Piotr Stefaniak, Rycheza to znaczy władczyni
Nie ma tu sensacji ani łatwych odpowiedzi. Jest za to uważne czytanie źródeł i konsekwentne przywracanie znaczenia postaci, która przez lata funkcjonowała bardziej jako przypis niż jako realna uczestniczka wydarzeń. Rycheza to znaczy władczyni porządkuje opowieść o pierwszej koronowanej królowej Polski, pokazując, jak wiele władzy może kryć się w tytule, ciągłości i milczeniu źródeł.
Rycheza to znaczy władczyni Piotra Stefaniaka pojawiła się w momencie szczególnym: w roku milenijnym, gdy opowieść o początkach polskiej monarchii wróciła do obiegu publicznego z nową intensywnością. Ta książka nie próbuje jednak przelicytować jubileuszowej narracji ani jej unieważnić. Skupia uwagę na postaci, która od dawna pozostaje w cieniu syntetycznych ujęć: na Rychezie Lotaryńskiej, pierwszej koronowanej królowej Polski, figurze jednocześnie centralnej i nieoczywistej.
To nie jest biografia sensacyjna ani rekonstrukcja „zaginionego życia”. Autor konsekwentnie trzyma się tego, co można wydobyć ze źródeł i z dorobku historiografii – zarówno polskiej, jak i niemieckiej. Zamiast prób wypełniania luk narracyjnych, pojawia się praca na napięciach: między tytułem a realnym zakresem władzy, między obecnością w źródłach a późniejszym zniknięciem z pamięci zbiorowej, między statusem cesarskiej wnuczki a polityczną kruchością państwa Piastów po 1025 roku.
Narracja prowadzona jest spokojnie, bez retorycznych fajerwerków. Kolejne partie książki układają się wokół jasno zarysowanych faktów: koronacji Rychezy wraz z Mieszkiem II w Boże Narodzenie 1025 roku, jej pozycji jako regina Poloniae, trwania tego tytułu aż do śmierci w 1063 roku, a także roli, jaką przypisywano jej w sferze prestiżu, kultury i legitymizacji władzy.
Autor nie forsuje tezy o „rządach zza tronu”, nie przestawia Rychezy w kostium współczesnej emancypantki. Zamiast tego porządkuje materiał tak, by czytelnik mógł zobaczyć, gdzie kończy się pewność źródłowa, a gdzie zaczyna interpretacja. I na tym właśnie polega siła tej książki.
Szczególnie wyraźnie wybrzmiewa tu problem ciągłości władzy i symboliki królewskiej po śmierci Bolesława Chrobrego. W tym kontekście Rycheza przestaje być wyłącznie „żoną Mieszka II”, a zaczyna funkcjonować jako nośnik tytułu, pamięci i prestiżu monarchii. Tytuł regina Poloniae quondam nie jest w tej narracji ornamentem, lecz faktem politycznym, który autor konsekwentnie analizuje w świetle źródeł i porównań z innymi władczyniami epoki.
Styl Stefaniaka jest rzeczowy, zdyscyplinowany, pozbawiony nadmiaru komentarza. Zdania prowadzą czytelnika przez materiał bez presji emocjonalnej, bez prób narzucania ocen. To narracja, która ufa dokumentom, a nie własnej efektowności. Dzięki temu książka pozostawia przestrzeń. Na namysł, na porównanie z innymi ujęciami wczesnopiastowskiej monarchii, na zderzenie z utrwalonym obrazem „kryzysu po Chrobrym”.
Na tle dotychczasowych narracji o początkach państwa polskiego Rycheza to znaczy władczyni wpisuje się w nurt badań nad rolą kobiet w strukturach władzy, ale bez deklaratywności i bez ideologicznego skrótu. To raczej korekta perspektywy niż próba jej rewolucji. Rycheza nie zostaje tu dopisana do historii na siłę. Odzyskuje należne miejsce w jej centrum.
Ta książka nie próbuje dopowiadać Rychezy tam, gdzie milczą źródła. Zamiast tego uczy czytania ciszy, znaczenia tytułu i wagi symbolu. Pokazuje, że władza we wczesnym średniowieczu nie zawsze krzyczała, czasem po prostu trwała.
To publikacja, która nie przyspiesza lektury i nie skraca myślenia. Dla czytelnika zainteresowanego wczesnym średniowieczem, historią monarchii i mechanizmami pamięci to propozycja wymagająca, ale uczciwa. I właśnie dlatego potrzebna.
Wydawnictwo Biblos
Ocena recenzenta: 5,5/6
Agnieszka Cybulska
Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Biblos. Tekst jest subiektywną oceną autora, redakcja nie identyfikuje się z opiniami w nim zawartymi.