Los pozwolił wrócić Teofilowi Kłoskowi do Polski. I do Klary. Jednak Polska nie jest już jego Polską – jest siermiężną Polską Ludową, w której po prostu chce spokojnie dożyć swoich dni. Jednak nie dane będzie mu zaznać spokoju – po raz kolejny będzie musiał pomóc najbliższym, jak to zawsze robił. I tym razem stawka będzie wysoka, bo postawienie się partyjnym bonzom w żadnych czasach nie jest łatwe ani bezpieczne. Trylogia Żniwo ognia Andrzeja H. Wojaczka kończy się tomem Kantyk słowika. I niestety, tym razem kończy wszystko.
PRL, młodość i dylematy moralne
W poprzednim tomie pozostawiliśmy Teofila topiącego się obok ostatniego statku ewakuacyjnego, który miał go wyrwać ze Związku Sowieckiego. Wiemy, że udało mu się przeżyć, wrócić i odnaleźć ukochaną Klarę wśród żywych. Nie do końca wiemy, co przeżył na Bliskim Wschodzie – to będzie ujawniał nam tylko fragmentami, w miarę jak wspomnienia nie będą dawały mu spokoju. Bo Teofil jest już zmęczony. Zmęczony swoimi mocowaniami się z Polską, ze światem, z Bogiem. Codziennie ciało przypomina mu o koszmarze katorgi. Chciałby poświęcić się najbliższym i spokojnie pracować razem z Klarą w szpitalu.
Los chce jednak inaczej. Co chwilę na drodze Kłoska stają ludzie, którzy wymagają jego pomocy czy rozmowy. Są to nie tylko przyjaciele, ale również jeden partyjniak, któremu szybka reakcja Teofila przedłuży życie o kilka miesięcy, a przede wszystkim przywróci ludzką godność i pozwoli odkupić winy. Jednak największe starcie będzie czekało naszego bohatera w obronie dwójki młodych ludzi: Michała i Alicji. Ich dalsze losy będą zależeć od determinacji obojga Kłosków, którzy będą musieli zmierzyć się z lokalnym panem i władcą (a prywatnie ojcem Alicji).
Nie zabraknie również zdrady. Takiej, która w czasach Polski Ludowej była powszechna, jak problemy z zaopatrzeniem. Za obietnicę lepszego życia, za rower, rajstopy i elegancką garsonkę. System cynicznie wykorzystywał ludzi, a ci dopiero wkraczający w dorosłe życie (i nie mający zbyt świetlanej przyszłości) byli łatwym i cennym kąskiem. Szczególnie, gdy do ogólnej sytuacji materialnej dochodziło zdradzone młodzieńcze uczucie.
Ksiądz Papierski, a może nie?
Ciekawym wątkiem poruszonym w ostatnim tomie recenzowanej trylogii jest działalność wikarego – księdza Papierskiego. Choć jest człowiekiem dość szorstkim w obyciu, trzymającym wiernych twardą ręką, to jednak udaje mu się zgromadzić wokół siebie grupę młodzieży. Pomimo chimerycznego usposobienia i lubowania się w nakładaniu na ministrantów drakońskich kar młodzi ludzie daliby się za niego pokroić. To oczywiście nie jest wymarzona sytuacja dla władzy ludowej. Za wszelką cenę próbują znaleźć na niepokornego kaznodzieję haki, które w spektakularny sposób złamałyby jego karierę oraz ostatecznie zniechęciły ludzi do kościoła.
Papierski. Dość pospolite i niewiele mówiące nazwisko. Jednak to tylko złudzenie. Papierski jest bowiem Czcigodnym Sługą Bożym księdzem Franciszkiem Blachnickim – znanym twórcą Ruchu Światło-Życie czy Krucjaty Wyzwolenia Człowieka. To dość ciekawe, że na drodze Teofila – który jak wiemy stworzył własną teologię i trzyma się z daleka od instytucjonalnego kościoła – autor postanowił postawić tak radykalnego w swojej walce o Boga duchownego.
Jednak kim by nie był pierwowzór Papierskiego to podkreślić należy (po raz kolejny), że Andrzej H. Wojaczek jest mistrzem tworzenia postaci, które są interesujące, wielowymiarowe i nieoczywiste. Sam proces zmiany znanego z poprzedniej trylogii Teosia w Teofila z Kantyku słowika to literacki majstersztyk. Przez sześć tomów obserwowaliśmy nieustanną ewolucję głównego bohatera. Bo tu jak w życiu – nie ma prostych rozwiązań ani odpowiedzi. Aż żal, że teraz przyszło powiedzieć po prostu: Patrz tam jako Teoś!
Czy warto?
Gdyby kilka lat temu ktoś mi powiedział, że zwiążę się tak bardzo z jakimś bohaterem powieści kazałabym mu umyć buzię mydłem i wyspowiadać się z tej aberracji. Jednak losy Teofila i on sam pochłonęły mnie bez reszty. Szkoda, że to już koniec tej mojej wielkiej czytelniczej przygody. Zazdroszczę wszystkim, którzy są dopiero na jej starcie. Nie zwlekajcie, dajcie się wchłonąć opowieści chłopaka z podrybnickiej wsi.
Wydawnictwo Szara Godzina
Ocena recenzenta: 6/6
Daria Czarnecka