Kartagina po rzymskim przejęciu Sardynii skierowała uwagę na zachód. Hamilkar Barkas w Iberii działał w świecie dawnych fenickich więzi, portów, metali, świątyń i lokalnych sojuszy. Wyprawa ojca Hannibala pokazuje, jak złożony był zwrot Kartaginy ku Półwyspowi Iberyjskiemu.
Aby prześledzić następne trzy dziesięciolecia w dziejach Kartaginy, musimy się przenieść wraz z akcją w nowe miejsce: na Półwysep Iberyjski. To tam Hamilkar Barkas ze swą armią skoncentrował działania po zakończeniu wojny bezpardonowej (ok. 238 p.n.e.).
Tekst jest fragmentem książki Kartagina. Nowa historia starożytnego imperium, która czeka na Ciebie tutaj:
Warto bliżej poznać powiązania Kartaginy z południem Hiszpanii, gdzie od dawna prosperowały nadbrzeżne miasta o fenickich korzeniach. Pomoże nam to zrozumieć, czym Hamilkar mógł się kierować, szukając tam remedium na dotychczasowe problemy, i dlaczego władze Kartaginy tak ochoczo go w tym wspierały.
Mniej więcej w 1000 roku p.n.e. wyrocznia nakazała ludowi Tyru założyć kolonię nad Atlantykiem, poza Słupami Heraklesa. Tak powstał dzisiejszy Kadyks, dla Fenicjan Gadir, przez Rzymian nazwany Gades, usytuowany ponad trzy tysiące kilometrów od macierzystego miasta. Na ten kraniec znanego świata Tyryjczycy powieźli święte przedmioty z sanktuarium Melkarta i wznieśli tam siostrzaną świątynię, która miała chronić osadników i ich nowy dom – zupełnie jak w legendzie o założeniu Kartaginy.
Jak mówią teksty źródłowe, Kadyks był pierwszą fenicką kolonią na zachodzie. Przez całą długość Morza Śródziemnego bóg Melkart podróżował z tyryjskimi statkami, czuwając nad nimi i wspierając w przedsięwzięciu. Tak wędrowały idee i tworzyły się kulturowe synergie. Osada powstała na wydłużonej wysepce u ujścia rzeki Baetis (obecnie Gwadalkiwir), łączącej wybrzeże z rejonem najbogatszych złóż rud metali w całym regionie. Wyrocznia skierowała Fenicjan z Tyru do strategicznie ważnej i zamożnej części świata; tak w lokalizacjach kolonii splatały się aspekty religijny i pragmatyczny.
Świątynia miała dominować w krajobrazie religijnym regionu ponad tysiąc lat. Melkart był bóstwem wszędobylskim, przenoszonym z miejsca na miejsce i integrowanym z lokalnymi mitami i legendami. Początkowo był prawdopodobnie anikoniczny, to znaczy czczony, lecz bezwizerunkowo.
W miarę jak ewoluowały tożsamość i wierzenia mieszkańców Kadyksu, zmieniał się też ich patron – i tak przybytek poświęcony Melkartowi stał się na stulecia domem także jego grecko-rzymskiego wcielenia – Heraklesa.
Każdej wiosny obchodzono tam jego święto odrodzenia w rytuale ognia. Sanktuarium zaczęło przyciągać pielgrzymów z całego basenu śródziemnomorskiego. Grecki geograf Strabon opisuje je jako monumentalną budowlę z potężnymi filarami z brązu, określający mi jej architektoniczną postać. Jak twierdzi, to od nich przyjęła się nazwa całego regionu u bramy z Atlantyku na Morze Śródziemne: Słupy Heraklesa.
Żeglarze ze wszystkich stron przybywali tam zanosić modły i składać bogu ofiary. Przybytek okrył się wielką sławą; wierzono, że wyznacza skraj świata – kres lądu i początek oceanicznego bezmiaru.
W III wieku p.n.e. Kadyks miał już za sobą wieki historii. Jego ludność wyrażała swoje dziedzictwo na monetach, jak ta z ryc. 19, ukazująca z jednej strony Melkarta, z drugiej dużego tuńczyka. Wizerunki łączą opiekuńcze bóstwo z bogatą morską tradycją: patrzcie, oto wywodzimy się z miasta sławnej świątyni, prosperującego dzięki darom oceanu. Innym elementem miejscowej tożsamości była więź z muzyką. W późniejszych rzymskich czasach Kadyks powszechnie identyfikowano przede wszystkim z tancerkami zwanymi puellae gaditanae [dziewczętami z Gades].
W jednej z legend wspomina się o ekspedycji Eudoksosa z Kyzikos mającej okrążyć Afrykę i znaleźć drogę do Indii. (Strabon przytacza ją za Posejdoniosem z Rodos – ok. II wieku p.n.e.). Posejdonios podawał, że Eudoksos wyruszył dużym okrętem właśnie z Gades, a wśród ładunku znalazły się „niewolnice wyszkolone muzycznie” – co by odsuwało chronologię owej muzykalnej tradycji znacznie dalej w przeszłość, niż wiemy ze źródeł rzymskich.
Mogą być z nią związane także piękne terakotowe figurki kobiet (z okresu punickiej okupacji wyspy Ibosim, czyli Ibizy) grających na różnych instrumentach. Kojarzone z rytuałem funeralnym, potwierdzają związek muzyki z płcią w świecie zachodniofenickim. Dziś trudno orzec, jakie znaczenie miały dla swych właścicieli, na pewno jednak świadczą o zakorzenionych tradycjach tańca i muzyki, być może wywodzących się z praktyk religijnych, które z biegiem wieków przeniosły się na platformę rozrywki, zwłaszcza po zajęciu miasta przez Rzymian.
To stare miasto portowe, należące do szerszej fenickiej diaspory i leżące niespełna półtora tysiąca kilometrów od Kartaginy, było z nią od dawna związane, i to blisko: jedno ze źródeł nazywa nawet jego mieszkańców „krewniakami” Punijczyków. Rzymski dziejopis Justyn wspomina chwilę z wczesnej historii Kadyksu, kiedy miastu zagroziła iberyjska armia z interioru i Kartagińczycy przyszli mu z odsieczą.
Nie ma dowodów plasujących to wydarzenie w chronologii, ale z tego, co wiemy o Kartaginie, można przyjąć, że działo się to w V wieku p.n.e. Lepiej udokumentowana jest pomoc, także militarna, jakiej Punijczycy udzielili fenickojęzycznym społecznościom na Sycylii oraz Sardynii – i to przypuszczalnie dotyczyło również Kadyksu.
Decyzje podejmowane przez władze kartagińskie w obliczu zdradzieckiego posunięcia Rzymian na Sardynii w 238 roku p.n.e. prze kierunkowały politykę państwa na zachód. Zaowocowało to jeszcze ściślejszymi więzami z Kadyksem i nawet skoordynowanym dążeniem do objęcia bardziej bezpośrednią kontrolą ziem na wybrzeżu afrykańskim i w południowej Iberii.
Hamilkar Barkas pociągnął tam krótko po zakończeniu wojny bezpardonowej. Nie mamy pewności, czy w Kadyksie powitano go z otwartymi ramionami, czy może sam się narzucił gospodarzom, ani nawet, czy zjawił się tam jako sojusznik i przyjaciel, czy raczej jako zdobywca. Pewne przesłanki wskazują, że zajął miasto siłą, choć niewykluczone, iż dobrowolnie dołączyło do jego sprawy. Niezależnie od wersji scenariusza przybycie wojsk kartagińskich do Iberii pociągnęło za sobą drama tyczny zwrot w dziejach obu regionów i w losach rodu Barkidów.
Hamilkar miał osobisty stosunek do Melkarta, którego uzna wał za swojego opiekuna i obrońcę. Wyruszając z misją odrodzenia bogactwa swego miasta i ustalenia jego pozycji na zachodzie, wódz poczynał sobie całkiem jak znani nam już zdobywcy z poprzedniego stulecia, w tym zwłaszcza Aleksander, który też głosił, że ma poparcie bogów. Hamilkar zaczął od zagarnięcia wielu starych fenickich kolonii kulturowo powiązanych z Kartaginą.
Traktując sprzymierzone miasta na iberyjskim wybrzeżu jako bazę, gdzie mógł liczyć na wsparcie i werbować żołnierzy, planował rozszerzyć punickie wpływy na nowe terytoria. W złożonym kontekście realiów geopolitycznych w III wieku p.n.e. sprzymierzeńcy mieli więc stanąć przed życiowym wyborem: wspomóc Kartaginę i wodza jej armii, albo ryzykować zniszczenie. Punijczycy zdecydowali się ruszyć na zachód, ponieważ w Iberii widzieli ziemie dojrzałe do podbicia, gdzie mogli sobie powetować straty poniesione na Sycylii i Sardynii.
Wódz zaś działał, jak wymagało tego stanowisko. Szykował się do ekspedycji, z której mógł już nie powrócić. Swój kontyngent zgromadził wiosną 237 roku p.n.e. i na wyprawę planował udać się z rodziną.
Zdążył zbudować sobie siatkę poparcia i teraz wyglądał oznak łaski bogów. Finanse w złocie i srebrze miał gotowe, zabierał też słonie bojowe. Jak wiemy, we wszystkich starożytnych społecznościach powodzenie militarne ściśle wiązano z rytuałami religijnymi i nikt nie podjąłby akcji, nie złożywszy ofiary bogom, aby zapewnić sobie, wojsku i miastu ich opiekę.
Ludność musiała wiedzieć, że jest nią otoczona. W przypadku Hamilkara mogło do tego dochodzić poczucie odnowy; obywatele byli świadomi, że są nowe ziemie do odkrycia i nowy początek do zrobienia po dziesiątkach fatalnych lat w świeżej pamięci. Taki był kontekst często przytaczanego epizodu z ceremonią ofiarną Hamilkara, opisanego ze szczegółami przez dwóch starożytnych autorów.
Liwiusz rozpoczyna swoją historię drugiej wojny punickiej od tego właśnie momentu wyruszenia Hamilkara. Opisuje, jak wódz uroczyście złożył ofiarę w obecności miejskich dygnitarzy i całej swej rodziny.
Wtedy też na karty dziejów wkracza jego najstarszy syn. Dziewięcioletni Hannibal przypatrywał się, jak papa odprawia rytuał, i podekscytowany napraszał się, by wolno mu było wziąć udział w ekspedycji. „Hamilkar uronił z pucharu wino ku czci bogów i dokonał wszystkich zwyczajowych obrzędów […], a gdy wróż by wyszły sprzyjająco”, wezwał syna, by się zbliżył do spowitego w koktajl woni kadzidła, dymu i krwi ołtarza, po czym zwrócił się doń z pytaniem, czy chce jechać z nim na wyprawę.
Chłopiec przyjął jego słowa „z radością”, a wtedy ojciec za rękę podprowadził go do zarżniętego zwierzęcia, położył jego dłoń na skrwawionym łbie i kazał przysiąc, że nigdy nie zaprzyjaźni się z Rzymianami i pozostanie ich nieprzejednanym wrogiem (fot. 20 we wkładce).
Późniejsi rzymscy historycy, piszący z perspektywy czasu, tę właśnie chwilę uczynią początkiem nowej wojny i obrócą ją w osobistą wendetę Barkidów. Efekt jest taki, że cały ówczesny kontekst geopolityczny Śródziemnomorza zredukowano do historii jedne go rodu.
Jeden z autorów tworzących w I wieku n.e. przypomniał inną scenę, jak Hamilkar obserwował bijących się po chłopięcemu w zabawie trzech synów i, jak chce legenda, zadeklarował: „Oto lwięta, które wychowuję na zgubę Rzymu”. Lew i lwie szczenię to mocarne symbole wojownika, Afryki i genezy Kartaginy – ale to wszystko dodane po wiekach apokryficzne ornamenty dziejów Barkidów i ich imperatywu „unicestwienia Rzymu”.
Rzymskie mity podkreślały, że Hamilkar Barkas we wszelkich działaniach kierował się jedynie nienawiścią do Rzymu – i przez to poniekąd usprawiedliwiały późniejsze wojny przeciwko Kartaginie. Rzeczywistość, jak się przekonaliśmy, była dużo bardziej złożona. Pokolenie Hamilkara nie mogło ufać Rzymianom po dziesięcioleciu konfliktu i zdrady, ale sama koncepcja, że jego wyłączną motywacją była ślepa wrogość wobec nich, jest spłaszczaniem i przeinaczaniem całej tej historii.
Przybywszy do Gades, Hamilkar jął budować sobie zaplecze na Półwyspie Iberyjskim i wielokulturową armię. Zastosował wszystkie podręcznikowe metody strategii podboju: twardą i miękką siłę, przemoc militarną i negocjacje, sojusze polityczne i matrymonialne.
Jak większość obywateli Kartaginy, był wykształconym poliglotą i z pewnością dysponował gronem doradców i sprzymierzeńców do pomocy przy planowaniu strategii. Mogli być wśród nich Tyryjczycy, Punijczycy, Grecy, Numidyjczycy, Sycylijczycy, jak również ludzie z Gades i sprzyjających mu plemion iberyjskich.
Szeroka koalicja byłaby jedynym sposobem osiągnięcia sukcesu na wrogim terytorium – i taki właśnie był modus operandi potęg imperialnych. Powodzenie Hamilkara w Iberii rzymscy autorzy skwitowali bardziej soczyście. Rzymski kronikarz Korneliusz Nepos napisał, że wódz „z łaski Fortuny dokonał wielkich czynów […] podbił potężne i wojownicze ludy”, co poskutkowało wzbogaceniem „całej Afryki w konie, ludzi i pieniądze”.
W rezultacie Hamilkar wy kroił sobie małe imperium w interiorze południowej części Półwyspu Iberyjskiego. Sukces rodzi sukces; poprzez podboje i konsolidację jego armia z początkowych dwudziestu tysięcy rozrosła się niemal trzykrotnie, do pięćdziesięciu sześciu tysięcy.
Podboje nie przychodziły jednak łatwo. Wojsko Hamilkar miał dobrze wyszkolone i zorganizowane, ale musiał zdobywać jedną górską twierdzę za drugą. Iberowie mieli opinię walecznych, lecz nie byli zjednoczeni w jednej strukturze władzy. Każdym regionem rządził miejscowy król lub wódz; często wojowali między sobą i z sąsiadami z wybrzeża.
Z każdym trzeba było uporać się z osobna, dając im wybór: przyłączyć się lub walczyć. Jeśli wybierali opcję drugą i przegrywali, ich kraik zostawał wchłonięty i przeorganizowany. Kilka przykładów opisano w różnych źródłach.
U Diodora czytamy, jak Hamilkar wydał wojnę plemionom iberyjskim i celtyckim (w tym Tartezjom) i zwyciężał we wszystkich starciach, po czym „przejął i wcielił do własnych szeregów trzy tysiące niedobitków”. W innej historii mowa o niejakim królu Indortesie, który wystawił armię, by stawić Kartagińczykowi opór, lecz został pojmany, poddany torturom i ukrzyżowany. Jego wojsku Hamilkar także zaproponował służbę u siebie, z czego naturalnie skorzystało. I tak to się toczyło dalej, królestwo po królestwie, plemię po plemieniu.
Podbój i konsolidacja oznaczały konieczność zabezpieczania zajmowanych ziem poprzez traktaty, zakładanie garnizonów i nowych miast. Jak odnotował Diodor, „włączywszy liczne miasta w całej Iberii do swego dominium, Hamilkar założył ważny ośrodek na zwany Akra Leuke”.
Nazwa oznacza w grece „białą warownię” lub „biały przylądek” i niektórzy uczeni sugerują, że miasto powstało w okolicy dzisiejszego Alicante. Są też głosy, że raczej w Portugalii (tamtejsze Castelo Branco znaczy dokładnie to samo), natomiast z najnowszych badań wynika przekonująco, iż lokalizacji należy szukać w Carmonie u ujścia Gwadalkiwiru. Za tym wyborem przemawia jej strategiczne położenie, umożliwiające kontrolę nad nowo zdobytymi terytoriami w ważnych pobliskich regionach.
Miasto mogło pełnić funkcję strażnicy dozorującej dolinę rzeki i przede wszystkim krainę złóż srebra, tak cennych dla Kartagińczyków. Ich opanowanie zaowocowało najbardziej przekonujący mi dowodami archeologicznymi z tego okresu w postaci monet. Najsłynniejszą z nich był podwójny szekel, bity w Iberii według standardu szekla tyryjskiego, będący w obiegu prawdopodobnie w latach 230–220 p.n.e. (fot. 21 we wkładce).
Na jego awersie widnieje dystyngowany męski profil z maczugą na prawym ramieniu, mający wyobrażać boga Melkarta, patrona Barkidów i zdobytych przez nich ziem iberyjskich. Pojawiają się opinie, że mógł to być wizerunek samego Hamilkara, lecz rzeczywistość jest raczej subtelniejsza. Głowa mężczyzny na monecie najwyraźniej nie miała przedstawiać żadnego śmiertelnika, a skojarzenie z Melkartem/ Heraklesem wzmacnia owa maczuga.
Dla żołnierzy z regionu – a pieniądz był emitowany głównie na wypłaty żołdu – bez wątpienia obraz był rozpoznawalny. Wyobrażenie bóstwa jako posuniętego w latach brodacza mogło im przypominać o rządach Barkidów, a nawet wiązać się z Hamilkarem i jego oddaniem Melkartowi – ale nie miało przedstawiać Hamilkara.
Tekst jest fragmentem książki Kartagina. Nowa historia starożytnego imperium i powstał we współpracy z Wydawnictwem Rebis.
