Szaweł

Szaweł i spotkanie z Jezusem. Czy przyszły Apostoł mógł minąć Mistrza w Jerozolimie i nawet tego nie zauważyć? Między hipotezą, ciszą źródeł a jednym niejednoznacznym zdaniem Pawła

Obaj funkcjonują w tej samej Jerozolimie, w zbliżonym okresie, a mimo to w pismach Nowego Testamentu nie ma żadnej wyraźnej wzmianki o ich osobistym kontakcie. Jedynym punktem zaczepienia pozostaje zdanie Pawła z Drugiego Listu do Koryntian, które bywa odczytywane jako bardzo ostrożna sugestia.

Tekst prowadzi przez realia nauki i funkcjonowania w środowisku żydowskich uczonych: wieloletnie kształcenie u mistrza, znaczenie autorytetów oraz przywiązanie do tradycji interpretacyjnej. Jak mógł wyglądać odbiór nauczania Jezusa przez młodego ucznia szkoły Gamaliela oraz jakie czynniki mogły wpływać na brak zainteresowania rabbim z Nazaretu?

Ich drogi mogły się — czysto teoretycznie — przeciąć. Szaweł był — i w tej sprawie w zasadzie bibliści się nie róż nią — dwanaście do piętnastu lat młodszy od Jezusa, a to oznacza, że kiedy przybył do Świętego Miasta, Jezus jeszcze nie rozpoczął swojego nauczania i żył w Nazarecie. Już kilka lat później — bo proces kształcenia u boku mistrza, a potem praktykowania u jego boku trwał latami — jeśli Szaweł pozostawał w Jerozolimie (a nie mamy powodów, by w to wątpić), mógł usłyszeć o Jezusie, echa jego nauczania mogły docierać do młodego studenta (tak byśmy dziś powiedzieli) jesziwy.

Tekst jest fragmentem książki Szaweł. Historia prawdziwa, która czeka na Ciebie tutaj:

Rabbi z peryferyjnej Galilei przybywał przecież do Jerozolimy, świętował w niej (przynajmniej raz, ale być może częściej) Pesach, przemawiał w Jerozolimie i miał triumfalnie wjeżdżać do tego miasta (choć to raczej jest późniejsza, mi tyczna tradycja), a uczeń w szkole Gamaliela mógł Go gdzieś na swojej trasie spotkać, a może nawet usłyszeć Jego słowa.

Owszem — czemu nie da się zaprzeczyć — nigdzie w listach Pawła Apostoła nie znajdziemy wzmianek o takim spotkaniu, nie ma w nich śladu żadnej, poprzedzającej wydarzenia z drogi do Damaszku, osobistej wiedzy o Jezusie, co zdaniem wielu współczesnych biblistów jednoznacznie rozwiązuje kwestię ewentualnego osobistego kontaktu Mistrza i Jego późniejszego Apostoła. „Ani w Ewangeliach, ani w pozostałych pismach Nowego Testamentu nie ma żadnej aluzji do tego, by Szaweł i Jezus kiedykolwiek się spotkali. Nie ma również najmniejszej wzmianki, że wiedział on, lub choćby słyszał, o działalności Jezusa i Jego śmierci w Jerozolimie”— wskazuje ksiądz prof. Waldemar Chrostowski.

Ale jeśli uważnie wczytać się w teksty samego Apostoła Pawła, to znajdziemy w nich przynajmniej jeden fragment, który może wskazywać, że do jakiegoś spotkania — może zupełnie nieistotnego z perspektywy Szawła — jednak doszło. „…a jeśli nawet według ciała poznaliśmy Chrystusa, to już więcej nie znamy Go w ten sposób” (2 Kor 5, 16) — pisał Apostoł do Koryntian.

Joachim Gnilka zauważa, że te słowa można uznać za bardzo ostrożne wskazanie, że gdzieś na swoim uczniowskim szlaku, gdzieś w zaułkach Jerozolimy, a może w Świątyni Jerozolimskiej, młodziutki, właśnie wychodzący z wieku nastoletniego uczeń Gamaliela dostrzegł Jezusa. Tamto spotkanie jednak nie wywarło na nim istotnego wrażenia, nie zmieniło jego życia ani nie przyniosło fascynacji rabbim z Nazaretu. Dlaczego — jeśli do takiego spotkania, choćby przelotnego, doszło — tak się stało? Dlaczego rabbi z Nazaretu nie porwał Szawła? I w jakich okolicznościach mogło do owego spotkania dojść?

Tym miejscem mogła być tylko Jerozolima, bo bardzo mało prawdopodobne jest, by w czasie nauki Szaweł pod różował do Galilei. Z perspektywy dobrze zapowiadającego się ucznia wybitnego rabina nie było w niej nic interesującego. To było miejsce pełne pogan, nieczyste, w którym raczej nie nauczali wybitni rabini, choć oczywiście relatywnie bogate.

Można też przypuszczać, że do spotkania obu mężczyzn nie doszło także w żadnej z jerozolimskich synagog, bo… Szaweł jako człowiek z diaspory prawdopodobnie uczestniczył w nabożeństwach i nauczaniu w jednej z synagog diasporalnych, prawdopodobnie skupiającej greckojęzycznych mieszkańców Cylicji, do której Jezus nie miał powodów zaglądać. Jeśli więc zostają nam jakieś miejsca, to są to Świątynia i jedno z miejsc gdzieś w samym mieście. Jest przynajmniej kilka scen w Ewangelii, które ściśle łączą się z tym miastem, i to w nich można zapewne szukać Szawła, jak i odpowiedzi, dlaczego Jezus zdecydowanie go nie zafascynował.

Pierwszą jest scena — naszkicowana ostrym piórem Jana Ewangelisty (J 7, 14–20) — ze Święta Namiotów w Jerozolimie:

Tymczasem dopiero w połowie świąt przybył Jezus do Świątyni i nauczał. Żydzi zdumiewali się, mówiąc: „W jaki sposób zna On Pisma, skoro się nie uczył?”. Odpowiedział im Jezus mówiąc: „Moja nauka nie jest moją, lecz Tego, który Mnie posłał. Jeśli kto chce pełnić Jego wolę, pozna, czy nauka ta jest od Boga, czy też Ja mówię od siebie samego. Kto mówi we własnym imieniu, ten szuka własnej chwały. Kto zaś szuka chwały Tego, który go posłał, ten godzien jest wiary i nie ma w nim nieprawości”.

Takie pytanie mógłby zadać młody chłopak, który odkrywa właśnie studia nad Torą. Szaweł, który zgłębia święte Pisma pod okiem wybitnego nauczyciela, mógł nie dostrzec w skromnym, pozbawionym formalnego wykształcenia w duchowej interpretacji Pism4 rabbim z Nazaretu nikogo wartego swojej uwagi. To nie był ktoś, kto mógłby wskazać na długą listę swoich mistrzów i nauczycieli, a jakby tego było mało — i to może było dla niego jeszcze trudniejsze — wskazywał Boga jako swojego bezpośredniego nauczyciela.

Inaczej niż wielcy uczeni w Piśmie, i to także mogło zniechęcać Szawła, Jezus traktował także samo nauczanie. Uczniowie nie przychodzą do niego — jak Szaweł przyszedł do Gamaliela — by „uczyć się Tory”, ale by „Go naśladować”. Gerhard Lohfink pisze:

…już w czasach Jezusa uczeni w Piśmie świadomie odwoływali się do interpretacji Pism, które zostały im przekazane w tradycji i powoływali się przy tym na autorytety. Dla uzasadnienia jakiegoś rozumienia Prawa odnosili się albo do cytatów biblijnych, albo do jakiegoś uznanego nauczyciela. Długie ciągi imion wielkich uczonych w Piśmie posiadały dla teologii rabinicznej wielkie znaczenie, gdyż przerzucały one most do Tory ustnej, która — zgodnie z tradycją rabiniczną — została przekazana ludowi wraz z Torą zapisaną. Lecz właśnie ta technika uczonych w Piśmie najwyraźniej w przypadku Jezusa nie odgrywała żadnej roli. W Ewangeliach nie znajdziemy ani jednego fragmentu, w którym Jezus nazywałby po imieniu jakiegoś uznanego uczonego w Piśmie i cytował jego słowa.

To — przynajmniej w tamtym momencie — nie mogło zafascynować młodziutkiego przyszłego uczonego w Piśmie.

Nie bez znaczenia było również miejsce pochodzenia Jezusa, ale możliwe, że i na to — jeśli Szaweł rzeczywiście tam był — zwracał uwagę późniejszy Apostoł. Gdy faryzeusze przekonują sługi świątynne, że Jezus nie jest Mesjaszem, odwołują się właśnie do tego:

Wrócili więc strażnicy do arcykapłanów i faryzeuszów, a ci rzekli do nich: „Czemuście Go nie pojmali?”. Strażnicy odpowiedzieli: „Nigdy jeszcze nikt nie przemawiał tak, jak ten człowiek przemawia”. Odpowiedzieli im faryzeusze: „Czyż i wy daliście się zwieść? Czy ktoś ze zwierzchników lub faryzeuszów uwierzył w Niego? A ten tłum, który nie zna Prawa, jest przeklęty”. Odezwał się do nich jeden spośród nich, Nikodem, ten, który przedtem przyszedł do Niego: „Czy Prawo nasze potępia człowieka, zanim go wpierw przesłucha i zbada, co czyni?”. Odpowiedzieli mu: „Czy i ty jesteś z Galilei? Zbadaj, zobacz, że żaden prorok nie powstaje z Galilei” (J 7, 45−52).

Skąd tak radykalne odrzucenie Galilei wśród faryzeuszy? Odpowiedzi trzeba szukać w tym, jak byli postrzegani „Galilejczycy” przez ówczesne żydowskie elity. Ksiądz Marek Skierkowski opisuje:

Z perspektywy przywódców judaizmu w Świętym Mieście słowo „Galilejczyk” nie zawsze kojarzyło się z mieszkańcem określonego terytorium, częściej — z przedstawicielem ludu buntowniczego, z którego rzekomo wywodzili się późniejsi zeloci. Według Miszny „Galilejczyk” to nie tylko ekstremalny nacjonalista […], ale także człowiek kłótliwy i agresywny, a jednocześnie przedkładający honor ponad zysk […]. Faryzeusze jerozolimscy traktują Galilejczyków jako „tłum, który nie zna Prawa” […] i pozostaje „przeklęty”.

Szaweł, choć sam był z daleka, utożsamiał się z Jerozolimą, a na galilejskiego nauczyciela mógł spoglądać jak na nie godnego uwagi młodego, świetnie się zapowiadającego ucznia.


Tekst jest fragmentem książki Szaweł. Historia prawdziwa i powstał we współpracy z Wydawnictwem Literackim.

Comments are closed.