Sebastian Barry, Tymczasowy dżentelmen
Trzy wojny – wojna o niepodległość Irlandii, II wojna światowa oraz wojna o niepodległość Ghany. Co je łączy? Tylko postać Jacka McNulty’ego, człowieka zagubionego, który nie wie skąd przychodzi, a tym bardziej, dokąd zmierza. Żyje na pół gwizdka, rozpatrując dawne rany, choć nie wyciąga z nich żadnych wniosków. Zresztą nie czuje nawet wyrzutów sumienia. Po prostu coś było ot co i tyle.
Jedyne żywe wspomnienie to to z pierwszych stron książki, gdy kreśli nam tonięcie okrętu na którym płynął do Afryki. Cała reszta – w naszym pojęciu barwna, czasem nawet poetycka, dla tego człowieka nic nie znaczy. Jest czymś przypominającym refleksję nad oglądaniem znanego dzieła sztuki. Są zachwyty, podziw, ale na dłuższą metę nic z tego nie wynika.
Rozdarty Irlandczyk
Głównym wspomnieniem Jacka jest jego miłość do Mai. Wraca do niej w każdym momencie, gdy życie pali mu się pod nogami. Jego opis tej niezwykłej kobiety porusza: „Co prawda Mai często wprawiała mnie w konsternację, jako że była niezwykle wielowymiarową i skomplikowaną osobą, niemniej ogromnie ją podziwiałem i z upływem miesięcy ten mój podziw wręcz narastał. Los szczodrze ją obdarował, jej umysł nie miał w sobie ani obłudy, ani płytkości, a co do głębi, z całą pewnością nigdy się z nią nie kryła. Uważałem, że jest ona najwspanialszą osobą, z jaką kiedykolwiek miałem styczność. Zdarzały jej się chwile łagodności tak kompletnej i dojmującej, że nie tylko zapierała mi dech w piersiach, ale też odbierała mi serce, duszę i cała istotę mojego życia. Mai zagarniała to wszystko dla siebie, ja zaś czułem dumę, że to czyniła” (s. 47). Jaka szkoda, że z niego nie wynika nic, co świadczyłoby o naprawdę dojrzałej, głębokiej miłości. Ale o tym przekonajcie się sami.
Powieść Sebastiana Barry’ego pod tytułem „Tymczasowy dżentelmen” opowiada historię miłości młodych Irlandczyków, którzy muszą sobie ułożyć życie, gdy wojna domowa w ich kraju już dobiegła końca, a świat zmierza ku kolejnemu, jeszcze krwawszemu starciu. Mimo to, świat zewnętrzny istnieje jakby poza kontekstem. Głównym wątkiem jest życie Jacka, niemrawego alkoholika, hazardzisty i birbanta, który ucieka przed odpowiedzialnością za własną rodzinę.
Akcja toczy się powoli, subtelnie. Nie zawsze byłem w stanie wywnioskować dokąd Autor zmierza. Ale w tym przypadku to wielki atut, gdyż cały czas rozmyślałem co stanie się kilka stron dalej. Wbrew moim oczekiwaniom historia wciągnęła mnie do tego stopnia, że odchodząc od lektury, z tyłu głowy miałem myśl o tym, co za chwile się wydarzy. Dokąd to zmierza…
Trudy, nieuświadomione krzywdy
„Tymczasowy dżentelmen” to powieść trudna, ale jakże piękna i głęboka. Autor kreśli losy Irlandczyka z dołów społecznych, który – nieoczekiwanie również dla siebie samego – wżenia się w lepszą rodzinę. Jednak ciężko zrozumieć, co jest jego celem. Już podczas pierwszej rozmowy z rodziną swej wybranki, uchlał się i zrobił sobie wstydu. Później wcale nie jest lepiej.
Cały czas miałem wrażenie, iż żyje tylko dlatego, bo nie znalazł lepszego zajęcia. Wprawdzie kocha swoją żonę, ale tak jakoś płytko – prawi jej komplementy, ale jakby żył obok. Spogląda na nią maślanymi oczyma, ale nic z tego nie wynika. A w momencie, gdy ma szansę się wykazać – wybiera własne demony i ucieka… do Afryki.
Każde uczucie, nawet to najbardziej płomienne, kiedyś traci swą moc. Jeśli nic się nie zrobi, by przekuć je w coś innego, pozostaje tylko rozpacz, ból i cierpienie. Nasz bohater, mimo próśb żony o podjęcie próby ratowania związku i rodziny, wybrał ucieczkę. Gdzie? Na fronty II wojny światowe, a później pozostał w Afryce. Trzeba przyznać, że zacny to bohater, który przed odpowiedzialnością zbiegł na pole walki. I jak tu uznać, że mężczyźni są racjonalni?
Koszt decyzji
Powieść nie kończy się dobrze, ale jaki koniec może przynieść człowiekowi ciągła ucieczka przed sobą? Prędzej czy później, każdego dopadną jego własne demony. I dobre to, sprawiedliwe. Główny bohater rozdarty między oczekiwania, sny i rzeczywistość, ostatecznie żyje gdzieś na uboczu. Reflektuje się tylko poniewczasie, i przy pomocy alkoholu. Żadne z jego uczuć nie potrafi ulecieć samo, jakby był całkowicie oziębły. Jest wszędzie, ale nie ma go nigdzie. Kocha, ale bardziej swoje wyobrażenia, przeprasza, ale nie do końca rozumie za co. Żyje tak jakoś na pół gwizdka, i w ostatecznym rozrachunku, nie ma już nic.
Autor porusza w powieści również wątek historyczny, gdy Irlandia wyszła z wojny domowej, ale nadal nie może się z niej otrząsnąć. W kraju nadal wrze, a społeczeństwo podzielone jest na wrogie, rozpolitykowane stronnictwa. Nasz bohater ostatecznie zdradza swój kraj, opowiadając się po stronie Anglików. A czyni to na przekór własnym bliskim. W ogóle odniosłem wrażenie, że dla niego sprawa narodowa jest taka jakaś ambiwalentna – jakby nie rozumiał jej, jakby była mu całkiem obojętna, gdyż on jest ponad tym wszystkim. Celowo? Chyba nie. Po prostu mu nie zależy.
Podsumowanie
Książka zawiera się n 236 stronach. To powieść dla tych, którzy szukają czegoś więcej, niż tylko prostych recept, prostych konceptów życiowych. Nic nie jest proste, oczywiste, choć może wydawać się zupełnie inaczej.
Wydawnictwo ArtRage
Ocena 5/6
Ryszard Hałas
Egzemplarz recenzencki otrzymany od Wydawnictwa ArtRage. Tekst jest subiektywną oceną autora, redakcja nie identyfikuje się z opiniami w nim zawartymi.