Krzysztof Drozdowski, Europa w płomieniach. Ostatnie miesiące II wojny światowej
Jakiś czas temu obchodziliśmy 80 lat od zakończenia II wojny światowej. Mogłoby się wydawać, że o tym konflikcie napisano już wszystko. Jednak Krzysztof Drozdowski w swej nowej książce – „Europa w płomieniach. Ostatnie miesiące II wojny światowej” – pokazuje nam, że jednak nie. Co więcej, za jej pośrednictwem, daje nam do ręki swoiste memento, opisując ludzkie dramaty, które niestety dzieją się współcześnie za naszą wschodnią granicą czy w Palestynie… Wszak niektórzy zapomnieli, jak pokój może być kruchy, i że śmierć łapczywie czai się na każdego.
„Ale właśnie dlatego ta książka, tak jak pamięć o tamtych czasach, jest tak ważna. Bo historia to nie tylko przeszłość – to także przyszłość. To ostrzeżenie przed tym, co może się stać, jeśli zapomnimy o tym, co już się wydarzyło”.
Lubię takich Autorów, którzy potrafią mnie nie tylko zaciekawić, ale i zaskoczyć. I kimś takim jest właśnie Drozdowski. Czym zaskakuje – perspektywą wojny widzianej oczyma zwykłych ludzi. Nie ma tutaj, przynajmniej zasadniczo, genialnych dowódców, rozwlekłych opisów sprzętu wojskowego, czy jałowych debat – co by było, gdyby…
Wszystko czym raczy nas Autor, to wartka akcja, w którą zostały wplecione losy zwykłych śmiertelników. Dzięki takiemu zabiegowi omawiany okres nabiera nowych kształtów, nowych barw i smaku. To już nie tylko suchy wykład o kampaniach, czy tabelach statystycznych.
Nie ma co się oszukiwać – coś takiego kreśli tylko nasze ogólne dzieje, ale sprawia przy tym, że nauka historii staje się jałowa, bezproduktywna jak reklama w gazecie. Dzięki Drozdowskiemu mamy możliwość zajrzenia pod podszewkę, oczami ludzi z różnych światów, z różnym bagażem doświadczeń. Dlatego publikację czyta się szybko i z zapartym tchem. Momentami ma się wrażenie, jakby osobiście brało się w tym udział.
Wojna z innej perspektywy
„Europa w płomieniach” ma kilka ciekawych atutów. Porusza też zagadnienia, które łatwo przeoczyć w naszym ogromnie zagonionym świecie, tak bardzo skupionym na sobie samym. A przecież, pokój, raz dany, może ulotnić się w przeciągu chwili, o czym nie tak dawno przekonali się Ukraińcy. Ale do rzeczy…
Krzysztof Drozdowski oprowadza nas po ostatnich kilkunastu miesiącach światowego konfliktu. Oczywiście nie sam – ustami ludzi, którzy ten konflikt przeżyli. To nie tylko cywile, jeńcy czy żołnierze… Wszyscy ci ludzie, niejednokrotnie po przeciwnej stronie frontu, byli ofiarami wojny. Żyli, kochali, cierpieli. Stali się świadkami tragedii, której nie potrafimy sobie nawet wyobrazić. Jednak dzięki pomocy Autora „Europy w płomieniach” zyskali szansę opowiedzenia swoich losów, swoich trosk, marzeń i katastrof. Jedni pod naporem ówczesnego tragizmu, zachowali swoje człowieczeństwo. Innym się to nie udało.
Co więcej, Drozdowski dał nam możliwość zajrzenia pod kurtynę. Zazwyczaj spoglądamy na dzieje II wojny światowej, z naszej polskiej perspektywy. A przecież, to nie jedyna możliwa. Jest jeszcze perspektywa francuska, niemiecka, radziecka, czeska… I każda wnosi coś ciekawego, coś interesującego. Gdybyśmy patrzyli na dzieje świata tylko z własnego podwórka, wiele rzeczy byśmy przeoczyli. I tym bardziej jestem za to Autorowi wdzięczny.
Ostatnie chwile tyrana
Moją uwagę przykuło ukazanie Adolfa Hitlera, nie jako despotę, ale człowieka, który widzi upadek wszystkich swoich przedsięwzięć, marzeń i planów. Nie wspominając o milionach ofiar III Rzeszy, którą zbudował, mamy możliwość zajrzenia w oczy człowiekowi zagubionemu, niepotrafiącemu udźwignąć ciężaru własnego upadku. Bo Hitler pod koniec wojny stał się zwykłym tchórzem, szarlatanem, który nie potrafił przyznać się nie tylko do winy, ale i do porażki. Ucieka w świat leków, antydepresantów, narkotyków.
Co więcej, im bliżej upadku Niemiec, tym więcej klakierów i kłamców, którzy mamili go różnymi wizjami cudownych broni, konfliktów między aliantami… Na sam koniec, widząc marność wszystkiego, wydaje rozkaz pozostawienia kulturowej pustki po narodzie niemieckim… I wkrótce sam popełnia samobójstwo.
Choć zabrzmi to dziwnie, może dwuznacznie, ale w jakimś stopniu, dzięki opisowi Drozdowskiego, Hitler stał się bardziej człowiekiem. To już nie tylko bezduszny tyran, ale i osamotniony głupiec, który żyje w świecie imaginacji – własnych i cudzych. W jakimś stopniu nawet zrobiło mi się go żal, jako człowieka, nie przywódcę, nie tyrana, nie mordercę.
Europa w płomieniach – podsumowanie
W książce znajdziecie sporą dawkę czarno-białych reprodukcji, zdjęć czy map. Są tutaj również fragmenty listów, zapisków czy dokumentów, które stanowią cenne źródło tamtej epoki. Wszystko to stanowi kompatybilną część tekstu – dosłownie zlewa się z narracją Autora, dając nam możliwość spojrzenia na opisywane wydarzenia z nieco innej płaszczyzny.
Książka z całą pewnością pisana jest z ogromną pasją. To czuć, i widać. Nie ma tu zbędnego „pitolenia” nie wiadomo o czym, wręcz przeciwnie – konkretnie, rzeczowo i smakowicie. Autor raczy nas „latte” – z wyselekcjonowanej wiedzy, w przystępnej formie z maksimum zwięzłości, ale i werwą. Można nawet pokusić się o tezę, iż książkę czyta się jednym tchem.
Tym, co bardzo mi się podoba, jest swoisty balans między wiedzą, a anegdotami, suchymi faktami, a tym, co potrafi pobudzić zainteresowanie czytelnika. Oby takich ciekawych książek powstawało więcej.
Publikacja zawiera się na 317 stronach. Całość podzielona jest na 16 rozdziałów. To pozycja, która śmiało nadaje się dla wszystkich grup czytelniczych. Autor poruszył nie tylko najważniejsze zagadnienia ostatnich miesięcy wojny, ale zaprosił nas do okopów, więzień, bunkrów, które stały się nieodzownym elementem krajobrazu tamtych strasznych lat. gorąco polecam.
Wydawnictwo Skarpa Warszawska
Ocena recenzenta: 6/6
Ryszard Hałas
Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Skarpa Warszawska. Tekst jest subiektywną oceną autora, redakcja nie identyfikuje się z opiniami w nim zawartymi.