Krzysztof Bochus, Lapis lazuli
Do świata Adama Berga trafia Christian Abell. Ciekawe połączenie. Krzysztofa Bochusa poznałem za sprawą jego Tajemnic XX wieku. Potem dopiero się dowiedziałem, że napisał bardzo dużo prozy – długą serię o dokonaniach radcy Kripo Christiana Abella, a potem nieco krótszą o jego wnuku, czyli o Adamie Bergu. Lapis łączy oba światy, mimo że dzieli je dobrych kilkadziesiąt lat. Ale po kolei.
Krzysztof Bochus, to, jak można przeczytać na tylnej okładce, dziennikarz, wykładowca akademicki, publicysta i pisarz. Debiutował w 2017 r. W największej mierze pisał kryminały, ale historyczne. Za swoje książki był kilkukrotnie nagradzany. Lapis lazuli ukazał się nakładem Skarpy Warszawskiej w 2026 r. Oprawa klejona, okładka miękka. Stron niecałe 400.
Jest to historia Adama Berga z Christianem Abellem w tle. Gdzieś w Holandii wypływa na światło dzienne nowy obraz Vermeera. Krąży wokół niego dużo niejasności, więc Berg zostaje wynajęty przez dyrektora muzeum, by ustalić autentyczność i rozwiać niejasności. Na swojej drodze spotyka dyskredytowanego dziennikarza, niejednoznacznego szefa ochrony i wiele osób, którym bardzo zależy, by niewygodnego Polaka uciszyć. Na drugim planie jest historia obrazu i jego powstania. Rzecz dzieje się w okupowanej przez Niemców Holandii, Christian Abell chce z zemsty na swoich niemieckich ziomkach oszukać Hermanna Goeringa i wyciągnąć od niego ogromne kwoty za obraz oraz odzyskać liczne obrazy holenderskich mistrzów pędzla.
Jest to kolejne moje spotkanie z Adamem Bergiem, Christianem Abellem czy, ogólnie rzecz ujmując, Krzysztofem Bochusem i jego prozą. Wiedziałem czego się spodziewać i się nie zawiodłem. Akcja zwalnia tylko na kilka chwil, trudności się piętrzą, ale analityczny umysł oraz drobna, czasem nieco większa, pomoc ze strony starych znajomych niezmiennie prowadzą Berga do rozwiązania zagadki.
Nie trzeba znać obu serii, bo nawiązań do przeszłości jest raczej niewiele. Oczywiście, znajomość się przyda, ale nie jest niezbędna. Lepiej było by czytać historię Berga w kolejności, ale ten tom na początek może się nadać. Historia jest skończona i nie zostawia nierozwiązanych wątków, ani też nie jest bezpośrednią kontynuacją któregoś z poprzednich.
Nie będę ukrywał, że mnie wciągnęło. Czyta się bardzo dobrze, autor nie nudzi. Abell i Berg się nigdy nie spotkali, co jest bardzo sensownie i klarownie wyjaśnione na kartach powieści, ale w intrygujący sposób przy sprawie tego obrazu niejako pracowali razem. Bardzo mi się ten koncept spodobał.
Nie ma map ani grafik, czego trochę żałuję. Historia obraca się wokół obrazów Vermeera i, mówiąc szczerze, nie chce mi się ich szukać po sieci, więc dla czystej wygody bym sobie je obejrzał w książce. Nie ma również komentarza historycznego, ale jest kilkanaście przypisów do różnych elementów i autor w nich tłumaczy co jest faktem, co fikcją. I takie potraktowanie sprawy zaliczam na ogromny plus.
Jeśli znasz historie Berga i Abella albo w ogóle twórczość Bochusa, to Lapis… i tak przeczytasz. Jeśli nie znasz, to możesz zacząć tutaj. Może wciągnie na tyle, żeby poznać resztę historii Berga. Abell ma osobną serię i jest utrzymany w zupełnie innym klimacie. Co nie zmienia faktu, że sposób pisania Ci się spodoba i weźmiesz się za opowieści o radcy.
Wydawnictwo Skarpa Warszawska
Jakub Łukasiński