Kai Bird, Martin J. Sherwin, Oppenheimer. Triumf i tragedia ojca bomby atomowej
Książka Oppenheimer. Triumf i tragedia ojca bomby atomowej to pozycja niezwykle ciekawa. Znaleźć w niej można wiele szczegółowych informacji o bohaterze publikacji. Jest to historia człowieka genialnego, momentami podchodzącego pod definicję renesansowego omnibusa, ale z drugiej strony, to również dzieje jego emocjonalnych upadków, pakowania się w kłopoty i niejednoznacznych wyborów. Ale kto powiedział, że człowiek musi być jednobarwny?
Geniusz nowych czasów
Robert Oppenheimer to postać nietuzinkowa. Z jednej strony geniusz, w którego gestii zainteresowań leżało wiele zagadnień fizyka, psychologia, poezja, literatura, polityka… Cechowała go również niezwykła charyzma, która przysparzała mu spore grono uczniów, ale i równie wielkie grono przeciwników, czy wręcz otwartych wrogów.
Z jednej strony był dumny ze swego naukowego dorobku, a z drugiej – pełen był kompleksów, dziwactw, które prowadziły go do złych życiowych wyborów. To postać niejednoznaczna, wielobarwna, pełna skrajnie sprzecznych emocji. Ale o tym, musicie przekonać się sami. Myślę, że warto.
„Sam jego wygląd fizyczny, jego głos i sposób bycia sprawiły, że zakochiwali się w nim mężczyźni, kobiety, niemal wszyscy […] Im dłużej go znałem i im bardziej się do niego zbliżałem, tym mniej o nim wiedziałem”. […] Ludzie uważali go za skomplikowanego tylko dlatego, że miał rozległe zainteresowania i ogromną wiedzę. Jednak w sferze emocjonalnej >>chciał być prostym człowiekiem, prostym w dobrym sensie tego słowa<< (s. 106).
Należy zauważyć, że Autorzy posiłkowali się ogromną dawką materiałów źródłowych. Są tutaj nie tylko fragmenty zapisków samego Oppenheimera, ale i osób, które się z nim stykały. Sporą część materiałów stanowią elementy przesłuchań przez komisję specjalną FBI.
Mnie bardzo spodobało się ukazanie takiej ewolucji w postrzeganiu własnego naukowego dorobku, i jego konsekwencji w życiu codziennym dla całego świata. Mamy możliwość obserwacji Oppenheimera, początkowo wielkiego zwolennika stworzenia bomby nowego rodzaju, po wycofanego przeciwnika jej użytkowania, który obawiał się, że ludzkość nie dorosła do prawidłowego spożytkowania takiej technologii, i w konsekwencji naszych sprzecznych interesów, doprowadzić może do zagłady życia. „Rzucasz bombę, a ona spada i na ludzi złych, i na dobrych. Nie ma przed nią ucieczki. Nie ucieknie nikt, choćby był przyzwoity, uczciwy”.
Geniusz kulawy
Jednak sam intelekt nie był jedyną rzeczą, która rzucała się w oczy ludzi, którym przyszło stykać się z Robertem. Nasz bohater bowiem skrywał w sobie wiele sprzeczności. Po pierwsze – był człowiekiem mocno skupionym na swojej pracy i na ciągnięciu innych do góry. Z tego też powodu wyrażał się nieprzychylnie wobec tych, którym brakło rozsądku czy samozaparcia, nie mówiąc już o kroczeniu prostymi drogami czy leniwymi….
Po drugie – Oppenheimer był ogromnie wyczulony na punkcie swego żydowskiego pochodzenia. Wszelkie uwagi o Żydach, w czasie gdy antysemityzm miał się doskonale w Stanach Zjednoczonych, wywoływał u niego alergię, przygnębienie lub agresję.
Po trzecie – bywał niestabilny emocjonalnie. Okresy hurraoptymizmu i nieprzerwanej pracy, przeplatały się ze zniżką formy fizycznej czy psychicznej. Miewał również napady agresji wobec innych ludzi. Ale o tym lepiej poczytajcie sami.
Po czwarte – zmagał się z moralnymi konsekwencjami zrzucenia bomb atomowych na japońskie miasta. Nieoczekiwanie, zapewne zarówno dla siebie, jak i dla innych, Oppenheimer stał się twarzą projektu Manhattan. A to wiązało się dla niego z przykrymi konsekwencjami. Co rusz, dziennikarze, politycy, cywile czy inni naukowcy, zadawali mu to samo nurtujące i wbijające się niczym sztylet pytanie – czy było warto?
„Nie żałuję – stwierdził cicho Oppenheimer – że miałem coś wspólnego z technicznym sukcesem bomby atomowej. Nie chodzi o to, że nie czuję się z tym źle, chodzi o to, że dziś nie czuję się z tym gorzej niż czułem się wczoraj wieczorem”. Nie jestem do końca przekonany, czy czuł jakiekolwiek wyrzuty sumienia, a jeśli tak, to czy były one prawdziwe. Wydaje mi się, że bardziej bał się konsekwencji posiadania takiej broni w dalszej perspektywie. Ale oczywiście mogę się mylić.
Nie tylko Oppi
Ciekawie czytało mi się o zagadnieniach fizycznych. Przyznam, z tego tematu jestem słaby i z wieloma tematami spotkałem się po raz pierwszy. A to, co kiedyś przerabiałem w szkołach, częściowo wyparowało, więc miło było sobie odświeżyć całą tę wiedzę. Szkoda, że wcześniej nie udało mi się znaleźć tak sensownego i klarownego obrazu fizyki. Być może skończyłbym z czerwonym paskiem na świadectwie.
Kolejnym plum jest poruszenie kwestii budowy amerykańskiej potęgi. W opinii Autorów, Stany Zjednoczone wcale nie były takim „nieświadomym” bytem politycznym, jak uczono nas w szkole. Politycy w Waszyngtonie dobrze wiedzieli co w trawie piszczy, i zwyczajnie wykorzystali nadarzającą się okazję, nie tylko do odbudowy własnej gospodarki po wielkim kryzysie, ale również do budowy pierwszego supermocarstwa. Idąc tą drogą, nie spoglądali na ofiary, jakie ponosić musiały inne państwa świata, wykrwawiające się podczas zmagań II wojny światowej.
Jedyną wadą jest przytłaczająca ilość nazwisk i postaci, których zwykły czytelnik nie jest w stanie za pierwszym razem przyswoić. Postaci jest naprawdę tak wiele, że ja, choć w miarę od jakiegoś czasu jestem obeznany w temacie, również się gubiłem! Niemniej świadczy to dobitnie o ogromie pracy dwóch badaczy, którzy stworzyli tę biografię. Naprawdę, jestem pod ogromnym wrażeniem rozmachu i tego „natłoku” informacji.
Nieco historii
Podczas II wojny światowej nastąpił ogromny postęp w technice, zwłaszcza militarnej, podczas której oddawano do użytku nowe rodzaje broni. Szybko udoskonalono czołgi, rozwijano lotnictwo (bombowce, myśliwce). Pod koniec wojny niemieccy naukowcy rozwinęli broń rakietową, która w ich mniemaniu miała odmienić przebieg wojny (bomby V-1, rakiety V-2).
Jednak największy postęp dokonał się w Stanach Zjednoczonych, w których opracowano i skonstruowano bombę atomową. Prace nad tą bronią trwały przez kilka lat, w najściślej strzeżonej tajemnicy. Prace pochłonęły ogromne środki finansowe, a do nich ściągnięto największe umysły świata zachodniego. W konsekwencji stworzono broń masowej zagłady. Człowiek stał się bliższy Bogu. Siła rażenia tej broni była niesamowita i przerosła nawet oczekiwania samych wojskowych.
Do lipca 1945 roku wojsko amerykańskie zrzuciło około 100 000 bomb na japońskie miasta i miasteczka. W ich wyniku blisko 9 milionów Japończyków straciło dach nad głową. W ich konsekwencji zginęło ponad 260 tysięcy ludzi, a blisko 412 000 osób odniosło rany. Mimo tak wielkich strat, japońskie dowództwo nie chciało się poddać. W tej sytuacji 8 sierpnia 1945 roku do wojny z Japonią przystąpił Związek Radziecki. Rosjanie rozwinęli atak w kierunku Mandżurii. Przeszło milionowa japońska Armia Kwantuńska została rozbita w pył.
Amerykański prezydent, Harry Truman, chcąc przyspieszyć zakończenie wojny, zdecydował się na użycie bomby atomowej. 6 sierpnia amerykański bombowiec zrzucił pierwszy pocisk na Hiroszimę. Trzy dni później podobny los spotkał Nagasaki.
15 sierpnia japoński cesarz ogłosił akt kapitulacji. Oficjalna ceremonia odbyła się 2 września w Zatoce Tokijskiej, na pokładzie okrętu „Missouri”, od tego momentu Wyspy Japońskie znalazły się pod okupacją amerykańskiej armii.
Podsumowanie
Książka zawiera się na 776 stronach tekstu. To nie tylko świetna biografia Oppenheimera, ale i nie tak dawnej części historii świata. To jedna z tych pozycji, która powinna pozostać elementem światowego dziedzictwa. Autorzy bowiem poruszyli w niej nie tylko same losy tytułowego bohatera, ale i zawiłości historyczne, polityczne i naukowe czwartej i piątej dekady ubiegłego stulecia. z tego też powodu warto przebrnąć przez taki potop informacji. Wasz świat znacznie się powiększy, i wiele spraw obejmujących ten okres, stanie się dla was pestką intelektualną. Gorąco polecam.
Wydawnictwo Replika
Ocena recenzenta: 6/6
Ryszard Hałas
Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Replika. Tekst jest subiektywną oceną autora, redakcja nie identyfikuje się z opiniami w nim zawartymi.