nadal jest ciekawa, i to pomimo faktu, że coraz bardziej ich znaczenie maleje (ustępują pola dronom). Książka Księga czołgów Davida Willeya to bardziej leksykon z krótkimi specyfikacjami danego modelu, niż sama historia wozów bojowych. Pod tym względem, uważam, że to trochę nadużycie. Teksty zazwyczaj są krótkie, bardziej sugerujące opisywane zjawisko, niż wyczerpujące temat w wystarczający sposób. Dłuższych tekstów jest tak naprawdę kilkanaście, może kilkadziesiąt. Zdecydowaną większość stanowią przepiękne ilustracje. To bardziej gratka dla oka, niż duszy historyka.

Mocne strony publikacji

Jednak jeśli chodzi o szatę graficzną, to mamy do czynienia z istną bombą. Znajdziecie tutaj nie tylko przedstawienia samych czołgów w całości, ale i fragmenty ich uzbrojenia, wyglądu od środka. Zdjęcia są tak dobrej jakości, że ma się wrażenie, jakby się samemu siedziało w danym czołgu lub innym pojeździe pancernym. Znalazłem tutaj sporą dawkę zdjęć, których dotychczas nie widziałem w żadnej innej pozycji, co również poczytuję na plus.

Autor dołożył wszelkich starań, aby w krótki i przystępny sposób pokazać nam ewolucję wozów pancernych na przestrzeni nieco ponad wieku ich funkcjonowania. W środku znajdziecie opisy ponad 400 czołgów i pojazdów pancernych, co samo w sobie robi naprawdę ogromne wrażenie. Co więcej, mamy możliwość prześledzenia żywotów najważniejszych konstruktorów tego typu pojazdów, co również zdarza się niezwykle rzadko – zwłaszcza w polskich publikacjach. Ciekawe były wzmianki również o pojazdach konfliktów asymetrycznych, gąsienicowych transporterach opancerzonych czy o pojazdach inżynieryjnych i specjalistycznych.

Dla mnie najciekawszy był rozdział poświęcony pojazdom po II wojnie światowej – tak wiem, sam byłem tym faktem zaskoczony. Dlaczego? Anuż dlatego, że w książkach dostępnych na polskim rynku, trudno jest dostać coś, co opowiada o tankach po zakończeniu wojny z Hitlerem. A to, co jest, jest zazwyczaj potraktowane po macoszemu i w dodatku, pisane takim językiem, jakby czytało się instrukcję składania mebli z salonu meblarskiego.

A tutaj – wszystko jasno, choć krótko. Piękne zdjęcia, opisy ich budowy, przeznaczenia i eksploatacji. Co więcej, za to kolejny plus, dostałem możliwość prześledzenia pojazdów używanych nie tylko przez państwa należące do NATO, czy Układu Warszawskiego, ale i tych należących do państw niezaangażowanych. A to już naprawdę świetny rarytas. Tych czołgów nigdy nie widziałem. I szczerze, nawet na myśl mi nie przyszło, aby szukać o nich informacji w internecie.

Krótka historia czołgów

A jak to wszystko się zaczęło? Geneza pojazdów tego typu sięga początków I wojny światowej, gdy poszczególne armie starały się uzyskać przewagę militarną i techniczną nad przeciwnikiem. Jednak pierwsze pojazdy pancerne były niezdarne, ciężkie, łatwo się psuły, i nie wykazywały zbyt wielkiego wkładu w rozstrzyganie bitew.

Po zakończeniu wojny, wiele państw zaprzestało wyścigu zbrojeń w tym kierunku. Wszystko zmieniło się dopiero wówczas, gdy do władzy w Niemczech doszedł Adolf Hitler. Za jego namową genialni niemieccy konstruktorzy przystąpili do budowy nowych pojazdów, które w szybkim tempie znacząco przeskoczyły osiągnięcia aliantów. Dzięki temu, oczywiście w uproszczeniu, armia nazistowska w przeciągu lat 1939-1941 dokonała tak niebotycznych podbojów, w tak krótkim czasie.

Jednak alianci nie zasypywali gruszek w popiele, i również zaczęli szybką transformację swych czołgów, dzięki czemu, zwłaszcza Amerykanie i Rosjanie, nie tylko doścignęli, ale i prześcignęli wojsko niemieckie.

I mogłoby się wydawać, że po zakończeniu II wojny światowej, świat popadnie w marazm… ale nic z tego. Świat zdążył się podzielić na dwa obozy – zachodni i komunistyczny, które zaczęły ze sobą rywalizować w dążeniu do przejęcia władzy nad światem. Towarzyszyły temu nie tylko tworzenie nowych technologii masowego zabijania (broń atomowa i wszelkiej maści pociski), ale i doskonalenie czołgów, które – w głównym zamierzeniu – miały stanowić siłę, która zdecydować miała o przebiegu potencjalnego konfliktu. Na szczęście – tym razem nie doszło do najgorszego. I właśnie o tym możecie poczytać w publikacji  Davida Willeya.

Jednak im bliżej teraźniejszości, tym coraz jaśniejsze staje się, że czołgi są przeżytkiem. Kosztują setki milionów dolarów, a tak łatwo jest je zniszczyć dronem za kilkaset dolarów. Kto wie, czy gdyby nie wyposażyć je w działka laserowe, nie dostałyby drugiego życia? No, ale to tylko moja wizja przyszłości.

Lektura jest szybka, i bardziej wizualna niż merytoryczna, ale i tak człowiek bawi się przednio. Dosłownie „siedzi się” w tych pojazdach, a zapach farby drukarskiej sprawia, że wyobrażamy sobie, iż tak właśnie pachnieć mogą cudnej różnorodności czołgi.

Księga czołgów – podsumowanie

Książka zawiera się na 286 stronach formatu A3, z czego zdecydowaną większość stanowią zdjęcia i przedstawienia graficzne. Pod względem wizualnym – majstersztyk, pod względem merytorycznym – trochę jestem zawiedziony. Niemniej polecam – jeśli chodzi o różnorodność czołgów, jedna z lepszych pozycji, jakie wydała AlmaPress.


Wydawnictwo Alma Press
Ocena recenzenta: 5/6
Ryszard Hałas


Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Alma Press. Tekst jest subiektywną oceną autora, redakcja nie identyfikuje się z opiniami w nim zawartymi.

Comments are closed.