Eva Perón i kult Evity. Jak Argentyna zamieniła pierwszą damę w świecką świętą

Eva Perón i kult Evity. Jak Argentyna zamieniła pierwszą damę w świecką świętą

Po śmierci Evity w Argentynie rozpoczął się polityczny kult z religijnym językiem, pielgrzymkami i planami monumentalnego upamiętnienia. Jak pierwsza dama mogła stać się dla jednych świętą opiekunką ubogich, a dla innych niebezpiecznym symbolem władzy?

W 1953 roku, czyli rok po śmierci żony prezydenta Argentyny Evy Perón, w stolicy kraju Buenos Aires ogłoszono projekt wielkiego pomnika ku jej czci. Brytyjski magazyn ilustrowany „The Sphere” opublikował artystyczną wizję gigantycznego, 135-metrowego monumentu, który przedstawiał argentyńskiego robotnika stojącego na masywnym cokole. Inne słynne pomniki, takie jak Statua Wolności (czterdzieści pięć metrów) i Chrystus Odkupiciel w Rio de Janeiro (trzydzieści siedem metrów), wyglądałyby przy nim jak karzełki.

Aby czytelnicy mogli sami się o tym przekonać, gazeta zamieściła odpowiedni rysunek. Pomnik miał stanąć przed Pałacem Prezydenckim w Buenos Aires i górować nad całym miastem. W środku postumentu tego olbrzyma zamierzano umieścić srebrny sarkofag z prochami Evy Perón, ozdobiony rzeźbą śpiącej zmarłej. W arty­kule pisano, że pani prezydentowa wniosła swój wkład w projekt po obejrzeniu grobu Napoleona w Paryżu i że pomnik stanie się celem pielgrzymek narodu argentyńskiego.

Pomnik nigdy nie powstał. Przez długie lata kwestia tego, co zrobić z doczesnymi szczątkami byłej pierwszej damy, i czy w ogóle ją w jakiś sposób upamiętnić, pochłaniała wiele czasu i energii oficjalnych czynników argentyńskich, nie mówiąc o prasie krajowej i zagranicznej.

Sprawa prochów Evy Perón i pamięć o niej odgrywała istotną rolę w polityce argentyńskiej drugiej połowy XX wieku.

Trwała pamięć o Evicie i jej kult w pewnych kręgach argentyńskiego społeczeństwa sprawiają, że ludzie odbywają pielgrzymki ku jej czci, choć nie ma ona swojego sanktuarium – w przeciwieństwie na przykład do Elvisa Presleya czy Lenina, innych sławnych postaci XX wieku. Evita stała się przedmiotem adoracji, która najbardziej przypomina kult świętej, łącznie z symboliką religijną i opowieściami o cudach.

Historia Evy Perón, Buenos Aires i pielgrzymek do miejsc z nią związanych to dzieje rywalizacji i władzy. Ludzie kochający Evitę od dnia jej śmierci podejmowali pielgrzymki, żeby w ich trakcie poczuć obecność swojej idolki. Ci, którzy bali się jej symbolicznej mocy, usiłowali im w tym przeszkodzić. Kult Evity w Buenos Aires pokazuje, jak wielkie znaczenie może zyskać cel politycznych pielgrzymek i jak ważne miejsce może on zająć w narodowej wyobraźni.

Droga do świętości

Eva Perón urodziła się jako Eva Duarte, ale światową sławę zdobyła jako Evita. Była najmłodszym z pięciorga nieślubnych dzieci i razem z rodzeństwem została porzucona przez ojca, gdy miała zaledwie rok. Zdecydowana za wszelką cenę wyrwać się z biedy i zostać aktorką, w wieku piętnastu lat przyjechała z zapadłej prowincji do Buenos Aires. Tu zrobiła karierę jako aktorka radiowa.

W styczniu 1944 roku podczas imprezy dobroczynnej na rzecz ofiar trzęsienia ziemi poznała pułkownika Juana Peróna. Jesienią 1945 roku wzięli ślub; Eva miała wówczas dwadzieścia sześć lat. Rok później Perón został wybrany na prezydenta Argentyny, a Evita odegrała istotną rolę w jego kampanii wyborczej. Korzystając z doświadczenia radiowego, wygłaszała mowy na antenie, skierowane zwłaszcza do ubogich, i towarzyszyła mężowi w podróżach po kraju. Sześć lat później zmarła na raka szyjki macicy.

Tekst jest fragmentem książki Tam, dokąd ciągną tłumy, która czeka na Ciebie tutaj:

W czasie prezydentury Peróna Evita pracowała w ministerstwach pracy i zdrowia, założyła też fundację pomocy ludziom będącym w potrzebie, Fundación de Ayuda Social María Eva Duarte de Perón. Nieoficjalnie odgrywała znacznie ważniejszą rolę polityczną, ale większość czasu poświęcała pomaganiu ludziom ze sfery, z której sama pochodziła, czyli argentyńskim ubogim zwanym descamisados (dosłownie „ludzie bez koszul”). Była dla nich Panią Nadziei, a dla jednego z admiratorów „naszą małą Madonną z Ministerstwa Opieki Społecznej”. Ludzie biedni i nieradzący sobie w życiu nazywali ją Matką Pokornych i Potrzebujących i pisali do niej tysiące listów. Evita trzymała w biurze gotówkę, żeby wspomagać drobnymi kwotami tych, którzy przychodzili do niej po pomoc. Nikt nie wyszedł od niej z pustymi rękami. Dotykała chorych i cierpiących, nawet jeśli mogła się czymś od nich zarazić, aby ich pocieszyć i okazać współczucie. To, że nigdy nie zachorowała, dowodziło – zdaniem jej wielbicieli – że była świętą. Tyle tylko, że ta święta nosiła ubrania od znanych projektantów, kosztujące zapewne więcej niż przeciętny descamisado zarabiał przez całe życie.

Rząd peronistowski wkładał wiele wysiłku, nawet na arenie międzynarodowej, w to, żeby otoczyć Evitę, a w mniejszym stopniu jej męża, nimbem świętości. Podróż pary prezydenckiej do Europy w 1947 roku określono w Argentynie mianem „cudu”. We frankistowskiej Hiszpanii nazwano Evitę Honorową Służebnicą Matki Boskiej z Macareny. W Argentynie indoktrynacja zaczynała się wcześniej. Autobiografia Evity La razón de mi vida (Sens mojego życia) była lekturą obowiązkową w argentyńskich szkołach podstawowych, a uczniowie dowiadywali się, że Juan Perón należy do „ludzi, którzy tworzą nowe religie”. Na łożu śmierci Evita miała powiedzieć jednemu z gości, że ci, których spotykała, patrzyli na nią z „wyrazem zachwytu, jak gdyby była istotą nadprzyrodzoną”. Kiedy umierała, mąż nazwał ją „kobietą, którą zesłało mu przeznaczenie, aby kierowała jego krokami”. Nie pominięto żadnej okazji, żeby uczynić z niej w Argentynie obiekt kultu. Kulminacją tych starań była uchwała argentyńskiego Kongresu o nadaniu Evicie tytułu Duchowej Przywódczyni Narodu. Stało się to w dniu jej urodzin (jak się okazało – ostatnich).

Evita nie była bynajmniej kochana przez wszystkich, ale jej kult, zarówno za życia, jak i po śmierci, miał szeroki zasięg i wielką siłę oddziaływania. Szerzono go przez wysokonakładowe gazety i czasopisma, a także liczne książki. To, co pisali wielbiący Evitę autorzy, było przyjmowane za pewnik, bezkrytycznie powtarzane i cytowane. W ten sposób kształtował się wizerunek kobiety bez skazy, który w rzeczywistości opierał się na bardzo chwiejnych podstawach. Określano ją jako świętą (dosłownie i w przenośni), ponieważ działała na rzecz ubogich, zwłaszcza za pośrednictwem założonej przez siebie fundacji, dotykała chorych i troszczyła się o nich, zapadła na śmiertelną chorobę i bardzo cierpiała w ostatnich miesiącach życia, i w końcu odeszła z tego świata w wieku trzydziestu trzech lat, czyli w tym samym, w jakim Chrystus umarł na krzyżu. Popularyzowaniu obrazu św. Evity sprzyjało oczywiście to, że gazeta, która miała w tej dziedzinie największe zasługi, „Democracia”, od 1947 roku należała do niej.

Męczeństwo

Gdyby Evita żyła dłużej, być może utraciłaby część otaczającego ją nimbu i, tak jak jej odsunięty od władzy mąż, skończyłaby w niesławie. Ale jej śmierć w lipcowy wieczór 1952 roku uczyniła z niej męczennicę.

Objawy żałoby były powszechne. Po ogłoszeniu komunikatu kina natychmiast zaprzestały wyświetlania filmów, spektakle teatralne przerwano, bary i restauracje wyprosiły gości, w witrynach sklepowych zgaszono światła, a gazety ukazały się z czarnymi obwódkami. Najbardziej zrozpaczeni wyszli na ulice, głośno płacząc i zawodząc. Wydano zarządzenie o otwarciu wszystkich kościołów, aby wierni mogli się pomodlić za duszę zmarłej, i jedna z gazet napisała, że argentyńskie świątynie nigdy dotąd nie widziały takich tłumów. Atmosferę żarliwej religijności w okresie żałoby podgrzało jeszcze przywiezienie do Argentyny krzyża z Jerozolimy przez franciszkańskich misjonarzy wracających z Ziemi Świętej. Ich podróż, mająca charakter pokuty i duchowej krucjaty, nie była związana ze śmiercią Evity.

Ludzie, którzy przyszli oddać cześć krzyżowi, połączyli się z osobami spragnionymi religijnej pociechy w żałobie. Cały kraj ogarnęła nieomal mania religijna. Najwyraźniej było to widać podczas procesji z franciszkańskim krzyżem w mieście San Miguel de Tucumán w północnej Argentynie. Krzyż wieziono na lawecie wśród nieprzebranych tłumów. Na głównym placu miasta zakonnik Antonio Rivas wygłosił z prowizorycznej ambony kazanie, w którym wprost porównał chorobę i śmierć Evity do męczeństwa Chrystusa na krzyżu. Według niego kobieta ta dźwigała swój krzyż, mając „w pamięci Kalwarię”. W domach, a nawet w kościołach, budowano ołtarzyki ze zdjęciem Evity, z kwiatami, świecami i różańcami. Odbyło się kilka pielgrzymek, których uczestnicy modlili się za zmarłą. W mieście Trancas w północnej Argentynie żałobnicy zanieśli figurę św. Franciszka Solana do miejscowego świętego źródła, modląc się po drodze za duszę Evity.

Nic więc dziwnego, że jeszcze przed złożeniem ciała do grobu, co, jak zobaczymy, bardzo się odwlekło, zaczęto mówić o pielgrzymkach – czy to w odniesieniu do tłumów napływających do Pałacu Unzué w Buenos Aires, gdzie zmarła Eva, czy do ludzi przybywających do miasta, żeby zobaczyć jej ciało. Gazeta „Illustrated London News” pisała o „ogólnokrajowej pielgrzymce do Ministerstwa Pracy i Opieki Społecznej”, w którego siedzibie przez trzynaście dni po śmierci Evity były wystawione jej zwłoki. W reportażu z pogrzebu amerykański tygodnik „Time” pisał: „W minio­nym tygodniu w lodowatym deszczu około 700 tysięcy Argentyńczyków odbyło pielgrzymkę do jej trumny w Buenos Aires”. Jeszcze więcej stało przy drodze, którą wieziono ciało z gmachu Kongresu do siedziby konfederacji związków zawodowych.

To, że kult Evity osiągnął tak skrajną postać, nie jest zaskakujące, bo przecież peronizm praktycznie zastąpił w Argentynie Kościół katolicki. I Perón, i jego żona korzystali z poparcia Kościoła, ale oboje umieli zręcznie wykorzystywać jego wpływy do własnych celów. Juan Perón zwieńczył swą pierwszą kampanię prezydencką wizytą w Bazylice Najświętszej Marii Panny z Luján, gdyż wiedział, że demonstracja wiary ma ogromne znaczenie polityczne. Po zwycięstwie wyborczym wraz z żoną chętnie używali symboliki religijnej, żeby uwiarygodnić się w roli duchowych przywódców narodu. Szczególnie gorliwie czyniła to Evita. A gdy umarła, oficjalne fotografie wystawionych zwłok podkreślały jej przywiązanie do wiary katolickiej.

Przedwczesna śmierć wyniosła status Evity na jeszcze wyższy poziom, a okres żałoby – podobnie jak wiele późniejszych wydarzeń – był ściśle kontrolowany przez reżim peronistowski. Decyzję o obsadzeniu Evity w roli świętej podjęto z rozmysłem. Wszystkie jej wizerunki w druku musiały nosić oficjalny stempel. Perón i jego zwolennicy lansowali ideę Evity Dziewicy, a nadmorskie miasto La Plata, położone niedaleko Buenos Aires, zostało przemianowane na Ciudad Eva Perón. Gazeta „Democracia” nazwała ją świętą, a francuski dziennik „Le Monde” napisał, że była „Madonną argentyńskiej biedoty”. Zabiegi dążące do upamiętnienia Evity jako Dziewicy stały się jeszcze bardziej energiczne. W jednej z pieśni była „zbawicielką narodów”, a młodzież szkolna modliła się do niej słowami: „Evito, przyrzekam, że będę grzeczny, tak jak sobie tego życzysz, będę chwalił Boga, kochał ojczyznę i troszczył się o generała Peróna” oraz „Mamusia nauczyła mnie, jak się modlić. W swoich modlitwach nigdy nie zapominam o Evie Perón, naszej matce duchowej”.

W Argentynie rozlegały się nawet wezwania do jej kanonizacji; jeden ze związków zawodowych wysłał odpowiednią petycję do Watykanu. Według wyznawców Evity to, że nie została ona wyniesiona na ołtarze, było pożałowania godnym niedopatrzeniem papieża. Kiedy w 2013 roku urodzony w Buenos Aires kardynał Jorge Mario Bergoglio został papie­żem Franciszkiem, zwolennicy Evity we wspomnianym związku zawodowym znów podjęli próbę doprowadzenia do jej kanonizacji. Liczyli, że sympatyzujący z peronistami Franciszek odniesie się do tego pomysłu przychylnie, ale ich starania nie odniosły skutku. Pomimo braku oficjalnego uznania kult Evity szerzył się nadal i Buenos Aires stało się miejscem świętym jego wyznawców. W 2021 roku grupa pielgrzymów przyniosła do domu należącego swego czasu do Juana Peróna w San Vincente na dalekich południowych przedmieściach stolicy figurę Matki Boskiej z Luján z jego inicjałami wyrytymi na szacie Madonny. Najwidoczniej pielgrzymi czcili zarówno Juana, jak i Evę Perón, a jeden z nich, Gabriel Duna, przywódca neoperonistowskiego Ruchu Evity, twierdził, że polityka prezydenta Peróna i działalność jego żony „najbardziej przypominają Dobrą Nowinę”.

W pierwszą rocznicę śmierci Evity odbyły się w Buenos Aires okolicznościowe uroczystości. Budynek, w którym były wystawione jej zwłoki, przystrojono kwiatami, a na ulicach tysiące ludzi trzymały w rękach świece i modliły się za Evitę. Milczący tłum wysłuchał laudacji, w której nazwano ją „cudem miłości, doskonałą apostołką i symbolem… wybranką narodu… matką pokornych”. W sklepowych witrynach stanęły ołtarzyki, a Kongres złożył jej hołd jako „najwierniejszej tłumaczce prawdziwego przesłania Peróna”. Makietę przyszłego pomnika Evity ustawiono w miejscu publicznym, a ludzie godzinami stali w kolejce, żeby ją obejrzeć.


Tekst jest fragmentem książki Tam, dokąd ciągną tłumy. Historia świętych miejsc, Hurlock Kathryn, Wydawnictwo Znak Horyzont.

Comments are closed.