Albrecht Wacker, Niemiecki snajper na froncie wschodnim. Wspomnienia Josefa Allerbergera
II wojna światowa to nie tylko dzieje bohaterskich walk naszych, którzy stawiali czoła „armii zła” symbolizowaną przez wojska nazistowskich Niemiec, faszystowskich Włoch oraz ich popleczników. Nie sposób zrozumieć w pełni tego, co wtedy się wydarzyło, nie znając również tego, co do „opowiedzenia” ma ta druga, mniej przez nas lubiana strona. I właśnie taki aspekt światowego konfliktu stara się nam ukazać Albrecht Wacker, który daje poznać polskiemu czytelnikowi losy niemieckiego snajpera Josefa Allerbergera. Ale do rzeczy.
Świat widziany przez celownik
II wojna światowa to jedno wielkie pasmo ludzkich udręczeń, traum, tragedii, żalu, śmierci i bestialstwa, którego dopuszczały się – oczywiście w różnym stopniu – strony konfliktu. Ciężko jest to wszystko opisać, ogarnąć, wysnuć nić, która łączyłaby to wszystko w logiczną całość. Bo wszak śmierć nie ma logicznego wytłumaczenia, nie w naszym obecnym pojęciu człowieczeństwa i praw. Niestety, są wyjątki, o czym ostatnimi czasy coraz częściej możemy się przekonać.
Bestialstwo w trakcie wojen istniało od zawsze. Jednak w czasie II wojny światowej jego skala przerosła wszystko, co dotąd znano. Czytając opracowanie wspomnień Allerbergera poznałem jego nowe aspekty, których nigdy nie będę w stanie zrozumieć, wytłumaczyć czy opisać. A jednak wciąż nasuwa się pytanie, jak człowiek człowiekowi mógł uczynić taki los. Trudnych historii w środku znajdziecie wiele, ale ta jakoś mocno wryła mi się w pamięć:
„Wszyscy Sowieci w kolejności swych stopni wojskowych dokonali gwałtu na kobiecie, leżącej teraz zupełnie bez życia na masce samochodu. Mlecznobiała, mętna sperma mężczyzn spływała po nogach kobiety i błotniku samochodu. Jej skrępowany mąż, nie mogąc się poruszać, przyglądał się tej scenie skamieniały i oniemiały ze zgrozy, lecz w jego oczach było coś diabelskiego, a nawet potwornego. Ponad godziny było potrzeba, aby wszystkich dwudziestu trzech żołdaków zaspokoiło swoje żądze. […]
W zupełnym spokoju pakowali swoje łupy do pojazdów, podczas gdy zhańbiona kobieta nadal leżała bez życia na masce samochodu. Jednak to, co teraz nastąpiło, zmroziło Seppa do szpiku kości. Znowu pomiędzy żołdakami wywiązała się pełna gestykulacji dyskusja dotycząca losu kobiety, gdy nagle dwóch z nich znów złapało ją za nogi i rozsunęło je. jeden z nich wyciągnął z zasobnika rakietnicę sygnałową, załadował racą świetlą i wbił kobiecie broń między nogi. Ta cicho jęknęła, zanim żołnierz odpalił rakietę. Czerwona raca z sykiem wleciała do ciała kobiety i zaczęła się palić. Takiego krzyku, jaki się rozległ, jeszcze nie słyszał w swym życiu. Spomiędzy nóg kobiety wypływała jakby czerwona, żarząca się lawa. […] Jej umieranie trwało z pewnością kilka minut, zanim opuściły ją zmysły” (s. 270-271).
A przecież to nie wszystko, co znajdziemy w książce. Takich „cierpkich” wspomnień jest więcej.
Minusy i braki
Książkę czyta się jak dobry thriller – i szczerze, ciężko jest nie ulec szybszemu bicia serca, gdy czytamy bardziej dramatyczne zdarzenia. Mimo to jestem rozczarowany, iż jest to bardziej historyczna rekonstrukcja, poddana fabularyzacji, niż bezpośrednie wspomnienia omawianego snajpera. Jednak bardziej chciałbym usłyszeć jego głos, bez literackich upiększeń i stopniowań. Szkoda.
Kolejnym ważnym mankamentem jest zamienne używanie albo imienia bohatera książki, albo jego pseudonimu – Sepp. Być może nieuważnie czytałem, ale nie udało mi się znaleźć żadnego sensownego wytłumaczenia, skąd ten żołnierski pseudonim się wziął, co znaczył. A to już błąd, którego niektórzy czytelnicy mogą nie wybaczyć.
W publikacji zabrakło mi przypisów, które pozwoliłyby wyjaśnić, co z czego wynikało, skąd pochodzą dane opinie czy relacje.
Zabrakło mi również bardziej szczegółowych informacji, takich jak nazwiska dowódców, poszczególnych generałów, pułkowników… A tak „Snajper” jawi się niczym samotny jeździec apokalipsy. To kardynalny błąd, bowiem można odnieść wrażenie, iż cała historia jest wyssana z palca. Brak nazwisk poszczególnych osób, występujących we „wspomnieniach” razi. Rozumiem, że w czasie chaotycznych walk ciężko jest spamiętać wszystkich, ale brak imion i nazwisk dowódców to już coś dziwnego. Brak tego typu danych sprawia, że cała historia znacząco traci na swej historycznej wartości, a samego Autora zaczyna się podejrzewać o literacką fantazję, ale bez precyzji.
Zabrakło mi również bardziej wysublimowanej bezstronności w ocenie pewnych zachowań, postaw czy ocen moralnych. Bo przecież wszyscy, mimo różnic poglądów, doświadczeń życiowych, czy przynależności do strony konfliktu, jesteśmy takimi samymi ludźmi – z wadami i zaletami. Opiewanie swoich jako szlachetnych wojowników, stojących w opozycji do „azjatyckich barbarzyńców” z Sowieckiej Rosji, zakrawa co najmniej na żart i paradoks w jednym. Tym bardziej, jeśli weźmiemy pod uwagę ich „wojenny” dorobek.
Plusy
Na plus są zdecydowanie opisy tego, w jaki sposób niemieccy żołnierze poddawani byli wyszkoleniu wojskowemu. Jak uczono ich – mniej lub bardziej – radzenia sobie z natłokiem emocji w czasie walk, jak uczono ich zimnego podchodzenia do mordowania przeciwników. Bardzo spodobały mi się również opisy ówczesnych sposobów ukrywania się w terenie (czyli kamuflażu), szkolenia strzeleckiego czy nauki żołnierskiego fachu. Jest to niezapomniane przeżycie, tym bardziej przejmujące, że miało miejsce naprawdę.
Następną rzeczą wartą uwagi są fragmenty kreślące czytelnikowi w jaki sposób toczyło się życie żołnierzy na linii frontu, w okopach. Mamy możliwość „zobaczenia” jak radzono sobie z problemem dojmującego głodu, reakcjami na śmierć kolegów i dowódców. Stajemy niemalże w jednym szeregu z prawdziwymi ludźmi – słyszymy ich rozmowy, mamy wgląd w ich wątpliwości, rozterki i próby pozostania tym samym człowiekiem, nim zostało się ubranym w mundur i wysłanym na pole walki. Jest tu sporo miejsca na wspomnienia za beztroską domu rodzinnego, za ukochaną kobietą, rodziną, o narodowej dumie, utracie „niewinności” w obliczu wszechogarniającego okrucieństwa, zdziczenia i wojennych praw. A to już coś bezcennego.
To także spora ilość dylematów moralnych, trudności w pogodzeniu się z utratą własnego człowieczeństwa w obliczu tak bezwzględnej wojny. To także analiza tego, jak wojna wpływa na stan ducha szeregowego żołnierza, który coraz bardziej obojętnieje na okrucieństwo wokół siebie, stając się takim pół-automatem gotowym do zabijania o każdej porze.
Ciekawym aspektem książki jest również opis stopniowego wycofywania się wojsk niemieckich z ziem rosyjskich. Mamy tutaj przejmujący obraz niewyobrażalnego głodu, oglądania śmierci nie tylko własnych towarzyszy, ale i setek tysięcy sowieckich żołnierzy, partyzantów i cywili. Miejscami ma się wrażenie, jakby samemu wędrowało się po rosyjskich bezdrożach, ciągle z kimś walcząc, błądząc, marznąc, i to w poczuciu dojmującego strachu, zniecierpliwienia, udręki – cudzej i własnej.
Bardzo podobają mi się również zamieszczone w publikacji fotografie. Jaka szkoda, że zabrakło informacji, czy pochodzą one z prywatnej kolekcji Josefa Allenbergera, czy jest to tylko luźny zbiór zdjęć, pasujących do omawianego tematu. Zresztą większość z nich ma drastyczny walor – i trudno byłoby je wszystkie oglądać, gdyby były w kolorze. Wierzcie mi, jest w nich sporo dowodów na okrucieństwo czasów wojny.
Autor bardzo dobrze stymuluje nasze emocje, co rusz przytaczając fragmenty opisujące niemieckie i sowieckie okrucieństwa, których żołnierze dopuszczali się nie tylko na samych sobie, ale i na cywilach. Ręczę, że pewne dramatyczne opisy już na zawsze wryją się w waszą głowę.
Oczywiście, nie da się ukryć, iż w jakiś sposób Autor próbował wybielić swoich rodaków, tendencyjnie starając się ich uszlachetnić wobec sowieckich „dzikusów”. Z jednej strony byli przecież szlachetni, cywilizowani Niemcy, a z drugiej – zdziczali, bezwzględni, nielitościwi, i w połowie bestie – Rosjanie. Rozumiem ten narodowy patriotyzm, choć nie popieram. Oczekiwałbym bardziej bezstronnej oceny i postawy piszącego.
Podsumowanie
Książkę czyta się z zaciekawieniem, ale wielka szkoda, iż Autor nie oddał bezpośredniego głosu swemu „bohaterowi”. Czasami czułem, iż pewne fragmenty są zbytnio fabularyzowane, wygładzone, uszlachetnione. Ponadto momentami odnosi się wrażenie, że Josef Allerberger jawi się jako szlachetny bohater. A przecież był mordercą, który niweczył cudze życie z ukrycia.
Publikację polecam, pomimo pewnych niedociągnięć, wad czy nadinterpretacji. Czytanie o światowym konflikcie z perspektywy zwykłego człowieka, jest zdecydowanie ciekawsze niż wspomnienia dowódców, którzy swe spostrzeżenia spisywali z perspektywy człowieka, niejednokrotnie bezpiecznie siedzącego w schronie, albo za linią frontu. Dzięki temu łatwiej zrozumieć jak wyglądało życie żołnierzy na froncie, na pierwszej linii walk, czy w kryjówkach, gdzie czatowali na spotkanie z wrogiem i niepewną przyszłością. Czyta się świetnie, z pasją, dlatego gorąco ją wam polecam.
Wydawnictwo RM
Ocena 5/6
Ryszard Hałas
Egzemplarz recenzencki otrzymany od Wydawnictwa RM. Tekst jest subiektywną oceną autora, redakcja nie identyfikuje się z opiniami w nim zawartymi.