Rzeczy zdarzające się w podroży

Rzeczy zdarzające się w podroży |Recenzja

Krzysztof Środa, Rzeczy zdarzające się w podroży

Gdy człowiek podróżuje, to przydarzają mu się różne rzeczy. Czasami też przydarzają mu się ludzie. A bywa i tak, że przydarza się brak osób, które powinny być i czekać. Dlatego też warto mieć ze sobą notes, żeby to wszystko, co niekoniecznie jest uchwytne i należy do podróżowania samego w sobie zapisać. I tylko dzięki temu możemy zamknąć poznawanie świata, nazywanie jego poszczególnych elementów, a także to, co się nam przydarza. Bo pamięć jest, jak jest. Czasami niechlujna, czasami ulotna, czasami opiera się na tym, co chce zapamiętać. I właśnie o tym pisze Krzysztof Środa w Rzeczach zdarzających się w podróży.

Migawki inteligenta przytrzymane w laptopie

Jak przyznaje sam autor recenzowana pozycja jest zbiorem, w których dwa teksty były wcześniej publikowane: Bang Bang i Archiwum. Reszta to     notatki, które jakiś czas przebywały w odmętach dysku twardego czekając na swój wielki moment. Co ciekawe większość z nich jest pełnym nostalgii zapisem pewnego rodzaju powrotu sentymentalnego do miejsc, w których Środa wielokrotnie odwiedzał, które mu już się przydarzyły. I do ludzi, którzy byli i nagle ich nie ma. Czasami umarli, a czasami po prostu odeszli w swoją stronę.

To właśnie ze stosunkiem do tych ludzi autor ma zdecydowany problem. Choć chce zapamiętać to, czego doświadcza, nie umie wyjść z pozy inteligenta. I to właściwie takiego, który z lubością powtarza, że ktoś kiedyś porównał go do Sebalda czy, że coś przytrafiło, kiedy pisał swoją [tu wstaw numer] książkę. Z kart recenzowanej pozycji nieodmiennie przebija ja Krzysztofa Środy. Ale jest w tym jakaś szczerość, gdy nie autocenzuruje swoich skojarzeń, nie cancelizuje stwierdzeń, które pozbawione są odpowiedniej politury politpoprawności. Choć opis prac wykonywanych przez Edka brzmi jak zachwyt nad prostym ludem z samej głębi okresu chłopomanii.

Czy ma momenty?

Najbardziej zapadła mi w pamięć miniatura o spotkaniu w pociągu jadącym na Kaukaz byłego oficera Specnazu ociemniałego podczas wojny w Czeczeni. Przez bardzo długi czas zastanawiałam się czy aby na pewno jest to prawdziwe zdarzenie. Czy w Rosji można tak po prostu krytykować i pisać petycje. Jest to doprawdy doświadczenie na pograniczu surrealizmu. W tej całej historii nie zdziwiło mnie nic mocniej, nawet to, że ów ociemniały weteran zna prozę Myśliwskiego. No i podziwiam odwagę autora, że od tak niesamowitej, obcej postaci oddaje swojego pendrive’a w celu przegrania materiałów. Aż człowiek podświadomie czeka na wejście KGB lub co najmniej zaaresztowanie Środy na lotnisku za szpiegostwo.

Ogromny rozczarowaniem okazał się tekst dotyczący Archiwum Ringelbluma. Rozumiem, że nie każdy musi znać na wyrywki i po kolei źródła do historii ludobójstwa, jednak o Oneg Szabat i dokumentach zakopanych w bańkach po mleku trudnie nie słyszeć. Tym bardziej przybrana maniera człowieka, który niewiele wie, w okresie obchodów rocznic powstania w getcie prewencyjnie ukrywa się pod kamieniem i nawet nie otwiera lodówki wydaje się sztuczną pozą. Gdyby odsunąć to nieświadome ja autora tekst byłby dużo lepszy.

Czy warto?

W mojej opinii nie jest to najlepsza książka Krzysztofa Środy. Momentami jest ona męcząca, a nadreprezentacja autora w każdym z tekstów powoduje pewien przesyt. Tym niemniej jest sporo dobrych miejsc, z którymi warto się zapoznać. Jest to książka z cyklu: dej temu szansę.


Wydawnictwo Czarne
Ocena recenzenta: 5/6
Daria Czarnecka


Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Czarne. Tekst jest subiektywną oceną autora, redakcja nie identyfikuje się z opiniami w nim zawartymi.

Comments are closed.