Rywalizacja USA VS Chiny i reszta świata

Rywalizacja USA VS Chiny i reszta świata |Recenzja

Rywalizacja USA VS Chiny i reszta świata, pod red. Ewy Fronczak

Przez wiele lat raczono nas informacjami, jacy ci Chińczycy zacofani, biedni, a do tego złodzieje cudzych technologii. Wmawiano nam, że Chiny są tylko światowym pariasem, wielką fabryką niskiej jakości przedmiotów, zabawek i różnej maści pierdółek.

Dlatego w momencie, gdy okazało się, że te wyizolowane Chiny, technologicznie nie tylko przewyższają Polskę, ale i największe światowe mocarstwa, byłem nieco w szoku. I wówczas pojawiła się u mnie pasja tematem Chin. Chciałem się dowiedzieć jaka jest ich historia, i co sprawiło, że są tacy przedsiębiorczy.

Koniec równowagi

Jedną z tego typu pozycji jest publikacja „Rywalizacja USA vs Chiny i reszta świata”. To książka niesamowita, i to z kilku względów. Po pierwsze – poszczególni Autorzy w prosty sposób wyłuszczają jak wyglądają obecne mechanizmy polityki gospodarczej czy militarnej.

Po drugie – przystępnie kreślą kolejne łańcuchy powiązań, sojuszy, które obecnie kształtują układ sił na świecie. Wart nadmienić, że nie są one szczególnie dobre dla szeroko pojętej „cywilizacji zachodniej”, czyli i nas.

Po trzecie – mamy możliwość zapoznania się z tym, co dzieje się na arenie politycznej. Z jednej strony widzimy więc zmierzch amerykańskiej potęgi, borykającej się z coraz większymi problemami wewnętrznymi, które rzutują na ich obecność, a raczej coraz częściej wycofywanie się, z kolejnych części świata. Z drugiej – widzimy jak chiński olbrzym przejmuje inicjatywę, i czyni to nie tylko z wielką inteligencją czy skutecznością, ale i z gracją.

Dla mnie najciekawszym aspektem książki jest kwestia wzrostu znaczenia Chin, który na naszym podwórku choć widoczny, nadal jest jakby utajony, nieuświadomiony. Zwyczajnie żyjemy w świecie iluzji o własnym miejscu na świecie i w historii.

A to ogromny błąd, gdyż Chiny w coraz większym stopniu decydują o tym, co dzieje się na całym globie. Nie tylko, że posiadają one już ogromną przewagę gospodarczą nad większością bytów państwowych świata, ale ich potęga technologiczna w znacznym stopniu przewyższa to, co przeciwstawić mogą jej Unia Europejska czy same Stany Zjednoczone. Słowem – wszyscy siedzimy w kieszeni Pekinu.

Awans chińskiego tygrysa

Obecny przywódca Państwa Środka, Xi Jinping to postać nietuzinkowa. Za jego rządów Chiny nie tylko już prawie prześcignęły Stany Zjednoczone pod względem PKB, ale i zaczęły rozpierać się po świecie z pozycji supermocarstwa. Pekin łapczywie spogląda na japoński archipelag Senkaku, potencjalnie bogate stanowisko eksploatacji ropy naftowej i gazu ziemnego. Nie mówiąc już o próbach korekt pewnych granic z Wietnamem, Indiami czy Rosją.

Na morzach wokół siebie XI Jinping buduje sztuczne wyspy, na których tworzy zaporę przed ewentualnym atakiem z zewnątrz (lub do potencjalnego ataku). W sprytny sposób Chińczycy wciągają w orbitę swoich wpływów państwa na całym globie. Nie tylko oferują ogromne pieniądze i najnowocześniejsze technologie, ale i nie wymagają dostosowania się do chińskiego modelu politycznego. A to przecież stanowiło podporę amerykańskiej obecności na świecie. Dla Pekinu nie są ważne aspekty polityki, tylko robienie interesów z poszanowaniem lokalnych odrębności. A to niezwykle atrakcyjny atut dla każdego.

Xi Jinping stworzył również ciekawy projekt pod nazwą „Jeden pas, jedna droga”, który ma stworzyć nowy jedwabny szlak, łączący ze sobą kraje od Morza Północnego aż po same Chiny. W ten sposób Chiny budują linie kolejowe, drogi czy porty w wielu krajach – Czechach, Polsce (stadiony), Grecji, Izraelu, Egipcie, Arabii Saudyjskiej, Zjednoczonym Emiratom Arabskim, Pakistanie… Wszędzie sprzedają swoje niezwykle wydajne ogniwa słoneczne, turbiny wiatrowe oraz pojazdy.

Jednocześnie Pekin wykupuje dostęp do najważniejszych bogactw naturalnych, w tym do metali ziem rzadkich, o których ostatnio u nas głośno. Na wielką skalę wspierają państwa afrykańskie i kraje Ameryki Południowej. Pomagają zrestrukturyzować gospodarki bliskowschodnich krezusów – ZEA, Kataru czy Arabii Saudyjskiej. Wykupują udziały w najważniejszych punktach świata – choćby port w greckim Pireusie.

Zmierzch Ameryki

W tym samym czasie Stany Zjednoczone dosłownie zwijają się. ich obecność militarna jest coraz bardziej nieopłacalna. Podobnie rzecz ma się z wpływem na politykę państw europejskich czy państw Bliskiego Wschodu, które prowadzą coraz bardziej niezależną politykę, mając przeciwwagę w pomocy z Chin.

Po lekturze tej książki doszedłem do wniosku, że Donald Trump stał się takim amerykańskim Gorbaczowem, za którego rządów Stany Zjednoczone, a właściwie ich potęga, ulegnie gwałtownemu upadkowi. Samochwała Trump, który domaga się dla siebie niesamowitych zaszczytów, w tym Pokojowej Nagrody Nobla, walczy nie tylko z wrogami ale i z własnymi sojusznikami. Poprzez nakładanie ceł, zniechęca do Ameryki nie tylko swych wrogów, ale i państwa, które potencjalnie mogłyby ciążyć ku Waszyngtonowi.

Wpływ Ameryki na sprawy na sprawy świata, zwłaszcza na Bliskim Wschodzie jest coraz mniejszy, o czym świadczy nie tylko lekceważenie słów Waszyngtonu przez Beniamina Netanjahu, ale i coraz wyraźniejsze ciążenie w  stronę chińską Arabii Saudyjskiej, największej potęgi w regionie. Podobnie sprawa ma się z Ukrainą, która dla Ameryki jest bolesnym policzkiem. Nie dość, że Trump nie nakłonił swego przyjaciela Władimira Putina do poniechania wojny (i to na putinowskich warunkach), to jeszcze łoży na nią sporą część amerykańskich wydatków. Jedynym plusem jego polityki, jest przymuszenie państw europejskich do zwiększenia partycypacji w obronie tego regionu. Jednocześnie, Europa coraz bardziej oddala się od Waszyngtonu. Więc co by nie zrobił, i tak ucierpi na tym prestiż i znaczenie USA.

W książce tej znajdziecie jednak nie tylko stan rywalizacji pomiędzy dwoma mocarstwami, ale i rozwój nowych regionalnych potęg, który zaczyna tworzyć nowy schemat funkcjonowania świata. Staje się on coraz bardziej wyważony, skupiony wokół dawnych centrów cywilizacyjnych. Spodobały mi się konkretne wiadomości o dążeniach takich państw jak Arabia Saudyjska, Indie, Rosja, państwa należące do ASEAN czy Unii Europejskiej. Niestety ogranicza mnie forma recenzji, dlatego nie mogę wam rozwinąć tego wątku. Musicie sami sprawdzić co w trawie piszczy. A wierzcie mi, że naprawdę warto. To zdecydowanie jedna z najciekawszych książek tego roku.

Rywalizacja USA VS Chiny i reszta świata – podsumowanie

Publikacja zajmuje 222 strony naprawdę interesujących analiz. Całość została podzielona na osiem rozdziałów, przy czym, co niezwykle ważne – każdy jest równie interesujący, co zdarza się niezwykle rzadko. Tyle intrygujących faktów odnośnie światowej polityki dawno nie „zbombardowało” mojej głowy. Wszyscy Autorzy tekstów pokazali czytelnikom, jak niewiele wiemy o otaczającym nas świecie, i jak mało rzetelnych informacji dociera do nas z naszych mediów. Książka otworzyła mi oczy na wiele problemów, które albo uległy całkowitemu przedefiniowaniu, albo okazały się bujdą na resorach.

To pozycja dla wszystkich, którzy pragną obudzić się z błogiego snu niewiedzy i marzeń. Gwarantuję, że po tej lekturze wasz świat będzie wyglądał zupełnie inaczej.


Wydawnictwo Zona Zero
Ocena recenzenta: 6/6
Ryszard Hałas


Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Zona Zero. Tekst jest subiektywną oceną autora, redakcja nie identyfikuje się z opiniami w nim zawartymi.

Comments are closed.