Thorwald Jurgen, Stulecie chirurgów
Chirurgia, którą znamy dzisiaj, nie zawsze była dziedziną pełną precyzji, procedur i sterylnych sal. Przez długi czas przypominała walkę z ciałem, czasem heroiczną, czasem bezradną, często prowadzoną przy pomocy noża, piły i odwagi graniczącej z szaleństwem. „Stulecie chirurgów” Jürgena Thorwalda pokazuje narodziny nowoczesnej medycyny od najbrutalniejszej strony: przez ból, ryzyko, błędy, ambicję i upór ludzi.
Thorwald prowadzi opowieść w zbeletryzowanej formie, opierając narrację na wspomnieniach fikcyjnego H. St. Hartmanna, przedstawianego jako dziadek autora. Dzięki temu historia chirurgii nie brzmi jak suchy wykład z dziejów medycyny, lecz jak zapis świata, w którym każde odkrycie okupione było cierpieniem pacjentów, ryzykiem lekarzy i oporem środowiska. Książka opisuje rozwój anestezji, antyseptyki i aseptyki, czyli praktyk, bez których współczesna chirurgia zwyczajnie nie istnieje.
Historia chirurgii jest historią ostatnich stu lat. Rozpoczyna się ona w roku 1846 odkryciem narkozy, która stworzyła możliwość bezbolesnych operacji. Wszystko, co było przedtem, jest tylko nocą niewiedzy, cierpienia i bezowocnego macania w ciemności. „Historia stu lat” przedstawia najbardziej przerażającą panoramę, jaką zna ludzkość.
Bertrand Gosset (s. 7)
Medycyna przez bardzo długi czas działała niemal po omacku. Zanim ból dało się ujarzmić narkozą, zanim zaczęto rozumieć zakażenia, zanim mycie rąk przestało brzmieć jak fanaberia, operacja była często aktem desperacji. Chirurg miał narzędzia, odwagę, ale zbyt mało wiedzy.
Thorwald świetnie pokazuje, że postęp w medycynie rzadko przychodził jako eleganckie olśnienie. Częściej przypominał awanturę przy stole operacyjnym. Ktoś próbował czegoś nowego, ktoś inny szydził, ktoś umierał, ktoś przeżywał wbrew wszystkiemu. Po latach z takich prób powstawała norma, którą dziś wpisuje się do podręczników.
Swoją drogą, serdecznie polecam serial „The Knick”, który obrazuje na przykładzie szpitala w Nowym Jorku, jak wyglądało wprowadzanie nowych procedur chirurgicznych z tak ograniczoną wiedzą, jaką wówczas miała medycyna.
„Stulecie chirurgów” przypomina, że za spokojem współczesnej sali operacyjnej stoją setki decyzji podejmowanych w świecie, w którym lekarz musiał mieć pewną rękę, stalowe nerwy i gotowość do porażki.
O autorze i o książce
Jürgen Thorwald był pseudonimem Heinza Bongartza, niemieckiego pisarza żyjącego w latach 1915–2006. Zasłynął jako autor historycznych książek popularnonaukowych pisanych z użyciem środków literackich, a jego prace o historii chirurgii i kryminalistyki stały się bestsellerami. W 1956 roku opublikował „Das Jahrhundert der Chirurgen”, czyli „Stulecie chirurgów”, książkę poświęconą przełomom w nowoczesnej chirurgii.
W młodości publikował w prasie związanej z aparatem propagandowym III Rzeszy, a w późniejszych pracach historycznych korzystał czasem z fabularyzacji, które w kolejnych wydaniach bywały usuwane. Ten kontekst nie przekreśla jednak automatycznie wartości „Stulecia chirurgów”, ale wymaga czytania z głową. Autor miał ogromny talent narracyjny, jednak talent narracyjny zawsze niesie ryzyko.
Polskie wydania książki ukazywały się od 1977 roku, w przekładzie Karola Bunscha. Sam fakt, że „Stulecie chirurgów” wraca w kolejnych edycjach (Znak, 2025), mówi sporo o jej sile czytelniczej. Takich książek rynek nie trzyma przy życiu z sentymentu. One po prostu dalej pracują, dalej sa czytane.
Medycyna odzyskuje ciężar
Thorwald pokazuje medycynę przez sceny, napięcia, porażki, nazwiska, procedury, upór i błędy. Dzięki temu czytelnik naprawdę czuje, co znaczyło cięcie przed epoką bezpiecznego znieczulenia albo operowanie w świecie, który jeszcze nie traktował zakażenia jako wroga numer jeden.
Znajdziemy tu takie sceny, jak wycięcie ogromnej torbieli „na żywo” przy tłumie gotowym uznać lekarza za mordercę. Pojawia się też Louis Rehn, który w 1896 roku zszył serce zranionego chłopca, choć podobne próby uznawano wcześniej za niemal zawodowe samobójstwo. Chirurgia ma tu twarz ludzi stojących nad ciałem z decyzją, której nie da się odłożyć na później (pozwolić pacjentowi umrzeć samemu, spróbować mu pomóc i go zabić, czy może tym razem się uda?).
Książka jest wciągająca, edukująca i bardzo obrazowa, ale szczegółowe opisy operacji mogą być trudne dla osób wrażliwych.
Opowieść jest tak dobra, że trzeba pilnować dystansu
Thorwald pisze tak, że łatwo dać się porwać. Przy książkach z pogranicza literackiego reportażu historycznego, eseju i popularyzacji trzeba pilnować, gdzie kończy się źródłowy konkret, a gdzie zaczyna kompozycja. „Stulecie chirurgów” ma siłę narracji, ale właśnie przez tę siłę czytelnik powinien zachować ostrożność.
Nie odbiera to książce wartości. Przeciwnie! Dobrze przeczytana, może być świetnym wejściem w historię medycyny. Trzeba jednak pamiętać, że nie mamy tu akademickiej monografii pisanej chłodnym językiem przypisów. Mamy opowieść. Mocną, sugestywną, czasem brutalną, świetnie skrojoną pod emocje i wyobraźnię.
Dla zwykłego czytelnika działa znakomicie. Dla pasjonata historii medycyny może być początkiem dalszego sprawdzania nazwisk, dat i odkryć. Ale dla kogoś szukającego sterylnej naukowej syntezy może okazać się zbyt literacka.
Warto czytać? Warto. Zwłaszcza jeśli historia medycyny interesuje Cię nie jako galeria wielkich odkrywców, lecz jako opowieść o cenie postępu. „Stulecie chirurgów” przypomina, że za dzisiejszym komfortem pacjenta stoją dziesięciolecia błędów, odwagi, sporów i eksperymentów
„Stulecie chirurgów” zostawia czytelnika z niewygodną wdzięcznością. Po tej lekturze zwykłe mycie rąk, narkoza i sterylna sala operacyjna przestają być banałem. Zaczynają wyglądać jak jedna z największych cywilizacyjnych wygranych człowieka.
Wydawnictwo Znak
Ocena recenzenta: 5/6
Agnieszka Cybulska